Nowa Europa Wschodnia (logo/link)
Transatlantyk > Huzar / 15.05.2024
Rasa Tapinienė, LRT.LT

"Powzięto pewne kroki". Estonia szykuje się obrony przed Rosją

W przeciwieństwie do Litwy, która przekonała swojego sojusznika – Niemcy – do rozmieszczenia brygady na swoim terytorium, Estonia zdecydowała, by brytyjskie wojska przydzielone do jej obrony stacjonowały w Wielkiej Brytanii. Trzy kraje bałtyckie uzgodniły również niedawno współpracę w zakresie budowy linii obrony wzdłuż ich granic z Rosją i Białorusią. Według dowódcy estońskich sił zbrojnych generała Martina Herema nie będzie to jednak linia Maginota. Jego zdaniem istota tej linii powinna polegać na bardzo konkretnych planach dotyczących tego, jak zbudować obronę w ciągu kilku dni w momencie, kiedy pojawią się jakiekolwiek oznaki zbliżającej się agresji.
Foto tytułowe
Martin Herem (Wiki Commons)



Posłuchaj słowa wstępnego drugiego wydania magazynu online!



W zeszłym miesiącu wiceprzewodniczący Komisji Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony estońskiego parlamentu, były oficer Leo Kunnas, zasugerował konieczność minowania terenu na granicy Estonii z Rosją. Co Pan sądzi o tej propozycji?


Martin Herem: Nie sądzę, by rozmieszczanie min przeciwpiechotnych czy przeciwczołgowych na granicy było rozsądnym posunięciem. Nie sądzę, by było to skuteczne.


Estonia wraz z Finlandią mogłyby zablokować Rosji dostęp do Morza Bałtyckiego od strony Sankt Petersburga. Czy rozważano takie plany?


Tak, oczywiście, ponieważ stworzyłoby to strategiczny dylemat dla Rosji. Jeśli na Kremlu rozważają jakikolwiek rodzaj agresji na Estonię, to muszą pomyśleć o tym, jak utrzymają komunikację na przykład z Królewcem. Moim zdaniem mamy wszelkie prawa do obrony naszego kraju w przypadku agresji, nawet poprzez zamknięcie ruchu morskiego przez Zatokę Fińską. Zarówno Estonia, jak i Finlandia mają do tego niezbędne narzędzia.

Wkrótce pojawi się trzeci numer magazynu
Z kodem PATRONITENEW
magazyn Nowa Europa Wschodnia Online
jest bezpłatny.

Zachęcamy do wsparcia nas na Patronite

Kilka tygodni temu kraje bałtyckie podpisały porozumienie o budowie wspólnej linii obrony wzdłuż naszych granic z Rosją i Białorusią. Jaki ma być jej ostateczny efekt?


Co najważniejsze, zaplanowaliśmy budowę przeszkód i fortyfikacji. Inną kwestią jest to, ile naprawdę zbudujemy, ile betonu wylejemy w ziemię w czasie pokoju. Ale ważne jest, abyśmy mieli plany i projekty oraz by gospodarka była gotowa na takie przedsięwzięcie. Być może warto, by niektóre elementy przechowywać bardzo blisko obszaru, na którym mogą okazać się potrzebne. To jest ważne. Nie sądzę, że zbudujemy linię Maginota lub coś podobnego, ale musimy być gotowi, by stworzyć linię obrony bardzo, ale to bardzo szybko. Możemy mieć na to tylko kilka dni.


Z czego powinna się składać taka linia?


Linia obrony powinna składać się z przeszkód, które nie zatrzymają agresora, ale będą kanalizować jego działania lub kierować na obszary najbardziej dogodne z naszego punktu widzenia. Ma zapewniać ochronę dla naszego personelu. Przydadzą się więc na przykład bunkry lub schrony dla żołnierzy w przypadku agresji. Ale projektowanie linii obrony winno również obejmować planowanie, obszary, które możemy wykorzystać jako miejsca zbiórki – ludzi, artylerii czy innych elementów.


Estonia ogłosiła plany budowy 600 bunkrów. Łotysze obliczyli, że takie przedsięwzięcie może zająć 10 lat. Jak długo to potrwa, według szacunków estońskiego wojska, i jaki będzie z tego pożytek?


W przypadku zagrożenia musimy zbudować tę linię obrony w ciągu kilku dni, a nie lat. Nie sądzę, że w najbliższych latach zbudujemy dokładnie 600 bunkrów – być może tylko kilka. Musimy przygotować materiał na te bunkry, nasz przemysł musi być gotowy do ich budowy. Tak więc naprawdę nie mogę dziś odpowiedzieć, ile bunkrów zbudujemy, ale musimy się przygotować, aby być gotowym do ich budowy w ciągu kilku dni. W ciągu ostatnich trzech – czterech lat inwestowaliśmy w te przeszkody około 3 milionów euro rocznie. To tak zwane smocze zęby, betonowe kostki, elementy metalowe. Są one przechowywane na wschodnich obszarach Estonii.


Na jakich potencjałach militarnych powinniśmy się bardziej skupić w krajach bałtyckich? Sugeruje Pan, że podczas gdy Litwa czeka na zamówione czołgi, Estonia jest zajęta innymi przygotowaniami. Na czym one polegają?


Po pierwsze, nie krytykuję decyzji Litwy. Każdy kraj podejmuje własne decyzje. Myślę, że dziś musimy zwrócić uwagę na gotowość tych sił, którymi dysponujemy obecnie. Jeśli widzimy na papierze, że mamy te bataliony lub brygady, musimy być pewni, że są one w stanie zacząć działać w ciągu kilku dni od wydania rozkazu i że będą działać przez długi czas, mając zapewnioną amunicję i inny sprzęt. Więc jeśli pytanie brzmi, w co musimy inwestować, to w pierwszej kolejności w amunicję, następnie – w świadomość sytuacyjną, aby rozumieć cele, a na końcu – we wszystko inne.


Jeśli chodzi o obronę wysuniętą, czy to dobra decyzja, aby przydzielona brytyjska brygada fizycznie znajdowała się w Wielkiej Brytanii, a nie w Estonii?


Musimy znaleźć równowagę. Na Łotwie, Litwie i w Estonii podejmowane są różne decyzje. Zdecydowaliśmy, podobnie jak Wielka Brytania, że nie będziemy inwestować pieniędzy w infrastrukturę wojskową, taką jak koszary i parkingi. Ale zainwestujemy w uzbrojenie, amunicję i przeprowadzimy ćwiczenia, jak szybko rozmieścić brytyjskie wojska w Estonii w przypadku pojawienia się oznak zbliżającej się agresji, a nie w przypadku agresji.

Czy to lepsze niż rozwiązanie litewskie? [Wilno przekonało Niemcy do stacjonowania brygady na Litwie – przyp. LRT] Nie wiem. Znam nasz budżet i obecnie nie mamy pieniędzy na budowę nowych koszar dla tej brygady.

I jest jeszcze jeden problem, który występuje w Estonii, choć może nie na Łotwie czy Litwie. Zaledwie rok temu zdecydowaliśmy się powiększyć nasze obszary szkoleniowe i utworzyć drugi taki teren. Wywołało to społeczną reakcję, ponieważ niektórzy ludzie musieli sprzedać swoje nieruchomości. Nie sądzę, abyśmy chcieli zobaczyć dyskusję na temat trzeciego obszaru treningowego w Estonii. Tak więc po prostu nie mamy wolnej przestrzeni, aby go zbudować bez szkody dla ludności, własności lub zakłócania ich codziennego życia.




To wszystko, o czym mówimy, to konwencjonalne działania wojenne. Inną kwestią są ataki hybrydowe lub cybernetyczne. Niedawno został uszkodzony kabel telekomunikacyjny na dnie Morza Bałtyckiego [między Estonią a Finlandią, śledczy podejrzewają chiński statek]. Zdarzają się przypadki zakłócania sygnału GPS. Czy postrzegasz to jako eskalację działań ze strony Rosji? Jak powinniśmy reagować na tego typu akty?


Kiedy mówimy o obecnych zagrożeniach hybrydowych, to jest to bardzo trudna sytuacja, ponieważ nie możemy wskazać jednoznacznie, kto stoi za tymi wszystkimi działaniami, kto jest ich podmiotem. Przede wszystkim musimy zachować spokój, ponieważ wojna hybrydowa nie stanowi zagrożenia dla naszego istnienia, dla istnienia estońskiej niepodległości. Może zaszkodzić, ale nie zabić. Możemy więc sobie z tym poradzić. Naszym głównym problemem jest wciąż możliwa konwencjonalna agresja ze strony Rosji.


Europejscy przywódcy coraz częściej mówią o przygotowaniach do wojny z Rosją. Czy jako wojskowy dostrzega Pan takie działania – w przemyśle wojskowym, w kwestii modernizacji armii – które wskazywałyby, że za tymi słowami rzeczywiście idą czyny?


Powzięto pewne kroki. Nie są one tak szybkie, jak chcielibyśmy my tutaj, w krajach bałtyckich, ale musimy też zrozumieć, że dla nas pożar jest tuż po drugiej stronie płotu. Europejczycy z Zachodu mogą co najwyżej poczuć dym lub usłyszeć o tym pożarze za naszym pośrednictwem. Więc to zrozumiałe, że reagują wolniej, ale widać pewne działania. Zmieniła się retoryka. Widzimy, że europejski przemysł się rozwija i jest gotowy do zwiększenia produkcji.

Natomiast to, czego nie zauważyłem, chociaż mogę nie mieć racji, to tego, by kraje zachodnie inwestowały w rynek wojskowy. Nie widziałem wzrostu liczby kontraktów na zakup większej ilości amunicji oraz innego sprzętu. Myślę, że nadal dzieje się to bardzo powoli, zwłaszcza jeśli weźmiemy pod uwagę, że mamy za sobą dwa lata bardzo intensywnych działań wojennych w Europie.

Artykuł ukazał się w LRT.lt