Nowa Europa Wschodnia (logo/link)
Transatlantyk > Kapitol / 20.05.2024
Aleksandra Pyka

Polityczna gra na ostrzu noża. Słowacja po zamachu na premiera

Słowacja na pewno nie zapomni daty 15 maja 2024 roku, która zapisze się także na kartach europejskiej historii. Tego dnia doszło do zamachu na premiera Roberta Ficę. Po terenowym posiedzeniu rządu w Handlovej – mieście, gdzie partie rządzącej koalicji Smer – HLAS – SNS uzyskały ponad 50 procent głosów – premier postanowił przywitać się ze swoimi wyborcami. Wtedy padły strzały.
Foto tytułowe
Premier Robert Fico (Shutterstock)



Posłuchaj słowa wstępnego drugiego wydania magazynu online!



Po tym, gdy w Handlovej rozległy się strzały, Robert Fico stracił równowagę. Podtrzymali go ochroniarze. Po chwili zwiniętego niemal w kłębek premiera przeniesiono do limuzyny, która odjechała w stronę szpitala. W tej samej chwili na napastnika rzucili się policjanci i reszta ochrony.

Premier Słowacji od środy jest w stanie poważnym, ale stabilnym. Ma za sobą pięciogodzinną operację i mniejszy zabieg chirurgiczny.

Zamachowcem okazał się 71-letni emerytowany górnik. Wokół jego osoby i poglądów narosło już wiele spiskowych teorii. Początkowo mówiło się, że był to „samotny wilk”, który nie zgadza się z polityką forsowaną przez słowacki rząd. Ale cztery dni po zamachu minister spraw wewnętrznych oświadczył, że obecnie badana jest wersja, według której napastnik nie działał sam.

Wkrótce pojawi się trzeci numer magazynu
Z kodem PATRONITENEW
magazyn Nowa Europa Wschodnia Online
jest bezpłatny.

Zachęcamy do wsparcia nas na Patronite
Zawodna ochrona


Minister spraw wewnętrznych Matúš Šutaj Eštok od razu odrzucił możliwość, że zawiodła ochrona premiera, bo wtedy on sam poniósłby za to polityczną odpowiedzialność. Jednak specjaliści ds. ochrony jednogłośnie twierdzą, że zawiodły służby, które miały dbać o bezpieczeństwo premiera. Najprawdopodobniej ochroniarzy zgubiła rutyna, choć to nie pierwszy przypadek, w którym życie i zdrowie polityka na Słowacji było zagrożone.

Podczas śledztwa w sprawie pierwszego na Słowacji ataku terrorystycznego, do którego doszło na ulicy Zámockiej w październiku 2022 roku, okazało się, że głównym celem napastnika był ówczesny premier Eduard Heger.

Dziewiętnastoletni zamachowiec przeprowadził wtedy rozpoznanie terenu i warunków ewentualnego ataku na premiera w miejscu jego zamieszkania. Zaledwie dzień przed atakiem spędził kilka godzin przed blokiem mieszkalnym w jednej z bratysławskich dzielnic. W tamtym czasie ani ochroniarze, ani policja tego nie zauważyli. Sytuację zweryfikowano dopiero po tym, jak zabił dwie osoby ze społeczności LGBT+ przed bratysławskim barem Tepláreň.

Mimo takich jednoznacznych znaków ostrzegawczych nikt nie wyciągnął wniosków dotyczących nieprzygotowania słowackich służb, które mają dbać o bezpieczeństwo najważniejszych osób w państwie.

W 2023 roku były minister obrony narodowej Jaroslav Naď dostał w kopercie ostry nabój. W marcu 2024 roku nieznana kobieta wtargnęła do ogrodu domu, w którym mieszka prezydentka Čaputová. Udało jej się to zrobić, choć dom prezydentki jest stale monitorowany przez kamery, a na ulicy znajduje się ochrona.

Takie sytuacje pokazują, że słowackie służby są nieprzygotowane i regularnie zawodzą nawet wtedy, kiedy działają na terenie, który w pełni kontrolują.


Zabójstwo dziennikarza


Zamach na Roberta Ficę to pierwszy we współczesnej historii Słowacji przypadek, kiedy zamachowiec bezpośrednio zagroził życiu wysokiego rangą polityka. Warto jednak pamiętać, że to nie pierwszy atak na osobę publiczną na Słowacji. Pierwszą ofiarą był bowiem Ján Kuciak, pracujący dla portalu Aktuality.sk dziennikarz śledczy, zamordowany w 2018 roku wraz ze swoją narzeczoną Martiną Kušnírovą. Kuciak badał korupcję i brudne interesy ludzi powiązanych ze słowackim rządem. Po jego śmierci w całym kraju odbywały się protesty, które doprowadziły do ustąpienia premiera Ficy i ministra spraw wewnętrznych Kaliňáka ze stanowisk. W kolejnych wyborach wygrała opozycja.

Nic nie wskazuje, by po zamachu na premiera nastąpiło podobne, nawet chwilowe zjednoczenie społeczeństwa słowackiego. Wręcz przeciwnie – już teraz widać, że trudna sytuacja będzie wykorzystana przez rządzącą koalicję do umocnienia swojej władzy, a wszystkie działania zostaną uzasadnione troską o bezpieczeństwo kraju.

Robert Fico za rządów swoich poprzedników – Matoviča i Hegera – zaczął twierdzić, że jest polityczną ofiarą policji, prokuratury i sądów, które wówczas zaczęły przyglądać się oligarchizacji państwa, aferom korupcyjnym, a nawet postawiły mu zarzuty o założenie i prowadzenie zorganizowanej grupy przestępczej. Dlatego spodziewano się, że po wygranych wyborach w 2023 roku będzie dążył do politycznej zemsty na wszystkich, którzy go ścigali. Odkąd wrócił do władzy kilka miesięcy temu, Fico zdążył już przepchnąć przez parlament likwidację Prokuratury Specjalnej, zmniejszyć kary za korupcję i zdegradować NAKA (czyli odpowiednik naszego CBŚ), która do tej pory zajmowała się sprawami korupcyjnymi i zorganizowaną przestępczością. Zwolniono komendanta głównego policji i odwołano przewodniczącego rady sądownictwa. Ich miejsca zajęli ludzie przychylni władzy.

Znając trajektorię rządów obecnej koalicji, na której czele stoi Fico, można się spodziewać, że po zamachu na premiera puszczą ostatnie hamulce i nastąpi legislacyjne tornado. Zwiększą się naciski na partię Petera Pellegriniego HLAS, która do tej pory opierała się zmianom w telewizji publicznej. Już niedługo będziemy świadkami, jak koalicja rzuci się na publiczną stację RTVS i rozszarpie ją na strzępy, robiąc z niej telewizję rządową. Przewodniczący koalicyjnej partii SNS Andrej Danko nie ukrywa, że wzorem dla niego jest TVP w dobie rządów Zjednoczonej Prawicy.

Po neutralizacji mediów krytykujących rząd następne na liście będą organizacje pozarządowe. Już teraz część niewygodnych stowarzyszeń nie dostała państwowych dotacji. Rzekomo w imię transparentności koalicja rozważa uchwalenie prawa, które ma przypisywać organizacjom status zagranicznych agentów, jeśli korzystają z funduszy pochodzących z zagranicy. Ustawa ta nie przyczyni się w żaden sposób do zwiększenia przejrzystości trzeciego sektora, będzie natomiast stanowić bat na aktywnych obywateli i stygmatyzować społeczeństwo obywatelskie. Znamy ten mechanizm doskonale z Rosji i Węgier, a od tygodni obserwujemy, jak przeciwko podobnej ustawie walczy Gruzja.

Chociaż Fico fizycznie osłabiony wciąż leży w szpitalu, to środowy zamach umocni jego władzę. Koalicja będzie teraz mogła realizować wszystkie swoje autorytarne zamiary w trybie przyspieszonym w imię bezpieczeństwa i spokoju w kraju. O tym przekona obywateli rządowa propaganda oraz tzw. alternatywa informacyjna, czyli cieszące się sympatią rządu pseudomedia szerzące spiskowe teorie i dezinformację.




Złe media


Na drugim biegunie – z dala od łaski i uwielbienia polityków koalicji – znajdą się dziennikarze i media tradycyjne, które zadają niewygodne pytania i bywają krytyczne wobec działań rządu. Bo to właśnie krytyka najbardziej boli koalicjantów. Polityków opozycji, krytycznych europosłów, dziennikarzy, a nawet zwykłych obywateli, którzy mieli swoje uwagi do praktyk rządu, Fico miał w zwyczaju nazywać „zdrajcami”, „szkodnikami”, „donosicielami” i „szczurami”.

Tuż po opublikowaniu pierwszych wiadomości o zamachu na Roberta Ficę przewodniczący koalicyjnej partii SNS Andrej Danko obwinił za atak właśnie dziennikarzy. Wymienił przy tym redakcje SME, Denník N i Aktuality.sk, z którymi od października rząd nie prowadzi komunikacji, bo uznaje je za wrogie. „Czy jesteście teraz zadowoleni?” – zapytał dziennikarzy Danko na konferencji prasowej po ataku na premiera. Wtórował mu wiceprzewodniczący Smeru Ľuboš Blaha, który zaczął w stronę dziennikarzy wykrzykiwać: „Zrobiliście z nas wszystkich cele!”.

Sytuację próbują ratować prezydenci – urzędująca jeszcze Zuzana Čaputová i jej następca Peter Pellegrini. Wspólnie zwołali konferencję prasową, na której wzywali do spokoju i szacunku. Zaprosili przedstawicieli wszystkich partii do okrągłego stołu. Ale Danko od razu zapowiedział, że przyjdzie tylko wtedy, gdy nakaże mu to Fico. Cztery dni później Pellegrini również zmienił zdanie i nagle zaczął twierdzić, że partie nie są gotowe na taki krok. Więc w słowackiej polityce nadal króluje chaos.

To pokrętny paradoks słowackiej sytuacji społeczno-politycznej, że to właśnie te osoby, które obwiniają swoich przeciwników politycznych i media o wprowadzenie nienawiści na arenę polityczną, są tak naprawdę same temu winne. To ludzie obecnej rządowej koalicji od lat napędzają podział społeczeństwa, szerzą agresję i nienawiść, a jednocześnie oskarżają o to liberałów, których Smer – partia Ficy – zaczął otwarcie nazywać faszystami.

W tym kontekście na ironię zakrawa wypowiedź pełniącego obecnie obowiązki premiera ministra obrony narodowej Roberta Kaliňáka, który w dniu zamachu drżącym głosem wzywał do uspokojenia i zaprzestania przemocy. Bo w trakcie kampanii parlamentarnej to Kaliňák z pięściami napadł na swojego przeciwnika – Igora Matoviča. Nie lepiej zachował się Pellegrini, który wkrótce zostanie zaprzysiężony na prezydenta. Swoją kampanię wyborczą oparł na kłamstwie, a przed drugą turą nie powstrzymywał się od brutalnych ataków na swojego kontrkandydata. Po wyborach zaś pozował na ofiarę ataków przeciwnika.

Wspomniany już Blaha dał się zapamiętać, kiedy podczas jednego z mitingów Smeru zaczął razem z tłumem krzyczeć, że „prezydentka jest amerykańską ku*wą”. W efekcie dostał sądowy zakaz wypowiadania nieprawdziwych informacji na temat prezydentki i stwierdził wtedy, że Čaputová jest histeryczką.


„Dokładnie możemy powiedzieć, że po ataku słownym, w ciągu trzech dni słowa danego polityka zaczynają pojawiać się wraz z groźbami w mediach społecznościowych, a w ciągu tygodnia – dwóch groźby śmierci wobec prezydentki i jej rodziny przybierają na sile w formie listów lub telefonów”



mówi w wywiadzie z dziennikiem Sme partner Zuzany Čaputovej Juraj Rizman.

Prezydentka od lat przestrzega przed stosowaniem języka nienawiści w życiu publicznym. W końcu to właśnie pełen pogardy i braku szacunku język doprowadził do tego, że Čaputová, mimo niemal pewnej wygranej, zdecydowała się nie kandydować po raz drugi na urząd prezydenta.


Trudne chwile w koalicji


To, że Robert Fico jest kluczową figurą, która trzymała w ryzach całą rządzącą koalicję, wyszło na jaw zaraz po zamachu. O waśniach i bałaganie wewnątrz obozu rządzącego najlepiej świadczy brak jednego spójnego przekazu. Zamiast tego głos chętnie zabierają pojedyncze osoby, które najwyraźniej nie czują się odpowiedzialne za państwo, bo chętnie wypowiadają swoje radykalne poglądy tak, jakby mówiły w imieniu wszystkich.

Sytuacji nie poprawia fakt, że od samego początku dochodziły do nas sprzeczne i bardzo zdawkowe informacje na temat stanu Ficy po zamachu. Rząd wprowadził embargo informacyjne, lekarzom w szpitalu zabrano telefony. Dziennikarze zamiast odpowiedzi na swoje pytania dostają od polityków co najwyżej kontrpytania lub zupełną ciszę. Taka komunikacja to błąd, ponieważ rodzi więcej pytań niż odpowiedzi. Nie wpływa na uspokojenie atmosfery, za to sprzyja powstawaniu kolejnych teorii spiskowych. A ostatnie badania słowackiego Instytutu Socjologii przy Słowackiej Akademii Nauk mówią jasno – Słowacy spośród krajów grupy wyszehradzkiej najbardziej wierzą we wszelkiego rodzaju konspirologie i fake newsy. Brak uczciwej komunikacji na temat stanu premiera doprowadził także do wielu wycieków informacji. W internecie pojawiła się m.in. dokumentacja medyczna Ficy czy filmik z zamachowcem nagrany przez policjanta. Takie rzeczy nie powinny się zdarzać.


Jak należy komunikować się z mediami i społeczeństwem w tragicznych sytuacjach, pokazali Czesi po strzelaninie na Uniwersytecie Karola w Pradze. Dzięki regularnym i jasnym komunikatom, przekazywanym dalej przez media, społeczeństwo zobaczyło systematyczną i intensywną pracę wszystkich służb, które mają dbać o bezpieczeństwo obywateli.


_____________________________________________________________________________



Sam zamach na premiera, ale jeszcze bardziej sytuacja po tym wydarzeniu pokazują, jak bardzo rozdarta jest Słowacja. Słowacy rozbici są na wiele wrogich obozów i od dawna jedyną rzeczą, która ich łączy, jest nienawiść do tych drugich. Emocje, które od dawna wisiały w powietrzu, przeistaczają się w działanie. Wystawione na działanie rodzących podziały wrogiego języka i oskarżających wypowiedzi, słowackie społeczeństwo zamieniło się w kłębek nerwów. Nerwowo reaguje na każdy impuls, i to zawsze z pozycji tego zagrożonego. Krzyk stał się standardowym sposobem komunikacji, bo przecież ten, kto mówi głośniej, musi mieć rację.

Aleksandra Pyka – absolwentka słowacystyki Uniwersytetu Śląskiego, tłumaczka języka słowackiego, ekspertka ds. Słowacji. Autorka bloga slowacystka.pl, na którym przybliża Polakom ich bliskiego, a jednocześnie dalekiego sąsiada. Regularnie publikuje na portalu Krytyka Polityczna.

Inne artykuły Aleksandry Pyka
Nawet w takiej sytuacji Słowacja, zamiast leczyć rany, z każdym dniem je coraz bardziej rozgrzebuje. Do niektórych polityków ewidentnie nie dociera, że to ostatni moment na uspokojenie sytuacji, która jak kula śnieżna latami rosła, napędzana agresją i nienawiścią w sferze publicznej. Jeśli Słowacja chce być bezpiecznym, przyzwoitym i demokratycznym krajem, musi odrzucić nienawiść i przemoc jako formę życia publicznego zarówno w warstwie werbalnej, jak i fizycznej. Niestety, na razie słowaccy politycy nie wydają się na to gotowi.