Nowa Europa Wschodnia (logo/link)
Międzymorze / 17.11.2023
Bartosz Panek

„My, Białorusini, pachniemy więzieniem”. Światło w poezji białoruskiej po protestach

Uładzimir Niaklajeu, poeta, aktywista, pobity do nieprzytomności kandydat na prezydenta w wyborach 2010 roku, napisał w jednym z wierszy, że „nikt na świecie nie pachnie tak jak Białorusini”. Bo Białorusini pachną więzieniem. W rozmowie z Bartoszem Pankiem tłumaczka literatury białoruskiej Joanna Bernatowicz wskazuje motyw więzienia jako trop silnie obecny w wielu tekstach poetyckich powstałych po 2020 roku. W ten sposób wybrzmiewa tragedia Białorusinów i ich dążeń do demokratyzacji własnego państwa.
Foto tytułowe
(Shutterstock)





Rozpocznę od ogólnej obserwacji, która – mam nadzieję – wytłumaczy fenomen tego, co się wydarzyło w poezji białoruskiej latem i jesienią 2020 roku. Dlaczego to właśnie poezja skanalizowała w tak dużej mierze bunt Białorusinów? Nie tylko elit, artystów, ludzi piszących.


Pewnie dlatego, że zbierała wszystkie emocje. One wydają mi się kluczowe. Widziałam je, widziałam też, jak ewoluowały w kolejnych latach. Widzę, jak jest teraz. I mam wrażenie, że poezja ciągle przechowuje te emocje. Od protestów minęły już trzy lata, więc emocje po prostu opadły. Ale w poezji ciągle są żywe. Widziałam to na spotkaniach poetyckich, na które ludzie przychodzą po prostu popłakać.

Sama po sobie też widzę, jak moje podejście zmieniało się przez te trzy lata. Na początku patrzyłam na to wszystko z pewnym dystansem. Kiedy tuż po lecie 2020 roku widziałam płaczących ludzi na spotkaniach poetyckich, czułam, że oddziela mnie od nich pewna szyba, bo nie byłam w stanie wejść na taki pułap emocjonalny i czułam się z tym dziwnie. Potem wybuchła wojna, więc w poezji pojawiły się też wątki wojenne. Zatem i wojna, i więźniowie polityczni, nieudane protesty, powstanie, które nie przyniosło wolności.

Natomiast moje podejście się zmieniło o tyle, że teraz już płaczę razem z nimi. Mam wrażenie, że dogoniłam te emocje. Jakby to wszystko, co się stało, sprawiło, że te wiersze zaczęły do mnie docierać w zupełnie inny sposób, chociaż to są często dokładnie te same utwory.


Na przykład?

Wiersz Dmitrija Strocewa Hierarchowie, który sama przetłumaczyłam. Zrozumiałam go dopiero niedawno. Ten tekst jest bardzo mocny, przełożyłam go ze względu na ładunek emocjonalny. Natomiast dopiero teraz rozumiem, czym są złote jaja smoka. Trzy lata po tym, jak on to napisał.


A czym są?


Oczywiście to moja interpretacja, ale w kontekście tego, że podmiot liryczny zwraca się bezpośrednio do hierarchiów cerkwi prawosławnej, zrozumiałam, że te złote jaja, w które oni są zapatrzeni, nie widząc ludzi katowanych i torturowanych, nie widząc w ogóle nic, to pewna herezja. Wpatrują się w coś, co jest wynaturzone. Te złote jaja smoka mają w sobie bardzo negatywny wydźwięk. Chodzi oczywiście o ideę świętej trójjedynej Rusi, która ma swoje przełożenie teologiczne.


A może jest coś specyficznego w Białorusinach, że tak chcą słuchać poezji w miejscach publicznych i tak mocno identyfikują się z tym, co poeci piszą i z tym, jak poeci odczuwają?


Sądzę, że to wynika raczej z braku platform do dialogu i całkowitego braku niezależnych mediów, z tego, że cała publiczna dyskusja przeniosła się na Facebooka. Białoruski Facebook stał się miejscem fascynujących, wielowątkowych dyskusji, burzliwych debat. Media, które działają za granicą, nie stwarzają takich możliwości. Poezja, która była spontanicznie publikowana na Facebooku, naturalnie weszła w żywioł debaty publicznej i stała się jej częścią.

To zatem jest kwestia specyfiki kanałów informacyjnych, z których korzystają Białorusini. Na Facebooku wiersze mają długie życie. Ciągle widzę tam nowe teksty poetyckie. Ich popularność wynika bardziej z braku dostępności do niezależnych mediów niż z jakiejś wyjątkowej wrażliwości.


Czy pojawił się w tym czasie jakiś jeden najsilniejszy głos poetycki? Czy wskazałabyś raczej kilka równorzędnie istotnych?


Zdecydowanie kilka równorzędnych. W ogóle powstał taki poetycki wielogłos. I bardzo mnie przekonuje to, co o współczesnej poezji białoruskiej powiedział Dmitry Strocew na niedawnym festiwalu Pradmowa. Oznajmił: „my wszyscy piszemy jeden i ten sam tekst”. To jest bardzo przekonujące stwierdzenie. Istnieje wiele głosów, każdy w swojej poetyce, w swojej stylistyce. Natomiast tekst, który powstaje, jest w pewnym sensie spójny. I jest to wypowiedź, która ma także walor dokumentalny jako wypowiedź poetycka, która komentuje bieżące wydarzenia i nieustannie obraca się wokół bieżących spraw oraz bólu, który nie chce zniknąć. To też jest forma skanalizowania tego bólu.

Dwa tygodnie temu, oczywiście na Facebooku, nowy wiersz opublikowała prezeska białoruskiego PEN Clubu Taciana Niadbaj. To wstrząsający utwór – zbiór monologów rodzin i przyjaciół więźniów politycznych. Słyszymy o represjach, uszeregowanych od najsłabszych do najgorszych. Dobrze, że dostał grzywnę, a nie, że wzięli go do więzienia. Dobrze, że tylko na czternaście dni, a nie na dłużej. Dobrze, że, że tylko na dwa lata, a nie na dziesięć. Aż do momentu, gdy czytamy, że dobrze, że go bili, ale jednak, że jest zdrowy i w miarę dobrze się czuje.

Fascynuje mnie twórczość Nasty Kudasawej, autorki siedmiu tomów poetyckich. Jej poezja to zupełnie inny ton – ton liryczny. W żaden sposób nie jest dokumentalna. Śledzę jeszcze teksty Siarheja Pryłuckiego. On mieszka w Buczy. Jego wiersze po 2020 roku są zupełnie inne niż jego wcześniejsza twórczość – ironiczna, zabawna. Natomiast ten cykl, który Pryłucki publikuje na Facebooku, czyli Listy do syna, to jest poezja sylabotoniczna, naprawdę bardzo mocne wiersze. Zwraca się w nich do swojego sześcioletniego syna, który po wybuchu wojny wyjechał razem z mamą za granicę. Ta poezja przeszła olbrzymią ewolucję po 2020 roku.


Dostrzegasz wspólne dla tych wszystkich tekstów tropy lub archetypy ustawiające tę najnowszą poezję w konkretnej perspektywie literaturoznawczej?


Dla mnie takim motywem jest więzienie. Można go prześledzić na konkretnych przykładach, na konkretnych bohaterach. Jednym z najmocniejszych wierszy z tym motywem jest wiersz Uładzimira Niaklejewa z tomu Sam, kończący się stwierdzeniem, że „nikt na świecie nie pachnie tak jak my, Białorusini, bo my pachniemy więzieniem”. Ten motyw się powtarza, jest wspólny, niestety, dla wielu poetów. To więzienie nie jest metaforyczne. Można je traktować stuprocentowo dosłownie, a wynika to bardzo często z osobistych doświadczeń poetów.


Posłuchaj słowa wstępnego drugiego wydania magazynu online!



Czy jest jakiś inny topos, który byłby jaśniejszy, który dawałby trochę więcej światła, więcej nadziei?


Światła, o które pytasz, widzę w poezji dużo. Ono jest obecne. Ma chyba najbardziej metaforyczny charakter, bo tutaj wszyscy poruszamy się w gęstniejącym mroku, a w tej poezji występuje motyw nadziei albo wiary. Przypominam sobie wiersz Strocewa, w którym poeta pisze, że Ukraińcy kiedyś wyjdą z bunkra i zmrużą oczy, bo oślepi ich słońce. Sporo jest też utworów mówiących o tym, że kiedyś wrócimy, kiedyś usiądziemy znów przy swoim stole, w swoim domu. Bardzo wiele z nich obraca się wokół tematu wymuszonej emigracji, układania sobie życia na nowo, tęsknoty.

W tym kontekście wspomnę o bardzo ciekawym tomie Hanny Jankuty Konstytucja. Tytułem każdego wiersza z tego zbioru jest numer artykułu odnoszący się do artykułów białoruskiej ustawy zasadniczej. Punktem wyjścia dla tego tomu były warsztaty ekopoetyki w Polsce. Jankuta w bardzo ciekawy sposób przetworzyła motywy ekopoetyckie, pisząc o zupełnie czymś niepoetyckim i nieekopoetyckim, tworząc trawestację, swoją wersję białoruskiej konstytucji. Ona we wspaniały sposób potraktowała ekopoetykę i temat bieżącej sytuacji Białorusinów jako pewną ucieczkę, zmianę perspektywy. Patrzy na świat, na człowieka z perspektywy geologicznej, z perspektywy skamieliny sprzed tysięcy lat. To jest przykład strategii poetyckiej, która pozornie odchodzi od tego, co najbardziej bieżące, żeby spojrzeć na rzeczywistość z kompletnie innej perspektywy, bardzo dla mnie zaskakującej.

Mówiąc o motywie nadziei, chcę jeszcze wspomnieć o poezji Andreja Chadanowicza. Jego wspaniały, pisany na gorąco wiersz „Lato na brzegu wolności”, doczekał się już dwóch polskich przekładów. Po sierpniu 2020 roku autor znalazł się w Krasnogrudzie i znalazła się dla niego przestrzeń na pisanie.


Mówisz o wielu perspektywach i to fenomenalnie działa w każdym rodzaju wypowiedzi artystycznej, ale czy samo doświadczenie emigracji zmienia tę poezję? Czy zmienia ją sam fakt, że twórcy i twórczynie nie mogą wrócić do swoich domów?


Tak. Począwszy od najbardziej praktycznego aspektu: wielu twórców po prostu musi się na nowo odnaleźć, również w Polsce. I w tym miejscu chcę zaapelować do polskich wydawców o wsparcie, bo to naprawdę jest potrzebne, zwłaszcza osobom, które mają jakiś dorobek, a znaleźli się na emigracji i nie mają przekładów, nie publikują książek poetyckich.

Wydawanie tłumaczeń, inicjowanie spotkań, zapraszanie na festiwale to dla tych twórców realna możliwość nieopuszczania świata poetyckiego i zintegrowania się z życiem literackim w miejscu, w którym muszą teraz przebywać ze względów bezpieczeństwa.

Oczywiście jest i dużo pozytywnych przykładów. Dmitrij Strocew wydaje w Berlinie serię najnowszej poezji białoruskiej. I to bardzo ciekawy przykład funkcjonowania poezji na emigracji. To jest seria malutkich czarnych książeczek, Strocew sam je drukuje. Wystarcza mu drukarka i odpowiedni papier, każdy egzemplarz jest numerowany. Te książeczki wyglądają przepięknie. I całkiem nieźle sprzedają się podczas różnych festiwali.


Ponieważ tłumaczyłaś autobiograficzną w dużej mierze prozę Wasyla Bykowa, która tego lata ukazała się w Polsce nakładem Kolegium Europy Wschodniej, chcę cię zapytać o to, czy widzisz w tej współczesnej postprotestowej poezji wyraźne nawiązania do klasyki, szczególnie dwudziestowiecznej?


Więcej takich odniesień widzę w prozie niż w poezji. Może są one dostrzegalne dla badaczy bardziej zagłębionych w poetykę, którzy potrafią w sposobie pisania czy w rymach doszukiwać się wpływów danego twórcy.
Bartosz Panek - reporter, dziennikarz, dokumentalista z dwudziestoletnim stażem radiowca. Laureat kilku krajowych i zagranicznych nagród, w tym Prix Italia za reportaż radiowy. Stypendysta Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego oraz Miasta Stołecznego Warszawy. W lecie 2020 roku opublikował książkę reporterską o Tatarach Polsce. Pracuje nad kolejną – tym razem o drugim życiu PGR-ów.

Inne artykuły Bartosza Panka

Teraz tłumaczę Psy Europy Alhierda Bacharowicza i mam wrażenie, że to jest pewna gra z różnymi białoruskimi mitami i konwencjami literackimi. I tu bardziej skłonna jestem dostrzegać te odniesienia. Podobnie w teatrze. Dość wspomnieć, że we wrześniu w Londynie odbyła się premiera sztuki na podstawie prozy Uładzimira Karatkiewicza Dzikie polowanie króla Stacha i odniosła olbrzymi sukces. To jest tekst zupełnie klasyczny, odczytany na nowo przez Białorusinów. A z drugiej strony z powodu kilku wierszy negatywnie odnoszących się do Moskali, niedawno za ekstremistyczny został uznany zbiór utworów Wincentego Dunina Marcinkiewicza, czyli dzieła od zawsze obecne w kanonie lektur. Napisany współcześnie wstęp do tej książki również został uznany za wrogi. Przewartościowanie czy odczytywanie na nowo klasyki wciąż ma miejsce. Czasem w taki zaskakujący sposób.

Projekt "Wspieramy Białoruskie Przebudzenie" został dofinansowany przez Fundację Solidarności Międzynarodowej w ramach polskiej współpracy rozwojowej Ministerstwa Spraw Zagranicznych RP kwotą 142 000 zł.

Publikacja wyraża wyłącznie poglądy autora i nie może być utożsamiana z oficjalnym stanowiskiem Ministerstwa Spraw Zagranicznych RP.