Nowa Europa Wschodnia (logo/link)
Międzymorze / 22.02.2026
Witold Jurasz

Jak wygląda dziś życie na Białorusi? "To było dla mnie największym szokiem"

Nasi sąsiedzi. Budzą ciekawość, czasem fascynują, czasem przerażają. Łączy nas przeszłość, bywa że bardzo trudna. Łączy także teraźniejszość: wspólne sukcesy, podobne problemy. Patrzymy na siebie każdego dnia. A ile o sobie naprawdę wiemy? Co sądzą o Polakach Rosjanie z Królewca, Litwini, Białorusini, Ukraińcy, Słowacy, Czesi i Niemcy? Z jakiego powodu niektórzy z nich coraz liczniej przyjeżdżają do Polski? Czego nam zazdroszczą, a co ich w nas śmieszy? Jak nam się żyje obok siebie?
Foto tytułowe
Fragment okładki książki "Z widokiem na Polskę. Sąsiedzi, kciuk Stalina, czeski dług i KGB"



Posłuchaj słowa wstępnego szóstego wydania magazynu online!



Fragment rozdziału „Wytłumacz to KGB” z książki Z widokiem na Polskę. Sąsiedzi, kciuk Stalina, czeski dług i KGB.



Jak wygląda codzienne życie Białorusinów? Tamara, Paweł, Igor i Maksim odpowiadają mi zdziwionym spojrzeniem i mówią, że ludzie żyją zwyczajnie. Tamara dodaje, że młodzi ludzie oczywiście będą się bawić w każdych okolicznościach, bo takie jest prawo wieku. Będą się wygłupiać i chodzić na imprezy.
Pobierz magazyn ZA DARMO
Magazyn Nowa Europa Wschodnia Online
jest bezpłatny.

Zachęcamy do wsparcia nas na Patronite


– Ale panuje też poczucie beznadziei. Tu nie chodzi tylko o kwestie wolności czy też praw politycznych, ale o poczucie, że nie możesz nic osiągnąć. To jest troszkę tak, jak u was w latach osiemdziesiątych, chociaż my porównujemy to częściej do epoki breżniewowskiej. To znaczy, masz to, co masz, i nie będziesz mieć nic więcej.

Z tą ostatnią opinią nie do końca zgadza się Paweł, który ocenia, że masowa emigracja spowodowała, iż paradoksalnie dla ludzi zamożnych otworzyło się dużo możliwości.

– Ja na przykład kupiłem dwie firmy, które sprzedawali ludzie emigrujący z Białorusi – mówi Paweł.

O wyprzedaży majątku opowiada też Igor, według którego wyjechało ponad 80 procent jego znajomych z branży. Pierwsza fala po spacyfikowaniu demonstracji opozycji w 2020 roku i druga – po wybuchu wojny. Wszyscy sprzedawali na przykład mieszkania.

Zapytany o codzienne życie na Białorusi Maksim stwierdza, że jest już tyle lat na emigracji, iż nie jest przekonany, czy jeszcze wie cokolwiek o własnej ojczyźnie.

– To jest zresztą chyba nasz największy problem. Kiedyś napisałeś dość ironicznie o nas jako o „rządzie londyńskim”. I tak to niestety chyba jest. Nie mamy już dzisiaj nie tylko żadnego wpływu na to, co się dzieje na Białorusi, ale przede wszystkim nie wiemy, co tam się dzieje. To znaczy znamy fakty, nominacje, obserwujemy przetasowania kadrowe, ale nie czujemy sytuacji. Z tego, co słyszę od znajomych, ludzie uciekają w życie prywatne. Każdy, kogo stać, jeździ sobie na wycieczki krajoznawcze. Ludzie chodzą na spacery, częściej odwiedzają muzea. Modny stał się sport, zajęcia z tańca, joga. No wszystko, rozumiesz, co nie jest podejrzane.

Słowa Pawła potwierdza Tamara.

– To jest dość popularny sposób demonstrowania białoruskiego patriotyzmu. Niby nic, ale demonstrujesz w ten sposób przywiązanie do swojego kraju. Powstał też bardzo specyficzny język: słowa klucze, przy pomocy których podkreślasz swoją białoruskość – tłumaczy Tamara.

O tym, że coraz więcej ludzi zaczyna się uczyć białoruskiego, mówi również Paweł, którego żona opanowała białoruski do perfekcji. Równocześnie jednak to wszystko jest działaniem indywidualnym, oddolnym.

– Na pewno nie ma na Białorusi czegoś takiego, co wy mieliście w Polsce w latach osiemdziesiątych, czyli oparcia w Kościele. Cerkiew prawosławna jest nie tylko lojalna wobec reżimu, ale chyba też lojalna w stosunku do Rosji. Nieco inaczej wygląda sytuacja Kościoła katolickiego, który jednak trzyma się z dala od polityki. Nie ma zresztą innego wyjścia, jest mniejszościowy i jeżeli tylko się zaangażuje w politykę, to przestanie istnieć.

Igor stwierdza, że być może coś takiego jak wzrost popularności języka białoruskiego rzeczywiście ma miejsce, ale gdyby on miał opowiedzieć o swoim środowisku, to raczej byłaby to opowieść o braku zainteresowania czymkolwiek poza życiem prywatnym.

– Dla mnie największym szokiem było to, jak łatwo jest człowiekowi odebrać wszystko, co ma – mówi Igor. – Tym zresztą różniły się represje z 2020 roku od tych poprzednich. One po prostu stały się powszechne. Wiem, że może sam powinienem się bardziej interesować życiem publicznym, ale mam jedno życie i chcę je przeżyć w miarę sensownie, dlatego unikam jakiejkolwiek aktywności. Nic dobrego zresztą z tego całego demonstrowania nie wyszło. Ludzie chcą po prostu żyć.

Pytam moich rozmówców o życie kulturalne na Białorusi. Wszyscy zgodnie twierdzą, że nie ma niczego, co nie byłoby sprawdzane przez KGB: działalność artystyczna czy jakakolwiek niszowa aktywność. Paweł, który ma w strukturach reżimu wielu znajomych, zauważa:

– Nawet ludzie na stanowiskach dziwią się, do jakiego stopnia władze oszalały. Był taki moment, że nawet organizacje kobiece czy broniące praw zwierząt były sprawdzane pod kątem prawomyślności. A ty mnie pytasz o jakieś offowe teatry. Daj spokój!
REKLAMA

Premiera już 25 lutego
Okładka książki "Z widokiem na Polskę. Sąsiedzi, kciuk Stalina, czeski dług i KGB"
Dziennikarze Onetu Magdalena Rigamonti, Monika Waluś, Katarzyna Barczyk-Sikora, Diana Wawrzusiszyn, Alicja Staszak, Witold Jurasz, Marcin Terlik i Tomasz Mateusiak postanowili poszukać odpowiedzi na te i wiele innych pytań, wyruszając na spotkania z naszymi sąsiadami. Zabierają nas w podróż po pograniczach – a tak naprawdę w głąb ludzkich wspomnień, tęsknot i marzeń. Opowiadają historie prawdziwe, poruszające i skłaniające do refleksji. Historie o życiu z widokiem na Polskę.

Zdaniem Tamary na Białorusi tak naprawdę były łącznie cztery lata czegoś na kształt demokracji. Był to zresztą według niej „bardziej chaos niż demokracja w zachodnim znaczeniu tego słowa”.

– My jesteśmy po prostu Związkiem Radzieckim. A jak jesteś Związkiem Radzieckim, to dla wielu ludzi emigracja wewnętrzna jest stanem naturalnym – tłumaczy.

Paweł dodaje, że Białoruś to, owszem, ZSRR, ale z prywatnym kapitałem, bo jednak przedsiębiorców prywatnych na Białorusi są tysiące.

– A multimilionerów?
– Setki, jeśli nie tysiące.
Ciekawi mnie opinia moich rozmówców, czy przedsiębiorcy mogą być siłą, która jest w stanie zmienić Białoruś. Paweł na takie pytanie przecząco kiwa głową i stwierdza, że ci, którzy mogliby być zagrożeniem dla reżimu, dawno już wyjechali.

Z powyższą uwagą zgadza się Maksim. Jego zdaniem odkryciem, które poczynili białoruscy biznesmeni, jest to, że zupełnie swobodnie można funkcjonować w obiegu gospodarczym pomiędzy Białorusią, Rosją, Chinami, Turcją i Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi. Przecież przelewy zawsze możesz zrobić przez bank w Dubaju. Na wakacje możesz polecieć na Bali albo do Turcji. Samochód możesz kupić chiński.

Pytam przy okazji o białoruską motoryzację. Paweł stwierdza, że Białoruś w coraz większym stopniu upodabnia się do Rosji, gdzie salony samochodowe zachodnich marek zostały zastąpione przez salony samochodowe chińskich marek.

– Dwadzieścia lat temu to byłaby rzecz smutna, bo oznaczałaby jeżdżenie tanimi podróbkami. Ale teraz Chińczycy produkują już naprawdę luksusowe auta. Zresztą Lexusa też przecież możesz u nas kupić.

A gdzie wolność?

– W tym, że masz paszport i połączenie ze światem, jeśli nie bezpośrednio, to przez Dubaj albo Stambuł – mówi Paweł.