Nowa Europa Wschodnia (logo/link)
Międzymorze / 08.02.2024
Ludwika Włodek

Wysoka cena kariery. Ukraińska piosenkarka próbowała zostać carycą rosyjskiej sceny pop

Ukraińskie media nazywają ją zdrajczynią. W Rosji do niedawana była niekwestionowaną królową (lub raczej carycą) muzyki pop. Ostatnio jednak odwołano jej koncerty, w tym wielką sylwestrową galę, a sama Anna Asti, bo o niej mowa, wyjechała z Rosji.
Foto tytułowe
Anna Asti (Shutterstock)


Posłuchaj słowa wstępnego drugiego wydania magazynu online!


W nocy 31 stycznia przez trzy kwadranse, poczynając od 1.15, potem znów, rano, od 7.51 do 8.28. 30 stycznia trzy razy, od 11.15 przez prawie pół godziny, potem tuż przed siódmą wieczorem i kolejny raz zaraz później, w sumie prawie dwie godziny. 29 stycznia raz, od 21.37 przez blisko trzy godziny. 28 stycznia dwa razy od 19 do 19.30 i od 19.56 przez około półtorej godziny. 27 stycznia od 19.30 przez pół godziny. 26 stycznia dwa razy, po prawie godzinę, raz od 13.25, potem jeszcze wieczorem, od 20.26.

To bilans alarmów przeciwlotniczych w obwodzie czerkaskim z ostatnich dni. Ostatni, brzemienny w skutki, skuteczny atak rakietowy na Czerkasy odbył się 21 września 2023 roku. Wtedy na miasto spadł odłamek rosyjskiej rakiety zestrzelonej przez siły ukraińskie. Zawalił się hotel i kilka pawilonów targowych. Wybuchł pożar. Rannych zostało kilkanaście osób.

Zaledwie tydzień później, 28 września, urodzona w Czerkasach Anna Asti ogłosiła na Instagramie internetową premierę swojego najnowszego albumu: „Caryca”. O bombardowaniu swojej rodzinnej miejscowości nie zająknęła się ani słowem.

Niewykluczone, że rosyjscy żołnierze, wystrzeliwujący rakiety i drony w kierunku Czerkas i innych ukraińskich miejscowości, w wolnych chwilach słuchali jej piosenek. Nagrany półtora roku temu utwór „W barach” do początku grudnia 2023 roku miał ponad 200 milionów odsłon na oficjalnym profilu artystki na YouTubie, a tytułowy utwór z ostatniego albumu „Caryca” w ciągu czterech miesięcy od publikacji został odsłuchany 60 milionów razy.

Na początku grudnia 2023 roku portal Sobaka.ru stwierdził, że w ciągu ostatnich dwóch lat Asti stała się „najczęściej słuchanym i najpopularniejszym wykonawcą w Rosji”. Oraz zapewnił, że „jej piosenki nucą młode dziewczęta i dorosłe kobiety, młodzi chłopcy i groźni faceci, szczęśliwi i nieszczęśliwi, pijani i trzeźwi, ludzie w związkach i samotni”.

Co ciekawe, prezentując sylwetkę piosenkarki i rozwój jej kariery, w tekście ani razu nie wspomniano, że jest Ukrainką. Urodziła się i wychowała w ukraińskim mieście Czerkasy, położonym 200 kilometrów od Kijowa. W Ukrainie rozpoczęła swoją karierę muzyczną. Początkowo nagrywała piosenki na wpół amatorskimi sposobami i wrzucała je do internetu. W 2010 roku odkrył je znany ukraiński producent Artiom Umrichin i zaprosił Annę – jeszcze wtedy Dziubę – do współpracy. To u jego boku Anna Dziuba stała się Anną Asti. Razem stworzyli zespół Artik i Asti. Od początku śpiewali po rosyjsku i zdobywali popularność w obu krajach: Rosji i Ukrainie, co w owych czasach było typową drogą rozwoju kariery ukraińskich, rosyjskojęzycznych gwiazd show-biznesu.

W 2013 roku oboje przeprowadzili się do Moskwy. Przez następnych osiem lat zespół Artik i Asti święcił triumfy. Każdy kolejny singiel szybko trafiał na rosyjskie i ukraińskie listy przebojów, a Artiom i Anna zyskali status prawdziwych moskiewskich celebrytów. Plotkarskie media śledziły nie tylko ich kariery, lecz także życie osobiste.

Anna (Artiom zresztą też) pilnowała, żeby nie wypowiadać się na żadne drażliwe tematy, zwłaszcza dotyczące stosunków ukraińsko-rosyjskich, które od 2014 roku, czyli od aneksji Krymu przez Rosję i wybuchu wojny w Donbasie, pozostawały bardzo napięte.

Latem 2021 roku Artik i Asti wystąpili w programie Kseni Sobczak, pseudoliberalnej dziennikarki, nad którą rozciąga się ochronny parasol Kremla. Jej zmarły ćwierć wieku temu ojciec, Anatolij Sobczak, jeszcze jako mer Petersburga był pierwszym politycznym mentorem Putina i pomógł mu przejść z tajnych służb do polityki. Sobczak zapytała duet o ukraińską politykę i, śmiejąc się, zacytowała słowa Anny, która kiedyś wyznała, że nigdy w życiu nie głosowała, bo „ma ataki paniki w zatłoczonych pomieszczeniach”. Piosenkarka potwierdziła tylko, że nie brała i raczej nie zamierza brać udziału w wyborach (choć w innych kwestiach była bardzo wylewna, opowiadała między innymi o swoich trudnych relacjach z ojcem i początkach estradowej kariery).

Artik był trochę bardziej rozmowny, przyznał, że w 2019 roku, w ukraińskich wyborach prezydenckich, głosował na Zełenskiego. Dodał nawet, że wszyscy jego znajomi głosowali podobnie, bo „czujemy się z nim związani, podobnie jak my wywodzi się z show-biznesu, z kinobiznesu, reprezentuje nowe pomysły, jakieś tchnienie świeżości”.

W czasie kampanii wyborczej Zełenski uchodził może nie tyle za kandydata prorosyjskiego, ile bardziej skłonnego do kompromisów z Rosją niż jego główny rywal, urzędujący wtedy prezydent Petro Poroszenko. Jeszcze w pierwszej dekadzie XXI wieku Zełenski regularnie występował w rosyjskiej telewizji i w Moskwie spędzał więcej czasu niż w Ukrainie. W czasie kampanii wyborczej wybuchł mały skandal, kiedy Zełenski powiedział, że od początku wojny, czyli od roku 2014, nie był w Rosji. Dziennikarze programu „Schematy: korupcja w detalach” (wspólnego projektu radia Swoboda, ukraińskiej wersji Radia Wolna Europa, i telewizji Pierwyj) ujawnili, że po raz ostatni Zełenski poleciał do Moskwy w czerwcu 2014 roku, czyli już wiele tygodni po aneksji Krymu. Natomiast jego zarejestrowana na Cyprze firma producencka Green Films działała na rosyjskim rynku praktycznie do samych wyborów i jeszcze w 2017 roku otrzymała rosyjską państwową dotację na film „Wniz” (Na dół).

Przypominam o tym, żeby pokazać, że ukraiński rosyjskojęzyczny show-biznes wcale nie wyniósł się z Rosji w 2014 roku. Wielu artystów już po rozpoczęciu wojny w Donbasie łączyło występy w Rosji i w Ukrainie, odbierało nagrody i zarabiało pieniądze w obu krajach.

W tym samym programie, w którym Anna Asti ujawniła swoją polityczną indyferencję, oboje artyści przyznali prowadzącej, że czołówka rosyjskich piosenkarzy wywodzi się z Ukrainy. Cała trójka zastanawiała się przez chwilę, czemu tak jest. Artik i Asti mówili o wielkiej muzykalności Ukraińców i wysoko rozwiniętej kulturze muzycznej, a Artik chwalił jeszcze ukraińskie przepisy, które nakazywały stacjom radiowym i telewizyjnym poświęcać określoną ilość czasu antenowego na wyłącznie ukraińską muzykę.

Ta rosyjsko-ukraińska symbioza skończyła się jednak po 24 lutego 2022 roku. Jak głoszą ukraińskie media, Anna Dziuba vel Asti spędziła ten dzień w schronie w Czerkasach, bo akurat była w odwiedzinach u rodziny.

„Przypomnijmy – pisał ukraiński portal TSN – Anna Asti na własne oczy widziała, jakich potworności dopuszczają się okupanci w Ukrainie. Na początku pełnoskalowej wojny piosenkarka razem z mężem, Rosjaninem, musiała nawet chować się w piwnicy przed rosyjskimi rakietami. Ale pieniądze okazały się dla Anny Asti ważniejsze niż sumienie. Skandalizująca wokalistka wyjechała z Ukrainy do Rosji i tam zabawia Rosjan, przygrywa rosyjskiej propagandzie i milczy na temat rozpętanej przez Rosję wojny”.

W tym czasie Asti zaczynała właśnie solową karierę. Jej zawodowe drogi z Artiomem Umrichinem rozeszły się kilka miesięcy po wywiadzie u Sobczak, jesienią 2021 roku. Anna miała już świeżo wybudowaną luksusową willę pod Moskwą i stały pobyt w Rosji ze względu na zawarte w 2020 roku małżeństwo z rosyjskim biznesmenem Stanisławem Jurkinem.

Solowa kariera Asti zaczęła się spektakularnie, kolejne, wypuszczane przez cały 2022 rok piosenki okazywały się hitami. Po „W barach” wydała kolejny utwór, który zaśpiewała razem z Filippem Kirkorowem.

Piosenkarka bardzo dba, żeby nie wypowiadać się o polityce. Śpiewa o miłości, zdradach i szeroko pojętym życiu uczuciowym. Na temat ataku Rosji na Ukrainę milczy jak grób. W odróżnieniu od swojego scenicznego partnera Kirkorowa ani razu nie powiedziała nic pozytywnego o rozpętanej przez Rosję wojnie, lecz milczenie na temat takiej agresji jest de facto stanięciem po stronie agresora.


Inni ukraińscy artyści robiący karierę w Rosji podzieleni się na dwie grupy. W tej pierwszej, zdecydowanie mniej licznej, są ci, którzy podobnie jak Asti - albo wcale nie wypowiadali się na temat wojny, albo starali się od niej dystansować i jakby nigdy nic kontynuowali swoje kariery w Rosji.

Taką postawę przyjęła na przykład Ani Lorak (naprawdę Karolina Kujek), która pochodzi z obwodu czernihowskiego. W 2008 roku reprezentowała Ukrainę na Eurowizji i zajęła drugie miejsce. Po aneksji Krymu przez Rosję usiłowała koncertować w Ukrainie, wystąpiła tam jeszcze kilka razy, ale wobec negatywnej reakcji większości Ukraińców na dobre przeniosła się do Rosji. Od razu po 24 lutego 2022 roku nieśmiało potępiła wojnę na swoim Instagramie, lecz później, kiedy zaczęto odwoływać jej koncerty w kolejnych rosyjskich miastach, udzieliła długiego wywiadu, w którym zapewniała o swojej neutralności wobec wojny.

Do drugiej grupy należą ci artyści, którzy po 24 lutego wynieśli się z Rosji, rezygnując z kariery w tym kraju. Nie tylko wycofali się z rosyjskiego rynku, lecz nawet ze śpiewania po rosyjsku. To między innymi Wiera Breżniewa (naprawdę Wiera Kiperman) z Dniepropietrowska czy Switłana Łoboda z podkijowskiego Irpienia, która już 24 lutego 2022 roku napisała w swoich mediach społecznościowych: „Moje serce jest rozdarte, od 5 rano jestem w kontakcie z rodziną i bliskimi. Jak tak można? Boże, zatrzymaj to wszystko! Po prostu płaczę”. Do postu dołączyła zdjęcie płaczących oczu na tle żółto-niebieskiej flagi nałożonej na falujące pole słoneczników. Podobnie zrobił Monatik z Wołynia.

Wszyscy wspomniani muzycy znaleźli się na opublikowanej wiosną 2022 roku czarnej liście 50 ukraińskich artystów, którym Rosja zakazała wjazdu na swoje terytorium. Ich nazwiska sąsiadowały z nazwiskami twórców, którzy już od 2014 roku przerwali swoje rosyjskie kariery (na przykład Iwan Dorn).

Z Rosji, choć bez żadnych politycznych deklaracji, wyjechał także Artiom Umrichin. W styczniu 2023 roku przeniósł się z żoną i dwójką małych dzieci do Dubaju.

Tymczasem Anna Asti zachowywała się tak, jakby żadnej wojny nie było. Nadal śpiewała swoje liryczne piosenki o złamanych sercach i odważnych kobietach, które okazują się silniejsze od męskich drani spotykanych na swojej drodze. Uważała przy tym, żeby ani słowem nie poruszać drażliwych tematów, których w Rosji przybywało z dnia na dzień. I – trzeba przyznać – wychodziło jej to nad wyraz dobrze. Jej solowa kariera kwitła, a koncerty i występy w mediach przynosiły gigantyczne dochody. Pozbawiona dostępu do zachodnich wykonawców, rosyjska publiczność łaknęła lokalnej twórczości, niepolitycznej i dającej odskocznię w tych trudnych czasach. Asti dawała jej dokładnie to, czego oczekiwała. W nagrodę, w listopadzie 2023 roku, dostała rosyjskie obywatelstwo. O które zresztą podobno starała się nie z pobudek patriotycznych, ale dlatego, że tak łatwiej jej było prowadzić interesy. Piosenkarka ma bowiem w Rosji salon piękności i knajpę. Tak przynajmniej donosi redagowana na Łotwie, antyputinowska „Nowaja Gazieta Jewropa”.

Wydawało się, że nic nie zmąci błyskotliwej kariery Anny Asti. Jednak w dyktaturze, jaką staje się putinowska Rosja, wystarczy jeden fałszywy ruch, by zniszczyć sobie życie. Jak w podcaście Meduzy „Szto słucziłos” (Co się wydarzyło) tłumaczył Iwan Filipow, dziennikarz prowadzący na Telegramie kanał „Na zachodnim froncie bez zmian”, osoby, które nie poparły wojny, muszą prowadzić się bez zarzutów. Wystarczy, że narażą się czymkolwiek, a władze mogą się nimi zająć. Taryfa ulgowa jest tylko dla tych, którzy z entuzjazmem wypowiadają się o działaniach Rosji w Ukrainie.

Dla Anny Asti takim fałszywym krokiem był udział w sławnej imprezie Nastii Iwlejewej, blogerki, byłej naczelnej „Playboya”, kiedy jeszcze „Playboy” w Rosji się ukazywał. Impreza odbyła się 20 grudnia ubiegłego roku i przejdzie do historii jako „w poczti gołaja wieczerinka”, „almost naked”, czyli prawie goła impreza.

Udział w niej wydawał się na pozór całkowicie bezpieczny. Wśród gości był między innymi wspomniany już wcześniej, posłuszny Kremlowi jak mało kto Filipp Kirkorow, a także Ksenia Sobczak, której dotąd wszystkie wybryki uchodziły na sucho, z racji dawnej zażyłości jej papy z Putinem. Impreza była zupełnie niepolityczna. Formalnie chodziło o pokazanie wystawy zdjęć robionych jeszcze jako projekt dla „Playboya” i popularyzujących ciałopozytywność. W praktyce chodziło po prostu o dobrą zabawę. Goście, co widać było na filmikach wrzucanych do mediów społecznościowych, dużo pili i bez wstydu prezentowali swoje wdzięki. Asti była tam w pracy, nie dla przyjemności. Zapłacono jej za występ. W odróżnieniu od gospodyni imprezy, Sobczak, Kirkorowa czy rapera Vasi, który przyszedł jedynie w białej skarpetce od Balanciagi nasuniętej na członek, ubrana była dość zachowawczo jak na standardy tego wieczoru.


Posłuchaj podcastu:



A jednak i ją dosięgnął gniew oburzonych rozpasaniem celebrytów prokremlowskich patriotów. Początkowo goście zbagatelizowali rozpętaną w internecie krytykę. Iwlejewa kpiącym tonem tłumaczyła, że każdy ma prawo trochę się zabawić, a Sobczak napisała, że jest prywatną sprawą każdego człowieka, komu i kiedy „pokazuje gołą dupę”. Szybko jednak okazało się, że w dyktaturze to nie do końca prawda.

Głosy, że jak to celebryci się bawią, gdy dzielni rosyjscy chłopcy walczą z faszystowskim reżimem z Kijowa, dotarły do Kremla i ponoć poruszyły samego Władimira Władimirowicza. Chodziły słuchy, że uczestnicy imprezy mogą zostać oskarżeni o szerzenie propagandy LGBT, co w Rosji jest surowo zakazane. Pojawiła się kolejna fala nagrań w internecie. Tym razem celebryci wyraźnie spokornieli. Ksenia Sobczak zapewniała, że kocha swój kraj, a Iwlejewa, bez makijażu i w siermiężnym wełnianym swetrze, ze łzami w oczach wyraziła przekonanie, że „Rosja potrafi wybaczać”, prosząc o wybaczenie. Kirkorow tłumaczył, że na imprezę przyszedł przypadkiem i „jak tylko zobaczył, co tam się wyprawia, natychmiast sobie poszedł”.

Mimo to towary firmowane przez Iwlejewą zaczęły znikać z półek sklepowych, a w jej biurze pojawiła się kontrola skarbowa. Raper Vasia, ten od skarpetki, został wezwany przed komisję wojskową i niebawem pójdzie do wojska. Jeszcze w starym roku zaczęto odwoływać koncerty obecnych na „prawie gołej imprezie” gwiazd, a przecież okres okołonoworoczny to czas najobfitszych finansowych żniw dla bohaterów rosyjskiej estrady.

Odwołano nie tylko telewizyjne i sceniczne występy Kirkorowa czy innej gościni feralnego wieczoru, urodzonej w zakarpackim Mukaczewie zresztą, niejakiej Lolity Milawskiej. Również noworoczne show Anny Asti oraz kilka kolejnych jej koncertów.

W połowie stycznia gruchnęła wieść, że Asti wyjechała z Rosji. Sama piosenkarka dopiero po dłuższej przewie, pod koniec stycznia, napisała w swoich mediach społecznościowych,0 że wyjazd był zaplanowany i jest związany z rehabilitacją po operacji stóp, jaką przeszła w Moskwie i której musiała się poddać ze względu na rzadką chorobę. Oczywiście nie tłumaczyła, czemu miała na ten sam okres zaplanowane koncerty.

Nie wiadomo, czy celebryci wrócą jeszcze do Rosji, czy ich kariery będą nadal na fali wznoszącej. Jedno jest jasne, w Rosji już nie wystarczy milczeć na temat wojny. Trzeba ją wyraźnie popierać. Mogą już nie wystarczyć akcje charytatywne na rzecz donbaskich sierot czy nawet słowa wsparcia dla rosyjskich rannych żołnierzy. Kremlowski reżim potrzebuje jednoznacznych i pełnych entuzjazmu głosów poparcia dla tego, co robi w Ukrainie. Zwłaszcza że niedługo wybory prezydenckie, a jak donoszą niezależne badania socjologiczne, na przykład te przeprowadzone w październiku 2023 roku w ramach projektu „Chroniki”, tylko 12 proc. Rosjan chce bezwzględnego kontynuowania wojny (w lutym, rok temu, tego zdania było 22 proc. badanych), a 33 proc. chce jej kontynuowania pod pewnymi warunkami. Natychmiastowe wycofanie wojsk z Ukrainy popiera 40 proc. pytanych.
Ludwika Włodek jest socjolożką i reporterką. Pracuje jako adiunkt w Studium Europy Wschodniej, gdzie kieruje specjalizacją Azja Środkowa. Autorka książki Buntowniczki z Afganistanu.

Inne artykuły i podcasty Ludwiki Włodek

Jeśli Anna Asti chce kontynuować swoją spektakularną karierę w Rosji, będzie zapewne musiała publicznie poprzeć wojnę. Drobne wrzutki propagandowe i stwarzanie wrażenia, że „Rosjanie i Ukraińcy to bratnie narody” to już za mało. Czy Anna Dziuba się na to zdobędzie? Zapewne coraz trudniej grać rolę niezainteresowanej polityką, wrażliwej, ale silnej kobiety sukcesu, gdy twoje rodzinne miasto bombardują samoloty kraju, w którym zarabiasz pieniądze, gdy na froncie giną twoi kolejni koledzy z klasy i sąsiedzi z podwórka, a koleżanki zostają wdowami. Na to jednak pytanie „caryca” musi sobie odpowiedzieć sama.