Nowa Europa Wschodnia (logo/link)
Międzymorze > Barszcz / 23.05.2024
Piotr Tyma

W łagrach nie stracił pogody ducha. Jest prawdziwym bohaterem Ukrainy

Spotkanie z Mykołą Horbalem – byłym dysydentem ukraińskim, a obecnie działaczem społecznym – zawsze stanowi wydarzenie nietuzinkowe. W czasach gwałtownych zmian w Ukrainie, w tym „upadku” wielu dawnych bohaterów, a często całych ruchów politycznych i społecznych, postawa życiowa Horbala – aktywizm, wyznawane i praktykowane wartości – czyni go autentycznym bohaterem, postacią wybitną w dzisiejszej Ukrainie.
Ukraiński dysydent, który spędził 16 lat w sowieckich łagrach, nigdy nie stracił pogody ducha. Mykoła Horbal jest prawdziwym bohaterem Ukrainy
Foto tytułowe
Mykoła Horbal (Wiki Commons)



Posłuchaj słowa wstępnego drugiego wydania magazynu online!



W Polsce nadal niewielu ludzi ma wiedzę na temat ukraińskiego ruchu dysydenckiego działającego w czasach ZSRR. Szerzej znaną postacią tego ruchu w Polsce jest co najwyżej Wiaczesław Czornowił – głównie ze względu na jego ważną w latach 90. XX wieku polityczną rolę w niepodległej już Ukrainie oraz start w wyborach prezydenckich w 1999 roku, w których ostatecznie nie wziął już udziału ze względu na tragiczną i do dziś niewyjaśnioną śmierć w wypadku samochodowym. Jednak najbardziej znanym Polakom ukraińskim dysydentem pozostaje wybitny poeta Wasyl Stus, którego spotkał tragiczny los – śmierć w łagrze. Kilka lat temu w wyniku starań grupy stołecznych radnych jednemu ze skwerów w Warszawie nadano imię Stusia, więc części warszawiaków ukraiński ruch obrony praw człowieka może kojarzyć z postacią tego poety.

W środowiskach zainteresowanych losami Tatarów krymskich ważną postacią jest gen. Petro Hryhorenko, który występował w obronie Tatarów krymskich i innych narodów deportowanych. W 1964 roku za działalność na rzecz praw człowieka wydalono go z szeregów Armii Czerwonej, pozbawiono wszelkich odznaczeń państwowych i osadzono w łagrze. Części członków polskiej opozycji demokratycznej okresu PRL, przede wszystkim Jackowi Kuroniowi i Adamowi Michnikowi, znany jest inny dysydent – Mychajło Horyń, ale i o nim szerzej w Polsce mało kto słyszał.

Wkrótce pojawi się trzeci numer magazynu
Z kodem PATRONITENEW
magazyn Nowa Europa Wschodnia Online
jest bezpłatny.

Zachęcamy do wsparcia nas na Patronite
Dysydenci ukraińscy, a nie sowieccy


Przyczyn tej ograniczonej wiedzy o ukraińskim ruchu dysydenckim w Polsce jest kilka. W czasach PRL i ZSRR zachodnie placówki dyplomatyczne znajdowały się w Moskwie i Leningradzie. Przeważnie tam, a nie do Kijowa czy Lwowa, trafiali korespondenci zagranicznych mediów, turyści czy nawet pracownicy z Europy i USA. Miało to wpływ na stan wiedzy na temat ukraińskiego ruchu obrony praw człowieka, jego narodowej specyfiki i wypracowanych na jego gruncie form. Utrudniało to również nawiązywanie bezpośrednich kontaktów. Możliwość przekazywania ludziom z zachodniego świata i następnie wywożenie publikacji samwydawu (nazwa ukraińskich wydawnictw drugoobiegowych) była znacznie większa w stolicy ZSRR, a więc w Moskwie, niż w Kijowie czy Lwowie. W zachodnich przekazach medialnych rzadko pojawiały się informacje o ukraińskich więźniach sumienia, skazywanych wielokrotnie przez sowieckie władze na długoletnie: 5-, 10-letnie wyroki, czy też o odsiadujących 25-letnie wyroki członkach ukraińskiego zbrojnego podziemia.

Ukraina miała być według sowieckich władz prowincją i stała się nią w rzeczywistości, z wszystkimi przynależnymi temu zjawisku rudymentami. Ponadto bardzo długo na postrzeganie ukraińskiego ruch dysydenckiego cieniem kładł się fakt, że ukraińscy dysydenci walczyli o prawa narodu ukraińskiego do samostanowienia i niepodległości. Niestety nie tylko w sowieckiej propagandzie przywiązani do idei narodowej Ukraińcy nosili piętno nacjonalizmu i antysemityzmu. Do tego naród ukraiński przedstawiano jako splamiony kolaboracją w okresie II wojny światowej z nazistowskimi Niemcami. Propaganda sowiecka, podobnie jak jej rosyjska imperialna poprzedniczka, skutecznie wpływała w tym kontekście na międzynarodową opinię publiczną i zachodnie media, które przekazywały podobny punkt widzenia.


Moskiewska optyka


Działo się tak pomimo wielu przykładów współpracy ukraińskich więźniów politycznych z przedstawicielami innych narodów. Doprowadziło to nie tylko do tak spektakularnych wydarzeń, jak pierwsze powstanie w GUŁAG-u w Norylsku w „Obozie specjalnym nr 2” (Obóz górniczy „Gorłag”) latem 1953 roku czy powstania w Kengirze w maju i czerwcu 1954 roku. Oba te zdarzenia walnie przyczyniły się do zlikwidowania struktury GUŁAG-u. Postrzegania ukraińskich dysydentów nie zmieniły również unikalna współpraca i obozowe kontakty ukraińsko-żydowskie z lat 60. i 70. XX wieku, nazywane nawet przez sowiecką propagandę „sojuszem tryzuba z gwiazdą Dawida”.

W Polsce po 1989 roku na ruch dysydencki nadal patrzono przez pryzmat moskiewski, wedle którego wszystkich – niezależnie od narodowości i różnic w celach walki – uznawano za dysydentów sowieckich. W pewnej mierze wpłynęła na to zjawisko również ukraińska rzeczywistość polityczna i społeczna po 1991 roku, w której ten ruch był marginalizowany. Wiele do życzenia pozostawiał też sposób promowania historii Ukrainy poza jej granicami przez organy państwa ukraińskiego. Do czasu rewolucji godności był on raczej symboliczny, a promocja ukraińskiej historii, w tym XX wieku, nie uwzględniała tego aspektu ukraińskich dziejów, jakim był ruch dysydencki w dobie ZSRR. W czasie pełnoskalowej wojny Rosji przeciw Ukrainie warto w Polsce przybliżać postacie tego ruchu, wśród których jest żyjący dysydent Mykoła Horbal.

Każde spotkanie z Mykołą Horbalem – byłym dysydentem ukraińskim, a obecnie działaczem społecznym – stanowi wydarzenie nietuzinkowe. W czasach gwałtownych zmian w Ukrainie, w tym „upadku” wielu dawnych bohaterów, a często całych ruchów politycznych i społecznych, postawa życiowa Horbala – aktywizm, wyznawane i praktykowane wartości – czyni go autentycznym bohaterem, postacią wybitną w dzisiejszej Ukrainie. Zarazem bijący od niego spokój, ciepły uśmiech i okazywana innym sympatia sprawiają, że wiara w to, iż będzie dobrze, na nowo odżywa w każdym, kto ma zaszczyt spotkać się z tym Łemko-Ukraińcem i dawnym dysydentem.


Łemko z Beskidu Niskiego


Mykoła Horbal jest z pochodzenia Łemkiem, a jego małą ojczyzną jest Beskid Niski. Urodził się we wrześniu 1940 roku we wsi Wołowiec, w powiecie Gorlice, w tym czasie stanowiącym część Generalnej Guberni. Jego rodzina w 1945 roku uległa propagandzie sowieckich agitatorów, którzy zgodnie z umową zawartą pomiędzy PKWN i rządem Ukraińskiej Sowieckiej Republiki z września 1944 roku roztaczali przed Ukraińcami, w tym Łemkami, od wieków zamieszkującymi ziemie pogranicza polsko-ukraińskiego, obrazy szczęśliwego życia w ZSRR. W jednym z wywiadów Horbal wspomina, że na decyzję o dobrowolnym wyjeździe z ziemi ojczystej, oprócz wizji ZSRR jako „ziemi mlekiem i miodem płynącej”, zaważył argument sowieckich władz, że chętni na wyjazd trafią na tereny Rosji, a nie do innych regionów.

W środowisku łemkowskim na terenie Beskidów nastroje moskalofilskie były obecne przynajmniej od połowy XIX wieku. Ich umocnienie wiązało się zarówno z propagandowymi działaniami władz carskiej Rosji, jak i oddziaływaniem płynącym na Łemkowszczyznę ze środowisk łemkowsko-rusińskiej emigracji zarobkowej w USA oraz Cerkwi prawosławnej. Okres I wojny światowej silnie wzmocnił te tendencje – wpływ na to miały zarówno austro-węgierskie represje wobec osób podejrzanych o sprzyjanie Rosji, których symbolem stał się obóz Talerhof leżący nieopodal Grazu, jak i bezpośredni kontakt z rosyjskimi wojskami. W 1915 roku rosyjskie wojska pojawiły się w części łemkowskich wsi. Horbal opowiadał, że jego babcia była pod wrażeniem kawalerzystów z elitarnych oddziałów rosyjskiej armii, którzy przekazywali Łemkom pomoc żywnościową, w tym biały chleb – bardzo rzadko, jeśli w ogóle, pojawiający się na stole łemkowskiej ludności. Pomoc udzielana przez wojska rosyjskie cywilom oraz fakt, że byli oni tego samego wyznania, powodował, iż prorosyjskie nastroje w części Beskidzkich wsi silnie się w tym okresie wzmocniły. Z kolei czasy II RP przez część Łemków nie były dobrze wspominane ze względu na represje wobec aktywistów po utworzeniu Łemkowskiej Republiki we Florynce w 1918 roku czy pacyfikację przez Wojsko Polskie wsi na wschodniej Łemkowszczyźnie, zrzeszonych w Republice Komańczańskiej. Te wydarzenia to tylko niektóre z wielu przyczyn dystansu części Łemków do państwa polskiego, które jednocześnie sprzyjały idealizowaniu Rosji.

Po podpisaniu deklaracji zgody na wyjazd rodzina Horbalów wraz z dużą częścią mieszkańców Wołowca znalazła się na terenach obwodu charkowskiego. Mimo że mieli możliwość pozostania na terenie Zachodniej Ukrainy, we wsiach, które opuścili repatriowani do Polski Polacy, zdecydowali się kontynuować podróż. Jak wspomina Mykoła Horbal, „zapatrzenie w Rosję” spowodowało, że łemkowscy gospodarze nie chcieli wysiąść w obwodzie tarnopolskim, tylko woleli jechać dalej, by znaleźć się bliżej etnicznych ziem rosyjskich. W rezultacie trafili na spustoszone w wyniku działań wojennych tereny wschodniej Ukrainy. Zderzenie z rzeczywistością okazało się dla wysiedleńców z Polski niezwykle bolesne, trafili bowiem na obszary, na których w 1946 roku panował głód. Rodzina Horbalów, wyprzedając sprzęty domowe i inne wartościowe rzeczy, zebrała pieniądze na zakup biletów kolejowych i wyruszyła w drogę powrotną. Wtedy jeszcze niektórym z przesiedleńców udawało się opuścić miejsca, na które ich przywieziono. Ponieważ granica z Polską była już dla nich zamknięta, postanowili osiedlić się w obwodzie tarnopolskim, w leżącej w rejonie czortkowskim wsi Łetiacze (polska nazwa: Latacz).


W sowieckiej Ukrainie


W tej wsi Mykoła Horbal dorastał. Potem studiował w Instytucie Nauczycielskim w Iwano-Frankiwsku, a w międzyczasie rozpoczął pracę jako nauczyciel muzyki i estetyki m.in. w technikum w Czortkowie. W jednym z wywiadów Horbal tak opisał, jak został sowieckim więźniem politycznym:


„Bardzo wcześnie przestałem wierzyć szkole. Nie zapisałem się nigdy do komsomołu i to nie dlatego, że w domu tak mnie nastawiano. Rodzice – po tragicznych doświadczeniach wojny, przesiedlenia, utraty dorobku całego życia – starali się w zasadzie ustrzec rodzinę przed zagrożeniami, ostrzegali, bym był ostrożny i nie powiedział czegoś zanadto. Myślę, że o wyborze przesądził mój górski temperament. Przypominam sobie, że na uczelni miałem ciągłe konflikty z dziekanem, który wykładał u nas historię KPZR (Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego). Prawdziwy przełom miał miejsce w latach 60., gdy pracowałem jako kierownik zespołów artystycznych, gdy zaczęła docierać do mnie wydawana poza cenzurą literatura, która była symbolem wyzwolenia”.



Początkiem kłopotów Horbala z KGB stał się napisany przez niego poemat Duma, w którym przedstawił ZSRR jako kraj totalitarny, dławiący Ukraińców i ich dążenia. Nie zdążył jeszcze nigdzie go opublikować, ale przeczytał fragment jednemu ze znajomych. Ten doniósł o tym do „organów”, jak potocznie nazywano sowiecką policję polityczną.

W 1970 roku Horbal został aresztowany pod zarzutem rozpowszechniania wydawnictw tzw. samwydawu i skazany na pięć lat obozu oraz dwa lata zesłania. Sowiecki łagier stał się dla nowicjusza i wtedy jeszcze kandydata na dysydenta swoistym uniwersytetem. Ujął to w następujący sposób:


„W obozie poznałem [...] wielu wspaniałych ludzi, swój wyrok odbywałem m.in. z Ihorem Kałyncem, znakomitym poetą, znawcą światowej poezji. Z Kałyncem mogłem dyskutować o poezji, uczyć się od niego. Siedziałem w obozie z Iwanem Switłycznym, którego śmiało można nazwać najwybitniejszym krytykiem literackim w powojennej historii Ukrainy. Tacy przyjaciele i nauczyciele to dar Boży. Z tymi ludźmi pisałem Kronikę obozową, stworzyliśmy system przekazywania materiałów dla ludzi na zewnątrz, tych, którzy nam sprzyjali i przekazywali do druku na Zachodzie. W obozie w Mordowii 60 procent więźniów to byli Ukraińcy, głównie byli to ludzie ze zbrojnego podziemia, z UPA, pochodzący z różnych terenów pogranicza. Byli wśród nich również Łemkowie, także ci, którzy wstąpili do UPA w nowym miejscu osiedlenia, na zachodniej Ukrainie”.


Po odsiedzeniu pierwszego wyroku Horbal wyruszył na zesłanie do obwodu tambowskiego, gdzie pracował 7 dni w tygodniu po 12 godzin dziennie jako palacz. Po wywalczeniu należnego urlopu, wbrew zakazom KGB, w drodze do wsi, gdzie mieszkali jego rodzice, na kilka dni zatrzymał się w Moskwie i Kijowie. Tam spotykał się z czołowymi rosyjskimi i ukraińskimi dysydentami. Po zwolnieniu z zesłania 24 czerwca 1977 roku Horbal przyjechał do Kijowa, gdzie zamieszkał. Po przyjeździe od razu złożył deklarację, by stać się nieoficjalnym członkiem Ukraińskiej Grupy Helsińskiej – organizacji, której większość założycieli w tym czasie odsiadywała już długoletnie wyroki sowieckich więzieniach i łagrach. W Kijowie ożenił się, został ojcem, pracował jako hydraulik, konserwator wind.





Kolejne wyroki


W tym czasie aktywnie pomagał rodzinom uwięzionych obrońców praw człowieka, przygotowywał informacje o represjach w Ukrainie, następnie przekazywane na Zachód. W październiku 1977 roku został ponownie aresztowany, a w trakcie aresztowania dotkliwie go pobito. Oskarżono go o próbę gwałtu. Sąd skazał Horbala na pięć lat więzienia za – jak napisano w sentencji wyroku: „czynny opór wobec obywateli, którzy wystąpili w obronie ładu i porządku społecznego”. Zdaniem badaczy dziejów ruchu dysydenckiego jego sprawa była jedną z pierwszych, w których KGB, przygotowując grunt pod kampanię propagandową przekonującą, że w ZSRR nie ma więźniów politycznych, sfabrykował przeciwko obrońcy praw człowieka zarzuty kryminalne. W trakcie procesu sądowego Horbal publicznie oświadczył, że w proteście przeciwko działaniom komunistycznych władz od tego dnia staje się oficjalnym członkiem Ukraińskiej Grupy Helsińskiej. Proces, a zwłaszcza oskarżenie o czyn kryminalny, wywołał protesty innych znanych dysydentów. W obronie Horbala publicznie oprócz ukraińskich dysydentów wystąpili m.in. Sergiej Kowalow i Jelena Bonner z Moskiewskiej Grupy Helsińskiej. To oczywiście nie pomogło, Horbal został skazany i tym razem przyszło mu odbywać karę więzienia z kryminalistami.

W trakcie jednej z naszych kijowskich rozmów zapytany przeze mnie, czy nie ma w nim nienawiści do tych, którzy odebrali mu 16 najlepszych lat życia i skazali na więzienia, łagry i zsyłki, Mykoła Horbal odpowiedział:


„Nie ukrywam, że było ciężko, zwłaszcza po otrzymaniu drugiego wyroku, gdy sfabrykowano przeciwko mnie sprawę kryminalną. W obozach dla kryminalistów skierowano mnie do pracy w kamieniołomach. Pracowałem tam pięć lat. Dziś z trudem mogę wziąć skrzypce do ręki, bo mam powykręcane palce”.



Mówił to bez nienawiści czy choćby złości, tylko z lekkim filozoficznym smutkiem w głosie.

Od czasu pierwszego uwięzienia Mykoła Horbal stale był obiektem zainteresowania sowieckich służb, zwłaszcza że w 1983 roku jego wiersze ukazały się w USA, w emigracyjnym ukraińskim wydawnictwie Suczasnist’. W październiku 1984 roku, na dzień przed zwolnieniem z więzienia, został ponownie aresztowany i oskarżony. Tym razem o prowadzenie „antyradzieckiej agitacji i propagandy”. W kwietniu 1985 roku skazano go na osiem lat obozu o zaostrzonym rygorze i trzy lata zesłania. Jako dowody przestępstwa KGB wskazał 45 wierszy jego autorstwa, skonfiskowanych Horbalowi jeszcze w 1979 roku, oraz donosy tajnych współpracowników KGB. Sowieckie władze uważały Horbala za szczególnie niebezpiecznego recydywistę. Wyrok odbywał m.in. w otoczonym jak najgorszą sławą obozie w Kuczino, w którym zmarli inni znani ukraińscy więźniowie polityczni – poeta Wasyl Stus, pisarz, poeta i dziennikarz Jurij Łytwyn oraz pochodzący z Donbasu lingwista Ołeksa Tychyj.

Po odbyciu dwóch wyroków więzień-recydywista Horbal stał się doświadczonym łagiernikiem i jeszcze większym wrogiem sowieckiego systemu. W obozie, co podkreślali inni więźniowie polityczni, ważnym ogniwem walki stał się ruch oporu więźniów. Mykoła Horbal brał udział w głodówkach protestacyjnych, strajkach, przygotowywał „sztafety” (grypsy) przekazywane na, jak mówili między sobą więźniowie, „wielką zonę”. Мałą zoną był ich łagier, wielką – cały kraj.

Ten okres życia Horbala to dalsze zacieśnienia kontaktów z dysydentami innych narodowości. O tym okresie mówił: „My, dysydenci-Ukraińcy, współpracowaliśmy z różnymi grupami narodowymi, m.in.z Żydami-syjonistami, z rosyjskimi demokratami. Siedziałem z Władimirem Bukowskim, dzięki odsiadce znałem się z Ginzburgiem, z ukraińskim Żydem Semenem Głuzmanem. Tak więc Łemko stał się politykiem – ukraińskim burżuazyjnym nacjonalistą, choć z zawodu i z zamiłowania byłem muzykiem”. O randze, jaką w ocenie KGB miał wśród więźniów politycznych, świadczy m.in. fakt, że z obozu został zwolniony dopiero w zaawansowanym okresie pierestrojki, w sierpniu 1988 roku, jako jeden z ostatnich wrogów systemu. Badacze fakt jego zwolnienia łączą ze spotkaniami ówczesnego prezydenta USA Ronalda Regana z I sekretarzem KC KPZR Michaiłem Gorbaczowem. W trakcie rozmów w Rejkiawiku Regan upomniał się o grupę nadal przetrzymywanych w łagrach dysydentów, a wśród wymienionych był m.in. Mykoła Horbal.


W niepodległej Ukrainie


Po zwolnieniu Horbal włączył się od razu w wir życia politycznego w sowieckiej jeszcze wtedy Ukrainie. We wrześniu 1988 roku wybrano go na sekretarza wykonawczego Ukraińskiego Związku Helsinskiego, przekształconego z Ukraińskiej Grupy Helsińskiej. W latach 1990–1994 pełnił funkcję deputowanego Rady Miasta Kijowa, a w już niepodległej Ukrainie, czyli w latach 1994–1998 – deputowanego Rady Najwyższej, czyli ukraińskiego parlamentu. Oprócz działalności politycznej nie przestawał poświęcać się sprawom społecznym oraz kulturze. Powołał do życia Fundację „Galeria Bohdana, a od 1989 roku jest przewodniczącym kijowskiego Towarzystwa „Łemkiwszczyna”. W niepodległej Ukrainie mógł też wrócić do swoich muzycznych pasji – założył wtedy zespół Łemky Kyjewa (Łemkowie Kijowa), który starał się propagować w Ukrainie oraz poza jej granicami tradycyjne pieśni łemkowskie. W zespole oprócz amatorów występowali profesjonalni ukraińscy śpiewacy i muzycy.

Po przejściu na emeryturę coraz częściej starał się przebywać we wsi, w której po przejeździe do ZSRR osiadła jego rodzina. Pomimo sędziwego wieku podjął zakończone sukcesem starania i dzięki niemu powstały tam niewielkie muzeum ukraińskiego ruchu dysydenckiego oraz galeria prac Bohdana Horbala – malarza samouka, brata Mykoły. Twórczości brata Horbal poświęcił wiele artykułów, drukowanych w ukraińskiej i emigracyjnej prasie. W 2000 roku Horbal rozpoczął starania o odbudowę zniszczonego wiejskiego kościoła rzymsko-katolickiego z 1887 roku w Łytiaczi (nowa nazwa wsi, dawniej Łytiacze). W okresie ZSRR, po wyjeździe Polaków, kościół został magazynem materiałów budowlanych i narzędzi miejscowego kołchozu, a po rozpadzie systemu kołchozów niszczał. Początkowo Horbal finansował remont ze swojej skromnej emerytury, po jakimś czasie zaś zaczął pozyskiwać środki finansowe od przyjaciół i ludzi ceniących go za lata walki o prawa człowieka i prawo narodu ukraińskiego do zachowania własnego języka, kultury i własnej państwowości. W listopadzie 2003 roku prace remontowe w kościele zostały ukończone i odbyła się oficjalna uroczystość powtórnego poświęcenia świątyni.

Mykoła Horbal to człowiek różnych pasji i talentów. Jest m.in. autorem zbioru poezji, który ukazał się w czasach sowieckich w 1983 roku w USA: Деталі піщаного годинника („Szczegóły hałaśliwego budzika”). Drugą wydaną jego książką był zbiór poezji dla dzieci Коломийка Для Андрійка („Kołomyjka dla Andrzejka”), dedykowana przez niego synowi Andrijowi. W 1986 roku w przekładzie na język niemiecki ukazał się zbiór jego poezji Тут Чекають Кінця („Tu czeka się na koniec”). Po ogłoszeniu niepodległości w 1991 roku twórczość Horbala zaczęto wydawać w Ukrainie. W 1992 roku za całokształt twórczości poetyckiej otrzymał prestiżową ukraińską Nagrodę im. Wasyla Stusa. W 2001 roku ukazała się jego książka wspomnień Один із шістдесяти („Jeden z sześćdziesięciu”).
Piotr Tyma – historyk, dziennikarz i publicysta, w latach 2006–2021 prezes Związku Ukraińców w Polsce, absolwent LO z dodatkowym językiem ukraińskim w Legnicy oraz Uniwersytetu Gdańskiego. Członek Komisji Wspólnej Rządu i Mniejszości Narodowych.

Inne artykuły Piotra Tyma
W niepodległej Ukrainie ten poeta, muzyk i więzień polityczny został również redaktorem telewizyjnym i publicystą. Na państwowym szczeblu, w dowód uznania za jego działalność, odznaczono go po raz pierwszy dopiero w 2005 roku, w okresie prezydentury Wiktora Juszczenki.

Mykoła Horbal jako dysydent walczył o demokratyczną, niepodległą Ukrainę i w tym samym duchu działał po 1991 roku. Walczył o Ukrainę otwartą, realizującą wartości wyznawane przez ukraińskich dysydentów, czyli tolerancję, poszanowanie praw człowieka, możliwość samorealizacji narodowej. A więc o wszystko to, co dzisiaj usiłuje zniszczyć Rosja.