Nowa Europa Wschodnia (logo/link)
Międzymorze / 17.12.2023
Ihar Melnikau

Walki gangów pasjonowały prasę w Polsce międzywojennej. Nadal fascynują i wiele mówią

W okresie międzywojennym w województwach wileńskim, nowogródzkim i poleskim II Rzeczypospolitej wydawano szereg gazet i czasopism. Podobnie jak dzisiaj, starały się one zwrócić na siebie uwagę nie tylko wiadomościami, ale także ciekawymi faktami. Wiele uwagi poświęcały też oświetleniu działalności przestępców różnych kategorii, zwłaszcza że w tym czasie na Kresach działali mafiosi i zdarzały się głośne oszustwa. O tym wszystkim pisali ówcześni reporterzy z Wilna, Nowogródka, Pińska i innych miast. Dziś te materiały są ciekawymi źródłami na temat historii zachodnich regionów Białorusi w okresie międzywojennym.
Foto tytułowe
Straż graniczna przechwytująca przemytników na granicy, 1925 - 1939 r. (NAC)


Posłuchaj słowa wstępnego drugiego wydania magazynu online!



Gangsterzy z Wilna


Szczególną uwagę mieszkańców międzywojennej Polski wzbudziły wiadomości związane z działalnością grup mafijnych z Wilna. Faktem jest, że w czasach imperium rosyjskiego w starożytnej stolicy Wielkiego Księstwa Litewskiego zaczęły tworzyć się gangi złodziei, które z czasem stały się prawdziwą mafią. Chodzi o gangi Bruderverein (jid. Braterski związek) i powstały na początku lat 30. XX wieku Złoty sztandar.

„Wczoraj ulica Nowogródzka stała się sceną krwawej walki dwóch rywalizujących ze sobą gangów: «Złotego sztandaru» (jego szef – Zelik Lewinson o «ksywce» Hana Bobkes – jest teraz w więzieniu) i członków «Bruderverein», na czele którego stoją bracia Mendel i Szimel Wujciki. Wiele razy pisaliśmy o konfrontacji gangów. W ostatnich latach zwyciężyli członkowie «Bruderverein». Zeznawali przeciwko Chaimowi Lewinsonowi, który został skazany na dożywocie za zabójstwo gangstera o pseudonimie «Napoleon» i inne przestępstwa. Z kolei członkowie «Złotego sztandaru» od dawna chcieli zemścić się na konkurentach” – pisała w maju 1938 roku gazeta „Kurier Wileński”. W materiale zauważono również, że w wyniku starcia między gangami na ulicy Nowogródzkiej kilku członków Brudervereina zostało ciężko rannych. Policja przybyła na miejsce zdarzenia samochodami, a po chwili podjechały tam karetki pogotowia medycznego, które zabrały wymagających pomocy do szpitala.

Gangsterzy z Wilna działali nie tylko na Wileńszczyźnie, ale także w innych rejonach województw północno-wschodnich. W grudniu 1938 roku w Słonimie zginął jeden z najbogatszych lokalnych biznesmenów – właściciel magazynu tytoniowego Hirsch Goldfarb. Funkcjonariusze polskiej Policji Państwowej podejrzewali o udział w tej zbrodni złodziei ze Złotego sztandaru. W lutym 1939 roku gazeta „Kurier Wileński” podkreślała, że w walce dwie grupy złodziejskie nie gardzą organizacją aktów terrorystycznych. „Członkowie rywalizujących gangów używają nie tylko pistoletów i noży, ale także granatów. Z ich pomocą podnieśli w powietrze dom szefa «Brudervereina» Orki Setki” – poinformowała gazeta.

To nie był jedyny przypadek. W 1937 roku wileńscy gangsterzy podłożyli materiały wybuchowe w ścianie budynku, w którym znajdowała się redakcja żydowskiej gazety „Wilner Tog”, a także u wejścia do sklepu fotograficznego Szlomy Rabinowicza w Wilnie. W pierwszym przypadku eksplozja zniszczyła szyby w oknach prawie na całej ulicy, w drugim zagrożenie udało się zneutralizować. W tym samym czasie do wybuchu doszło w sklepie Efraima Nowowiejskiego. Najwyraźniej właściciel odmówił płacenia hołdu wileńskim gangsterom, którzy postanowili się zemścić. Po wydarzeniach z września 1939 roku przeciwko żydowskiej mafii walczyła sowiecka milicja. Wielu gangsterów wileńskich znalazło się w mińskich więzieniach „Wołodarka” i „Amerykanka”. W tym samym czasie w rosyjskim leksykonie kryminalnym pojawiła się definicja „polski złodziej”, co oznaczało nie tylko pochodzenie etniczne przestępcy, ale także to, że nie żył on zgodnie z prawami przyjętymi wśród autorytetów kryminalnych w ZSRR.


Przez granicę


Innym popularnym tematem wśród dziennikarzy pracujących w województwach północno-wschodnich była działalność przemytników. Wykorzystywali oni różnice cen i niedobory towarów w państwach sąsiadujących z Polską oraz zarabiali duże pieniądze na „wyprawach” przez granicę. Ponadto na przygranicznych z Łotwą i ZSRR terytoriach II RP było wielu „przewodników”, którzy pomagali polskim obywatelom przejść przez zieloną granicę. W lutym 1937 roku „Kurier Wileński” poinformował czytelników o procesie 16 członków gangu kierowanego przez Dawida Kogana, który utrzymywał „korytarze” na granicy polsko-sowieckiej i zajmował się nielegalnym tranzytem ludzi. „Siedziba” przemytników znajdowała się w Dokszycach, a „przedstawicielstwa” – w Warszawie, Białymstoku, a nawet Łodzi.

Za przeprowadzenie jednej osoby przez granicę przemytnicy pobierali 150 złotych. „W 1933 r. do Wydziału Śledczego Policji w Wilnie zwrócił się krawiec Iser Przewozkin i poinformował, że martwi się o los żony, brata i dwójki dzieci, którzy udali się do Sowietów i znaleźli przewodników. Od tego momentu minęły dwa miesiące, a od rodziny nie było żadnych wiadomości. Jednocześnie na policję wpłynęło oświadczenie o zaginięciu kolejnych 8 osób, rodzin Kremer i Budin z Wilna, które również udały się do Sowietów. Bliscy zaginionych osób zwrócili się do Konsulatu sowieckiego w Warszawie, ale otrzymali stamtąd odpowiedź, że na terytorium sowieckim tych osób nie ma” — napisano w gazecie „Kurier Wileński” z 1937 roku.

Policja Państwowa zatrzymała 16 przemytników i przeszukała domy zatrzymanych. Znaleziono między innymi części ubrań zaginionych osób. Wszystko wskazywało na to, że przemytnicy z Dokszitz zabili swoich klientów. Jednak pół roku później do Polski dotarły listy od ludzi, którym przemytnicy pomogli przekroczyć granicę. Okazało się, że na terenie BSRR wpadli oni w ręce radzieckiej Straży Granicznej i zostali skierowani do... obozu koncentracyjnego. Po półrocznym pobycie obywatele polscy zostali stamtąd uwolnieni i udało im się napisać listy do rodzin do Polski. Organizatorzy nielegalnego przekroczenia granicy polsko-sowieckiej zostali skazani. Dawid Kogan otrzymał wyrok pięciu lat więzienia, a jego ludzie – trzech lat. Takich przypadków było wówczas sporo.

W grudniu 1938 roku wileńskie gazety „Słowo” i „Kurjer Wileński” informowały, że sąd okręgowy zakończył rozpatrywanie sprawy przemytników, którzy od 1937 roku działali na pograniczu polsko-łotewskim. Wśród skazanych byli mieszkańcy Rygi – Stanisław Kowalski i Brasław Arłuk. Zajmowali się transportem towarów z Polski na Łotwę i odwrotnie. Obaj dostali za to po dwa lata więzienia i dziesięć tysięcy złotych grzywny. Pozostałych członków gangu przemytników skazano na osiem miesięcy więzienia i cztery tysiące złotych grzywny.

Sprzeczki i kwestie graniczne zwykle rozwiązywano na specjalnych spotkaniach komisarzy granicznych. „4 stycznia 1936 roku w wiosce Bardzi, w gminie Wolmińskiej, w powiecie wołożyńskim odbyła się konferencja z udziałem starosty powiatowego Bronisława Wesołowskiego i przedstawicieli ZSRR. Podczas spotkania rozwiązano kilka drobnych sporów granicznych” – napisano w gazecie „Kurier Wileński”. Jednak, mimo walki polskich i radzieckich organów specjalnych z przemytnikami, te działały na granicy polsko-sowieckiej do wybuchu drugiej wojny światowej.


„Ochotnicy” dla Hiszpanii


Szczególną uwagę polscy reporterzy poświęcali tematowi „hiszpańskiemu”. Chodzi o działalność różnego rodzaju osób, które albo szukały ochotników do wysłania do Hiszpanii, gdzie trwała wojna domowa, albo zbierały pieniądze na wsparcie jednej lub drugiej strony. W „Kurierze Wileńskim” za luty 1937 roku doniesiono o zatrzymaniu przez policję członków komsomołu Zachodniej Białorusi oraz Międzynarodowej Organizacji Pomocy bojownikom rewolucji – Frumy Kownara i Sary Gurwicz, którzy zbierali pieniądze dla hiszpańskiego proletariatu.
Ihar Melnikau - doktor historii, adiunkt Instytutu Historycznego Uniwersytetu Wrocławskiego. Zajmuje się okresem międzywojennym na terenie województw północno-wschodnich II RP, przedwojennej granicy polsko-radzieckiej na Białorusi, oraz służby Białorusinów w przedwojennym Wojsku Polskim. Autor 15 monografii historycznych. Laureat nagrody im. L. Sapiehy w 2020 za zachowanie historycznej spuścizny Białorusi.

Inne artykuły Ihara Melnikau

Polscy policjanci obserwowali także tych, którzy werbowali żołnierzy do Hiszpanii. Tygodnik „Życie Nowogródzkie” w 1937 roku informował, że warszawskiej policji udało się rozbić podziemną kancelarię werbunkową i zatrzymać osoby zajmujące się wysyłaniem obywateli polskich z fałszywymi paszportami do kraju ogarniętego wojną domową. Takie punkty rekrutacyjne działały również w województwach północno-wschodnich. Wileńska gazeta „Słowo” w 1937 roku pisała, że w Stołpcach zatrzymano osoby, nazywające siebie agentami generała Franko, które trafiły do Polski w celu rekrutacji ochotników do wojska powstańczego. Działalność tych komiwojażerów wojennych na terytorium Polski trwała do ataku Niemiec na Polskę we wrześniu 1939 roku.