Nowa Europa Wschodnia (logo/link)
Międzymorze / 25.03.2026
Nasta Zacharewicz

Ukarani za doznane krzywdy. Europa zmienia stosunek do Białorusi

Stopniowo, lecz stanowczo, Unia Europejska zaczyna zaliczać Białoruś do tej samej kategorii państw co Rosja. Najsurowsze środki podejmują kraje graniczące z Białorusią. Jak to się stało, że społeczeństwo, które niegdyś postrzegano jako ofiarę najbrutalniejszej dyktatury w Europie, zaczęto teraz uważać za współwinne jej zbrodni?
Foto tytułowe
(Shutterstock)



Posłuchaj słowa wstępnego szóstego wydania magazynu online!



Od czasu wyborów prezydenckich w 2020 roku Białoruś opuściły setki tysięcy osób. W samym kraju za kratkami pozostaje ponad tysiąc więźniów politycznych, a fala represji nie słabnie. Jednocześnie polityka Zachodu wobec Białorusinów uległa znacznej zmianie. Bezwarunkowe wsparcie stopniowo zastępowane jest coraz to nowymi ograniczeniami, podczas gdy sama Białoruś coraz częściej postrzegana jest jako czarna dziura, kraj zapomniany przez świat, którego mieszkańcy sami sprowadzili na siebie swój los. Jak zmienia się stosunek do Białorusinów w Unii Europejskiej i jak reagują na to białoruskie siły demokratyczne?
Pobierz magazyn ZA DARMO
Magazyn Nowa Europa Wschodnia Online
jest bezpłatny.

Zachęcamy do wsparcia nas na Patronite


Czerwony dywan


„Prędzej piekło zamarznie, niż zaczniemy rozważać wasze żądania” – powiedział w 2021 roku litewski minister spraw zagranicznych Gabrielius Landsbergis w odpowiedzi na wniosek białoruskiej prokuratury generalnej o ekstradycję Swiatłany Cichanouskiej. „Każdy, kto znalazł schronienie na Litwie, może czuć się bezpiecznie, wiedząc, że nie zostanie wydany reżimom – ani za walkę o demokrację, ani za wolność słowa czy wyznania”.

Dzisiaj, pięć lat później, trudno sobie wyobrazić tak emocjonalne, odwołujące się do wartości oświadczenie. Jednak w latach 2020–2021 sytuacja wyglądała inaczej: Białorusini byli traktowani jak goście zasługujący na powitanie na czerwonym dywanie – wielu pozostaje nimi do dziś. Od 2020 roku prawie milion Białorusinów otrzymało wstępne zezwolenie na pobyt w UE.

Skala wsparcia była początkowo imponująca. 23 sierpnia 2020 roku Litwa zorganizowała żywy łańcuch wolności, będący wyraźnym nawiązaniem do słynnego na całym świecie łańcucha bałtyckiego z 1989 roku. Co prawda, nowy był mniejszą wersją oryginału, ale nadal robił wrażenie: w kraju liczącym 2,5 miliona mieszkańców około 50 tys. osób wyszło na ulice w geście solidarności z Białorusinami. Utworzyli 32-kilometrowy łańcuch ludzkich rąk, rozciągający się od centrum Wilna aż do granicy z Białorusią.

W pierwszym roku po rozpoczęciu masowych represji Białorusini uciekali głównie do czterech krajów: Gruzji, Litwy, Polski i Ukrainy. Łotwa, choć również graniczy z Białorusią od północy, przyciągała ich znacznie mniej. Litwa i Polska, mające długą tradycję wspierania białoruskich uchodźców politycznych, oferowały przybyszom specjalne warunki. Z kolei Gruzja i Ukraina kusiły bezwizowym wjazdem, niskimi cenami i mniejszą barierą językową niż w Unii Europejskiej. Litwa przyjęła Swiatłanę Cichanouską wraz z rodziną i zespołem, przyznając jej status oficjalnego gościa państwa, a jej biuru status dyplomatyczny.

Przyjęcie Cichanouskiej przez Wilno było jasnym sygnałem dla innych Białorusinów, że Litwa jest gotowa wspierać osoby prześladowane w ich ojczyźnie. W okresie od 21 września do 1 grudnia 2020 roku Litwa wydała wizy humanitarne 1354 obywatelom Białorusi. Polska wydała 3356 takich wiz w całym 2020 roku. Po rozpoczęciu przez Rosję pełnoskalowej inwazji na Ukrainę migracja Białorusinów do tych krajów osiągnęła szczyt: w 2022 roku Polska wydała Białorusinom ponad 24 tysięcy wiz humanitarnych, natomiast Litwa ponad 12 tysięcy.

Początkowo wiele osób przybywało na Litwę na wizach humanitarnych, nie decydując się na składanie wniosków o azyl. Zamiast tego ubiegali się o zezwolenia na pobyt ze względów humanitarnych. Wynikało to z kilku czynników. Po pierwsze, nie wszyscy dysponowali wystarczającymi dowodami prześladowań, aby spełnić kryteria litewskich władz dotyczące przyznania azylu politycznego. Po drugie, uzyskanie pozwolenia na pobyt z przyczyn humanitarnych przebiegało szybciej, co oznaczało możliwość szybszego podjęcia pracy – miało to kluczowe znaczenie dla osób zmuszonych do ucieczki bez oszczędności i przygotowań. Po trzecie, istniał ważny wymiar psychologiczny. W pierwszych latach po 2020 roku wielu wierzyło, że ich wygnanie będzie krótkotrwałe i że wkrótce wrócą do domu. Ubieganie się o status uchodźcy symbolizowałoby ostateczne zerwanie z ojczyzną, deklarację, że nie zamierzają wracać. W tym przypadku zezwolenie na pobyt było łatwiejsze do zaakceptowania emocjonalnie: nowa tożsamość wydawała się mniej nieodwracalna, a związany z nią kryzys tożsamości mniej głęboki.

W 2020 roku Polska przyznała prawo do pracy wszystkim posiadaczom wiz humanitarnych i odpowiedziała na apele białoruskich specjalistów IT, uruchamiając program „Poland. Business Harbour”. W ramach tego programu pracownicy branży IT mogli przenieść się do Polski bez konieczności poświęcania czasu na uzyskanie oddzielnego zezwolenia na pracę. Rozwiązanie to umożliwiało im zatrudnienie w firmach lub otwieranie własnej działalności gospodarczej, w tym również jednoosobowej. Warunki, na jakich pracowali, były takie same, jakie przysługują obywatelom Polski, co było bardzo atrakcyjne dla pracowników firm informatycznych zmuszonych do opuszczenia kraju z powodu prześladowań politycznych lub gwałtownie pogarszającego się otoczenia biznesowego na Białorusi.

Polska złagodziła również warunki dla białoruskich pracowników służby zdrowia. W 2020 roku mogli uzyskać, na specjalnych zasadach, pięcioletnie zezwolenie na pracę od Ministerstwa Zdrowia, bez możliwości przedłużenia. Założeniem było, że w ciągu tych pięciu lat będą mogli przygotować się do spełnienia standardowych wymagań dotyczących wykonywania zawodu w Polsce, a polski system opieki zdrowotnej będzie mógł od razu skorzystać z ich umiejętności.


S: Wartości czy interesy?


W pierwszych latach po rozpoczęciu masowych represji na Białorusi zachodni politycy często uzasadniali swoje wsparcie dla Białorusinów, odwołując się do wartości – nawet jeśli niektóre działania wynikały przede wszystkim z interesów gospodarczych krajów przyjmujących. Na przykład w ramach programu „Poland. Business Harbour” Polska wydała 93 tysięcy wiz białoruskim specjalistom z branży IT. Tymczasem ustawa przyjęta pod koniec 2020 roku znacznie uprościła procedurę zatrudniania białoruskich pracowników służby zdrowia w Polsce. Już w 2019 roku – przed pandemią COVID-19 – szpitale w różnych regionach ostrzegały, że z powodu braków kadrowych może dojść do zamknięcia całych oddziałów. Kiedy pandemia tylko pogłębiła ten problem, rekrutacja zagranicznych pracowników służby zdrowia stała się oczywistym rozwiązaniem. W tym sensie masowy odpływ ludności z Białorusi działał na korzyść Polski.

W oficjalnej retoryce rzadko jednak przyznawano się do tej logiki. Zamiast tego przekaz opierał się niemal wyłącznie na idei ratowania Białorusinów przed reżimem. „Wspieramy was i będziemy nadal wspierać w przywróceniu waszej wolnej, suwerennej i niezależnej ojczyzny” – powiedział prezydent Polski Andrzej Duda podczas spotkania z białoruską diasporą pod koniec 2022 roku.

Podobną dynamikę można było zaobserwować na Litwie. W 2022 roku jednym z najbardziej dochodowych źródeł wpływów do litewskich finansów publicznych była założona przez Białorusinów firma Wargaming, która zapłaciła 19,22 miliona euro podatków. Wraz z EPAM, kolejną dużą firmą, która przeniosła się z Białorusi, znalazła się w pierwszej trójce firm informatycznych na Litwie.

Było jasne, że wsparcie dla Białorusinów zmuszonych do opuszczenia swojego kraju nie było jedynie aktem humanitarnej solidarności ze strony państw przyjmujących. Samo w sobie mogło to być rozwiązanie korzystne dla wszystkich stron – gdyby spełnione zostały dwa kluczowe warunki. Po pierwsze, gdyby rządy nazwały rzeczy po imieniu i otwarcie przyznały się do zainteresowania przyciąganiem białoruskich pracowników i przedsiębiorstw. Po drugie, gdyby rozwiązanie to miało charakter trwały. Trwałość tego rozwiązania podważa jednak fakt, że wielu Białorusinów – i wiele białoruskich firm – ma bardzo ograniczony wybór miejsc, do których mogą się przenieść. To stawia ich w szczególnie trudnej sytuacji względem krajów przyjmujących.

W 2021 roku Alaksandr Łukaszenka wydał dekret, który de facto uniemożliwił obywatelom Białorusi uzyskiwanie paszportów w placówkach dyplomatycznych za granicą. Dla wielu osób powrót na Białoruś w celu dopełnienia tych formalności wiąże się z  niebezpieczeństwem. Skala represji politycznych nie maleje; korzystanie z mediów zostało uznane za przestępstwo; wysyłanie i otrzymywanie wielu rodzajów darowizn może prowadzić do postępowania karnego; a ludzie mogą trafić do więzienia nawet za obserwowanie aktywisty lub dziennikarza na Facebooku, jeśli profile tych osób zostały uznane za „ekstremistyczne”. W obliczu takich zagrożeń wielu Białorusinów odmawia powrotu do kraju wyłącznie po przedłużenie paszportu i zamiast tego korzysta z dostępnych alternatyw. Niektórzy ubiegają się o status uchodźcy, podczas gdy inni uzyskują dokument podróży dla cudzoziemców. Nie ma jednolitego podejścia, a każdy kraj rozwiązuje tę kwestię na własny sposób. Na przykład w Gruzji i Armenii Białorusinom nie przyznaje się statusu uchodźcy ani nie wydaje paszportów dla cudzoziemców, co zmusza wielu do wyjazdu do krajów UE. Jednak nawet w obrębie Unii – w tym w krajach położonych najbliżej Białorusi – zmienia się stosunek do białoruskich emigrantów politycznych i uchodźców. Władze coraz rzadziej mówią o wartościach, a coraz częściej o ryzyku, z góry przypisując potencjalne zagrożenia osobom przybywającym z Białorusi.

W 2024 roku prawie 600 obywateli Białorusi uznano za zagrażających bezpieczeństwu narodowemu Litwy. W październiku 2025 roku prezydent Gitanas Nausėda stwierdził, że sama migracja stanowi zagrożenie dla bezpieczeństwa. „Skala migracji rzeczywiście rośnie. Ludzie słusznie obawiają się, że stanowi to zagrożenie dla naszego bezpieczeństwa narodowego” – powiedział. Jednocześnie, według litewskiego Urzędu Pracy, co dziesiąty pracownik w kraju jest obcokrajowcem. Statystyki Rządowego Centrum Analiz Strategicznych za rok 2024 pokazują, że najliczniejsza grupa przybywających pracowników pochodziła z Białorusi (46 544 osób), a następnie z Ukrainy (39 791) oraz z Uzbekistanu (7199). O ile początkowo korzyści ekonomiczne były wystarczającym powodem do ułatwiania legalizacji Białorusinów, o tyle ich potencjalna utrata nie powstrzymuje obecnie rządów przed zaostrzaniem warunków dla migrantów i uchodźców z Białorusi.


Zwycięstwo rosyjskiej propagandy


Stopniowo wizerunek białoruskich migrantów i uchodźców w UE zaczął się zmieniać. Emocjonalne przemówienia o solidarności i potrzebie wsparcia „bohaterskiego narodu białoruskiego” opierającego się dyktaturze zostały zastąpione inną – i często głęboko sprzeczną – narracją. Białoruś jest obecnie opisywana, niekiedy w tym samym zdaniu, jako terytorium okupowane oraz jako główny wspólnik Rosji w tej wojnie. Jednak podczas gdy mieszkańcy okupowanych terytoriów Ukrainy są traktowani przede wszystkim jako ofiary Rosji, stosunek do Białorusinów jest inny. Etykieta „okupacji” lub „państwa satelickiego” nie jest traktowana jako okoliczność łagodząca, ale jako okoliczność obciążająca. Okupacja Krymu – terytorium, o które, jak często się sugeruje, nikt nawet nie próbował walczyć – jest przedstawiana jako tragedia narzucona lokalnym mieszkańcom. To, co nazywa się „okupacją” Białorusi, gdzie setki tysięcy ludzi wyszły na ulice w proteście, przedstawia się jako winę lokalnej ludności.

To niespójne podejście, widoczne obecnie w wielu krajach UE, jest efektem skutecznej pracy rosyjskiej propagandy. Od lat Rosja systematycznie kreuje wizerunek, w którym Białoruś nie jest ofiarą moskiewskiej polityki kolonialnej, lecz samodzielnym agresorem – aktywnym uczestnikiem imperialnego ucisku.

Skala rusyfikacji Białorusi jest uderzająca. Według spisu powszechnego z 2019 roku zaledwie 28,5 proc. mieszkańców Białorusi zadeklarowało używanie języka białoruskiego w kontaktach domowych. Dwadzieścia lat wcześniej, w 1999 roku, odsetek ten wynosił 41,3 proc. Zjawisko to ściśle wiąże się z trendami w mediach państwowych i quasi-państwowych, a także w codziennym odbiorze przekazu medialnego. Według raportu MediaMeter, najwyższy średni dzienny wskaźnik oglądalności telewizji na Białorusi należy do kanału Rosja-Białoruś (RTR Biełaruś), który nadaje białoruskie programy informacyjne obok rosyjskich talk-show, filmów i seriali. W kraju nie ma niezależnej białoruskiej telewizji, a śledzenie kanałów takich jak Biełsat w mediach społecznościowych – mimo że stacja nadaje z Polski – jest uznawane za przestępstwo.

Rosja wykorzystuje różne formy ekspansji gospodarczej i kulturowej, stawiając Białorusinów w sytuacji rosnącej zależności. Tymczasem UE, kontynuując politykę izolacji wobec Białorusi, sprzyja zacieśnianiu jej więzi z Rosją. Według rosyjskiego Ministerstwa Rozwoju Gospodarczego w pierwszej połowie 2025 roku Rosja przyjęła o jedną czwartą więcej białoruskich turystów niż w tym samym okresie 2024 roku.

W 2024 roku 157 tysięcy Białorusinów otrzymało wizy do państw UE – to prawie jedna czwarta w porównaniu z 2019 rokiem (ostatnim rokiem przed pandemią), kiedy wydano 643 500 wiz. Przeszkody polityczne potęgują przeszkody finansowe: oprócz opłat konsularnych wnioskodawcy często muszą płacić za obowiązkowe usługi centrów wizowych, a następnie za „terminy” spotkań u pośredników, którzy w ciągu kilku minut wykupują nowo udostępnione terminy.

Dla tych, którym udało się zdobyć wizę, kolejnym etapem jest samo przedostanie się do Unii Europejskiej. Białoruś nie ma bezpośrednich połączeń lotniczych z krajami UE od 2021 roku, kiedy to białoruskie władze zmusiły samolot linii Ryanair, lecący z Aten do Wilna, do lądowania w Mińsku. Na pokładzie znajdowali się Raman Pratasiewicz, znany dziennikarz związany z opozycją, oraz jego partnerka, aktywistka Sofia Sapieha.

Pod koniec 2024 roku Łotwa zakazała wjazdu wszystkim samochodom z białoruskimi tablicami rejestracyjnymi, z wyjątkiem pojazdów dyplomatycznych. Litwa poszła w jej ślady, wprowadzając ważny wyjątek: taki samochód może wjechać, jeśli kierowca posiada litewską wizę lub zezwolenie na pobyt. Wiosną 2024 roku Litwa ograniczyła również liczbę autobusów na trasie Wilno–Mińsk. Do zeszłego lata przewoźnicy byli w stanie obejść to ograniczenie, ale ostatecznie liczba przejazdów między tymi dwoma miastami spadła o około połowę. W 2025 roku Litwa i Polska tymczasowo zamknęły swoje granice z Białorusią. Łotwa planuje w 2026 roku stopniowe wycofanie się z organizowania transportu pasażerskiego do i z Białorusi.

Krok po kroku Unia Europejska coraz częściej traktuje Białoruś tak samo jak Rosję. Najbardziej zdecydowane działania podejmują kraje graniczące z Białorusią, i to nie tylko w dziedzinie mobilności. Na przykład na Łotwie obywatelom Białorusi i Rosji najpierw zabroniono zajmowania stanowisk kierowniczych w obiektach infrastruktury krytycznej, a później – w ogóle podejmowania tam pracy. Zabroniono im również nabywania nieruchomości, z wyjątkiem osób, które w momencie wejścia w życie ustawy posiadały już stałe miejsce zamieszkania na Łotwie. Osoby te mogą nabyć jedną nieruchomość, aby w niej zamieszkać. Jednak ustawa nie wyjaśnia, co oznacza „na własne potrzeby mieszkaniowe”, pozostawiając notariuszom swobodę interpretacji tego przepisu według własnego uznania. Autorzy projektu ustawy opisują nabywanie nieruchomości przez Rosjan w krajach UE jako narzędzie wpływu niewojskowego i element wojny hybrydowej. Trudno znaleźć uzasadnienie, dlaczego zakaz ten dotyczy również Białorusinów.

W rzeczywistości w podejściu Unii Europejskiej brakuje spójności – zarówno w stosunku do władz na Białorusi, jak i do osób uciekających przed reżimem. Na Litwie niektórym byłym więźniom politycznym odmówiono ochrony międzynarodowej, argumentując, że odbyli już kary i w związku z tym nie grozi im już niebezpieczeństwo. Niedawno w Niemczech Białorusinka otrzymała odmowę azylu, a władze, argumentując swoją decyzję, powołały się na uwolnienie jednego z liderów opozycji z 2020 roku, Siarhieja Cichanouskiego. Jednocześnie, po zniesieniu przez Stany Zjednoczone sankcji wobec białoruskiej spółki potasowej Biełaruśkalij, Litwa niemal natychmiast zaczęła sygnalizować, że jest gotowa rozważyć wznowienie tranzytu nawozów przez port w Kłajpedzie, gdyby wpłynął taki wniosek.
Nasta Zacharewicz jest niezależną białoruską dziennikarką mieszkającą w Rydze. Współpracuje z białoruską grupą medialną Zialiony Partal (Zielony Portal) zajmującą się tematyką środowiskową, a także telewizją Current Time TV. Ponadto prowadzi autorskie blogi w Radiu Wolna Europa.

W 2020 roku wydawało się, że wspieranie osób cierpiących pod reżimem Łukaszenki to długoterminowe zobowiązanie. Dzisiaj już tak nie jest. Przychodzi mi na myśl znane powiedzenie: „miało trwać wiecznie – aż przestało”.

Artykuł został przetłumaczony. Oryginał został opublikowany przez NEE