Nowa Europa Wschodnia (logo/link)
Międzymorze / 28.08.2023
Andrzej Paradysz

Nowy (nie)porządek świata - Polska w epoce deglobalizacji. Wielostronna krytyka koncepcji Trójmorza (fragment książki)

W kontekście aktualnej sytuacji w Europie Środkowo-Wschodniej warto przyjrzeć się projektowi Trójmorza, który w istocie został zapoczątkowany za rządów liberałów w latach 2012–2013 i wynikał z rozmów między przedstawicielami świata polskiego biznesu a Ianem Brzezinskim. Natomiast lansowane przez Zjednoczoną Prawicę Trójmorze początkowo określane było jako tzw. „Czwarte Międzymorze” w nawiązaniu do tradycji międzywojennych np. idei głoszonych przez J. Piłsudskiego.
Foto tytułowe
(Shutterstock)


Z czasem jednak okazało się, że według oficjalnych deklaracji rządowych tej koncepcji nie należy utożsamiać z ideą Międzymorza. Zdaniem jej czołowych ideologów ma ona mieć jedynie wymiar gospodarczy i ma konsolidować za pomocą nowej infrastruktury kraje leżące pomiędzy Morzem Bałtyckim, Czarnym i Adriatykiem. Zmiana nazwy na Trójmorze była odpowiedzią polskiego rządu na obawy Niemiec o tworzenie Międzymorza stojącego w opozycji do niemieckiej koncepcji Mitteleuropy. Jednak zdaniem geopolityka G. Baziura idea Trójmorza bez względu na zapewnienia polityków ma również charakter geopolityczny, bo prowadzi do umocnienia pozycji politycznej państw w Europie Środkowo-Wschodniej, co poszerzy ich możliwości gospodarcze i ekonomiczne. A zatem stworzenie bloku państw w tej części Europy ma kilka celów strategicznych: przeciwdziałanie kryzysowi migracyjnemu, przeciwstawienie się marginalizacji państw Trójmorza w UE za pomocą tworzenia „Europy wielu prędkości” i zapewnienie bezpieczeństwa militarnego oraz energetycznego w związku z działaniami wojennymi Rosji na wschodzie Ukrainy. Mimo kilku sukcesów w ramach tego projektu, który leży głównie w interesie Polski i Chorwacji, to jednak pozostałe 10 państw wykazywało umiarkowany entuzjazm do jego realizacji. Potwierdzała to nieobecność prezydentów Austrii i Czech podczas warszawskiego szczytu w 2017 roku.

Druzgocącej krytyki tej idei dokonał A. Wielomski. Już w 2017 roku przed wizytą D. Trumpa w Polsce wskazywał, że między głównymi aktorami Trójmorza: Polską, Ukrainą, Litwą i Białorusią istnieją resentymenty historyczne niemożliwe do pogodzenia. Po drugie Polska jest jedynym krajem, spośród 12, który wskazuje równocześnie na dwóch ponoć zagrażających jej wrogów: Berlin i Moskwę. Dzieje się to w odróżnieniu choćby od Węgier, które z Rosją łączą wspólne interesy. Z kolei Czechy doskonale dogadują się z Niemcami, więc nie chcą działać wbrew ich polityce. Podobnie jest z Litwą, Łotwą, Estonią i Ukrainą. A zatem zdaniem Wielomskiego kraje postsowieckie są antyradzieckie, ale nie antyunijne, co więcej projekt PiS-u ma charakter utopijny bowiem wątpliwe jest, aby Trójmorze stało się realną przeciwwagą dla sojuszu między Berlinem a Moskwą, który zapewne się wzmocni i zacieśni na wzór paktu Ribbentrop-Mołotow (może niekoniecznie w kontekście militarnym). Poza tym Wielomski podkreślał, że kraje tworzące Trójmorze są zbyt słabe ekonomicznie i z reguły tworzą „montownie” dla rynku niemieckiego w związku z tym trudno będzie im wypracować własną niezależność i samodzielność rynkową. Dodatkowo projekt ten może okazać się krótkotrwały i zaniknąć wraz ze zmianą rządów w USA. Jednak sytuacja jest dynamiczna i politolog przyznał, po wizycie D. Trumpa w Polsce w 2017 roku, że doszło do kilku znacznych zmian. Otóż nie zaproszono na spotkanie Poroszenki z Ukrainy, co wskazuje, że Trójmorze nie jest antyrosyjskie, po drugie prezydent USA przemilczał napiętą sytuację na Ukrainie i tylko raz wspomniał o Rosji, a po trzecie jego wypowiedzi były skierowane głównie przeciwko niemieckiej polityce w UE.

Niemniej w lipcu 2018 roku A. Wielomski podkreślał, że idea Trójmorza (podobnie jak dawna Polska Jagiellonów) jest konstruktem ideologicznym, który nie ma nic wspólnego z nowoczesnym narodem, a wręcz zakłada likwidację tworzących ją narodów i powrót do etni, czyli swoistych regionalizmów wyróżniających się odrębnym językiem, religią itp., ale nie kierujących się interesami państwa narodowego. Co ciekawe przytaczany już A. Piskozub zadedykował swoją książkę pt. Sarmackie dziedzictwo (2016) wielbicielom idei jagiellońskiej i pisał:



Jest to książka dla wszystkich, którym obrzydło życie w państwach policyjnych i wyznaniowych, którzy tęsknią za państwem przyjaznym i wolnościowym, jakim kiedyś była Rzeczpospolita Obojga Narodów, a ku jakiemu współcześnie zmierza Unia Europejska.


Dlaczego zatem PiS chce budować Trójmorze w ramach UE? Nie mam wątpliwości, że wynika to z uprzedzeń do polityki Niemiec. Jednak trudno zrozumieć paradoks, że np., K. Szczerski uznaje projekt budowy „unijnego superpaństwa” jako utopijny, a zarazem postuluje potrzebę powołania jeszcze bardziej utopijnego konstruktu jakim jest Trójmorze.

Co ciekawe krytyka Wielomskiego pokrywa się ze stanowiskiem R. Kuźniara liberała doradcy prezydenta B. Komorowskiego, który uznał projekt Trójmorza za „wydmuszkę”. Najwyraźniej konserwatyści zgadzają się niekiedy z liberałami, co do krytyki posunięć „dobrej zmiany”. Kuźniar przekonywał w 2017 roku, że biorąc pod uwagę geografię, politykę, gospodarkę i historię należy wprost uznać ten projekt za nierealny i istniejący jedynie w wyobraźni swoich zwolenników. Według tego politologa Trójmorze jawnie nawiązuje do koncepcji Międzymorza i dalej pisał jakże proroczo:

Niebezpieczeństwo polega jednak na tym, że PiS ustawia Międzymorze „w kontrze” do Unii Europejskiej, do Europy Zachodniej. I Trump chętnie to poprze. Przegranym będzie Polska i Polacy, bo Trump odejdzie, a Polska zostanie sama na peryferiach.


Naturalnie innego zdania byli A. Zybertowicz i K. Szczerski. Pierwszy z nich przekonywał, że Trójmorze nie jest projektem antyunijnym a jednocześnie odnosząc się do zapewnień prezydenta twierdzącego, że nie jest to projekt polityczny a tylko gospodarczo-infrastrukturalny zaznaczał, że każda tego rodzaju koncepcja jest w swoich konsekwencjach polityczna. Jednakże Trójmorze nie jest skierowane przeciwko UE:

Wręcz przeciwnie, on ma wzmocnić UE (…) Dzięki niej kraje, które później dołączyły do Unii, mają możliwość budowania dodatkowych, nowych płaszczyzn integracji - przy wykorzystaniu doświadczeń ze współpracy w ramach UE. Choć proszę na Trójmorze nie patrzeć tylko z perspektywy unijnej.

Globalizacja stała się źródłem wielu nieporozumień. Towarzyszą im pełne schematów i uproszczeń analizy prezentowane niekiedy nawet przez znanych badaczy. Dochodzi przy tym do gorących sporów ideologicznych o istotę globalizacji. Konserwatyści bronią idei państwa narodowego i starego porządku, oskarżając globalistów, że za sprawą rewolucji informacyjno-technologicznej chcą zniszczyć państwo. Z kolei kosmopolici wskazują, że globalizacja jest już realnie trwającym procesem, a państwa narodowe nie potrafią odpowiedzieć na wyzwania, jakie zachodzą na globalnej arenie.

Książka jest dostępna w Księgarni Ludzi Myślących

Warto tu podkreślić, że już latem 2018 roku Niemcy oficjalnie porzuciły negatywny stosunek do idei Trójmorza, co sprawiło, iż przedstawiciele władz niemieckich po raz pierwszy wzięli udział w szczycie tej inicjatywy w Bukareszcie (17-18 września 2018 roku). Szef niemieckiej dyplomacji H. Maas zabiegał o trwałe włączenie Berlina do uczestnictwa w tym forum. Argumentował, że sprzyja temu geograficzne położenie Niemiec oraz powoływał się na względy historyczne, polityczne i gospodarcze.

Choć jednocześnie w niemieckiej prasie pojawiały się krytyczne uwagi pod adresem polskich władz, którym zarzucano łamanie zasad praworządności i demokracji. Zwracano też uwagę, że Warszawa nie przyjęła z otwartością niemieckich starań o przyjęcie do grona państw Trójmorza. Polska obawiała się, że Niemcy przejmą inicjatywę w tym projekcie i zmarginalizują pozostałe kraje. Co ciekawe zaraz po szczycie w Bukareszcie prezydent A. Duda udał się do Waszyngtonu, gdzie m.in. toczyła się dyskusja dotycząca możliwości nałożenia amerykańskich sankcji na konsorcjum budujące gazociąg Nord Stream 2, co w Niemczech wywołało oburzenie. Jednocześnie J. Kaczyński mając za sobą „Wielkiego Brata” domagał się od Niemiec repatriacji i nie tylko od nich, bo niedawno przypomniał sobie, też o odszkodowaniach od Rosji.

Z kolei ekspert geopolityki L. Sykulski twierdził, że Trójmorze składające się obecnie z 12 państw (bez Ukrainy i Białorusi) ma jedynie służyć na potrzeby USA jako tzw. strefa zgniotu, która sytuuje nasz kraj w bardzo niebezpiecznym położeniu i naraża na całkowite zniszczenie i niebyt. Tym bardziej, że USA jest zaangażowana w wiele konfliktów na całym świecie i może, w każdej chwili porzucić koncepcję Trójmorza na rzecz zwrotu ku Azji. Poza tym politycy i ich służalczy eksperci nie biorą pod uwagę zmiany położenia geograficznego Polski po II wojnie, czyli przesunięcia granic na zachód, co uczyniło Rzeczpospolitą krajem wyłącznie bałtyckim a nie bałtycko-czarnomorskim, a co za tym idzie etnicznie jednorodnym. Dodatkowo Sykulski nie miał złudzeń, że Polska obecnie nie posiada systemu planowania strategicznego, co oznacza, że w polskich ośrodkach państwowych widoczny jest brak analizy geopolitycznej.



Nasz kraj posiada też wiele słabości w systemie obronnym, który nie jest w stanie zapewnić wsparcia krajom ościennym. Do tego dochodzą jeszcze sprawy związane z niewydolną gospodarką i brakiem zaplecza technologicznego oraz kulturą, której zasięg w regionie jest niewielki. Wszystko to ma kluczowe znaczenie bowiem realizacja Trójmorza prowadzi do konfrontacji z Niemcami i Rosją. Sykulski zauważył też, że w obliczu pandemii koronawirusa nie doszło do żadnej konsolidacji państw leżących na pomoście bałtycko-czarnomorskim.


Tragiczny stan bezpieczeństwa narodowego potwierdziły rządowe agendy. Można zapytać na jakie cele rząd polski przeznaczył w 2018 roku 12 mld dolarów (2% PKB), skoro według raportu pt. Ochrona ludności w ramach zarządzania kryzysowego i obrony cywilnej (2018):

W ocenie Najwyższej Izby Kontroli w Polsce nie funkcjonuje skuteczny system ochrony ludności. Organy odpowiedzialne za realizację zadań z zakresu zarządzania kryzysowego oraz obrony cywilnej nie stworzyły adekwatnych do występujących zagrożeń struktur i skutecznych procedur oraz nie zapewniły niezbędnych zasobów, umożliwiających właściwe zarządzanie m.in. w przypadku wystąpienia sytuacji kryzysowych. Dodajmy: do dziś nie wdrożono nowej ustawy o ochronie ludności cywilnej i Obronie Cywilnej.


Słusznie zatem eksperci Klubu Jagiellońskiego ocenili politykę obronną PiS w latach 2015-2019 na dwóję z plusem (może nawet za wysoko). Tymczasem pro-rządowi eksperci widzą w realizacji projektu Trójmorza niepowtarzalną szansę na zdobycie przez Polskę niezależności na arenie międzynarodowej. Amerykanista i romantyk A. Wróblewski mówił wprost:

Trójmorze wbija klin między Niemcy i Rosję, czy też UE zdominowaną przez Niemcy i Rosję. Mamy 240 lat dobrych stosunków ze Stanami Zjednoczonymi. Do tej pory było tak, że Niemcy, Rosja i np. Francja mówiły nam, co mamy robić, a my nie mieliśmy za bardzo wyjścia. Po raz pierwszy od tysiąca lat pojawia się ktoś z zewnątrz, kto to zmienia (…). Teraz możemy powiedzieć: „Hola, hola, nie tak szybko, nie tym tonem”.


Jeszcze większy optymizm przejawiał J. Bartosiak do niedawna odpowiedzialny za budowę Centralnego Portu Komunikacyjnego. Geopolityk ten jest świadomy obecnych ograniczeń państwa polskiego, mimo to kreślił wizję Rzeczypospolitej, która w najbliższych latach za sprawą współpracy z USA ma stać się „nowym imperium” na pomoście bałtycko-czarnomorskim. Imperium, którego wzrost gospodarczy będzie równie wysoki jak niemiecki, a armia jedną z najnowocześniejszych w regionie (z nakładami na zbrojenia i obronę w PKB dwa razy wyższymi niż u swego zachodniego sąsiada). To zaś ma spowodować, że to Polska rozciągnie swój „parasol bezpieczeństwa” na pozostałe kraje wchodzące w skład Trójmorza. Znakomicie ma być rozwinięta komunikacja na osi północ-południe i wschód zachód. Do tego Polacy mają być doskonale wykształceni.

W związku z tym Bartosiak przedstawił parę wojennych scenariuszy z udziałem Polski i NATO w konfrontacji z Rosją. Przewidywał, że w roku 2027 dojdzie do wojny, w której Polska ma duże szanse zwyciężyć nawet bez wsparcia NATO, a przy współpracy z USA. Pod warunkiem, że będzie posiadać środki i mechanizmy przeciwdziałające atakowi nuklearnemu, który może zastosować zdesperowana i wycieńczona działaniami wojennymi Rosja. Celem tej jakże utopijnej wojny miałoby być wyzwolenie państw położonych na pomoście bałtycko-czarnomorskim i rozgromienie wrogiej armii rosyjskiej.

Tymczasem rząd „dobrej zmiany” w 2018 roku wydał 16 mld dolarów na zaledwie dwie baterie przeciwrakietowe choć wcześniej A. Macierewicz obiecywał zakup 8 baterii za około 35 miliardów złotych, czyli ponad 10% polskiego budżetu. Jak na ironię losu przystało, ponoć to jedynie władze amerykańskie mają mieć dostęp do układu sterowania tym systemem. Co więcej najprawdopodobniej sprzęt ten ma dotrzeć do Polski w 2022 roku, ale będzie działał dopiero w 2025 roku i ma służyć obronie przed potencjalnym atakiem ze strony Rosji. Według mediów jest to pierwszy etap realizacji antyrakietowego kontraktu. Koszt drugiego etapu może się tyle samo, albo i więcej. „Cały system obrony powietrznej „Wisła” to 16 radarów, wokół których skupione są jednostki ogniowe, każda wyposażona w cztery wyrzutnie”. Co ciekawe kilka lat przed wydaniem wspomnianej książki i za rządów lewicy w USA J. Bartosiak wskazywał, że: „Waszyngton chce uczynić z Polski swoją warownię odstraszającą Rosję - i nic za to nie płacić ani nic nie dać w zamian. Nie będziemy mogli nawet samodzielnie zarządzać naszą najlepszą kupioną bronią”.

Paradoksalnie już 19 lutego 2019 roku Bartosiak zrezygnował z funkcji prezesa spółki CPK. A początkiem 2020 roku w jednym z wywiadów przyznawał, że Polska może zapewnić sobie samodzielność na arenie międzynarodowej poprzez realizację koncepcji „państwa tranzytowego” autorstwa W. Wakara. Co jest niezbędne, bo grozi nam powtórka z II wojny światowej lub okresu rozbiorów. Wspomnę, że idea „państwa tranzytowego” stoi w opozycji do koncepcji Trójmorza. Widać Bartosiak faktycznie jak sam twierdzi: „bije się z własnymi myślami” odnośnie „drogi”, jaką powinna obrać Rzeczpospolita.

I tak, J. Bartosiak w debacie z L. Sykulski postulował, zaś realizowanie obu tych strategii jednocześnie zapominając chyba, że są to projekty wykluczające się nawzajem. Trójmorze prowadzi do konfrontacji z Niemcami i Rosją, a koncepcja nawiązująca do „wakaryzmu” zakłada m.in. wykorzystywanie swojego położenia do realizacji własnych celów politycznych i gospodarczych poprzez pośredniczenie w transakcjach Niemiec, Rosji oraz Chin.

Z kolei w najnowszej debacie z L. Sykulskim romantyk nieoczekiwanie przyznał, że Polska jest wykorzystywana przez USA i postawienie na sojusz polsko-amerykański, a zarazem niedocenianie Chin okazało się wielkim strategicznym błędem. Natomiast Trójmorze bez Ukrainy (która była kluczowa dla Międzymorza), jako projekt państw w większości przychylnych Niemcom (oprócz Polski za rządów PiS) nie jest do zrealizowania, zaś liczenie, że władza J. Bidena w USA jest tymczasowa – zdaniem J. Bartosiaka – to marnowanie czasu strategicznego i  „pozbawianie się decyzyjności i ustawianie się w roli przedmiotu oraz chłopca do bicia”. Co więcej Polska powinna wyciągnąć nauczkę z faktu, że Amerykanie nie chcieli wyłożyć pieniędzy na budowę Trójmorza. Dlatego jedyną realną szansą na przetrwanie Polski jest dołączenie do federalizacji Europy i dogadanie się z Niemcami, a zarazem budowanie „nocami” polskiego mocarstwa. Jednym z filarów polskiego mocarstwa ma być „Armia Nowego Wzoru” zaprojektowana przez zespół ekspertów pod przewodnictwem J. Bartosiaka. Jej głównym i w zasadzie jedynym celem strategicznym według jej autora jest wypchnięcie Rosji poza europejski system gry o równowagę, co jest rzekomo podstawowym interesem Polski. Dla jasności nie podważam zasadności realizowania takiego projektu, wręcz przeciwnie, bo jest to projekt spójny i zdecydowanie bardziej realistyczny od utopijnego postulatu obecnego rządu o powołaniu 250 tys. armii, który doskonale wypunktował Marek Budzisz współpracujący z Jackiem Bartosiakiem.
Andrzej Paradysz -  Z wykształcenia pedagog, którego zainteresowania ogniskują wokół szeroko pojętej humanistyki a szczególnie kulturoznawstwa i antropologii współczesności. Na co dzień stawia czoła wyzwaniu, jakie rzucił współczesnemu człowiekowi Edgar Faure: uczyć się, jak żyć; uczyć się, jak się uczyć, aby przez całe życie móc przyswajać nową wiedzę; uczyć się myśleć swobodnie i krytycznie; uczyć się kochać świat i czynić go bardziej ludzkim.

Autor trzech książek: pt. Anioły i demony na Bukowinie. Rowerem na pograniczu kultur, Śladami wojny polsko-(nie)polskiej 1989-2021 oraz Nowy (nie)porządek świata - Polska w epoce deglobalizacji.

Tymczasem o tym, że wizja Bartosiaka przedstawiająca Polskę jako supermocarstwo zdolne stawić czoła Rosji jest po prostu utopią świadczy utracone dziedzictwo „Solidarności” przejawiające się m. in. w wielu słabościach polskiego społeczeństwa obywatelskiego oraz porażającej kondycji demokracji na tle innych krajów europejskich, a także w licznych słabościach polskiej oświaty. Do tego brakuje funduszy na realizację potrzeb w obszarze państw Trójmorza, które IMF szacował na co najmniej 1, 15 bln euro. Co prawda w 2018 roku zdecydowano o powołaniu Funduszu Trójmorza, który został zainaugurowany rok później i ma docelowo zgromadzić 5 mld euro. To jednak końcem 2021 roku do Funduszu spośród 12 państw należało 9 i udało się zgromadzić ok. miliard euro (Polska wpłaciła 750 mln euro, Słowenia 23 mln euro a pozostałe kraje po 20 mln euro).