Nowa Europa Wschodnia (logo/link)
Transatlantyk / 22.08.2023
Karolina Zub

Wojna w Ukrainie odwraca uwagę od Arktyki. Rosja ma tu swoje plany

Napaść Rosji na niepodległą Ukrainę uwypukliła problemy w innych częściach świata, które mogą mieć reperkusje dla naszego regionu. Podczas gdy z niepokojem spoglądamy ku Morzu Czarnemu i śledzimy doniesienia z frontów wschodnich, naszej uwadze umykają procesy na Dalekiej Północy.
Foto tytułowe
(Shutterstock)


Arktyka to region obejmujący Ocean Arktyczny, położone na nim wyspy, a także północne krańce Europy, Azji i Ameryki Północnej. Stanowi aż 6% powierzchni globu. Zaczął nabierać znaczenia w okresie zimnej wojny ze względu na swoje położenie geostrategiczne oraz możliwości militarne: w przypadku wybuchu konfliktu zbrojnego walki między wrogimi blokami miały się toczyć m.in. na terenie Arktyki. Przebiegały przez nią najkrótsze potencjalne trasy przelotu interkontynentalnych balistycznych pocisków rakietowych w ewentualnym konflikcie jądrowym. Stanowiła też doskonałe miejsce do utrzymywania jednego z elementów triady nuklearnej – atomowych okrętów podwodnych z pociskami jądrowymi, w zasięgu których znajdowały się ważne ośrodki przemysłu zbrojeniowego przeciwników.

Przełomowym momentem w historii regionu było przemówienie wygłoszone w 1987 roku w Murmańsku przez Michaiła Gorbaczowa. „Związek Radziecki opowiada się za radykalnym obniżeniem poziomu konfrontacji militarnej w regionie. Niech Północ globu, Arktyka, stanie się strefą pokoju. Niech biegun północny będzie biegunem pokoju” powiedział ostatni przywódca ZSRR. Posunięcie to miało na celu przekształcenie północnej części globu z teatru działań wojennych w „terytorium dialogu i współpracy” poprzez ustanowienie strefy wolnej od broni jądrowej, ograniczenie działalności marynarki wojennej na morzach arktycznych, a także rozwój współpracy międzynarodowej w innych dziedzinach.

Przez kilka dekad po zakończeniu zimnowojennych zmagań państwa arktyczne (Dania, Finlandia, Islandia, Kanada, Norwegia, Rosja, Stany Zjednoczone i Szwecja) z powodzeniem współpracowały ze sobą w zakresie ochrony środowiska i praw ludności tubylczej, zrównoważonego rozwoju czy prowadzenia działalności naukowej. Konsekwentnie unikano trudnych, tradycyjnych problemów z zakresu bezpieczeństwa. Powołana w 1996 roku Rada Arktyczna, mająca stanowić międzyrządowe forum współpracy w regionie, zdecydowała w dokumencie założycielskim o wyłączeniu tej dziedziny ze swojego programu działań.


Arktyka w XXI wieku


W pierwszej dekadzie XXI wieku stosunki między państwami arktycznej ósemki zostały zdeterminowane przez otwierające się przed nimi perspektywy gospodarczej eksploatacji regionu. Stało się to możliwe za sprawą postępujących w szybkim tempie zmian klimatycznych. Temperatury na biegunie północnym rosną trzy–cztery razy szybciej niż w innych częściach globu i mogą mieć o wiele poważniejsze skutki. W styczniu 2021 roku NASA zaprezentowała podsumowanie 40 lat obserwacji pokrywy lodowej w Arktyce. Ilość lodu stałego w tym roku była tak mała, że statki bez problemu docierały na biegun północny. W ciągu czterech dekad zasięg pokrywy lodowej Oceanu Arktycznego w czerwcu i lipcu skurczył się o około 40% (w zimniejszych miesiącach średnio o 10%). Według danych przedstawionych w 2017 roku przez Radę Arktyczną latem 2040 roku Daleka Północ, jak tradycyjnie zwykło się określać Arktykę, będzie całkowicie wolna od lodu.

Temperaturę w regionie podgrzewały jednak nie tylko zmiany klimatyczne, ale również coraz częstsze napięcia między państwami, dotyczące pomysłów na jego zagospodarowanie, podziału bogactw czy wyznaczenia priorytetów w zarządzaniu nim. Sprawy nie ułatwiał fakt, że do dzisiaj Arktyka pozostaje jednym z ostatnich skrawków Ziemi o nieuregulowanym statusie prawnym. A jest o co się spierać.

Na Dalekiej Północy znajdują się największe na Ziemi, nieeksploatowane do tej pory pokłady gazu ziemnego i ropy naftowej. Jak dotąd najszersze badania w tym zakresie zostały przeprowadzone w 2008 roku przez amerykańską agencję naukową US Geological Survey. Wykazały one, że pod dnem Oceanu Arktycznego może się znajdować nawet do 30% dotychczas nieodkrytych, ale dostępnych technicznie światowych rezerw „błękitnego paliwa” i 13% „czarnego złota”. Szelf kontynentalny Oceanu Arktycznego bogaty jest też w inne surowce mineralne, takie jak cynk, ołów, molibden, nikiel, platyna, a nawet złoto i diamenty.

Drugi aspekt, który zaczął oddziaływać na wyobraźnię decydentów z państw zaangażowanych w arktyczną grę, stanowiły możliwości związane z transportem morskim, obecnie obejmującym 80% wolumenu międzynarodowego handlu towarami. Przez Arktykę wiodą dwa szlaki, tj. Przejście Północno-Wschodnie (wzdłuż wybrzeży Syberii, najkrótsza droga z Europy do Chin) oraz Przejście Północno-Zachodnie (wzdłuż wybrzeży Kanady). Przez dekady trasy te nie miały większego znaczenia ze względu na zalegającą tam pokrywę lodową. Gdy ta jednak zaczęła się kurczyć, przed państwami arktycznymi zarysowały się nowe możliwości ekonomiczne. Przejście Północno-Zachodnie skraca drogę z Europy do Azji Wschodniej o kilka tysięcy kilometrów w porównaniu z trasą przez Kanał Panamski, a Przejście Północno-Wschodnie aż o 9 tysięcy kilometrów w porównaniu ze szlakiem przez Kanał Sueski.

Państwem prowadzącym najbardziej ekspansywną politykę na Dalekiej Północny i roszczącym sobie do niej najszersze prawa jest Federacja Rosyjska. Rosyjskie terytoria arktyczne stanowią ponad połowę regionu. Arktyka generuje około 15–20% rosyjskiego PKB, wydobywa się tam aż 80% rosyjskiego gazu, a także diamenty, nikiel i metale ziem rzadkich. Zasoby arktyczne odpowiadają za jedną czwartą wartości rosyjskiego eksportu. Ogromne znaczenie dla rosyjskiej gospodarki ma również możliwość czerpania korzyści z Północnej Drogi Morskiej. W latach 2010–2020 przewozy towarowe tym szlakiem wzrosły z około 3 do 33 milionów ton.

Od początku rządów Władimira Putina Kreml poświęcał zagadnieniom związanym z Daleką Północą szczególnie dużo uwagi. Jednak po 2014 roku, gdy Rosja zaczęła odczuwać ciężar zachodnich sankcji ekonomicznych, można zaobserwować znaczne zwiększenie aktywności największego państwa świata w Arktyce, nie tylko na płaszczyźnie gospodarczej, ale i militarnej. Obrona regionu i zabezpieczenie strategicznych interesów Rosji stało się priorytetem władz, co znajduje odzwierciedlenie w szeregu dokumentów strategicznych, takich jak np. Doktryna obronna FR czy Strategia bezpieczeństwa narodowego.

Agresja Rosji na Ukrainę w lutym 2022 roku stanowi kolejną ważną cezurę w historii Arktyki.


Zmieniający się kształt bezpieczeństwa w regionie arktycznym


Groźby rozlania się konfliktu rosyjsko-ukraińskiego na Dalekiej Północy czy też wciągnięcia państw NATO w wojnę w Arktyce, jeśli nie zrezygnują z przekazywania pomocy wojskowej walczącej Ukrainie, systematycznie pojawiają się w wypowiedziach najwyższych rosyjskich oficjeli od początku pełnoskalowego konfliktu. Również w kontekście szantażu nuklearnego. Szczególną wściekłość kremlowskich elit spowodowało podpisanie w maju 2022 roku przez ministrów spraw zagranicznych Finlandii i Szwecji wniosków o przystąpienie do NATO. Przedstawiciel rosyjskiego MSZ, Nikołaj Korczunow, oznajmił, że wojna w Ukrainie może „przenieść się na nowy teren”. Przestrzegał też państwa arktyczne przed „niezamierzonymi incydentami”, które nie tylko zagrażają bezpieczeństwu, ale mogą też wyrządzić poważne szkody delikatnemu ekosystemowi regionu.

Pod koniec stycznia 2023 roku Putin zwołał specjalne posiedzenie Rady Bezpieczeństwa poświęcone ekspansji Rosji, w którym wzięli udział m.in. minister obrony Siergiej Szojgu oraz szef wywiadu zagranicznego Siergiej Naryszkin. Według doniesień Ukraińskiej Niezależnej Agencji Informacyjnej (UNIAN) prezydent podczas obrad miał powiedzieć, że „Ukraina to za mało” i postawić za cel rozszerzenie terytorium Rosji w Arktyce. Miałoby się to odbyć poprzez aneksję szelfu kontynentalnego na Oceanie Arktycznym, gdzie znajduje się najwięcej drogocennych złóż surowców energetycznych. Już w 2021 roku Rosja próbowała uzyskać zgodę ONZ na przywłaszczenie tych terytoriów morskich kosztem innych państw arktycznych, jednak na drodze Kremlowi stanęły Kanada, Norwegia i Dania, zgłaszając podobne roszczenia.

Te i inne wydarzenia mogłyby być odczytywane jako symboliczne manifestacje władz Rosji, mające na celu podgrzewanie napięcia w regionie i przekierowanie uwagi opinii międzynarodowej z wojny w Ukrainie. Coraz więcej wskazuje jednak na to, że paradygmat pokojowej współpracy w Arktyce zdaje się być na wyczerpaniu.


Rosyjska zimna wojna w Arktyce


Konwencjonalne możliwości Rosji są aktualnie związane na frontach wschodnich. Mimo że „druga armia świata” wykrwawia się na Ukrainie i najprawdopodobniej przez kolejną dekadę nie będzie w stanie odbudować zdolności militarnych, Rosja nie pozbędzie się swoich neoimperialnych ambicji. Kreml w swoim arsenale posiada wciąż szereg środków, które dają mu możliwość destabilizowania wybranego miejsca na Ziemi.

9 maja przez liczące około 400 mieszkańców przemysłowe miasteczko Barentsburg przetoczyła się parada z okazji świętowanego w Rosji Dnia Zwycięstwa. Na czele pochodu, składającego się ze skuterów śnieżnych, traktorów, ciężarówek i rozentuzjazmowanego tłumu wymachującego rosyjskimi flagami podążał konsul generalny Andriej Czemieriło. Pojazdy prowadzone były przez mężczyzn w zielonej odzieży do złudzenia przypominającej mundury wojskowe.

Problem polega na tym, że Barentsburg jest oddalony od rosyjskiej stolicy o kilka tysięcy kilometrów i znajduje się na terytorium norweskiego archipelagu Svalbard. Zamieszkany jest głównie przez rosyjskich górników wraz z rodzinami, którzy zaczęli pojawiać się w tamtej okolicy już pod koniec lat 20. ubiegłego wieku. Zatrudnieni są przez rosyjski koncern państwowy Trust Arktikugol w tamtejszej kopalni węgla kamiennego. Wydobycie surowca w Barentsburgu jest nierentowne i Kreml regularnie dopłaca do tego przedsięwzięcia. Nie interes ekonomiczny jest w tym wypadku priorytetem. Gra toczy się o coś zupełnie innego. Nie jest to pierwszy raz, kiedy mniejszość rosyjska podgrzewa atmosferę w tej okolicy.

W lipcu 2022 roku, w święto Marynarki Wojennej FR, na wodach przylegających do lokalnego portu została zorganizowana symboliczna defilada morska. „Symboliczna”, bo miała na celu nie zamanifestowanie morskiej potęgi militarnej, lecz obecność Rosji poza swoim terytorium arktycznym. Wzięło w niej udział zaledwie kilka małych łodzi cywilnych (a nie okrętów) z garstką pracowników konsulatu, Arktikugolu i instytutów badawczych na pokładach. Choć jest to terytorium Norwegii i flagi norweskie powinny podczas defilady być kurtuazyjnie wyeksponowane, pojawiły się tylko rosyjskie. Wydarzenie to jest tylko jednym z szeregu podejmowanych na Svalbardzie działań mających na celu podgrzanie atmosfery i manifestowanie roszczeń względem archipelagu.

Svalbard podlega jurysdykcji Norwegii, jednak działania władz państwowych w kwestii prowadzenia działalności gospodarczej, a w szczególności wojskowej są ograniczone, żeby „nie drażnić Rosji”. Podstawę obronną Norwegii stanowi z jednej strony paradygmat oparty na utrzymywaniu własnych zdolności obronnych, w ścisłej współpracy w ramach struktur NATO (szczególnie z USA). Z drugiej zaś na „uspokajaniu” Rosji poprzez bliską współpracę bilateralną w regionie, szczególnie w dziedzinie gospodarki.

Norweski archipelag zdaje się być idealnym miejscem do prowadzenia przez Kreml działań zaczepnych względem NATO i testowania jedności sojuszu, szczególnie w kontekście zastosowania artykułu 5. Doskonały pretekst do tego stanowią różnice w interpretacji podpisanego w 1920 roku traktatu Spitsbergeńskiego, na mocy którego Rosja ma prawo do rozwijania działalności gospodarczej na archipelagu. Norwegowie uważają, że prawo to obowiązuje wyłącznie w przypadku wysp i wód terytorialnych, Rosjanie natomiast włączają w to również 200 mil morskich od linii brzegowej wokół Svalbardu. Według strony rosyjskiej archipelag jest obszarem zdemilitaryzowanym. Władze Norwegii przekonują natomiast, że co prawda zapisy traktatowe wykluczają możliwość stałej obecności wojskowej, np. w postaci baz wojskowych, zezwalają jednak na przebywanie tam żołnierzy norweskich czy też na lądowanie samolotów wojskowych.

W kwietniu 2023 roku Rosjanie zorganizowali w Arktyce zakrojone na szeroką skalę ćwiczenia badawcze „Bezpieczna Arktyka 2023”, do udziału w których zostali zaproszeni przedstawiciele dziewięciu krajów, takich jak np. Iran czy Arabia Saudyjska. Zabrakło natomiast przedstawicieli siedmiu państw zachodnich należących do Rady Arktycznej. Zaledwie kilka dni po rozpoczęciu przez Rosję pełnoskalowej wojny z Ukrainą, bojkotując kremlowskie przywództwo w organizacji, wstrzymały wszelkie prace prowadzone w jej ramach. Podczas ćwiczeń, które objęły teren od Czukotki do Murmańska, testowano reagowanie na 16 różnych scenariuszy, począwszy od kwestii związanych z katastrofami komunikacyjnymi, w tym system ratowniczy na trudno dostępnych terenach, po incydenty wokół obiektów jądrowych – tzn. okrętów podwodnych, na których może dojść do „niezamierzonej” katastrofy.

Za organizację ćwiczeń było odpowiedzialne Ministerstwo ds. Sytuacji Nadzwyczajnych (EMERCOM). Na tę instytucję warto zwrócić szczególną uwagę, gdyż wiele wskazuje na to, że posłuży ona Rosji do prowadzenia działań poniżej progu wojny w regionie arktycznym, jak zadania wykonywane przez wywiad wojskowy czy FSB. EMERCOM pojawia się często w miejscach, które Kreml pragnie zdestabilizować (np. na ukraińskim Donbasie po 2014 roku). Posiada świetne wyposażenie, które może posłużyć za wsparcie wspomnianym wyżej służbom. W jego skład wchodzą chociażby transportowe statki powietrzne oraz śmigłowce, zdolne do prowadzenia operacji w trudno dostępnych warunkach.
Karolina Zub - tłumaczka specjalistyczna języka rosyjskiego, wschodoznawczyni oraz doktorantka w zakresie nauk o bezpieczeństwie w Akademii WSB w Dąbrowie Górniczej. Studiowała bezpieczeństwo wewnętrzne na Uniwersytecie Pedagogicznym im. KEN w Krakowie, rosjoznawstwo oraz studia eurazjatyckie w Instytucie Rosji i Europy Wschodniej Uniwersytetu Jagiellońskiego. Jest także członkinią Polskiego Towarzystwa Tłumaczy Przysięgłych i Specjalistycznych TEPIS, Polskiego Towarzystwa Nauk o Bezpieczeństwie oraz Polskiego Towarzystwa Studiów Międzynarodowych.

Inne artykuły Karoliny Zub

W lutym premier Rosji Michaił Miszustin podpisał rozporządzenie, które upoważnia prowadzącą działalność w Arktyce spółkę państwową Gazprom Nieft do utworzenia prywatnych służb zbrojnych (przypominających w strukturze Grupę Wagnera). Jednym z głównych zadań powołanej organizacji ma być sprawowanie ochrony nad rosyjskimi rurociągami arktycznymi. Po czerwcowym buncie lidera Grupy Wagnera, Jewgienija Prigożyna, i spektakularnym marszu jego najemników na Moskwę, należy poddać refleksji kilka kwestii. Czy i ewentualnie jak długo Kreml może liczyć na lojalność właścicieli i sponsorów prywatnych armii? Czy ludziom, kierującym się przede wszystkim chęcią zysku, warto powierzać zadania z zakresu bezpieczeństwa państwa? Jakie skutki może mieć dla słabnącej, uzależnionej od dochodów ze sprzedaży surowców energetycznych władzy funkcjonowanie tego rodzaju formacji na terytoriach strategicznie ważnych, z punktu widzenia ekonomicznych interesów państwa?

Na naszych oczach współczesny świat dzieli się na dwa bloki, a Arktyka wydaje się wprost doskonałym miejscem na próbę sił między nimi. Nie powinno nas dziwić, gdy z Dalekiej Północy coraz częściej będą docierać informacje o podejrzanych „katastrofach ekologicznych”, atakach na infrastrukturę krytyczną (w tym awarie rurociągów), rozwoju struktur paramilitarnych, problemach z transportem morskim czy „sfrustrowanych mniejszościach rosyjskojęzycznych”. Arktyka przestaje być sprawą tylko państw arktycznych.