Nowa Europa Wschodnia (logo/link)
Ukraina / 25.02.2026
Anna Jawdosiuk-Małek

Co czytać w ciemnych czasach? O wojennej literaturze ukraińskiej w polskich przekładach

Co robić w ciemnych czasach długiej wojny? Czytać. Nie po to, by uciec od rzeczywistości, lecz by ją unieść. Wojenna literatura ukraińska – pisana przez żołnierki, żołnierzy, reporterki i poetów – nie daje prostych odpowiedzi ani pocieszenia na skróty. Daje coś ważniejszego: język dla bólu, wyobraźnię dla nadziei i światło, które nie oślepia, ale pozwala przetrwać.
Foto tytułowe
(Źródło: Narodowe Muzeum Sztuki Dekoracyjnej Ukrainy/Facebook)



Posłuchaj słowa wstępnego szóstego wydania magazynu online!



Co robić w ciemny i zły czas długiej wojny? Czytać. Czytać baśnie i literaturę w ogóle. John Ronald Reuel Tolkien obstawał przy stanowisku, by nie zawężać baśni do literatury dziecięcej, by jej nie infantylizować. W eseju O baśniach wyznacza trzy główne zadania baśniowej opowieści, które można przenieść na literaturę w ogóle, ponieważ dziś bardziej niż kiedykolwiek potrzebujemy cudu, bezpieczeństwa i pocieszenia. Zdaniem twórcy Śródziemia baśń pozwala zarówno pisarzowi, jak i czytelnikowi przełamać rutynę oraz zakwestionować szablony myślenia o człowieku i świecie. To właśnie robi wojenna literatura ukraińska – pokazuje ścieżki wyjścia poza realność, która obecnie stała się przecież nie do zniesienia i nie do przyjęcia. Według Tolkiena baśń (i literatura w ogóle) przynosi ratunek i poczucie wolności tam, gdzie czujemy się zniewoleni światem materialnym i obawą przed śmiercią. Ponieważ śmierć nie jest końcem, zamknięciem historii, ale zaledwie jej etapem. Co najistotniejsze, baśń i wszystkie przywołane poniżej tytuły przynoszą nie pouczenie, ale pocieszenie.

Zapraszam na spotkanie z literaturą ukraińską, która w obliczu czterech lat wojny szuka wyjścia z piekielnego kręgu, tropi sens bycia i wypatruje pocieszenia w tych ciemnych i złych czasach. Autorki i autorzy – z których wielu jest czynnymi żołnierkami i żołnierzami – odnajdują w pisarstwie bezpieczną przystań. W tej twórczości oferują swoim rodakom, wbrew wojnie i pomimo niej, pocieszenie i ukojenie. Dzięki doskonałym tłumaczkom i tłumaczom również my możemy skorzystać z tego „światła ze wschodu”.


Kotek, Kogutek i stara Szafa – czyli o tym, że Ukraińcy czekają na wiosnę


Hans Christian Andersen pierwotnie tworzył swoje baśnie z myślą o dorosłych. Pisał, by dodać otuchy w ciemny i zły czas długiej zimy. Z kolei Clive Staples Lewis wymyślił Narnię jako bezpieczną przystań w niepewnym świecie okresu drugiej wojny światowej. Ołeksandr Myched jest pisarzem, kulturoznawcą i żołnierzem, autorem dobrze znanych w Polsce książek: socjologicznej Zmieszam twoją krew z węglem i kronikarskiej Kryptonim dla Hioba. W pozycji, którą chciałabym tutaj wyeksponować – Kotku, Kogutku, Szafce – wykorzystał stylizację baśni, by opowiedzieć o wydarzeniach pierwszych dni pełnoskalowej wojny, dobach długiej, niekończącej się zimy. Bajkowa forma wypowiedzi pomaga autorowi skryć blizny powstałe po wtargnięciu do jego domu, ojczyzny żołnierzy ze złowieszczymi literami V i Z na uniformach. Trzeba włączać wyobraźnię tam, gdzie rzeczywistość nie mieści się w żadnych wyobrażeniach. Akcja toczy się w zielonym miasteczku Borodzianka pod Kijowem. Świata Lizy i Soni strzegą figlarny Kotek, gliniana figurka Kogutka i drewniana Szafka, wykonana dawno temu, tuż po zakończeniu innej wojny, przez młodego wówczas męża Lizy – Petra. Zarówno żywy kot, jak i gliniana figurka oraz stary mebel są rozbitkami, pochodzącymi z realnego świata: dwóch mieszkań z Borodzianki, zniszczonych doszczętnie po ostrzałach rosyjskich.

Wszystko, co najgorsze, pojawia się w najciemniejszą noc i zagarnia przeszłość, znane reguły codzienności, ciepły dom i nadzieję na przyszłość. „Wojna nigdy nie przychodzi na krótko” – mówi babcia Liza, dziecko Wielkiej Wojny, swojej wnuczce Soni, dziecku, które wojny jeszcze nie zna. Czas się zatrzymuje, życie łamie, ale pod okupacją i ostrzałem niektórzy ludzie budzą się z letargu, stają się lepsi i silniejsi niż kiedykolwiek wcześniej. Ostatecznie zło ustępuje nadziei, a zima – wiośnie. Wraca śmiech i zaczyna się nowe życie. Gerda ocala Kaja, Aslan wraca do Narnii, a w ukraińskiej baśni Ukraina wygrywa wojnę. Reszta w opowieści Mycheda pozostaje poza kadrem.


Kot i jego człowiek


W obiektywie twórczości poetyckiej Maksyma Krywcowa Dalego znalazło się pytanie:
czym jest wojna?
„Kiedy mnie zapytają, / czym jest wojna, / odpowiem: / imionami” – jak np. rudy Roman „Reks”, fotograf Locha „Jagoda”, strzelec Kola „Kora”.

W innym utworze wybrzmiewają słowa:
Połyka mnie wieloryb smutku,
jestem tu
jak Jonasz
i nie mogę się wydostać
już sześć lat,
chociaż to trwa zawsze,
wojny się nie kończą,
kończą się ludzie (...).

Połączenie komizmu i tragizmu w zapiskach Dalego – „Witamy wszystkich w najstraszniejszym talk-show Wojna / na kanale Zapomnienie (...)”, pojednanie piękna z brzydotą: „(...) moje ręce oderwane / wyrosną fiołkami na wiosnę(...)” – stają się formą przystosowania do zdeformowanej rzeczywistości, sposobem na obłaskawienie strachu i trwogi. Groteska zmienia się w drogę, którą autor-żołnierz stara się dojść do czytelnika-cywila. Znajduje się na niej kilka punktów orientacyjnych. Dali rozstawia je w wierszach, by się nie zgubić, nie stracić kierunku, zachować życie i zdrowe zmysły. Jest rudy kot o zielonych oczach – najbliższy przyjaciel. Fiołki obiecują wiosnę i życie. Sierpniowe dojrzałe jabłka to dowód na to, że dzieciństwo istniało i istniał świat bez wojny. Miętą naciera się ręce, żeby pozbyć się smrodu zabijania. I jeszcze słoneczniki, morze dojrzałych słoneczników, w których można się schować przed rzeczywistością. Krywcow miał trzydzieści trzy lata; poległ w pierwszy dzień świąt Bożego Narodzenia. Był utalentowanym poetą, wykwalifikowanym żołnierzem, miał poczucie humoru. W jego twórczości jest odczuwalna zjadliwa ironia względem bezsensu wojny i dystans wobec śmierci. Ołeksandr Myched i Kotek z Borodzianki żyją, Maksym Krywcow zginął ze swym rudym kotem Darwinem. Na cześć poety jego imieniem nazwano nową odmianę fiołków; absurd wojny… przyjmujemy jako coś oczywistego. Nie można chyba inaczej, bo przecież ta kostucha nie ma nic z kobiety…, ani z mężczyzny.


Jej wojna, jego wojna


Jej wojna Jewhenii Podobnej i jego wojna – Łowcy szczęścia Wałerija Puzika – to wzruszające, subtelne i bolesne opowiadania o kobietach i mężczyznach przeżywających swoje życie na froncie, na tyłach; opowieści o ludziach powracających na terytoria wolne od okupanta. Autorzy nie szukają tu metafory, widowiska, nie wyolbrzymiają trudnych przeżyć, unikają fantazji, wolą lakoniczność. Jewhenija Podobna – korespondentka wojenna, scenarzystka – dokumentuje świadectwa o ludobójstwie w Buczy i okupacji Czarnobylskiej Strefy Wykluczenia. Wałerij Puzik jest malarzem, pisarzem, w tym autorem literatury dziecięcej, reżyserem i żołnierzem. (Jak lekko pisać „jest”, a nie „był”.) Swoich Łowców zadedykował Maksymowi Krywcowowi. Jeden z bohaterów Puzika – łowca szczęścia – mówi, że wojna wszystko upraszcza, wyrównuje, szczęście jest takie proste. To kawa, odgłos kroków ukochanej na skrzypiącej podłodze, jej uśmiech, bycie razem. Bohaterka Podobnej – Anastasija Błyszczyk, która straciła narzeczonego pod Charkowem – mówi tak: „Bardzo chcę żyć, tak, chcę być szczęśliwa. Póki co jeszcze mi nie wychodzi, ale krok po kroku uczę się żyć od nowa. Zainicjowałam zmianę nazwy kijowskiej ulicy, by upamiętnić Saszę, i teraz Żołędziowa to ulica Ołeksandra Machowa”. Żołnierka Wiktoria Hołowina, której ciało zostało okaleczone i poparzone po nalocie rakietowym na Winnicę z 14 lipca 2022 roku, podkreśliła: „Jeżeli chcielibyście komuś pomóc, należy to robić nie z litości, tylko z miłości”. Zapytałam autorkę przekładu, Kasię Gach, jak sobie poradziła z tym materiałem. Odpowiedziała: „Tłumaczyłam i płakałam. Dałam sobie radę tylko dzięki obecności malutkiej córeczki”.

Porównanie tych dwóch pozycji książkowych, pisanych z perspektywy mężczyzny i kobiety, prowadzi do ciekawego spostrzeżenia. W relacji kobiecej to bohaterki odnajdują w sobie ogromną siłę fizyczną i duchową, wytrwałość oraz odporność na makabryczne wydarzenia. Z kolei z perspektywy męskiej wyłania się dążenie do wyławiania z wojennej, brudnej codzienności drobnostek, których można się uchwycić, żeby przeżyć: sztuki, malarstwa, pisania, parzenia dobrej kawy, czułości dla rodziny czy wdzięczności wobec zwierząt.


A wiosna wydawała się wczesna, ciepła. Jakby nic się nie stało


Serhij Żadan, jeden z najbardziej rozpoznawalnych w Polsce ukraińskich pisarzy, w swoim najnowszym zbiorze opowieści-miniatur rozrysowuje arabeskowy ornament ludzkich losów. Na przykład Diny i Anny, które spotykają się w cerkwi przy trumnie mężczyzny. Mierzą się wzrokiem, trwa ciche starcie, choć walczyć już nie ma o kogo. Albo młodej żołnierki, której spóźnia się miesiączka.
Leży w ciemności i nie myśli o tych kilku miesiącach, o tych kilku spotkaniach, o obcych mieszkaniach, zimnych pokojach hotelowych, o okrucieństwie, o wierze, (...) o tym niebezpiecznym seksie i w ogóle – o całej tej bezbronności, podatności na zranienie, które pojawiły się w życiu razem z nim.

Czy starego nauczyciela, pilnującego:
dobra narodowego i szkoły, do której nikt nie uczęszcza. Na niewielkiej scenie stały obok siebie dwa fortepiany. Ciężkie, ciemne, podobne do rannych zwierząt.
– Uszkodzone jeszcze w marcu – powiedział Pawło Iwanycz – kiedy przyleciało pierwszy raz. Całą wiosnę okładałem kocami, żeby chociaż jakoś…
(...) – Trzeba je naprawić – powiedział.
– No, my fortepianów nie naprawiamy.
(...) – A kto naprawia?
– Teraz? Nikt.
– No, jak to? – zakłopotał się Pawło Iwanycz.
– W całym mieście nie ma nikogo?
– Nikogo. Dawno pan był w mieście?
– Dawno.
Opisuje też losy Serhija Stanisławowycza – chłopaka próbującego ułożyć sobie życie po utracie wzroku w wyniku wypadków wojennych. W Arabeskach Żadana czuć cały czteroletni bagaż zmęczenia wydarzeniami, nagromadzonej pustki, strat. Opowieści są oszczędne, słowa – lapidarne, emocje – przygłuszone. Jeśli wrócimy do dzienników charkowskiego pisarza z lutego/marca 2022 roku, zatytułowanych Nad miastem powiewają nasze flagi (opublikowanych w antologii Wojna 2022), zrozumiemy, jaką drogę przeszli Ukraińcy w tej wojnie na wyniszczenie. Od euforycznej wiary w wygraną do swoistej apatii, wyciszenia emocji i próby przetrwania, bo innego wyjścia nie ma. Od rozproszenia i dezintegracji narodowej do jedności i wspólnoty opartej na cierpieniu.

W Arabeskach Żadan snuje ciepłą i nostalgiczną opowieść również o mieście, którego stał się twarzą. W dzisiejszym Charkowie (przed wojną półtoramilionowym) tory tramwajowe zarosły trawą, arterie miejskie stały się puste i delikatne. Wikipedia nie nadąża z aktualizacją informacji o nieistniejących budowlach, zabytkach, znikających dzielnicach. Żadan pisze też o znikającym czasie, który stał się umowny, zepsuł się i nikt nie spieszy, by go naprawiać. Na cyferblacie została już tylko duża wskazówka, życie złamało się. „Czas jest wtedy, kiedy oddychasz. Póki masz czym oddychać, póty jest czas” – pisze autor-żołnierz.


Każde „Jak się masz?” w Ukrainie znaczy „Kocham cię”


Czas w dzisiejszej Ukrainie liczy się od 4.30 rano 24 lutego 2022 roku. „Wszystko, co było wcześniej – odległa bajka. Wszystko, co przed nami – niewiadoma” – odnotowuje Ołena Pawłowa, autorka dzienników pierwszych dni wojny, opublikowanych w antologii Wojna 2022, wydanej przez Centrum Mieroszewskiego z myślą o polskim czytelniku na początku pełnoskalowej wojny Rosji przeciwko Ukrainie. Znajdziemy tam wspomnienia, dzienniki spisywane na gorąco, z niedowierzaniem, że stało się(!), eseje, wiersze, wypowiedzi przepełnione zdziwieniem, opisujące nieprzystosowanie do nowej rzeczywistości, nasycone wiarą, że to na krótko, że blisko zwycięstwo. Antologia zawiera kilka najnowszych wierszy Liny Kostenko w tłumaczeniu Adama Pomorskiego. Kostenko to nestorka, patriarchini w literaturze ukraińskiej, rocznik 1930. Mieszka w Kijowie, pomimo wojny nie opuściła kraju.


***


Dosyć oracji i ersatzów racji,
grozy dzień w dzień bez cudu i legendy.
Dosyć dialogu mam cywilizacji,
bomb, które służą w nim za argumenty.
Elity, co o władzę się kramarzy
w świecie globalnym, ale nie człowieczym.
Dość mam wszystkiego. Grecja mi się marzy,
co jeszcze słowem walczyła i mieczem.
6 maja 2022



Puszka Pandory


Po czterech latach od pierwszej publikacji Wydawnictwo Mieroszewskiego wypuszcza w świat książkę brzemienną wydarzeniami całego okresu wojennego. Robaków rozgryzać nie wolno – pozycja reporterska autorstwa Tetiany Kolesnyczenko ze zdjęciami Macieja Stanika – to opowieść o pamięci, stracie, napięciu, zmęczeniu i próbach zachowania sprawczości w sytuacjach granicznych. Autorzy unikają prostych diagnoz i jednoznacznych ocen, skupiając się na tym, co fragmentaryczne, kruche i trudne do nazwania. Tekst i zdjęcia są tu równorzędnymi elementami narracji, wspólną opowieścią, w której obraz i słowo wzajemnie się dopełniają. Kolesnyczenko porusza w swym materiale niewyobrażalnie bolesne tematy, m.in. gwałtu wojennego na starszych już paniach i związanej z tym traumy, wstydu i poczuciu głębokiej niesprawiedliwości, który zostanie z kobietami na zawsze. Reportażystka notuje historię pani Ludmyły:
W głębi serca wierzy też, że Rosjanie nie zrobią jej krzywdy. Jest przecież tylko kruchą jak porcelana staruszką. Niecały metr pięćdziesiąt. Z dawnej urody zostały tylko piwne oczy o przenikliwym spojrzeniu.

Możliwość powiedzenia o swojej tragedii, podzielenia się nią z innymi, bycia wysłuchaną – to element terapii, wracania do siebie, jakaś forma oddania sprawiedliwości okaleczonej.

Dziennikarka oddaje również głos ukraińskim jeńcom wojennym powracającym z rosyjskiej niewoli. Wyświetla warunki, w jakich przebywali: poniżanie, tortury, ból ciała, głód, obłęd głodowy, a później wstyd za zwierzęcy instynkt, który włączał się z ciągłego braku jedzenia.
Wracają 20–30 kilogramów mniejsi, ale bywają przypadki skrajnego zagłodzenia. Są chłopaki, którzy tracą 60–70 kg wagi, wyglądają jak ze zdjęć z obozów koncentracyjnych. Do tego zaniki mięśni, niewydolność organów wewnętrznych, rany gnijące nóg zagrożone amputacją. O traumach psychicznych nawet nie wspominam.

Autorka zastanawia się też nad zasadami etyki zawodu, jakie powinna stosować dziennikarka wojenna, rozważa, czy możliwa jest separacja pomiędzy pisaniem a współodczuwaniem:
Gdy przygotowujesz reportaż, głęboko zanurzasz się w uczucia bohatera. (...) Jego historia bardzo mnie dotyka, ale gdy kończę reportaż, odpuszczam ją. Bo nosić w sobie – zgwałconą dziewczynę, żołnierza, który stracił nogi, kobietę, której zginęła cała rodzina – to zbyt trudne. Nie jestem robotem.

Anna Jawdosiuk-Małek - doktor nauk humanistycznych z zakresu literaturoznawstwa rosyjskiego, politolożka, tłumaczka z języka ukraińskiego i rosyjskiego, redaktorka i korektorka, nauczycielka; mieszka na Podlasiu, stamtąd obserwuje świat i dochodzi do wniosku, że tylko Przyroda nas uratuje.
Ta wojna jest jak puszka Pandory. Zło, cierpienie, smutek, chciwość, zbrodnie, okrucieństwo – to wszystko już wylazło z naczynia. Na samym jego dnie jest elpis – nadzieja. Pisanie daje nadzieję, czytanie daje światło.

***


1. Ołeksandr Myched, Kotek, Kogutek, Szafka, tłum. Andrij Saweneć, Wydawnictwo Warsztaty Kultury, Lublin 2025.
2. Maksym Krywcow, Talk-show Wojna, tłum. Aneta Kamińska, Wydawnictwo Pogranicze, Sejny 2024.
3. Jewhenija Podobna, Jej wojna, tłum. Katarzyna Gach, Wydawnictwo Pogranicze, Sejny 2025.
4. Wałerij Puzik, Łowcy szczęścia. Jeśli trzeba będzie umierać, obudzę cię, tłum. Katarzyna Fiszer, Wydawnictwo Pogranicze, Sejny 2025.
5. Serhij Żadan, Arabeski, tłum. Michał Petryk, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2025.
6. Wojna 2022. Dzienniki, eseje, wiersze, wybór i opracowanie Wołodymyr Rafiejenko, tłum. zbiorowe, Centrum Mieroszewskiego, Nowa Polszcza, Warszawa 2023.
7. Tetiana Kolesnychenko, Maciej Stanik, Robaków rozgryzać nie wolno, Centrum Mieroszewskiego, Nowa Polszcza, Warszawa 2026.