Nasza strona używa ciasteczek do zapamiętania Twoich preferencji oraz do celów statystycznych. Korzystanie z naszego serwisu oznacza zgodę na ciasteczka i regulamin.
Pokaż więcej informacji »
Drogi czytelniku!
Zanim klikniesz „przejdź do serwisu” prosimy, żebyś zapoznał się z niniejszą informacją dotyczącą Twoich danych osobowych.
Klikając „przejdź do serwisu” lub zamykając okno przez kliknięcie w znaczek X, udzielasz zgody na przetwarzanie danych osobowych dotyczących Twojej aktywności w Internecie (np. identyfikatory urządzenia, adres IP) przez Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka Jeziorańskiego i Zaufanych Partnerów w celu dostosowania dostarczanych treści.
Portal Nowa Europa Wschodnia nie gromadzi danych osobowych innych za wyjątkiem adresu e-mail koniecznego do ewentualnego zalogowania się przy zakupie treści płatnych. Równocześnie dane dotyczące Twojej aktywności w Internecie wykorzystywane są do pomiaru wydajności Portalu z myślą o jego rozwoju.
Zgoda jest dobrowolna i możesz jej odmówić. Udzieloną zgodę możesz wycofać. Możesz żądać dostępu do Twoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia, ograniczenia przetwarzania, przeniesienia danych, wyrazić sprzeciw wobec ich przetwarzania i wnieść skargę do Prezesa U.O.D.O.
Korzystanie z Portalu bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza też zgodę na umieszczanie znaczników internetowych (cookies, itp.) na Twoich urządzeniach i odczytywanie ich (przechowywanie informacji na urządzeniu lub dostęp do nich) przez Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka Jeziorańskiego i Zaufanych Partnerów. Zgody tej możesz odmówić lub ją ograniczyć poprzez zmianę ustawień przeglądarki.
Międzymorze / 15.02.2026
Ihar Mielnikau
Wołodarka Historia jednego więzienia
Często spacerowałem w pobliżu tego budynku położonego w samym centrum Mińska. Stare wieże zamku więziennego przyciągały uwagę niezwykłą architekturą i tajemniczością. Wielokrotnie podczas wycieczek podchodziłem z turystami pod mury Zamku Piszczałowskiego. Nie przypuszczałem jednak, że w 2024 r. sam znajdę się w celi więziennej Wołodarki, czyli Aresztu Śledczego nr 1 przy ulicy Wołodarskiego w Mińsku
Wołodarka w czerwcu 1941 (archiwum autora)
Posłuchaj słowa wstępnego szóstego wydania magazynu online!
Zamek więzienny
Zbudowane na początku XIX w. więzienie przez cały okres istnienia służyło wyłącznie swojemu przeznaczeniu. Konieczność wzniesienia nowego budynku więziennego w Mińsku wynikała również z faktu, że stary, znajdujący się na terenie obecnego szpitala miejskiego, popadł w ruinę. Więzienie było stare, drewniane, otoczone palisadą i nie mogło zapewnić więźniom niezawodnej ochrony. W 1821 r. gubernator miński Wincenty Hecewicz zwrócił się do ministra spraw wewnętrznych Rosji z propozycją budowy nowego, kamiennego więzienia. Komitet budowlany oszacował koszty prac na 239 283 ruble i 20 kopiejek w banknotach. Właściciel ziemski Rudolf Piszczała otrzymał pozwolenie na budowę. Zobowiązał się do wzniesienia kamiennego zamku z ogrodzeniem i żelaznym dachem za 226 850 rubli i 50 kopiejek w banknotach lub 64 814 rubli w srebrze. Wybrano najlepszą możliwą lokalizację więzienia. Wzgórze Romanowskie (obecnie w centrum miasta) na początku XX znajdowało się na obrzeżach Mińska. Projekt zamku zlecono prowincjonalnemu architektowi Kazimierzowi Chrzczonowiczowi. Człowiek ten wyróżniał się zamiłowaniem do form historycznych: w Mińsku znajduje się inny jego słynny budynek – dawny szpital wojskowy przy ulicy Frunzego, stworzony na wzór pałacu w stylu klasycyzmu Katarzyny. Projekt został osobiście zatwierdzony przez cara Mikołaja I.
Budowa murowanego zamku została ukończona w 1824 r., a wiosną 1825 r. obiekt oddano do użytku. Nie obyło się jednak bez problemów. Przed osadzeniem więźniów naczelnik policji w Mińsku podjął decyzję o konsekracji więzienia. Okazało się jednak, że cerkiew więzienna została zbudowana z ołtarzem zwróconym na zachód, dlatego zrezygnowano z jej poświęcenia. Już w 1826 r. zamek wymagał remontu, którego koszt wyniósł 1500 rubli – kwotę znaczną jak na tamte czasy. Później budynek był wielokrotnie remontowany, w ciągu 40 lat wydano na ten cel 32 200 rubli. W pierwotnej formie Zamek Piszczałowski był o jedną kondygnację niższy niż obecnie. Jednak z powodu braku miejsc dla więźniów, na początku lat 90. XIX w. dobudowano trzecią kondygnację. Nowe więzienie tak zostało opisane w gazecie „Mińskie Wiadomości Gubernialne” z 1869 r.: „Zamek, zbudowany w 1825 r. i istniejący do dziś to piękny budynek poza miastem, na końcu szerokiej ulicy prowadzącej do niego, zwanej obecnie Turemną (dawniej Soborną). Jest trzypiętrowy, z czterema wieżami na krawędziach, zajętymi przez schody, które obecnie pozostają nieużywane; stoi pośrodku czystego dziedzińca, po którym przechadzają się więźniowie, otoczony kamiennym murem, zakończonym żelazną bramą, nad którą znajduje się kamienny, dwupiętrowy dom strażnika; poniżej znajdują się dwa oddziały oddzielone przejściem do zamku; po lewej stronie znajduje się kancelaria zamkowa i osobne pomieszczenie z podwójnymi kratami do spotkań osób postronnych z więźniami, a po prawej oddział warty wojskowej z pokojem dla oficera dyżurnego. Przed zamkiem, po lewej stronie, znajdowała się studnia o głębokości 14 sążni, a obecnie po obu stronach rosną drzewa posadzone w formie kwadratu”.
Osadzeni sami przygotowywali sobie posiłki i piekli chleb. Pieniądze na artykuły spożywcze otrzymywali częściowo z kasy więziennej, a częściowo sami je zarabiali. Ponadto pozwolono im uprawiać warzywa w ogrodach przy zamku. Życie w więzieniu było trudne. Niektórzy osadzeni chodzili w łachmanach ledwo zakrywających ciało. Choroby skóry były powszechne. Tylko najciężej chorzy trafiali do oddzielnych celach, natomiast pozostali chorzy przebywali razem ze zdrowymi. Dopiero po 1832 r. w zamku powstał szpital więzienny na 30 łóżek i apteka.
Lokatorzy zamku
W ciągu całej historii więzienia przebywało w nim wiele znanych osób. Pierwszymi osadzonymi byli powstańcy 1831 r. W tym okresie carscy strażnicy traktowali więźniów stosunkowo humanitarnie, zapewniając każdemu z nich osobną celę i ciepłe posiłki. Po stłumieniu powstania styczniowego w latach 1863–1864 Zamek Piszczałowski był przepełniony aresztowanymi powstańcami. Cel brakowało, a więźniów umieszczano nawet na dziedzińcu. Wśród nich znalazł się słynny białoruski pisarz Wincenty Dunin-Marcinkiewicz (odsiadywał karę więzienia w latach 1864–1865) i jego córka Kamila, skazani za kolportaż ulotek rewolucyjnych i aktywne wspieranie powstania. Nawiasem mówiąc, to właśnie w murach więzienia narodził się pomysł na najważniejsze dzieło pisarza – „Pińska szlachta”.
Więziony w Zamku Piszczałowskim (1905–1906 i 1910–1911) był również Karuś Kahaniec, białoruski poeta i pisarz. W 1906 r. terrorysta-rewolucjonista Iwan Pulichow po nieudanym zamachu na gubernatora Mińska Pawła Kurłowa został powieszony na bramie więzienia. Przyszły klasyk literatury białoruskiej, Jakub Kołas, spędził w tym więzieniu trzy lata (od 1908 do 1911 r.) za udział w nielegalnym zjeździe nauczycieli. To właśnie tutaj narodziło się jego największe dzieło – poemat „Nowa ziemia”. „Było już ciemno. Ponure więzienie było słabo oświetlone gazowymi lampami, przez co okna wydawały się ślepe. Na żelaznych kratach wisiały torby ze skarbami więźniów. W oknach widać było twarze mieszkańców tego straszliwego domu, ale wydawało się, że to nie ludzie się tam krzątają, lecz ich cienie” – opisywał zamek Kołas.
W mińskim więzieniu przesłuchiwany był przyszły twórca niepodległej Polski, Józef Piłsudski, skąd następnie został zesłany na daleką Syberię. Cele Zamku Piszczałowskiego często służyły także jako miejsce tymczasowego pobytu innego znanego Polaka, Feliksa Dzierżyńskiego. Choć nie został on aresztowany w Mińsku, co najmniej czterokrotnie przechodził przez to więzienie w drodze na zesłanie, a później na ciężkie roboty.
Nawiasem mówiąc, podczas mojej więziennej odysei w kolonii karnej nr 15 w Mohylewie, czytałem wspomnienia „żelaznego Feliksa”, z których wynikało, że w drodze na Syberię pragnął spotkać się z siostrą właśnie w Zamku Piszczałowskim.
Nowa nazwa i nowi więźniowie
Podczas I wojny światowej zamek nie uległ poważnym uszkodzeniom i został przejęty przez WczK-GPU w stanie nienaruszonym. W 1924 r. trafił tu terrorysta i eserowiec Borys Sawinkow, aresztowany podczas nielegalnego przekroczenia granicy sowiecko-polskiej w rejonie Zasławia pod Mińskiem.
W 1922 r. ulica Sierpuchowska, przy której znajdował się Zamek Piszczałowski, została przemianowana na cześć bolszewika znanego pod nazwiskiem W. Wołodarskiego (właśc. Moisiej Markowicz Goldstein), zamordowanego w 1918 r. w Piotrogrodzie. Wkrótce więzienie otrzymało nową, nieoficjalną nazwę – Wołodarka. Podczas mojego pobytu w kolonii karnej za wykorzystanie tego określenia otrzymałem pierwszy z trzech wyroków w izolatce. Przedstawiciel administracji kolonii karnej przypisał tę nazwę „żargonowi więziennemu”. W piwnicach „centrali mińskiej” (inne określenie więzienia przy ul. Wołodarskiego) w nocy z 29 na 30 października 1937 r. funkcjonariusze NKWD rozstrzelali 36 osób związanych z białoruską kulturą i sztuką. Łącznie w latach 1937–1940 w Wołodarce zamordowano ponad sto osób oskarżonych o działalność antysowiecką. „Z «Amerykanki», wewnętrznego więzienia NKWD w Mińsku, zostałem przeniesiony do starego więzienia przy ulicy Wołodarskiego. Po odsiedzeniu kary w «Amerykance», gdzie prawie zapomniałem, jak mówić, w dużej celi «zamkowej», pomimo głębokiej nocy, spotkałem się z moimi kolegami-pisarzami: Siarhejem Dorożnym, Symonem Kunickim i Makarem Szałajem. Na spacer zaprowadzano nas na dziedziniec więzienny, podzielony na małe cele o długości od dwudziestu do dwudziestu pięciu metrów każda. Krążyliśmy w tych celach w kółko” – wspominał swój pobyt w Wołodarce w 1937 r. białoruski pisarz Siarhiej Hrachouski.
17 września 1939 r. wojska radzieckie przekroczyły granicę sowiecko-polską. W wyniku przyłączenia Zachodniej Białorusi do BSRR znaczna liczba oficerów i szeregowych Wojska Polskiego, funkcjonariuszy Policji Państwowej i polskich urzędników państwowych została schwytana przez Sowietów. Bolszewicy zazwyczaj zwalniali szeregowych, ale oficerów przetrzymywano w więzieniach pod ścisłym nadzorem. 22 marca 1940 r. Ławrientij Beria podpisał rozkaz nr 00350 „O rozładowaniu więzień NKWD Ukraińskiej SRR i Białoruskiej SRR”. Dokument ten m.in. nakazywał przeniesienie 3 tys. osadzonych z więzień w zachodnich obwodach BSRR do więzienia w Mińsku. Grażyna Lipińska, uczestniczka obrony Grodna we wrześniu 1939 r., wraz z innymi polskimi obywatelami, przebywała wówczas w centrali mińskiej.
„Na Białorusi i w innych republikach sowieckich jeszcze nie przebrzmiały echa wielkiej czystki bolszewickiej 1936–1938. W więzieniach jest pełno śladów ofiar Jagody i Jeżowa, kolejnych komisarzy spraw wewnętrznych. Podobno przez więzienia białoruskie przeszło w ciągu tych trzech lat 2 miliony ludzi. Teraz na przyjęcie napływającej do Mińska wielkiej liczby więźniów z Polski więzienie zostało opróżnione, jego ściany pochlapane wapnem. Mimo tego wypatrujemy za tym wapnem liczne imiona i nazwiska Polaków, obywateli sowieckich: Kazimierze, Wandy, Stanisławy, Witoldy, Jadwigi, Sienkiewicze, Pawłowscy, Makowscy, Józefowicze mówią nam, że nasze sprawy i przeżycia są dalszym ciągiem ich spraw i przeżyć” – wspominała tamte straszne czasy Lipińska, która padła ofiarą stalinowskich represji. Według niej jedna z uwięzionych obywatelek BSRR powiedziała: „Przeklinaliśmy cały świat, że nie tylko pozwalał sztanom gnębić nas tyle czasu, ale że w czasie czystki patrzy spokojnie, gdy oni jak dzikie zwierzęta pastwią się nad nami – skazanymi już na zagładę. Przeklinaliśmy Polskę i was, że tak łatwo zapomnieliście o nas. A teraz za nami idziecie wy”. 29 stycznia 1941 r. Grażyna Lipińska została skazana na 10 lat łagrów i 15 lat zsyłki.
Aneksja terytorium Zachodniej Białorusi postawiła kolejne wyzwanie przed NKWD. We wrześniu 1939 r. do licznych aresztowanych polskich urzędników państwowych, wojskowych i policjantów dołączyli polscy przestępcy, licznie osadzeni w więzieniach w byłych północno-wschodnich województwach II Rzeczypospolitej. Część tych osób trafiła do Wołodarki wiosną 1940 r. W tamtym czasie więzienie w Mińsku było przepełnione. Problem polegał również na tym, że polscy złodzieje nie uznawali rosyjskiego „prawa złodziejskiego” i odmawiali życia według wschodnich idei. Polscy obywatele mogli być jednocześnie barmanami, fryzjerami, kierownikami sklepów, a nawet pracować w strukturach państwowych, natomiast rosyjski złodziej nie mógł pracować na państwo. W sowieckich obozach i więzieniach polscy kryminaliści często obejmowali stanowiska komendantów, pracowali w stołówkach i oddziałach sanitarnych. Z punktu widzenia rosyjskich autorytetów kryminalnych była to hańba. Wszystko to kwalifikowało polskich złodziei do kategorii „suk”.
W rezultacie w więzieniach wybuchła prawdziwa wojna między rosyjskimi a polskimi przestępcami. (Warto podkreślić, że wśród polskich przestępców, oprócz Polaków, było wielu etnicznych Ukraińców, Białorusinów, Litwinów, Żydów i Niemców). Więzienie przy ulicy Wołodarskiego było swego rodzaju lennem polskich kryminalistów, a jeśli trafił tam „przestępczy autorytet” z innych terytoriów sowieckich, oznaczało to jego pewną śmierć.
Marsz śmierci
Po ataku Niemiec na swojego byłego sojusznika ZSRR, wojska niemieckie szybko znalazły się w pobliżu Mińska. Bolszewicy nie zdążyli zorganizować ewakuacji więzień, w wyniku czego proces ten przerodził się w masakrę. W nocy z 24 na 25 czerwca 1941 r. z Wołodarki wyprowadzono ostatnią grupę więźniów. Byli to obywatele Litwy (około 300 osób). Tuż przed wybuchem wojny zostali przeniesieni do Mińska z więzienia w Kownie. Naoczni świadkowie wspominają, że wśród szarej masy więźniów wyróżniała się grupa ludzi w długich płaszczach. „W końcu kolumna [oficerów armii polskiej i księży katolickich – przyp. aut.] ruszyła. W blasku pożarów wyszli na ulicę Sowiecką [centralną ulicę przedwojennego Mińska]. Tu dołączyła do nich niewielka grupa 200–300 osób z więzienia wewnętrznego NKWD przy ulicy Uryckiego. Dołączyli do nas również wielu aresztowanych bezpośrednio z dworca kolejowego. Do Mińska przywieziono ich pociągami z Zachodniej Białorusi i krajów bałtyckich. Poruszali się w kierunku południowo-wschodnim, najpierw ulicą Kastrycznicką, a następnie trasą współczesnego Prospektu Partizańskiego do szosy mohylewskiej” – wspominał były więzień Wołodarki, Konstantin Gierżydowicz. Zaczęli strzelać do więźniów na przedmieściach Mińska. Cała droga mohylewska była usłana trupami. Niemieckie samoloty przelatywały nad głowami więźniów, lecz ich nie ostrzeliwały.
Kolumna więźniów, prowadzona z Wołodarki (według wspomnień białoruskiego pisarza Masieja Siadniowa miała prawie 1 km długości, po pięć osób w rzędzie) dotarła do Czerwieni 26 czerwca 1941 r. Tam funkcjonariusze NKWD podzielili ludzi na kategorie. Kobiety i część mężczyzn (z łagodniejszymi wyrokami) oddzielono i pozostawiono na terenie miejscowego więzienia, a dwie grupy więźniów z „artykułami politycznymi” wywieziono na wschód. Jedna z nich (600–700 osób) została rozstrzelana przez żołnierzy NKWD na drodze, 3–4 km od Czerwieni. Tylko nieliczni przeżyli tę masakrę. Druga grupa (400 mężczyzn) została rozstrzelana w lesie. Uroczyska Cegielnia i Wysoki Stan stały się masowym grobem dla setek ludzi wielu narodowości. Oto, co pułkownik armii litewskiej, Juozas Tumas, pisał o egzekucji w Cegielni w swojej książce „Droga do Czerwieni”: „Około pierwszej w nocy strażnik otworzył drzwi i kazał nam opuścić pomieszczenie… Rozpoczęliśmy marsz w tej kolumnie śmierci… Z powodu upału i zmęczenia słabsi zaczęli zostawać w tyle, byli tacy, którzy w ogóle nie mogli iść. Zostali zabici dwoma strzałami z pistoletu w tył głowy”.
Wśród więźnów wyprowadzonych na „marsz śmierci” znajdowała się także Grażyna Lipińska. „Już i między nami krążą enkawudziści, podsłuchują, obserwują. Teraz chwytają wysokiego, o pysznym wojskowym wyglądzie Litwina (podobno pułkownika wojsk litewskich), wyciągają na bok. Słyszymy głośny rozkaz: «Łożyś!». I ostre dwa strzały. Za chwilę wyciągają nową ofiarę i znowu. Drętwiejemy jak pod mroźnym podmuchem, ścieśniamy nasze szeregi, kobiety zasłaniają mężczyzn. Rozlega się ostry protest Zuzi. Enkawudziści odciągają od niej Władka. Ona trzyma go mocno i odpycha ręce wrogów. «Nielzia – krzyczy. – Eto mój syn». «Proszę nie narażać siebie» – mówi spokojnie Władek. Delikatnie uwalnia się z uścisku Zuzi. «Powiedzcie mamie!» – słyszymy jego głos skierowany do nas. Wysuwam się z Zuzią na brzeg szosy. Władek jest tuż – zaledwie o 20 kroków od nas. Przy nim dwaj enkawudziści z wyciągniętymi nagantami. «Łożyś!» – wrzeszczą. Władek przyklękuje, żegnając się znakiem krzyża. Obalają go brutalnie i strzelają w tył głowy. Nazwiska jego nie znamy. Jak możemy zawiadomić matkę? Zawiadamiam wszystkie matki – Polki, Litwinki, Białorusinki, że w owe dni 24, 25, 26 czerwca 1941 r. na trakcie mohylewskim padło z rąk Moskwy tysiące bezbronnych ich synów i córek. Padli w znoju, w trudzie, głodni i spragnieni. Hańba tej zbrodni na wieczność zaciąży na historii Rosji” – pisała Lipińska.
Z kolei inna świadkini i uczestniczka tych wydarzeń, Joanna Stankiewicz-Januszczak, w swojej książce „Marsz śmierci. Ewakuacja więźniów z Mińska do Czerwieni 24–27 czerwca 1941 r.” pisała: „Wojna niemiecko-sowiecka zastała mnie w Mińsku. W więzieniu centralnym [przy ulicy Wołodarskiego – przyp. aut.] było kilka cel, w większości zajmowanych przez Polaków. Tak nadeszła ostatnia dekada czerwca 1941 r. Wojna się zbliżała. Nawet my, odizolowani od świata, mogliśmy to odczuć. 24 czerwca 1941 r. więźniowie usłyszeli gwizd bomb i eksplozje. Doszło do 12 nalotów na budynek więzienia. Nie było światła ani wody. W nocy z 24 na 25 czerwca przyszła milicja i wyrzuciła nas z cel. Wyrzucili wszystkich na ulicę. Wypędzili nas jak bydło. Miasto płonie. Straszny widok! Dym, wybuchy, strach przed konwojem. Strzelają do nas. Ci, którzy próbowali uciec, giną. Miasto niszczone jest bombami. Biegniemy, potykając się, przez ruiny. Ściana zniszczonego budynku wali się – wielu ginie pod jej gruzami. Konwój goni nas, krzycząc: «Biegnijmy, spieszmy się, nie zostawajmy w tyle». Komu brakuje sił – kula za to.
Po wielu miesiącach siedzenia tracę siły. Jesteśmy już za miastem. Podobno idziemy do Mohylewa. Biegniemy. A za nami słychać coraz bliższe strzały armatnie. Boże, to Niemcy. Musieliśmy przejść jakieś 20 km. Zdejmuję kalosze i idę dalej w samych skarpetkach. Konwój zostawia panią Leoncinę Barkowską na poboczu drogi, przekonaną, że daleko nie ucieknie. O dziwo, nie została postrzelona, jak to zwykle bywało z osłabionymi. Razem z Walią Żyro rozmawiamy z litewskimi pilotami. Obiecują dać nam papierosa na pierwszym postoju. Po chwili słyszymy strzały i widzimy, że ci Litwini zostali zabici. Wkrótce, na moich oczach, żołnierz strzela do osłabionego mężczyzny. Przerażony tym, co zobaczyłam, zakrywam twarz dłońmi. Strażnik, widząc mnie, powiedział: «Patrz, jaka delikatna Polka. Jeśli chcesz, możesz sobie tak odpocząć. Ona zwraca się do Boga, ale gdzie jest twój Bóg?». Na niebie są tylko niemieckie samoloty. (…) Słyszę strzał, od którego więzień, zwinięty w kłębek, pada w przydrożny kurz. Podobno kula trafiła w brzuch. Nikt, łącznie ze mną, nie śmie pochylić się nad ofiarą, żeby zasłonić jej oczy, bo strażnik stoi w pobliżu, gotowy do kolejnego strzału. (…) W końcu rano dotarliśmy do Czerwieni. Nie ma wody. Jest strasznie. Umieścili na dziedzińcu miejscowego więzienia. Mężczyzn oddzielono od kobiet. (…) Nasze pokaleczone nogi strasznie bolały. Samoloty brzęczały nad głowami. Późnym wieczorem przyjechał szef konwoju i wyjaśnił, kto jakie wyroki ma. Większość z nas powiedziała, że artykuł 120, czyli nielegalne przekroczenie granicy. Jednak niektórzy mężczyźni, zdezorientowani plikiem papierów w ręku szefa, mówili, że to ich prawdziwe dokumenty. Ci, którzy otrzymali surowszy wyrok, zostali wezwani do zebrania się w osobnej grupie przy płocie. (…) 27 czerwca, piątek. Mężczyzna powiedział nam, że jest brak zabezpieczeń, a brama otwarta. Nie wierzymy. Boimy się prowokacji. Okazuje się, że konwój zabrał mężczyzn, którzy zgromadzili się przy płocie, czyli tych, którzy otrzymali surowsze wyroki. Nie sądziliśmy, że doszło do masowego mordu. W rzeczywistości tych ludzi wypędzono 2,5 km do traktu Cegielnia i tam wszystkich rozstrzelano. (…) Naradzamy się z mężczyznami. Idziemy w stronę lasu. Nocujemy w kołchozie, który znajduje się przy drodze z Czerwieni do Borysowa. (…) Pod Pietrowiczami spotykamy Niemców. Są bardzo «życzliwi», robią nam zdjęcia, częstują jedzeniem. (…) Oszołomiona wolnością, zapominam, że ci sami Niemcy zamordowali mojego ojca 2 września 1939 r.”
Oto, jak ewakuację więźniów z Wołodarki wspominał Borys Rahulia, Białorusin pochodzący z wojewódstwa nowogródzkiego, skazany na śmierć w maju 1941 r. „za szpiegostwo na rzecz Niemiec, szerzenie propagandy antysowieckiej i przygotowywanie zbrojnego powstania na Białorusi”: „Rankiem 24 czerwca wszystkich więźniów wyprowadzono na dziedziniec więzienny, a następnie na ulice Mińska. Gdy tylko wyszliśmy na zewnątrz, zobaczyliśmy kolejną kolumnę. Zaprowadzono nas do miasta Czerwień, oddalonego o sześćdziesiąt kilometrów od Mińska. Nagle padł rozkaz odpoczynku. Słabych, chorych i starych odprowadzono na bok i rozstrzelano. Pozostałych popędzono dalej. W końcu zaprowadzono nas do więzienia w Czerwieni i ustawiono w szeregu na dziedzińcu. Przez megafon ogłoszono, że teraz wszyscy zostaną przebadani. Na dziedzińcu pospiesznie ustawiono stół, przy którym usiadło trzech czekistów. Wszyscy podchodzili do nich, podając swoje dane i artykuł kodeksu karnego. Nadeszła moja kolej. Wymyśliłem sobie nazwisko. Zapytali mnie, o co jestem oskarżony. Odpowiedziałem, że nie wiem. Że dostałem rozkaz wycięcia drzew, ale jestem chory i nie mogłem tego wykonać. Zostałem wysłany do więźniów, którzy nie byli tak dobrze strzeżeni. To byli więźniowie kryminalni. «Polityczni» stali nieopodal. O 23:00 zostali wyprowadzeni. Około północy rozległy się strzały z karabinów maszynowych. To NKWD rozprawiało się z oskarżonymi o szpiegostwo i działalność kontrrewolucyjną”.
W marcu 1940 r. Mikołaj Złocki został aresztowany w Grodnie za udział w organizacji kontrrewolucyjnej. Według jego wspomnień ewakuacja centrali mińskiej była bardzo pospieszna. Administracja nie miała dokładnych informacji o tym, kto i za co został aresztowany, więc wyprowadzano wszystkich po kolei. Na dziedzińcu funkcjonariusze NKWD próbowali dowiedzieć się, kto za co przebywał w więzieniu. Czekiści poszukiwali przede wszystkim oficerów Wojska Polskiego i Policji Państwowej. Mikołaj wyglądał na nastolatka, a gdy funkcjonariusz NKWD zapytał go o wiek, celowo podał inną datę urodzenia i powiedział, że został schwytany podczas przekraczania granicy ZSRR. To kłamstwo uratowało Złockiemu życie. Później wielu z tych, którzy razem z nim byli w więzieniu, zostało rozstrzelanych w pobliżu miasta Czerwień. W pamiętnikach Złockiego jest opisany ciekawy epizod. W celi, w której przebywał Złocki, znajdował się też informator NKWD. Pewnego razu zachorował, poprosił o wodę, ale nikt nie chciał mu jej przynieść. Wtedy jeden z polskich oficerów wstał i przyniósł mu wodę. Później ta szklanka wody uratowała oficerowi życie. Gdy kolumna więźniów dotarła do Czerwieni, informatorowi nakazano wskazać polskich oficerów i policjantów. Nie zadenuncjował mężczyzny, który dał mu pić.
W raporcie operacyjnym dowódcy 42 Brygady Konwojowej NKWD, podpułkownika Maksyma Waniukowa, dotyczącym ewakuacji więzień w stolicy BSRR, odnotowano: „W nocy z 24 na 25 czerwca 1941 r. konwój 226 pułku, liczący 170 osób, ewakuował więźniów ze wszystkich więzień w Mińsku przez Berezynę, aby kopali okopy. W drodze na Czerwień konwój wraz z kolumną więźniów został poddany silnemu bombardowaniu lotniczemu. Na rozkaz szefa wydziału więziennictwa NKWD BSRR, Jewhenija Stiepanowa, więźniów skazanych za przestępstwa kontrrewolucyjne rozstrzelano, a pozostałych zwolniono”. W precyzyjnej notatce szefa III oddziału NKWD 42 Brygady Konwojowej, podporucznika Komendy Głównej Bezpieczeństwa Państwowego Grigorija Kompanijca z 11 lipca 1941 r., podkreślono: „26 czerwca około 2000 więźniów zostało ewakuowanych z więzienia w Mińsku przez siły kompanii snajperskiej, ale w wyniku systematycznych ataków na kolumnę więźniów w pobliżu miasta Czerwień, w porozumieniu z administracją więzienną, rozstrzelano 209 więźniów politycznych, a więźniów aresztowanych za przestępstwa pospolite zwolniono”.
Można z całą pewnością stwierdzić, że liczba rozstrzelanych została celowo zaniżona przez NKWD. Ci, którzy przeżyli marsz śmierci, wspominali, że było ich około 6 tys. i że egzekucje rozpoczęto w stolicy BSRR. Jeden z mieszkańców przedwojennego Mińska, Aleksander Kowcewicz, który w 1941 r. miał 9 lat, był świadkiem czerwcowych wydarzeń. Po 24 czerwca wielu mieszkańców miasta nad Świsłoczą podjęło próbę ewakuacji. Rodzina Kоwcewiczów również opuściła miasto, ale 7 km od Czerwieni droga została odcięta przez wojska niemieckie, a ludzie zostali zmuszeni do powrotu. Okazało się, że mieszkanie, w którym mieszkali, zostało obrabowane. 28 czerwca Aleksander udał się do miasta w poszukiwaniu czegoś do jedzenia. Wraz ze swoim przyjacielem Uładzimirem weszli na teren więzienia przy ulicy Wołodarskiego. Brama wejściowa i drzwi do cel były otwarte. Chłopcy przeszukiwali pokój po pokoju w poszukiwaniu kuchni lub punktu żywnościowego. W pewnym momencie młodzi Mińszczanie zobaczyli drewniane półki, na których leżały ubrania. Były to mundury w kolorze musztardy, wysokie skórzane buty i spodnie. „W pobliżu leżały zegarki, woda kolońska i przybory toaletowe. Zabraliśmy ze sobą kilka zegarków. Dziś jestem pewien, że były to rzeczy oficerów polskich” – zanotował w swoich wspomnieniach Kowcewicz. Najwyraźniej rzeczy odebrane przedstawicielom polskiego kontyngentu pozostały w więzieniu, a ich właściciele wyruszyli w ostatnią podróż, która wkrótce przerodziła się w marsz śmierci.
Jedyne miejsce, gdzie rozstrzeliwano ludzi
Podczas okupacji Białorusi Niemcy wykorzystywali Zamek Piszczałowski zgodnie z jego przeznaczeniem. Niemiecka gazeta okupacyjna „Minsker Zeitung” tak pisała o więzieniu: „O szóstej rano wszystkie cele są dokładnie sprzątane. W więzieniu pracuje rosyjski lekarz, dwie pielęgniarki i trzy strażniczki dla więźniarek. Chorych tymczasowo zabiera się do szpitala miejskiego. Kiedy niemieckie władze przybyły do więzienia, nie znalazły tam żadnych dokumentów, żadnych ksiąg dotyczących utrzymania więźniów. Dziś, gdy ktoś trafia do więzienia, najpierw przechodzi szczegółową rejestrację. Raz w tygodniu więźniowie myją się w łaźni. Dzienna racja żywnościowa obejmuje 330 gramów chleba, zupę i kawę. Dwa razy w tygodniu można otrzymać paczki żywnościowe. Kuchnia dla więźniów jest obsługiwana przez cywilów. Dla personelu jest osobna kuchnia. Obok budynków gospodarczych założony jest mały ogródek warzywny. W więzieniu nie ma sal tortur, które istniały za czasów sowieckich w budynku administracji więziennej. W Wołodarce Niemcy przetrzymywali złapanych sowieckich i polskich partyzantów, a także członków bolszewickiego podziemia. To właśnie z centrali mińskiej wywieziono na egzekucję członków mińskiego podziemia: Cyryla Trusa, Władimira Szczerbacewicza i Marię Bruskinę”.
Po wyzwoleniu Mińska spod okupacji niemieckiej i zakończeniu II wojny światowej na Zamku Piszczałowskim rozpoczęły się zacięte starcia między rosyjskimi „autorytetami kryminalnymi” a polskimi złodziejami. Ci ostatni byli aktywnie wspierani przez automatczyków (złodziei – żołnierzy frontowych, którzy służyli w armii sowieckiej w czasie wojny) i innych suk. Procesy takie odbywały się w całym Związku Sowieckim. Konflikt, który pochłonął tysiące ofiar, przeszedł do historii kryminologii sowieckiej pod nazwą „wojny suk”. Za jej oficjalny początek uznaje się rok 1947, kiedy zniesiono karę śmierci i nie można było skazywać na więcej niż 25 lat za morderstwo, biorąc pod uwagę poprzedni wyrok. Oznacza to, że jeśli ktoś został już skazany na 25 lat, to niezależnie od tego, ile osób zabił, jego wyrok się nie zmieniał. Po śmierci Stalina przywrócono karę śmierci za poważne przestępstwa, ale wzajemne mordowanie się nie ustało, ponieważ rządząca elita kraju, która uważała, że świat przestępczy powinien się sam wykorzenić, nie była tym zainteresowana. Za koniec wojny suk przyjmuje się lata 1957–1958, ale jej echa słychać było jeszcze długo. Od 1953 r. Wołodarka była jedynym więzieniem na terenie sowieckiej Białorusi, w którym wykonywano karę śmierci – przez rozstrzelanie. W latach 60. otrzymała nową nazwę – Areszt Śledczy nr 1. Duże cele, mogące pomieścić do 80 osób, podzielono na wiele mniejszych. W okresie niepodległej Białorusi w Wołodarce nadal wykonywano wyroki śmierci. Od 1991 r. w centrali mińskiej zginęło około 400 osób.
Stare więzienie stopniowo niszczało, a kiedy w 2008 r. zawaliła się jedna z jego wież, wszystkich więźniów przeniesiono do budynków, które wzniesiono w pobliżu zamku w okresie powojennym. Podczas mojego pobytu w Wołodarce, w trakcie wyprowadzania „na spacer”, przechodziłem przez długi podziemny korytarz, po obu stronach znajdowały się stare cele (w jednej z nich kiedyś więziony był Jakub Kołas), oraz przez wieżę Zamku Piszczałowskiego. Więźniowie nazywali ten korytarz „łodzią podwodną”, ponieważ był stale zalewany wodami gruntowymi. Dziedzińce, po których chodziliśmy, znajdowały się pod wieżami zamku więziennego, a nad naszymi głowami rozciągała się metalowa siatka, na której leżały cegły, spadające z murów zamkowych. W jednej z wież zachowały się metalowe schody, choć wejście do nich było zamknięte. W okresie niepodległej Białorusi wielu osób, aresztowanych na podstawie spraw o podłożu politycznym, przeszło przez cele Wołodarki.
Podczas jednego z przesłuchań w marcu 2024 r. śledczy powiedział mi: „Pan, panie historyku, ma zaszczyt być jednym z ostatnich więźniów Wołodarki. Wkrótce Areszt Śledczy nr 1 zostanie przeniesiony w inne miejsce”. I rzeczywiście, tydzień później zostałem przeniesiony do więzienia nr 8 w Żodzinie, a na Wołodarce rozpoczęto rozładunek: więźniów przewożono do nowego aresztu śledczego w Koledyczach. W dniu transportu do więzienia nr 8 na dziedzińcu centrali mińskiej zebrało się wielu więźniów. Ci, którzy znajdowali się jeszcze w trybie śledztwa, tak jak ja, zostali przeniesieni do innych więzień, inni, którzy już usłyszeli wyrok, jechali do obozów. Gdy tylko zobaczyłem tłum więźniów w pobliżu starych wież Wołodarki, przypomniałem sobie straszny czerwiec 1941 r. Wtedy też setki więźniów formowały kolumny i maszerowały na wschód przy okrzykach żołnierzy wojsk wewnętrznych. Dzięki Bogu, nie podzieliłem ich tragicznego losu.
Ihar Melnikau - doktor historii. Zajmuje się okresem międzywojennym na terenie województw północno-wschodnich II RP, przedwojennej granicy polsko-radzieckiej na Białorusi, oraz służby Białorusinów w przedwojennym Wojsku Polskim. Autor 15 monografii historycznych. Laureat nagrody im. L. Sapehy w 2020 za zachowanie historycznej spuścizny Białorusi.
Inne artykuły Ihara Melnikau
Latem 2024 r. ostatni więźniowie zostali przeniesieni z centrali do Kolеdycz. Obecnie władze Mińska planują restaurację starego więzienia w centrum miasta. Zgodnie z planami odbudowy dawny zamek więzienny powinien zostać przekształcony w wielofunkcyjny kompleks z zapleczem gastronomicznym, miejscem na koncerty, imprezy masowe, parkingami i miejscami spacerowymi. Moim zdaniem, w budynku centrali powinno powstać muzeum represji. W różnych okresach swojego istnienia Wołodarka była świadkinią wielu cierpień. Teraz jej mury są cichym przypomnieniem trudnych kart białoruskiej historii. W tym też historii współczesnej.