Nowa Europa Wschodnia (logo/link)
Transatlantyk / 20.06.2023
Kamila Łabno-Hajduk

Zofia Hertz byłą żołnierką i pierwszą notariuszką w Polsce. Bez niej trudno wyobrazić sobie paryską "Kulturę" (fragment książki)

20 czerwca mija dwudziesta rocznica śmierci Zofii Hertz, współtwórczyni Instytutu Literackiego i paryskiej „Kultury”, najbliższej współpracowniczki Jerzego Giedroycia. Nakładem Wydawnictwa KEW i Stowarzyszenia Instytut Literacki Kultura ukazała się właśnie biografia tej niezwykłej postaci – pierwszej kobiety-notariusz w Polsce międzywojennej, ochotniczki w Armii Andersa i ważnej działaczki emigracyjnej.
Foto tytułowe
Portret Zofii Hertz autorstwa Józefa Czapskiego


Co najmniej od początku lat pięćdziesiątych Instytut Literacki budował renomę jako ośrodek niezwykle gościnny dla osób przyjeżdżających z kraju. Cieszył się niesłabnącą popularnością, z roku na rok wzrastało też zaufanie do niego. Liczba wizyt szczególnie się nasiliła w drugiej połowie 1956 roku, po zliberalizowaniu polityki wewnętrznej w Polsce i dojściu do władzy Władysława Gomułki. Maisons-Laffitte odwiedzili wówczas między innymi Aleksander Wat, Marek Hłasko oraz współzałożyciele Studenckiego Teatru Satyryków Agnieszka Osiecka i Jarosław Abramow-Newerly. Mimo początkowych obaw Zofii Hertz o znalezienie wspólnego mianownika w rozmowach o Polsce i roli emigracji szybko się okazało, że między polskimi gośćmi a mieszkańcami Domu „Kultury” nie było trudnych do pokonania barier, łączyła ich wspólnota myśli.


Zofia Hertz z psem Blackiem
Latem 1957 roku grupa przyjaciół z STS-u (między innymi Jarosław Abramow-Newerly, Jerzy Markuszewski, Andrzej Drawicz, Ryszard Pracz) wybrała się na winobranie do Burgundii. Była z nimi Agnieszka Osiecka, lecz wyruszyła autostopem spod Dijon do Maisons-Laffitte, by przekazać Redaktorowi maszynopis Cmentarzy Marka Hłaski. Nawiązana wtedy znajomość z Hertzami (zaledwie kilka miesięcy później przeszli na „ty”) i Jerzym Giedroyciem przerodziła się w wieloletnią przyjaźń. Wrażenia towarzyszące pierwszemu spotkaniu poetka spisała.

Szara willa pachniała perfumami i fajką, domu pilnował czarny spaniel Black i wszyscy jeszcze żyli. Na górce Józio Czapski, a na dole trójka ludzi, z którymi miałam się poznać i pokochać na całe życie: pustelniczy Giedroyc, Zygmunt Hertz zbudowany z dobroci i gadulstwa, no i – jak powiada Miłosz – zdumiewająca Zosia – opoka domu i wydawnictwa. Jerzy Giedroyc miał na mnie wpływ duchowy niewyobrażalnie silny, wszystko mi poprzestawiał w głowie, zmienił horyzonty, to było jak operacja na mózgu.

Szczególną sympatią darzyła Osiecka małżeństwo Hertzów; z czasem zaczęli odgrywać w jej życiu rolę przybranych rodziców, a o Maisons-Laffitte lubiła myśleć jak o „domu”. Planowała odwiedzić Paryż w następnym roku, lecz wiosną 1958 roku odmówiono jej pozwolenia na wyjazd. Jerzy Giedroyc pomógł nawet Osieckiej w uzyskaniu dwumiesięcznego stypendium Fundacji Forda na studia na Sorbonie, miała zająć się socjologią filmu (była słuchaczką łódzkiej szkoły filmowej). Niestety, wobec problemów paszportowych plany te nie doczekały się realizacji. Sytuacja powtórzyła się w 1959 roku – „Wyglądam widocznie na jakiegoś asa wywiadu” – dlatego na pewien czas zaniechała wymiany listów z Zofią i Zygmuntem drogą pocztową, zaczęła natomiast korzystać z uprzejmości znajomych i przyjaciół wyjeżdżających na Zachód, między innymi Barbary Kwiatkowskiej. W uzyskaniu paszportu rzeczywiście przeszkodziły pisarce, rozpracowane przez Służbę Bezpieczeństwa, jej kontakty z paryską „Kulturą”. We wrześniu 1958 roku wezwano ją do złożenia wyjaśnień w tej sprawie, z czasem podjęto też próbę nakłonienia jej do współpracy w inwigilowaniu podparyskiego ośrodka, co spotkało się jednak z odmową.


Po powrocie z pierwszej wizyty w Domu „Kultury” Osiecka ekscytowała się: "Przyjęli mnie nadzwyczajnie, przemili ludzie. Byłam pierwszą studentką z Polski, którą zobaczyli po wojnie, i wzbudziłam sensację. [...] Zapraszają nas wszystkich, bardzo chcą was poznać."

Książka do kupienia w księgarni online
Kolegium Europy Wschodniej

W tych okolicznościach doszło do pierwszego spotkania Abramowa-Newerlego z Zespołem „Kultury”. Niemal od razu gość i Hertzowie przypadli sobie do gustu. Wiele lat później Zofia wskazała go jako jedną z najbliższych sobie osób, obok Czesława Miłosza, Konstantego Jeleńskiego i Agnieszki Osieckiej. Zygmunt podzielał odczucia żony: „Jest najmilszy Jarek Abramow, który u nas za syna”. Gdy w następnym roku przyjechał do Paryża, zatrzymał się w Sarcelles, u znajomej matki, ale trwało to krótko. Z pomocą przyszedł Zygmunt Hertz – zaproponował mieszkanie w Domu „Kultury”: „Serdecznie zapraszam w imieniu wszystkich, dla nas to żaden kłopot. Z miłą chęcią pana ugościmy”. Abramow-Newerly z propozycji skorzystał. Znajomość z nim musiała się stać dla Zygmunta Hertza szczególnie istotna, skoro kilka lat później zdecydował się pokonać trzysta kilometrów tylko po to, by spotkać się z pisarzem na niecałą dobę:

"Spędziliśmy razem 18 godzin i obratno do domu”. Między kolejnymi wizytami w Lafficie Abramow prowadził ożywioną korespondencję z Hertzami, już nagłówki listów zdradzają jego wyjątkowy stosunek do Zofii: „Kochana Zosiu”, „Najdroższa Zosiu!"

Nawiązanie bliższych kontaktów z Aleksandrem Watem przypadło na drugą połowę lat pięćdziesiątych. Dzięki stypendium Fundacji Forda pisarz wyjechał z kraju w 1957 roku i zamieszkał wraz z żoną Olą w Paryżu. Już w trakcie pierwszego zetknięcia ze środowiskiem „Kultury”, a w szczególności z Zygmuntem Hertzem, poczuł do niego sympatię. Pawłowi Hertzowi zrelacjonował: „Zaprzyjaźniliśmy się z Miłoszem. I z Twoim kuzynem – to uroczy facet. Niezwykle uczynny i zaradny, uprawia czynną miłość bliźniego”. W 1959 roku Jerzy Giedroyc zaproponował Watowi mieszkanie w Domu „Kultury”. Pisarz skorzystał z zaproszenia dopiero w 1961 roku, wcześniej nie mógł przedłużyć pobytu we Francji; do tego czasu przebywał we Włoszech, na krótko podjął tam współpracę, jako redaktor polskiej serii wydawniczej, z wydawnictwem Umberta Silvy. W trakcie pierwszego, ponad dwumiesięcznego pobytu w Maisons-Laffitte jego stosunki ze współmieszkańcami układały się nader przyjaźnie, o czym w listach do Czesława Miłosza pisał Zygmunt Hertz:


"Watowie mieszkają u nas. Bardzo mi z nimi dobrze. Lubię i Aleksandra, i Olę, męczennicę i pełną poświęceń i dobroci. Wiesz, że się z nimi przyjaźnię i bardzo do nich przylgnąłem."


Wat zaskarbił sobie także sympatię Zofii Hertz, z Giedroyciem natomiast nie znalazł takiego pokrewieństwa dusz. Z uprzejmości gospodarzy Watowie skorzystali po raz drugi w 1962 roku, tym razem przez kilka miesięcy. W trakcie tej wizyty pojawiły się napięcia; z czasem narastały, aż doprowadziły do ostatecznego zerwania znajomości. Powodem z jednej strony stał się udział Wata w konferencji sowietologicznej w Oxfordzie, od udziału w której odwodził go Jerzy Giedroyc, a z drugiej – publikacja na łamach „Na antenie” krytycznej noty o książce Witolda Jedlickiego Klub Krzywego Koła, wydanej nakładem Instytutu Literackiego w 1963 roku. Nie bez znaczenia pozostawały również nawarstwiające się nieporozumienia o codzienne drobiazgi. Zofia Hertz odniosła się do sprawy w rozmowie z Teresą Torańską. Wyznała, że Watowie byli bardzo wymagający jako goście, ze szczególnym uwzględnieniem Oli. Przywołała jedną ze scen towarzyszących ich obecności: „5 czy 6 osób siedzi, obiad na stole, a ona: »Zosiu, Aleksandrowi jest zimno, musisz natychmiast mu dać jakiś koc«. I ona potrafiła stanąć i stać. [...] drażniła mnie szalenie”. Tych kilku miesięcy spędzonych w Maisons-Laffitte nie odmalował w jasnych barwach także Aleksander Wat:


Zofia Hertz przy stole
"groszowo chciwi i skąpi Zosia i [„kośćmi poczciwy”] Zygmunt uznali nas za interesownych chciwców i skąpców, no i naturalnie za niewdzięczników. [...] Chociaż mieszkaliśmy tyle czasu, za bardzo to mieszkanie – ile razy [wyszło nam] stało nam [i stoi] ością w gardle i jeszcze na Sądzie Ostatecznym będzie [będziemy musieli składać rachunek] nam wytknięte [...] podarunek na imieniny Zosi w najdroższym sklepie wskazanym przez Zygmunta – i owszem, ale restauracje, wydatkowanie się „dla szyku” [na ten szyk łódzkich jestem uczulony] [...] oczerniam Hertzów (chociaż [oboje] jesteśmy przekonani, że Zosia jest rzetelnym, chociaż niedobrym człowiekiem, a Zygmunt – naprawdę poczciwy, dobry, chociaż chciwy)."


Swoją perspektywę przedstawił Zygmunt Hertz w liście do Czesława Miłosza: „Wierz mi Czesław, ja jestem życzliwy, ale mam wspomnienie z Wenecji, gdzie myśmy mieszkali podle i tanio, mieli dwie małe walizeczki, a Watowie w dobrym hotelu i gondola pod walizki”.

Jedną z najbarwniejszych postaci, które znalazły życzliwe oparcie w mieszkańcach Domu „Kultury”, był Marek Hłasko. „Opis jego pobytu złożyłby się na osobną książkę” – uznała Zofia. W Maisons-Laffitte pojawił się w pierwszym kwartale 1958 roku, dzięki zainicjowanemu rok wcześniej kontaktowi z Jerzym Giedroyciem, niespełna miesiąc po otrzymaniu nagrody Polskiego Towarzystwa Wydawców Książek. Na łamach wrześniowej „Kultury” miało się ukazać opowiadanie Hłaski Cmentarze, dostarczone do redakcji przez Agnieszkę Osiecką. Po otrzymaniu paszportu i zgody na wyjazd pisarz wstrzymał się jednak z autoryzacją do czasu swojej wizyty w Paryżu. Na dworcu Les Invalides, gdzie dowożono pasażerów z lotniska, spotkał się z nim Zygmunt Hertz. Od pierwszej chwili rozpoznał „zdenerwowanego młodego człowieka w kożuchu, który po upewnieniu się, że mówi z Hertzem, wykrzyknął: »Całe szczęście, że pan tu jest, bo już chciałem zapisać się do Legii Cudzoziemskiej«”. Panowie od razu przypadli sobie do gustu, przy czym Zygmunt oprócz nieskrywanej sympatii obdarzył gościa niemal ojcowską opieką. Cmentarze oraz Następny do raju, opublikowane w jednym tomie Biblioteki „Kultury” w 1958 roku, czytelnicy przyjęli entuzjastycznie, konieczny był dodruk, autora doceniono za talent i zmysł literacki.


Pierwsze miesiące jego pobytu w Maisons-Laffitte upłynęły spokojnie – „przez trzy miesiące nie wypił nawet kieliszka wina” – zaskakiwał wyłącznie jego tryb życia: kładł się spać nad ranem, a do współmieszkańców dołączał dopiero przy okazji obiadu. Czerpał przyjemność ze składania nocnych wizyt w sypialni Hertzów, by raczyć ich niekończącymi się opowieściami. W marcu 1958 roku zwrócił się do konsula PRL w Paryżu o przedłużenie paszportu – uzyskał je na kolejne pół roku. W tych wizytach towarzyszył mu Zygmunt Hertz. Publikacja tomu opowiadań nakładem podparyskiej oficyny przyniosła pisarzowi nieoczekiwany rozgłos, wart Nagrody Literackiej „Kultury”. Do sprawy odniosły się media krajowe, na łamach „Trybuny Ludu” zamieszczono notę recenzyjną, w której zarzucono autorowi stworzenie fałszywego obrazu rzeczywistości komunistycznej („To już jest paszkwil, nie tylko na ustrój, lecz na społeczeństwo”). W konsekwencji tych zdarzeń pierwszy wyjazd Marka Hłaski za granicę zadecydował o pozostaniu na emigracji. Pod koniec 1958 roku pisarz zamieszkał na krótko w Berlinie Zachodnim, potem zdecydował się na wyjazd do Izraela. Po raz drugi w Maisons-Laffitte pojawił się w 1965 roku, ale tym razem z powodu problemów osobistych i zdrowotnych pisarza spotkanie nie przebiegało w harmonijnej atmosferze. Opinia Zygmunta o niegdysiejszym przyjacielu uległa diametralnej zmianie:

"nieznośny pasażer, robiący sobie samemu na złość, marnujący każdą okazję, jaka mu się nawija. Patrzę z przerażeniem na to marnotrawstwo, facet jest psychopata-mitoman, hipochondryk, czort wie co. Nie do życia. Najdziwniejsze jego powodzenie u kobiet. Tego nie rozumiem: brudas aż śmierdzi, neurastenik, pijak okazyjny, awanturnik też okazyjny."

Kamila Łabno-Hajduk — historyk, politolog, pracuje jako adiunkt w Instytucie Slawistyki PAN oraz w Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka Jeziorańskiego. Książka Zofia Hertz. Życie na miarę Kultury (2023) jest jej debiutem.

Więcej artykułów Kamili Łabno-Hajduk

Duże ilości alkoholu łączone z lekami oraz przelotne znajomości z kobietami boleśnie odbijały się na jego pisarstwie. Bezskuteczne próby wyłożenia wspomnianemu zasad obyczajnego zachowania podejmowała niestrudzenie Maria Czapska. Przedwczesna śmierć Hłaski w 1969 roku wstrząsnęła Zespołem „Kultury”, ze wskazaniem na Hertzów. Przez lata wspominali jego obecność w swoim życiu wyłącznie ciepłymi, pełnymi troski słowami.


Fragment książki: Zofia Hertz. Życie na miarę KULTURY, Wydawnictwo KEW, Wrocław-Wojnowice-Paryż 2023