Nowa Europa Wschodnia (logo/link)
Międzymorze / 09.02.2026
Tomasz Otocki

Media publiczne milkną. Mniejszości płacą cenę

1 stycznia co najmniej dwa kraje bałtyckie obudziły się z problemami związanymi z rolą lokalnych mediów państwowych. Na Litwie wciąż trwają protesty przeciwko osłabieniu roli państwowego nadawcy LRT, na Łotwie władze zamknęły lokalny kanał rosyjskojęzyczny, co uderza w interesy łotewskich Rosjan. Z kolei Polacy na Wileńszczyźnie i poza nią walczą o zachowanie TVP Wilno w dotychczasowym kształcie. Jedynie Estonia wchodzi w nowy rok w miarę bezpiecznie, choć także tutaj dziennikarze mają na co narzekać
Foto tytułowe
"Laisvas žodis" (widoczne na grafice) oznacza "Wolne słowo" (Shutterstock)



Posłuchaj słowa wstępnego szóstego wydania magazynu online!



„Tomasz, te odpowiedzi to krzyk duszy” – pisze do mnie białoruska działaczka z Dyneburga, Żanna Romanowska. Przez lata prowadziła białoruską audycję „Switanak” w rosyjskojęzycznym 4. kanale Radia Łotewskiego. Co miesiąc na pół godziny słuchacze przenosili się w świat języka Janki Kupały i Jakuba Kołasa, w ocean białoruskiej kultury, obecnej nad Dźwiną przed II wojną światową i odrodzonej po 1989 roku. W czasach sowieckich Białorusini, podobnie jak lokalni Polacy, dostali od władz Łotewskiej SRR w kość, audycje małych wspólnot narodowych były dla nich okazją, by przypomnieć Łotyszom, że w ich kraju mniejszością są nie tylko Rosjanie.
Pobierz magazyn ZA DARMO
Magazyn Nowa Europa Wschodnia Online
jest bezpłatny.

Zachęcamy do wsparcia nas na Patronite


Chce się płakać


Swoje audycje w kanale powstałym w 2002 roku, zwanym czasem Domskaja Płoszczadź, od siedziby Radia Łotewskiego, mieli także Polacy, Litwini, Żydzi, Estończycy czy Niemcy. Ogółem 10 mniejszości narodowych. Te programy już nigdy więcej nie wybrzmią. 31 grudnia 2025 roku państwo łotewskie zakończyło trwający ponad dwie dekady eksperyment z nadawaniem w języku rosyjskim. Analogiczny 4. kanał od 1993 roku istnieje w Estonii i na razie nikt go nie rusza. O tym kraju napiszemy nieco później.

– Program „Switanak” adresowany był przede wszystkim do miejscowych Białorusinów. To oni stali u początków jego powstania ponad 30 lat temu, tak jak stali na barykadach i ginęli za przywrócenie niepodległości Republiki Łotewskiej, obok Łotyszy i przedstawicieli innych narodów – mówi w rozmowie z „NEW” Żanna Romanowska. – Młode państwo łotewskie wyraziło za to swą wdzięczność mniejszościom – poprzez nagrody, zezwolenie na organizacje społeczne, szkoły w językach narodowych, regularne programy radiowe w Radiu Łotewskim – opowiada dziennikarka.

Wszystko posypało się po tym, jak wybuchła pełnoskalowa wojna w Ukrainie w 2022 roku. Jak informowała w zeszłym roku na stronie Instytutu Europy Środkowej dr hab. Aleksandra Kuczyńska-Zonik, specjalizująca się w krajach bałtyckich, „zgodnie z Koncepcją bezpieczeństwa narodowego przyjętą w 2023 r. od 1 stycznia 2026 roku treści produkowane przez media publiczne” mogą być rozpowszechniane „wyłącznie w języku łotewskim oraz w językach europejskiej przestrzeni kulturowej. Równocześnie przewidziano, że od 2026 r. Łotewskie Media Publiczne (LSM) znacząco ograniczą komponent programowy w językach mniejszości narodowych, co ma służyć dalszemu wzmocnieniu pozycji języka łotewskiego w przestrzeni medialnej. W praktyce oznacza to likwidację programów w języku rosyjskim w publicznym radiu (LR4) i telewizji (LTV7)”.

Wszystko to uchwalili w 2023 roku posłowie na Sejm, zaś później realizowało konsekwentnie kierownictwo publicznych mediów. Ostateczna decyzja o zamknięciu 4. kanału została podjęta w lipcu 2025 roku. Od Nowego Roku rosyjskojęzyczny kanał zniknął z eteru wraz z audycjami małych mniejszości narodowych, w tym polską audycją „Nasz Głos”, założoną jeszcze w 1989 roku przez Itę Kozakiewicz, pierwszą w historii prezeskę odrodzonego Związku Polaków na Łotwie, deputowaną do Rady Najwyższej Łotewskiej SRR, która 4 maja 1990 roku głosowała za niepodległością Łotwy od ZSRR.

Co ciekawe, dla kierownictwa mediów nie miało znaczenia, czy dany język należy do „europejskiej przestrzeni kulturowej”. Zgodnie z tą logiką audycje w języku rosyjskim powinny zostać zlikwidowane, a np. polska, litewska czy niemiecka przeniesione do innych kanałów. Nic z tych rzeczy się niestety nie zdarzyło, choć mniejszości narodowe interweniowały u samej głowy państwa.


Skok na litewskie media publiczne


Sąsiednia Litwa ma w nowym roku zupełnie inne problemy. W tym przypadku wątek etniczny nie gra roli, bo programy dla mniejszości polskiej, rosyjskiej czy żydowskiej zostaną zachowane, choć warto podkreślić, że Litwa nigdy nie dorobiła się po 1989 roku odrębnego kanału radiowego dla mniejszości rosyjskojęzycznej.

Wobec własnych mniejszości narodowych Wilno od lat prowadzi zupełnie inną politykę niż Ryga czy Tallin. Tutaj dyskutuje się raczej o niezależności mediów od władzy państwowej, a nie o języku, w jakim mają nadawać. Pod koniec listopada 2025 roku wybuchł skandal, który po raz kolejny rozruszał litewską scenę polityczną, po wcześniejszych protestach artystów przeciwko zarządzaniu resortem kultury przez populistów.

W listopadzie Sejm rozpoczął pracę nad poprawkami do ustawy wprowadzającymi możliwość łatwiejszego odwołania dyrektorki Litewskiego Radia i Telewizji (LRT). Głosami większości rządzącej Litewskiej Partii Socjaldemokratycznej, populistycznego Świtu Niemna, Związku Chłopów i Zielonych oraz polskiej partii AWPL-ZChR podjęto także decyzję o zamrożeniu budżetu LRT na trzy lata na poziomie ok. 80 mln euro rocznie.

9 grudnia na Placu Niepodległości przed wileńskim Sejmem odbył się protest przeciwko zagrożeniom dla wolności mediów i planowanym zmianom w ustawie o LRT. Według szacunków mediów wzięło w nim udział około 10 tysięcy osób. Manifestację zorganizowała społeczność dziennikarzy wraz ze Zgromadzeniem Kultury, znanym już z jesiennych protestów.

Przeciwko poprawkom Sejmu wystąpiła opozycja złożona z konserwatystów i liberałów, z inicjatywy których sprawą zajął się także Parlament Europejski.

Według dziennikarzy, niezależnych badaczy mediów i opozycji, jesienne poprawki należy uznać za niekonstytucyjne oraz sprzeczne z prawem Unii Europejskiej. Dla protestujących, którzy domagają się interwencji prezydenta Litwy, poprawki zwiększają ryzyko ingerencji polityków w treści zamieszczane w mediach publicznych.

Podczas demonstracji Wilnianie dumnie i gniewnie nieśli transparenty z hasłami: „Za wolne słowo i wolność mediów”, „Precz z łapami”, „Tu naprawdę nic nie śmierdzi, pozwólcie nam pracować!”. „Jesteśmy tu po to, by ta władza nie przejęła naszego nadawcy publicznego. Tysiące ludzi, którzy oglądają nas teraz przed ekranami, dziękuje wam, że jesteście z nami, by nie dopuścić do podporządkowania niezależnych mediów” – przemówił do zebranych dziennikarz LRT, Edvardas Kubilius.

Władza na razie okopała się w swoich pozycjach i powołała specjalną grupę roboczą ds. mediów z udziałem przedstawicieli frakcji parlamentarnych oraz organizacji medialnych, której zadaniem jest doprecyzowanie projektu ustawy proponowanej przez rządzących. Prace mają być zakończone do 14 lutego. LRT wraz ze Stowarzyszeniem Dziennikarzy Profesjonalnych odmówiły udziału w grupie roboczej, nie bardzo ufając jej dobrym intencjom.

Z kolei 21 stycznia Parlament Europejski przyjął rezolucję potępiającą działania litewskich polityków wobec mediów. Za rezolucją głosowało 385 europosłów, przeciw było 165, a 35 wstrzymało się od głosu. Deputowani z Litwy podzielili się dokładnie według linii sporu partyjnego.


Telewizja dla Polaków okrojona


W Nowy Rok lokalni Polacy również wkroczyli nie do końca zadowoleni. Mowa o zmianach w TVP Wilno, które przygotowały władze polskiej telewizji w Warszawie. Na początku grudnia 2025 roku pojawiły się alarmujące w swym tonie doniesienia o „cięciu kosztów” i „optymalizacji” działalności polskich mediów skierowanych do polskich mniejszości.

Powstała w 2019 roku telewizja dla Polaków na Wileńszczyźnie nadaje do tej pory kilkanaście programów realizowanych przez lokalną społeczność. Wśród nich są m.in. audycje publicystyczne, edukacyjne i rozrywkowe, przy których redakcja najczęściej współpracuje z miejscowymi ośrodkami. Jak poinformowali warszawskie media pracownicy wileńskiej stacji, „ograniczenia mogą zmusić stację do rezygnacji z większości dotychczasowych produkcji oraz ogromnych zwolnień”.

„Podczas pilnego zebrania dyrektor poinformowała, że planowane jest zmniejszenie naszego budżetu o około 70 proc. W praktyce oznacza to redukcję zespołu z 157 do 82 osób oraz zatrzymanie niemal wszystkich produkcji, poza serwisem informacyjnym i jednym formatem publicystycznym” — zaalarmował Onet jeden z pracowników TVP Wilno.

W internecie szybko pojawiła się w tej sprawie petycja polskiego środowiska naukowego, jednak władze polskiej telewizji, które wciąż podkreślają, że TVP Wilno jest słabo oglądana, dotychczas nie wycofały się ze swych zamiarów.

Nie zgadza się z tym dr Barbara Jundo-Kaliszewska, inicjatorka akcji w obronie TVP Wilno i jednocześnie gospodyni jednego z jej programów pod tytułem „Rozmowy w Mackiewiczówce”, która w rozmowie z „Nową Europą Wschodnią” podkreśla: - Za niedopuszczalne uznaję ocenianie roli oraz celów działalności TVP Wilno wyłącznie przez pryzmat rachunku czysto ekonomicznego w oparciu o nie do końca zdefiniowane pojęcia takie jak „ogromne nakłady” i „niska oglądalność”. Charakter i misja tej anteny sprawiają, że wiele kluczowych efektów jej funkcjonowania ma wymiar niemierzalny lub trudny do jednoznacznego ujęcia w kategoriach finansowych. Jednakże, w oparciu o doświadczenia z przeszłości, jedno jest pewne: koszt społeczny tego typu decyzji będzie wyjątkowo wysoki.

W obronie TVP Wilno już wystąpiły organizacje społeczne, polonijne, a nawet partie polityczne. Zaniepokojenie wyraziła strona litewska. Jundo-Kaliszewska podkreśla jednak zupełnie niepolityczny charakter protestu i wciąż ufa, że w końcu coś trafi do głów naszych decydentów.


W Estonii spokojnie


W Estonii na razie nie słychać protestów ani większych ataków polityków na media, karta rosyjska nie jest tak często wyciągana z rękawa jak na Łotwie. Jednak według dziennikarzy może to być cisza przed burzą.

Na początku grudnia w rozmowie z litewskim nadawcą publicznym LRT dyrektor estońskich mediów publicznych ERR Erik Roose stwierdził, że sytuacja na Litwie i w Estonii jest podobna. Dziennikarz podkreślił, że wydarzenia w Wilnie mają bardziej agresywny charakter, gdyż wiążą się z konkretnymi działaniami na rzecz zmiany prawa: zamrożeniem budżetu nadawcy publicznego i restrukturyzacją jego modelu przywództwa.

W tym sensie na Litwie jest o wiele gorzej niż w Estonii. „Warto jednak zauważyć, że litewski budżet medialny, nawet zamrożony, jest w zasadzie dwukrotnie większy od naszego. Pracujemy z 40 milionami euro, oni mają 80 milionów euro i chcą to zamrozić na następne trzy lata” – dodał w rozmowie z LRT Roose.

Rozmawiam z Siergiejem Stiepanowem, dziennikarzem ERR z Narwy, który utrzymuje, że w przeciwieństwie do dwóch pozostałych krajów bałtyckich Estonia nie ma problemów z mediami. – Politycy ze środowisk prawicowych czasami poruszają temat wstrzymania pracy rosyjskojęzycznych publicznych kanałów telewizyjnych i radiowych, ale nie prowadzi to do poważnej dyskusji – mówi „NEW” Stiepanow.

Jego rosyjskojęzyczny kolega, Michaił Komaszko, ma nieco odmienne zdanie.

– Moim skromnym zdaniem mamy poważny problem z mediami. A najpoważniejszy jest kryzys w mediach rosyjskojęzycznych w Estonii. Dziennikarzy jest niewielu, jakość nie jest najwyższa, praktycznie nie ma poważnego dziennikarstwa śledczego i tak dalej. Powody: mały rynek, brak pieniędzy – informuje „NEW” pracownik ERR.

Nie są to jednak problemy tak krytyczne, jak w przypadku Litwy i Łotwy. Choć tu i ówdzie pojawiają się zagrożenia.

– W dyskursie publicznym okresowo zgłaszane są propozycje i pomysły na zamknięcie rosyjskojęzycznej części ERR (czy to Radia 4, czy ETV+). Proponują to zazwyczaj politycy z prawicowych partii konserwatywnych, takich jak EKRE – słowa Stiepanowa potwierdza Komaszko.


Co dalej?


Na Łotwie po 1 stycznia 2026 roku 4. kanał radia już ucichł. Jeden z programów, prowadzonych przez znaną dziennikarkę Olgę Kniaziewą (jego tytuł to „Otkrytyj rozgowor”) przeniósł się do internetu. Kniaziewa, która w branży pracuje już 25 lat, popularność zyskała dzięki bezpośredniości i szczerości, z jaką rozmawiała z zaproszonymi gośćmi. Zgłaszane są propozycje, by w ogóle zakazać nadawania radiowego w języku rosyjskim. Z drugiej strony, powstała petycja internetowa, by przywrócić działalność 4. kanału, jednak jej szanse na powodzenie są praktycznie zerowe.

W jaki sposób wyłączenie nadawania po rosyjsku wpłynie na podatność mniejszości rosyjskojęzycznej na propagandę płynącą z Kremla, wyjaśnia prof. Mārtiņš Kaprāns z Uniwersytetu Łotewskiego w Rydze:

– Obecny trend wskazuje, że rosyjskojęzyczna publiczność Łotwy jest celowo przekierowywana w stronę mediów prywatnych i społecznościowych (np. Telegram, TikTok, Facebook). Rozwój ten szczególnie zwiększa ryzyko zewnętrznego wpływu informacyjnego wśród tych, którzy są przyzwyczajeni do korzystania z informacji wyłącznie w języku rosyjskim.

Według Kaprānsa decyzja o likwidacji rosyjskiego kanału nie była merytoryczna, a raczej polityczna, co może za jakiś czas odbić się czkawką na Łotwie. Na razie trwa oczekiwanie na wybory sejmowe, jednak prawdopodobnie niewiele one zmienią w sytuacji mniejszości rosyjskojęzycznej.

Z kolei na Litwie wszyscy czekają na graniczną datę 14 lutego, wciąż organizowane są protesty. Trwa wyczekiwanie, czy w sprawę włączy się prezydent Gitanas Nausėda, który w grudniu zaapelował do sejmowych polityków o zakończenie sporu wokół LRT. Według niego od początku był zbyt „spolityzowany”.

Gdy zaś mowa o TVP Wilno, to zarządzający polskimi mediami na razie nie odpuszczają. Mają za to ambicje geopolityczne o wiele szersze niż Wileńszczyzna.

Najnowszy wpis Jundo-Kaliszewskiej na Facebooku dotyczy większego niż dotychczas wsparcia Polski dla Mołdawii. „Projekt medialny w języku rumuńskim, będący rozszerzeniem inicjatywy Vot Tak TV #Moldova, będzie realizowany m.in. kosztem środków odebranych TVP Wilno i TVP Polonia, czyli mediom skierowanym do polskojęzycznego odbiorcy poza granicami kraju”.

Według naukowczyni z Uniwersytetu Łódzkiego i dziennikarki TVP Wilno „w pierwszej kolejności należy się zastanowić nad tym, dlaczego odpowiedzialność finansowa za tworzenie mediów w języku rumuńskim spoczywa na polskim nadawcy publicznym, a nie na instytucjach państwa rumuńskiego czy mołdawskiego, dla których język rumuński stanowi podstawowe narzędzie komunikacji, polityki kulturalnej i oddziaływania międzynarodowego”.

Dla mniejszości narodowych na Łotwie i w Estonii dylematy Jundo-Kaliszewskiej są nieco egzotyczne. Polacy w Rydze cieszą się ze swojego małego sukcesu. W miniony poniedziałek po raz drugi w historii audycja polska „Nasz Głos”, wyrzucona z łotewskiego radia publicznego, zabrzmiała w prywatnym radiu Silesia. Czy to jest kierunek, w jakim pójdą media mniejszościowe na Łotwie?

Na razie LSM wciąż utrzymują portal internetowy w języku rosyjskim i ukraińskim, jednak nie wiadomo, jakie będą perspektywy dla audycji w tych językach.
Tomasz Otocki – zastępca redaktora naczelnego „Przeglądu Bałtyckiego”. O krajach bałtyckich pisze od 2010 roku, związany m.in. z Programem Bałtyckim Radia Wnet, NEW, „Tygodnikiem Powszechnym”, a także polskimi portalami na Litwie i publicznymi mediami na Łotwie. Najlepiej czuje się w Rydze i Windawie.

Inne artykuły Tomasza Otockiego

– Jak skończy się wojna na Ukrainie, nadawanie po ukraińsku też zakończymy – mówi mi jeden z polityków łotewskich, który chce zachować anonimowość.

Nie są to dobre perspektywy dla mniejszości.

Dziennikarze w Wilnie i Rydze nie śpią spokojnie. Chyba tylko w Tallinie mogą sobie pozwolić na słodki sen, choć mają świadomość, że życie słodkie nie jest nigdzie.