Nowa Europa Wschodnia (logo/link)
Transatlantyk / 03.03.2025
Redakcja

Edukacja o UE na bocznym torze. „Trzeba nauczyć się korzystać z narzędzia, którym jest Unia”

Urodzili się i wychowali w Unii Europejskiej, a swoboda podróżowania i bycia Europejczykiem jest dla nich czymś tak naturalnym jak oddychanie. Mimo to młodzi Polacy przyznają, że nie rozumieją mechanizmów rządzących Wspólnotą, co rodzi w nich poczucie zagubienia, a nawet lęku. Eksperci i sama młodzież wskazują na systemowe zaniedbania w edukacji i specyfikę medialnego świata, które tworzą niebezpieczną próżnię, chętnie wypełnianą przez populistyczne i antyunijne hasła. Rozwiązaniem nie jest jednak kolejna lekcja w szkolnej ławce, a otwarty dialog i warsztaty, które pozwalają oswoić „mityczny twór” i dostrzec w nim narzędzie do walki o swoje prawa.
Foto tytułowe
(Shutterstock)



Posłuchaj podcastu: Obywatel ma wpływ na UE. Musi jednak wiedzieć, jak to robić



„Wpływ na kształt i funkcjonowanie wspólnoty jest jednym z podstawowych praw każdego obywatela Unii Europejskiej” – tymi słowami rozpoczyna się dyskusja podczas warsztatów „Unia Europejska w praktyce”. Jednak, aby to prawo nie było jedynie martwym zapisem, potrzebne jest poczucie sprawczości i podmiotowości, co z kolei wymaga wiedzy. Wiedzy, której, jak się okazuje, drastycznie brakuje młodemu pokoleniu Polaków. Prof. Marta Witkowska z Uniwersytetu Warszawskiego, ekspertka Komisji Europejskiej, w rozmowie z uczestnikami warsztatów postanowiła sprawdzić, czy młodzi ludzie czują, że ich głos ma znaczenie.

Odpowiedzi, które uzyskała, malują obraz pełen paradoksów. Z jednej strony niemal wszyscy młodzi deklarują potrzebę uczestnictwa w wyborach – to dla nich „cudowne, piękne doświadczenie”. Z drugiej – wyraźnie odczuwają i podkreślają fundamentalną różnicę między wyborami krajowymi a tymi do Parlamentu Europejskiego. Te drugie postrzegane są jako „drugorzędne”, „mało istotne”, a kampania wyborcza – jako „zamglona” i pozbawiona jasnego przekazu. Skąd bierze się to poczucie dystansu wobec instytucji, która kształtuje ich codzienność?

„Nie rozumiemy tego tworu”

Rafał Wącław, student Politechniki Częstochowskiej, stawia diagnozę bez ogródek: „Uważam, że ja sam, jak i naród polski, bardzo mało o niej [Unii] wiemy. Stąd na przykład rośnie eurosceptycyzm. Po prostu nie rozumiemy tego tworu”. W jego słowach pobrzmiewa echo szerszego zjawiska. Unia Europejska w oczach wielu jawi się jako „mityczny twór, który odbiera nam prawa”, a nie jako organizacja, której zasady można zrozumieć i którą można współkształtować. „Boimy się z nim zapoznać” – dodaje, wskazując na lęk przed nieznanym jako główne źródło niechęci.

Wącław argumentuje, że Unia, choć nie jest idealna i ma wady, stanowi nieustannie zmieniającą się strukturę, która oferuje realne korzyści. Kluczem jest aktywne uczestnictwo.

„Po prostu trzeba do tego stołu z resztą państw przysiąść, porozmawiać, wywalczyć swoje interesy (...) i nauczyć się korzystać z narzędzia, którym jest Unia” – apeluje. Dla niego, tak jak i dla wielu jego rówieśników, warsztaty stały się momentem odkrycia. Zaskoczeniem była informacja o możliwości zaskarżenia własnego kraju do wyższych organów UE w obronie swoich praw. „Nie spodziewałem się, że Unia jest aż tak złożonym tworem. (...) Nie mówi się o tym, ile sam pojedynczy człowiek może zrobić. To by się przydało bardziej mówić w szkołach, w telewizji, ogólnie w mediach”.

Szkoła milczenia o Europie

Gdzie leży źródło tej niewiedzy? Uczestnicy debaty niemal jednogłośnie wskazują na system edukacji. Ksenia Gałązka, która w 2024 r. po raz pierwszy głosowała w wyborach do Parlamentu Europejskiego, dzieli się symbolicznym doświadczeniem. „My w szkole pierwszy raz o Unii Europejskiej mieliśmy w czwartej klasie liceum, ale to tylko dlatego, że mieliśmy zrobić plakat promujący rocznicę wstąpienia do UE. Wcześniej nie było nic, dosłownie nic”. Jej relacja, jak sama przyznaje, „dość klarownie pokazuje, w jakiej sytuacji się znajdujemy”.

Prof. Marta Witkowska, jako matka dzieci w wieku maturalnym, potwierdza tę diagnozę z perspektywy systemowej. „W podstawie programowej z WOS-u lekcje integracji europejskiej były wycięte. Jeśli nawet były, to ograniczano je do jednej godziny, a nie wszystkie profile miały w ogóle WOS” – tłumaczy. Podobnie wygląda sytuacja na lekcjach historii, które rzadko kiedy wykraczają poza okres drugiej wojny światowej. Współczesność, a wraz z nią historia i struktura zjednoczonej Europy, pozostają poza horyzontem szkolnej nauki.

Problem nie ogranicza się jednak do szkolnych murów. Młodzi ludzie czerpią dziś informacje głównie z internetu, a tam o ich uwagę walczą algorytmy. Nie czytają prasy, nawet w wydaniach cyfrowych. „Mają swoje ulubione kanały na YouTube, które promują informacje. Jeżeli ta informacja tam nie zostanie przekazana, to do nich nie dotrze” – wyjaśnia prof. Witkowska. To sprawia, że wiedza o świecie staje się fragmentaryczna, podatna na dezinformację i zamknięta w bańkach informacyjnych.

Pokolenie wychowane w normalności

Największym paradoksem, na który zwraca uwagę prof. Marta Witkowska, jest fakt, że dla dzisiejszej młodzieży Unia Europejska nie jest projektem politycznym, ale stanem zastanym. „Młode pokolenie urodziło się już w Unii Europejskiej. Wyrośli w przekonaniu, że są Europejczykami, że korzystają ze swobody rynku. I w momencie, kiedy chcemy od nich, żeby powiedzieli, co takiego jest fantastycznego, oni pytają: jak to fantastycznego? To jest coś normalnego” – mówi ekspertka.

Ta „normalność” sprawia, że młodym trudno jest zidentyfikować i docenić korzyści płynące z członkostwa. Jednocześnie, pozbawieni systemowej edukacji, nie rozumieją praw i mechanizmów, które tę rzeczywistość tworzą. Zostają z samymi ostrzeżeniami i sloganami, często o antyunijnym zabarwieniu: „Uważaj, to jest Unia, ona jest niedobra”. W efekcie, gdy stykają się z populistycznymi narracjami o rzekomym upadku UE pod naporem antyeuropejskich sił, czują się zagubieni. Nie posiadają narzędzi analitycznych, by samodzielnie weryfikować fakty i wyciągać wnioski.

Warsztat jako antidotum

Jak zatem przełamać ten impas? Odpowiedzią, zdaniem uczestników i organizatorów spotkania, jest bezpośredni kontakt i warsztatowa forma pracy. Natalia Zdziarska, studentka Uniwersytetu Wrocławskiego, podkreśla wartość dyskusji i wymiany poglądów w bezpiecznej przestrzeni. „Nawet jak ktoś się nie znał na danym temacie, to albo szybko podłapywał, o co chodzi, a jak już ktoś się znał, no to też miał możliwość podzielenia się swoją wiedzą. Było bardzo dużo miejsca do dyskusji” – opowiada.

Prof. Witkowska jest przekonana, że taka forma edukacji „z ust do ust” jest znacznie skuteczniejsza niż odsyłanie młodych do samodzielnego szukania informacji w przeładowanym internecie. Podkreśla również znaczenie doświadczeń, takich jak program Erasmus. Choć młodzi ludzie często nie rozumieją głębszego sensu tych wyjazdów w trakcie ich trwania, to właśnie przebywanie z innymi, poznawanie ich sposobu myślenia i wymiana wartości buduje prawdziwe, głębokie zrozumienie idei europejskiej. Refleksja i pełne docenienie tego kapitału przychodzą często dopiero po latach.

Dyskusja w ramach warsztatów „Unia Europejska w praktyce” pokazuje, że młodzi Polacy nie są apatyczni czy niezainteresowani. Są raczej pokoleniem pozostawionym samemu sobie w skomplikowanym świecie, którego zasady nie zostały im nigdy porządnie wyjaśnione. Czują potrzebę posiadania głosu, ale by móc go świadomie używać, potrzebują wiedzy, zrozumienia i otwartego dialogu. Potrzebują kogoś, kto pomoże im oswoić Europę i pokaże, jak korzystać z narzędzi, które od urodzenia należą także do nich.

Projekt współfinansowany przez Komisję Europejską w ramach Projektu „Building Bridges - Civic Capital in Local Communities”, realizowanego ze środków programu CERV finansowanego ze środków Komisji Europejskiej w ramach programu „Obywatele, Równość, Prawa i Wartości” na lata 2021 – 2027.