Nowa Europa Wschodnia (logo/link)
Ukraina / 11.09.2025
Olena Babakova

Najbardziej emocjonalny sojusznik. Polska gra kartą ukraińską

Odpowiedzią Polski na pełnoskalową rosyjską inwazję w 2022 r. było wszechstronne wsparcie dla Ukrainy. Polscy politycy sami ogłosili konkurs na to, kto bardziej pomoże Ukraińcom – i sami zajęli w nim pierwsze miejsce. Trzy lata później współpraca wojskowa i logistyczna wciąż trwa, ale retoryka na najwyższych szczeblach władzy zmieniła się o 180 stopni. Dziś wybory wygrywa ten, kto najmocniej kopnie ukraińskich uchodźców i obieca, że Ukraina nie znajdzie się w NATO.
Foto tytułowe
Polski Cmentarz Wojenny w Kijowie-Bykowni (Shutterstock)

Pod koniec lutego 2022 roku, gdy cały świat obiegały nagrania przemówień Zełenskiego czy rosyjskich ostrzałów Charkowa, jednym z najbardziej ikonicznych obrazów stały się tysiące ukraińskich kobiet i dzieci, które w towarzystwie kotów i psów, często pieszo, przekraczały granicę polsko-ukraińską – oraz tysiące Polaków, którzy przyjeżdżali, by podać im ciepłe jedzenie, ubrania czy zaprosić do własnych domów. Jak wkrótce dowiedzieliśmy się z amerykańskiej prasy, prezydent Andrzej Duda i polski rząd byli jednymi z nielicznych, którzy wtedy przekonywali Biały Dom i Europę Zachodnią, że Kijów nie upadnie w trzy dni i że trzeba natychmiast dać Ukraińcom pełne wsparcie militarne.

W 2022 Polska była pierwszym państwem, które zaczęło dostarczać Ukrainie czołgi i samoloty. Premier Mateusz Morawiecki i lider PiS Jarosław Kaczyński byli jednymi z pierwszych zachodnich przywódców, którzy w kwietniu przyjechali do Kijowa. Warszawa i Kijów przygotowywały się do podpisania kompleksowego traktatu o partnerstwie strategicznym.
Magazyn Nowa Europa Wschodnia Online
jest bezpłatny.

Zachęcamy do wsparcia nas na Patronite



Wiosną 2022 roku w Polsce nie było polityki wewnętrznej – wszyscy żyli wiadomościami z Kijowa, Chersonia czy Mariupola. Polska klasa polityczna od lewa do prawa wieszczyła szybkie zwycięstwo Kijowa, na arenie międzynarodowej chętnie wypominając Niemcom i Francuzom błędną politykę wobec Rosji. Wymowne było to, że polska prokuratura „nie zdołała” zatrzymać Ukraińca podejrzanego o sabotaż Nord Stream 2 na niemieckich wodach terytorialnych. A gdy Andrzej Duda przemawiał w ukraińskim parlamencie w czerwcu 2022 roku, podkreślał: „Setki tysięcy ukraińskich kobiet i dzieci to nie uchodźcy, to nasi goście”.

To zdanie miało podkreślić szczególny stosunek Polaków do swoich wschodnich sąsiadów. Spierać się z tym trudno, wtedy nawet polska skrajna prawica z Konfederacji czy prawego skrzydła PiS, tradycyjnie antyukraińska, nazywała „agentami Rosji” każdego, kto podważał sens wsparcia dla Ukrainy. Ale już w tej frazie Dudy kryła się niejednoznaczność: uchodźca to status formalny – ma obowiązki, ale i prawa, gość zaś skazany jest na łaskę gospodarza. Gdy więc miłosne uniesienie między dwoma narodami opadło, okazało się, że Ukraina w polskiej polityce jest tematem toksycznym. Na sympatiach do Ukraińców niewiele można zbudować, za to można dużo stracić.

Niewdzięczni i roszczeniowi

Wiosną i latem 2022 roku polityczna rywalizacja w Polsce sprowadzała się do tego, kto mocniej uderzy w Rosję i kto bardziej pochwali Kijów. Warszawa konsekwentnie wspierała sankcje antyrosyjskie i jako jedna z nielicznych w UE całkowicie zablokowała wydawanie Rosjanom wiz innych niż humanitarne. Ponad milion Ukraińców znalazło schronienie w kraju nad Wisłą, w mediach pełno było historii o kwitnącej przyjaźni między narodami.

Sielanka zaczęła się psuć jesienią 2022 roku. Zełenski poleciał do Waszyngtonu i Paryża, ale nie spieszył się z wizytą w Warszawie. Kijów nie robił nawet symbolicznych gestów w polityce pamięci, np. nie odblokował ekshumacji ofiar rzezi wołyńskiej, na czym Polsce szczególnie zależało od połowy lat 2010. W sieci popularność zdobywały fałszywe historie o Ukrainkach, które miały być przepuszczane w kolejce u lekarza, a także mniej fałszywe – o Ukraińcach za kierownicą drogich aut. Po kraju z tournée „Stop ukrainizacji Polski” zaczął jeździć skrajnie prawicowy polityk Grzegorz Braun, znany wcześniej z antynaukowych i antysemickich wypowiedzi.

Iskrą, która wywołała pierwszą potężną falę krytyki Ukrainy w polskim głównym nurcie, stała się eksplozja ukraińskiej rakiety obrony powietrznej w miejscowości Przewodów, w wyniku którego zginęły dwie osoby. Zełenski i jego ekipa uparcie twierdzili, że była to rosyjska rakieta – najpewniej chcieli przedstawić incydent jako bezpośredni atak na państwo NATO i w ten sposób zmobilizować Sojusz do większego wsparcia. To rozsierdziło Polaków: przecież nikt nie miał pretensji, to Rosja zaczęła wojnę, po co więc tak się upierać? Brak gotowości Kijowa, by wziąć na siebie odpowiedzialność, został natomiast odebrany jako niewdzięczność wobec okazanej pomocy.

Jeszcze większe rozdrażnienie wywołało zachowanie władz ukraińskich podczas kryzysu zbożowego 2023 roku. W ramach wsparcia dla Kijowa wiosną 2022 roku Komisja Europejska rozszerzyła katalog bezcłowego eksportu ukraińskich towarów rolnych. Zakładano, że będą one przejeżdżać tranzytem przez Unię, ale europejskie firmy szybko zorientowały się, iż tanim ukraińskim zbożem opłaca się handlować także na własnym rynku. Napływ ukraińskich produktów rolnych dodatkowo obniżył ceny skupu produkcji dla polskich rolników. Choć rolnicy stanowią niewielką część polskiego społeczeństwa i gospodarki, ich protesty przeciw unijnej polityce klimatycznej i eksportowi żywności z Ukrainy poparło ponad 80% Polaków. Ponieważ zbiegły się one z kampanią parlamentarną, nic dziwnego, że politycy ze wszystkich partii zaczęli prześcigać się w krytyce importu zboża z Ukrainy.

Duda i rząd Morawieckiego ponownie oczekiwali, że Kijów potraktuje sprawę w specjalnym, polskim kontekście i w duchu wdzięczności zrezygnuje ze skargi do KE na polskie embargo. Dla Zełenskiego był to jednak zwyczajny problem ekonomiczny, pozbawiony szczególnego, bilateralnego wymiaru. Choć filmiki na TikToku o „trującej pszenicy” wrzucali i Tusk, i Morawiecki, szybko okazało się, że najlepiej antyukraińską tematykę rozgrywa skrajna prawica. Zwolennicy Konfederacji nie tylko zorganizowali blokadę transportową granicy polsko-ukraińskiej, lecz także rozsypywali zboże z wagonów, które miały jedynie przejechać tranzytem przez Polskę. Niewdzięczność i roszczeniowość – te dwa słowa od tego czasu przykleiły się do ukraińskiej ekipy, a jak wskazują badania Centrum Mieroszewskiego – stały się także oskarżeniem pod adresem ukraińskich uchodźców.

Polską politykę często określa się mianem „dyktatury sondaży” – a te w 2023 roku się zmieniły. Już nie ponad 90%, lecz jedynie 60% Polaków popierało przyjmowanie Ukraińców dotkniętych wojną, spadło także poparcie dla militarnej pomocy Kijowowi. Nastroje społeczne jednocześnie podsumowała i wzmocniła książka Zbigniewa Parafianowicza „Polska na wojnie”. To zbiór wypowiedzi kilkunastu „wysokich rangą polskich polityków dobrze zaznajomionych z kulisami polsko-ukraińskiej współpracy w latach 2021–2023”. Nie szczędzili oni gorzkich słów, opisując, jak Polacy oddali Ukraińcom cały potrzebny sprzęt i swoje serce, a w zamian dostali złośliwości i worek mało znaczących odznaczeń. Publikacja błyskawicznie stała się biblią politycznych realistów od centrum po prawicę. „Ukraińcy nas wykorzystują, trzeba być wobec nich twardszym” – to przekonanie stało się przebojem debat publicznych.

Zełenski i uchodźcy w jednej łodzi

W 2023 roku ani PiS, który zdobył najwięcej głosów (ale nie był w stanie stworzyć rządu), ani KO, która objęła ster koalicji centrowych i lewicowych partii, nie podważały pełnego wsparcia wojskowego i logistycznego dla Kijowa oraz jego aspiracji do członkostwa w strukturach euroatlantyckich. Starano się raczej rozgraniczyć tematy: migracja i rolnictwo to pola do politycznych spekulacji, ale kwestie bezpieczeństwa narodowego – tu powinien panować konsensus.

Jednak ten konsensus rozpadł się podczas kampanii prezydenckiej w 2025 roku. Jej nieformalnym początkiem była deklaracja kandydata PiS Karola Nawrockiego, a później reprezentanta liberałów Rafała Trzaskowskiego, że należy ograniczyć wypłatę świadczenia rodzinnego 800 plus dla tych ukraińskich uchodźców, którzy nie pracują i nie płacą podatków w Polsce. Pomysł ten wysunęli jeszcze w 2023 roku liderzy Konfederacji, lecz dopiero teraz nadszedł jego czas: aż 88% Polaków poparło ograniczenie. To wyjątkowa jednomyślność w na ogół spolaryzowanym i podzielonym społeczeństwie.

Nawrocki na tym nie poprzestał. W marcu 2025 roku zaproponował, aby automatycznie przesuwać obywateli Ukrainy na koniec kolejek do lekarza – wprost nawiązując do popularnej miejskiej legendy o uprzywilejowaniu Ukraińców. Już jako zwycięzca wyborów, pod koniec sierpnia 2025 roku, prezydent zawetował projekt ustawy regulującej zasady wsparcia dla uchodźców z Ukrainy i, poza odebraniem 800 plus niepracującym, zaproponował także odebranie im dostępu do NFZ.

Walcząc o głosy przed drugą turą, Nawrocki w maju odwiedził Sławomira Mentzena – lidera Konfederacji, który w pierwszej turze uzyskał niemal 15% poparcia. Podczas transmitowanej na YouTubie rozmowy Nawrocki podpisał programową deklarację Mentzena, obiecując m.in. zablokowanie członkostwa Ukrainy w NATO i odmowę wysłania polskiego kontyngentu na wschód nawet w razie zawarcia rozejmu. Wtedy Trzaskowski nie poparł tych postulatów, lecz trzy miesiące po przegranych wyborach KO reklamuje się w mediach społecznościowych dokładnie tym samym hasłem – polskich wojsk w Ukrainie nie będzie. A w odpowiedzi na prezydenckie weto KO przygotowała własny projekt, który również radykalnie ogranicza pomoc dla ukraińskich uchodźców. Antyukrainizm stał się częścią głównego nurtu nie tylko na prawicy.

Bezpieczeństwo na abonament

Choć odbieranie świadczeń rodzinnych samotnym matkom czy emerytom opiekującym się wnukami jest niehumanitarne, to nie zagraża bezpieczeństwu państwa. Natomiast brak trwałego pokoju w Ukrainie – już tak. Ale wygląda na to, że i ten interes polscy politycy są gotowi poświęcić dla sondaży.

Na razie najskuteczniej kartą antyukraińską gra Konfederacja. Trudno rozstrzygnąć, co bardziej odpowiada za 15-procentowy wynik Mentzena – nieufność wobec ZUS i skarbówki czy antypatia do Ukraińców. Ale warto zauważyć, że po tym, jak zarówno prezydent Nawrocki, jak i rząd KO ostatecznie zadeklarowali, że świadczenie 800 plus będzie przysługiwać tylko pracującym uchodźcom z Ukrainy, notowania ich partii wzrosły, a poparcie dla Konfederacji spadło.

To, w jaki sposób temat Ukrainy będzie rozgrywany w najbliższym czasie, zależy też od tego, co dzieje się w Waszyngtonie. Polska polityka wschodnia zawsze była uzależniona od amerykańskich strategii w regionie. Ostry kurs Trumpa wobec Ukrainy podoba się polskiej prawicy – nawet PiS, który wcześniej było konsekwentnie antyrosyjski, patrzy na niego przychylnie. Mając na uwadze model polskiej polityki obronnej – bezpieczeństwo na abonament, czyli ulokowanie na terenie kraju maksymalnej liczby żołnierzy NATO i wykupienie maksymalnej ilości najnowszej amerykańskiej broni – trudno sobie wyobrazić, by podejście do spraw ukraińskich mogło diametralnie różnić się od tego, co proponuje Waszyngton.

Zełenski, obawiając się zmiennych nastrojów Trumpa, coraz mocniej opiera się na Europie w kwestiach bezpieczeństwa. Teoretycznie to kierunek zgodny z linią polskiej koalicji rządzącej – ale podczas niedawnej wizyty europejskich przywódców w Białym Domu zabrakło miejsca dla przedstawiciela Polski.

W kampanii 2023 roku do polskiej polityki powrócił także temat rzezi wołyńskiej. Pod wpływem intensywnych – oficjalnych i nieoficjalnych – nacisków Kijów odblokował kwestię ekshumacji ofiar UPA, a we wrześniu 2025 roku odbył się pierwszy pogrzeb szczątków ofiar we wsi Puźniki. Choć w Polsce o ekshumacjach mówią wszyscy – od radnych gminnych po prezydenta – najwyższą rangą uczestniczką uroczystości była jedynie marszałek Senatu Małgorzata Kidawa-Błońska.
Dr Olena Babakova – absolwentka Wydziału Historii Kijowskiego Uniwersytetu Narodowego im. Tarasa Szewczenki i Uniwersytetu w Białymstoku. Była dziennikarka Polskiego Radia dla Zagranicy. Koordynatorka projektów w Fundacji WOT. Współpracuje z polskimi i ukraińskimi mediami, w szczególności o relacjach polsko-ukraińskich i ukraińskiej migracji do Polski i UE.

Oczywiście, do tanga trzeba dwojga. Władze ukraińskie wciąż traktują wiele aspektów polskiej pomocy jako coś oczywistego. Rozgrywanie ukraińskiej karty w polskiej polityce wewnętrznej byłoby znacznie trudniejsze, gdyby ekshumacje ruszyły kilka lat wcześniej, a polski biznes uzyskał gwarancje znaczącej roli w procesie odbudowy Ukrainy. Z drugiej strony, w oczach Ukraińców Polacy jawią się jako zbyt emocjonalny partner, dla którego racjonalne argumenty mają ograniczone znaczenie. A emocji Ukraińcom, zmęczonym nocnymi ostrzałami i amerykańskim szantażem, i tak nie brakuje.



Projekt współfinansowany przez rządy Czech, Węgier, Polski i Słowacji przez Fundusz Wyszehradzki w ramach Grantów Wyszehradzkich. Misją funduszu jest promowanie idei trwałej współpracy regionalnej w Europie Środkowej.