Nowa Europa Wschodnia (logo/link)
Międzymorze / 30.01.2024
Yuliia Mishchenko

"Jestem gotowa wrócić na front". Medyk bojowy odbudowuje Ukrainę mimo prywatnych trudności

W pierwszych miesiącach pełnoskalowej inwazji Rosji na Ukrainę tysiące domów mieszkańców Czernihowa zniszczyły ostrzały wroga – również dom medyczki bojowej Tetiany Borysenko, a także całe ulice w dzielnicy Novoselivka. Spotkaliśmy się z mamą Tanią (jak nazywają ją pobratymcy z wojska) na progu jej domu, który odbudowuje z pomocą wolontariuszy. W tym artykule przeczytasz o trudnych wojennych doświadczeniach Tetiany Borysenko.
Foto tytułowe
Wolontariusze usuwają gruzy zniszczonego przez wojnę lokalnego Domu Kultury, Jahidne/Ukraina (Shutterstock)


Posłuchaj słowa wstępnego drugiego wydania magazynu online!


„Każdy powinien bronić swojego kraju”


Jest to opinia Tetiany, która została wciągnięta w prawdziwą wojnę w 2014 roku. A wcześniej był Majdan, gdzie miliony Ukraińców protestowały przeciwko rosyjskim planom zakończenia naszej niepodległości. To właśnie wtedy, gdy ratowała ludzi na ulicy Hruszewskiego w Kijowie, dostała pseudonim „mama Tania”.

– Przyniosłam chłopcom lekarstwa i mleko – wspomina. – Obrońcy Majdanu powiedzieli: „Przyszła nasza mama Tania, przyniosła mleko”. – Kiedy Rosjanie zajęli Krym i rozpoczęła się agresja w Donbasie, pojechała do obwodu ługańskiego w maju 2014 roku wraz z innymi aktywistami Majdanu w ramach batalionu ochotniczego Aidar.

Jak mówi Tetiana, nie wahała się, czy jechać, czy nie, bo cóż może być ważniejszego niż obrona swojej ziemi? – Na początku bałam się, bo zrozumiałam, że tam, gdzie jest broń, tam jest śmierć. – Pracowała jako sanitariuszka, udzielała pierwszej pomocy i usuwała odłamki z ran. W lipcu 2014 roku została ranna i doznała urazu mózgu, a po krótkotrwałym leczeniu wróciła na linię frontu.

Piąty września był czarnym dniem dla Ajdaru. Jednostka wpadła w zasadzkę w pobliżu miasta Szczastia i poniosła ciężkie straty – kilkudziesięciu zabitych i zaginionych oraz wielu rannych.

– Musieliśmy zabrać ciała zmarłych od Rosjan – mówi Tetiana Borysenko. – Dobrowolnie zgodziłam się pojechać na okupowane terytorium. Rozumiałam, że może to być podróż w jedną stronę, ale pojechałam bez wahania. Poszliśmy na „drugą” stronę razem z kapelanem wojskowym, zabierając czarne worki na ciała.

Pomimo wcześniejszych ustaleń separatyści wzięli negocjatorów do niewoli. Pani Tetiana opisuje, jak byli bici bez pozostawiania siniaków – po nerkach, nogach, przesłuchiwani, przykuwani kajdankami do rur. Po dwudziestu czterech dniach ona, wraz ze swoim kapelanem i dziesięcioma ukraińskimi żołnierzami, została wymieniona na bojowników. W tym czasie schudła siedemnaście kilogramów. Jednak w niecały miesiąc medyczka bojowa wróciła na linię frontu, dołączywszy do 128 brygady. Niestety, dwa i pół roku spędzone w strefie tak zwanej operacji antyterrorystycznej miały poważne skutki dla jej zdrowia i w 2016 roku została zwolniona z wojska z powodów zdrowotnych.


„Gdyby Rosjanie zajęli naszą ziemię, zniszczyliby nas wszystkich jako naród”.


– Jako osoba z doświadczeniem Majdanu i operacji antyterrorystycznej rozumiałam, że prędzej czy później Rosja zaatakuje Ukrainę, więc byłam psychicznie gotowa – mówi Tetiana. – Dwudziestego czwartego lutego, o wpół do piątej rano, usłyszałam pierwsze eksplozje. Jej córka zadzwoniła z Włoch, płacząc: „Mamo, wojna się zaczęła, awansują do Czernihowa. Musisz wyjechać”. Powiedziałam jej, że nigdzie nie jadę, bo muszę bronić swojej ziemi. Skontaktowaliśmy się z moim bratem Serhijem, który powiedział, że kolumny wroga wkraczają do Ukrainy z różnych kierunków. Zaczęliśmy działać. Moi przyjaciele z terenów przygranicznych liczyli pojazdy, informowali o położeniu Rosjan nacierających na Czernihów, ja sprawdzałam ich lokalizację na mapach i przekazywałam te informacje naszemu kontrwywiadowi. Przynajmniej tyle mogliśmy zrobić w tym czasie, ponieważ Czernihów uniemożliwiał formacjom wroga przemieszczanie się w kierunku Kijowa.

W marcu ubiegłego roku linia frontu przebiegała przez dzielnicę Novoselivka. Mieszkańcy, którzy nie zdążyli wyjechać, ukrywali się w piwnicach. Na podwórku pani Tetiany „przyloty” ładunków zdarzyły się dwukrotnie. Pierwszy raz miał miejsce 27 lutego, kiedy pocisk trafił bezpośrednio w dom, co spowodowało zawalenie się części ścian, a Tetianę wyciągnęła spod gruzów sąsiadka Alla. Trzeciego marca bomba eksplodowała w samym środku podwórka. Sąsiednie domy, w których pozostawało wielu dorosłych i dzieci, również zostały uszkodzone. Tetiana Borysenko pozostała w Nowoselivce do 8 marca, kontynuując przekazywanie informacji do ukraińskiego wojska. Nie miała jednak gdzie mieszkać, a jej córka nalegała, by matka wyjechała. Opuściła Ukrainę na miesiąc, ale wróciła pod koniec kwietnia, a 9 maja udała się do Charkowa, gdzie formowano batalion sił specjalnych, który miał walczyć o wyzwolenie okupowanych terytoriów.

– Dowódca z czasów Ajdaru zadzwonił do mnie i powiedział, że nasi ludzie się zbierają. Zapytał: „Jesteś z nami? Idziesz do nas?”. – „Idę”.

Wraz z pobratymcami, których poznała, kiedy bronili Ukrainy podczas operacji antyterrorystycznej na wschodzie, Tetiana Borysenko, medyk bojowy, udała się na chersoński odcinek frontu. Jesienią ubiegłego roku batalion sił specjalnych wyzwalał obwody charkowski, mikołajowski i chersoński. Rozmówczyni nie opowiada o szczegółach dotyczących tamtych miesięcy, ale bez słów widać, że było to prawdziwe piekło. Widziała na własne oczy, co spowodowały rosyjskie bomby i Grady, walczyła o rannych w zimnych okopach i poświadczała śmierć tych, którzy polegli w walce. I tak aż do lutego 2023 roku…


Była gotowa oddać życie za Ukrainę, a teraz sama odbudowuje swój dom


Tetiana Borysenko przeszła na emeryturę z powodu osiągnięcia wieku emerytalnego. Wróciła do swojego zniszczonego domu i wynajęła tymczasowe mieszkanie. Obecnie jej głównym zadaniem jest odbudowa domu.

– Gdy byłam w wojsku, miałam dobrą pensję, ale dużo dokładałam do zakupu kamer termowizyjnych i samochodów, ponieważ od tego zależało, czy zwyciężymy na froncie, czy nie, więc nie udało mi się nic zaoszczędzić na odbudowę domu – mówi. – Pożyczyłam pieniądze na materiały budowlane, ale ponieważ musiałam zacząć od fundamentów, pieniędzy nie wystarczyło na długo. Regionalna administracja państwowa pomogła z drewnem na dach, ale wszystko inne zależało ode mnie. Nie wypada teraz oczekiwać za dużo od państwa i społeczności, ponieważ jest wiele zniszczonych domów, takich jak mój. Dzięki lokalnym wolontariuszom, którzy dołączyli do odbudowy, sprawa poszła do przodu.

Ściany i dach domu Tetiany Borysenko odbudowali chłopcy i dziewczyny z czernihowskiego stowarzyszenia wolontariuszy „Bo Możemy”. Wolontariusze spędzali swój wolny czas, wieczór po wieczorze, odnawiając dom medyczki. Obecnie pozostały już tylko prace wykończeniowe, które mają zakończyć się jesienią.

– Mam nadzieję, że wprowadzę się z powrotem do mojego domu we wrześniu – mówi Tetiana. – Jestem dumna z naszych ludzi: niektórzy walczą, inni odbudowują.

Tetiana Borysenko otrzymała kilka nagród: Order Księżnej Olgi trzeciej klasy, Order „Za Odwagę” trzeciej klasy oraz honorową nagrodę „Ludowy Bohater Ukrainy”. Obecnie aktywnie angażuje się w wolontariat, osobiście podróżując do gorących punktów linii frontu, aby nieść pomoc obrońcom Ukrainy.

– Ludzie, nie zapominajcie, że wojna się nie skończyła – podkreśla Tetiana. – To, że tu nie leci i nic nie spada, nie oznacza, że wszystko jest w porządku. Nasi obrońcy bez strachu idą do walki, wiedząc, że mogą zginąć, aby zapewnić tu pokój i spokój, abyśmy mogli żyć w wolnej Ukrainie. Naszym zadaniem jest wspierać ich we wszystkim. Osobiście jestem gotowa wrócić na linię frontu – do zespołu ewakuacyjnego, gdziekolwiek, jeśli moja pomoc będzie potrzebna.

Publikacja powstała w ramach projektu "Akademia Reporterek" wspieranego przez Kolegium Europy Wschodniej