Nasza strona używa ciasteczek do zapamiętania Twoich preferencji oraz do celów statystycznych. Korzystanie z naszego serwisu oznacza zgodę na ciasteczka i regulamin.
Pokaż więcej informacji »
Drogi czytelniku!
Zanim klikniesz „przejdź do serwisu” prosimy, żebyś zapoznał się z niniejszą informacją dotyczącą Twoich danych osobowych.
Klikając „przejdź do serwisu” lub zamykając okno przez kliknięcie w znaczek X, udzielasz zgody na przetwarzanie danych osobowych dotyczących Twojej aktywności w Internecie (np. identyfikatory urządzenia, adres IP) przez Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka Jeziorańskiego i Zaufanych Partnerów w celu dostosowania dostarczanych treści.
Portal Nowa Europa Wschodnia nie gromadzi danych osobowych innych za wyjątkiem adresu e-mail koniecznego do ewentualnego zalogowania się przy zakupie treści płatnych. Równocześnie dane dotyczące Twojej aktywności w Internecie wykorzystywane są do pomiaru wydajności Portalu z myślą o jego rozwoju.
Zgoda jest dobrowolna i możesz jej odmówić. Udzieloną zgodę możesz wycofać. Możesz żądać dostępu do Twoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia, ograniczenia przetwarzania, przeniesienia danych, wyrazić sprzeciw wobec ich przetwarzania i wnieść skargę do Prezesa U.O.D.O.
Korzystanie z Portalu bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza też zgodę na umieszczanie znaczników internetowych (cookies, itp.) na Twoich urządzeniach i odczytywanie ich (przechowywanie informacji na urządzeniu lub dostęp do nich) przez Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka Jeziorańskiego i Zaufanych Partnerów. Zgody tej możesz odmówić lub ją ograniczyć poprzez zmianę ustawień przeglądarki.
Międzymorze / 18.02.2026
Aleksandra Pyka
Gwizdy, śpiew i bunt. Słowacki folklor stał się ruchem antyrządowym
Folklor przez lata był wygodnym i potężnym narzędziem w rękach słowackiej władzy. Teraz stał się tarczą i mieczem w walce o wolność kultury. To historyczny paradoks: tradycyjna kultura, niegdyś instrumentalizowana przez reżimy do celów propagandy politycznej, dziś jest żywą platformą dla wyrażania krytyki i sprzeciwu wobec destrukcji państwowego systemu wsparcia sztuki. W obliczu działań Ministerstwa Kultury pod wodzą Martiny Šimkovičovej – nominatki nacjonalistycznej i prorosyjskiej Słowackiej Partii Narodowej – która szermuje hasłami „narodowy” i „tradycyjny”, to właśnie autentyczni strażnicy słowackiego dziedzictwa – folkloryści – powiedzieli „nie”. Ich sprzeciw to nie tylko walka o pieniądze, ale przede wszystkim o przetrwanie demokracji i eksperckich standardów w kulturze. Spontaniczne protest songi, performance i głośne gwizdy skierowane bezpośrednio w stronę ministry udowodniły, że tradycja odmówiła założenia propagandowego kostiumu.
(Shutterstock)
Posłuchaj słowa wstępnego szóstego wydania magazynu online!
Postać szefowej resortu, Martiny Šimkovičovej, od początku budziła niepokój – i to nie tylko w świecie kultury. Najpierw była prezenterką telewizji Markíza, z której wyrzucono ją w 2015 r. za antyimigranckie wpisy. Potem stała się twarzą prorosyjskiej internetowej telewizji Slovan, znanej z dezinformacji i teorii spiskowych.
Po przejęciu resortu powiedziała, że kultura narodu słowackiego „powinna być słowacka i żadna inna”. „Tolerujemy inne kultury narodowe, ale nasza kultura nie jest mieszanką innych kultur” – powiedziała. Trudno o bardziej spektakularny dowód ignorancji w kraju, którego współczesna tożsamość jest wypadkową setek lat przenikania się różnych wpływów i od wieków była współtworzona przez Węgrów, Czechów, Rusinów, Niemców czy Romów.
Destrukcja systemu wsparcia i odmowa posłuszeństwa
Protest słowackiego środowiska folklorystycznego rozwinął się na tle systemowego demontażu państwowych mechanizmów wsparcia kultury, realizowanego przez obecną koalicję rządzącą. Kluczowym celem ataku stał się Fundusz Wsparcia Sztuki (FPU), który przez dekadę funkcjonował w oparciu o ekspercką ocenę. Destrukcja rozpoczęła się od wprowadzenia do FPU nominatów ministry Šimkovičovej. Ich niekompetencja i celowe nieuczestniczenie w posiedzeniach rady doprowadziły do totalnego paraliżu funduszu. Bezprecedensowe opóźnienia w wypłatach dotacji, wynikające z blokady Rady FPU przez nominatów ministry, pogłębiły narastający chaos. Organizatorzy festiwali tradycyjnej kultury – od Šarišskich slávnosti piesní a tancov po Klenovską Rontoukę – publicznie mówili o „dewastacyjnym stanie” i „katastrofalnej nieprzewidywalności”. W efekcie wiele festiwali było zagrożonych, a niektóre zupełnie odwołano, jak festiwal dziecięcych zespołów folklorystycznych. Jednocześnie ministerstwo zwiększyło udział środków FPU na „priorytety ministerstwa”, próbując upolitycznić proces decyzyjny.
W tej atmosferze destrukcji koalicyjni politycy przodują w sztucznej miłości do tradycji. Niemal wszyscy mówią o patriotyzmie i pojawiają się publicznie w strojach ludowych – lub raczej w tym, co uważają za strój ludowy. W 2024 r. sporą dawkę krytyki od prawdziwych folklorystów zebrała ministra kultury Martina Šimkovičová, która na największym słowackim festiwalu muzyki ludowej Východná pojawiła się w czymś, co bardziej przypominało „składaka” niż tradycyjny strój ludowy. Elementy jej ubioru — na przykład fartuch z okolic Bratysławy, ale strój z Kopanic i Myjavy — zostały połączone z wywodzącymi się z Katalonii espadrylami na koturnie. Niektórzy wprost stwierdzili, że strój ministry to raczej cosplay zamówiony z internetu.
Jak ocenia ekspertka ds. marketingu, Simona Bubánová, kostiumy i folklor zawsze były przedmiotem politycznych i ideologicznych nadużyć, jednak dziś „walka o wyborców w sensie – zrobię i powiem wszystko, aby zadowolić ludzi – jest czymś powszechnym. Nie ma znaczenia, czy kłamię, czy wykorzystuję sytuację, liczy się tylko to, że zdobywam punkty polityczne”.
Wbrew insynuacjom ministry folkloryści nie wyszli na ulice dla kilku brakujących euro. Twórcy, w opozycji do tego politycznego teatru, walczą o to, by ich dziedzina nie stała się protegowaną w zamian za polityczną lojalność. Odrzucają tę logikę, bo podważa ona autentyczność ich pracy. Jak ujął to folklorysta Ondrej Druga, uzasadniając włączenie się w protesty obywatelskie: „Jako obywatele nie możemy biernie przyglądać się, jak kraj jest niebezpiecznie prowadzony w kierunku autokracji, zwłaszcza gdy władza posługuje się hasłami o narodowości, o których najwyraźniej niewiele wie".
Folklor odrzucił rolę biernego symbolu i stał się aktywnym głosem obywatelskim. Paradoks polega na tym, że środowisko, które w czasach komunizmu bywało wykorzystywane jako narzędzie propagandy, dziś właśnie za pomocą śpiewu i tańca propagandę rozbraja.
Nie boję się pana
Niezadowolenie folklorystów przeszło do aktywnego i symbolicznego sprzeciwu w przestrzeni publicznej, a odmowa współpracy zaczęła wiązać się z natychmiastowymi, realnymi konsekwencjami.
Twardym dowodem reakcji na polityczne naciski była decyzja zespołu folklorystycznego Urpín z Bańskiej Bystrzycy, który odmówił wystąpienia na rządowych obchodach rocznicy Słowackiego Powstania Narodowego (powstanie antyhitlerowskie i antyfaszystowskie z 1944 r.), organizowanych przez Ministerstwo Obrony. Dyrektor Urpínu, Peter Pohančaník, wyjaśnił, że decyzja wynikała z niechęci do bycia łączonym z polityką, zwłaszcza że w programie przewidziano wystąpienia przedstawicieli rządu.
Konsekwencje były natychmiastowe: po oficjalnym oświadczeniu o rezygnacji zespół otrzymał nieoczekiwany e-mail z informacją o anulowaniu ich planowanego występu na dużej wystawie rolniczej Agrokomplex w Nitrze. Chociaż oficjalnie przyczyny określono mianem „organizacyjnych”, Urpín nie ma wątpliwości, że jest to bezpośrednia kara za polityczny sprzeciw, ponieważ Agrokomplex to spółka Skarbu Państwa, podlegająca resortowi rolnictwa.
Ludowa piosenka Nebojím, nebojím sa pana („Nie boję się pana”) stała się nieformalnym hymnem sprzeciwu. Folklorystka Lucia Nogová napisała do jej melodii krytyczny tekst: Počujte, vážená Martina („Słuchaj, szanowna Martino”). W tekście zawarto apel o obronę różnorodności kultury, podkreślając, że: „Rozmaita, barwna, taka tu zawsze była, nie zmieni tego żadna zła wola".
Nogová tak wyjaśniła popularność tego utworu: „Piosenkę Nebojím sa pána wybraliśmy już na pierwszy happening przed siedzibą ministerstwa [...], ponieważ niesie dokładnie to przesłanie, które chcieliśmy przekazać. Że nie przestraszymy się kroków ministry kultury, nie damy się zastraszyć i nie poddamy się. [...] nawet we śnie by mi nie przyszło do głowy, że taki będzie odzew społeczeństwa – a już w ogóle nie to, że stanie się protest songiem także dla niefolklorystów i ludzi, którzy folkloru wprost nie lubią”.
Kulminacyjnym punktem sprzeciwu było dwukrotne głośne wygwizdanie i wybuczenie ministry kultury podczas 70. edycji największego festiwalu folklorystycznego na Słowacji – festiwalu Východná. Nogová opisała tę spontaniczną reakcję: „Takich gwizdów w Východnej jeszcze nie przeżyłam i – szczerze mówiąc – chyba się nie spodziewałam. To było spontaniczne, zaczęło się od razu po wejściu ministry do amfiteatru, następnie były długie gwizdy także po jej przywitaniu przez prowadzącego. Miałam ciarki i czułam dumę z naszej folklorystycznej bańki”. W momencie gwizdów Nogová spontanicznie zaintonowała protest song, a widzowie szybko się przyłączyli.
Ministerstwo dyskredytacji i triumf społeczeństwa obywatelskiego
Reakcja ministry Šimkovičovej na incydent była próbą politycznego odwrócenia kota ogonem i zdyskredytowania protestujących. Napisała ona w mediach społecznościowych: „Pomimo tego, że kilku zorganizowanych aktywistów chciało nam ponownie zepsuć ten piękny wieczór, dzisiaj bardzo dobrze się bawiliśmy – podczas wspaniałego występu Lúčnicy na festiwalu folklorystycznym Východná. Lúčnica ponownie powraca do swoich korzeni, tradycji, do tego, dlaczego wszyscy kochamy słowacki folklor”.
Owa uwaga o rzekomym „powrocie do korzeni” słynnego profesjonalnego zespołu folklorystycznego Lúčnica wprowadziła konsternację w środowisku, gdyż program zespołu od lat opiera się na tradycyjnej różnorodności słowackiego folkloru. Ministra, próbując pomniejszyć skalę sprzeciwu do działania „kilku zorganizowanych aktywistów”, jednocześnie użyła pustej, nacjonalistycznej retoryki, która nie miała odzwierciedlenia w faktach dotyczących działalności artystycznej. Podobnie jak rok wcześniej zakładając swój „cosplay”, Šimkovičova ponownie się zdyskredytowała i pokazała, że o kulturze, w tym ludowej, nie wie nic.
Działania słowackich folklorystów dowiodły, że tradycyjna kultura odzyskała swoją autentyczność. Ich walka przeciwko paraliżowi FPU jest walką o cały ekosystem kultury.
Ich zasługi doceniono także poza środowiskiem: za stworzenie i rozpowszechnienie pieśni Počujte, vážená Martina, Lucia Nogová i Mária Brádska odebrały Cenę Eleny Lackovej podczas Międzynarodowego Festiwalu Dokumentarnych Filmów Jeden Świat. Nagroda ta podkreśla siłę sztuki w zmienianiu społeczeństwa na lepsze i otwieraniu przestrzeni dla zaangażowania obywatelskiego.
Jak ujęła to artystka i członkini jury, Emília Rigová (znana jako Bari Raklori): „Ta przemiana pieśni ludowej w wezwanie obywatelskie stanowi silny moment oporu kulturowego w czasie, gdy folklor jest politycznie nadużywany. Piosenka zmieniła się w ostrą i celną wiadomość skierowaną do władzy, bez potrzeby użycia transparentu. Obie interpretacje pokazują, że głos tradycji może być jednocześnie aktualny, feministyczny i polityczny. Nagroda należy się głosowi, który się nie boi – ani pana, ani ministry reprezentującej destrukcyjną władzę rządową”.
Jak podsumowała inicjatorka protestu, Lucia Nogová: „Chodzi o to, aby system funkcjonował demokratycznie, a o sztuce decydowali eksperci, a nie politycy”.
Tym samym działania te udowodniły, że tradycyjna kultura, która w przeszłości bywała wykorzystywana do propagandy politycznej, stała się teraz żywą platformą dla wyrażania krytyki i sprzeciwu wobec destrukcji państwowego systemu wsparcia sztuki. Pieśń, której kiedyś kazano śpiewać ku chwale reżimu, dziś wybrzmiewa przeciwko politycznemu zawłaszczaniu kultury.
Aleksandra Pyka - absolwentka słowacystyki Uniwersytetu Śląskiego, tłumaczka języka słowackiego, ekspertka ds. Słowacji. Autorka bloga Słowacystyka, na którym przybliża Polakom ich bliskiego, a jednocześnie dalekiego sąsiada. Regularnie publikuje na portalu Krytyka Polityczna.
Strój ludowy znów znaczy to, co powinien: wspólnotę, nie propagandę. A festiwal Východná pokazał, że jeśli ktoś próbuje zadekretować, czym ma być „prawdziwa słowacka kultura”, to środowisko, które naprawdę ją tworzy, nie zawaha się zaprotestować.
Słowacki folklor ma korzenie mocniejsze, niż myśleli politycy. A kiedy ktoś próbuje go wykorzystać, żeby wdrażać ideologiczne wizje oderwane od rzeczywistości, pieśń ludowa potrafi zabrzmieć jak najgłośniejszy sprzeciw.