Nowa Europa Wschodnia (logo/link)
Międzymorze / 26.03.2026
Michał Kujawski

Opozycja na emigracji. Białoruscy demokraci konkurują o wpływy

Mija 31 lat od sfałszowanego referendum, po którym Alaksandr Łukaszenka zaczął być uznawany za dyktatora. Mija też sześć lat od sfałszowanych wyborów prezydenckich i ich następstw – masowych protestów oraz emigracji dziesiątek, jeśli nie setek tysięcy ludzi. Dziś, w zmieniającej się sytuacji międzynarodowej, coraz częściej mówi się o możliwym nowym otwarciu między USA a Białorusią. W cieniu tych rozciągniętych na trzy dekady wydarzeń działało i działa wielu opozycyjnych demokratów. Choć reprezentują różne pokolenia i polityczne rodowody, to łączy ich wspólny cel: odsunięcie dyktatora od władzy i demokratyzacja kraju. Ale wiele ich również dzieli.
Foto tytułowe
(Shutterstock)



Posłuchaj słowa wstępnego szóstego wydania magazynu online!



Dla opozycji funkcjonowanie na uchodźstwie zawsze stanowi trudne wyzwanie. Podobnie jest z opozycją białoruską. Z Warszawy, Wilna czy Berlina możliwości realnego oddziaływania na społeczeństwo w kraju są ograniczone. Skala represji rośnie, wpływy Rosji obejmują kluczowe obszary państwowości, a scenariusze w rodzaju przewrotu pałacowego wydają się mało prawdopodobne. W przewidywalnej perspektywie odsunięcie Łukaszenki od władzy jawi się jako cel nieosiągalny.

To jednak nie wyczerpuje pola działania. Opozycja zajmuje się pomocą uwolnionym więźniom politycznym, prowadzi dyplomację wśród zachodnich partnerów, lobbuje na rzecz poprawy sytuacji prawnej Białorusinów na emigracji, promuje kulturę białoruską. Proponuje też rozwiązania wobec reżimu, np. sankcje na towary eksportowe przy jednoczesnym niezamykaniu granic dla zwykłych obywateli, oraz wspiera Ukrainę, choć relacje między Swiatłaną Cichanouską a Wołodymyrem Zełenskim były do niedawna chłodne. Jak to bywa w polityce, wspólne cele nie zawsze oznaczają jedność.

Pobierz magazyn ZA DARMO
Magazyn Nowa Europa Wschodnia Online
jest bezpłatny.

Zachęcamy do wsparcia nas na Patronite



Konflikty wewnątrz


Warszawa, 26 czerwca 2025 roku. Pod pomnikiem Mikołaja Kopernika, obok Polskiej Akademii Nauk, kilkaset osób – wiele z zasłoniętymi twarzami – skanduje „Верым, можам, пераможам” („Wierzymy, możemy, zwyciężymy”). Z morza biało-czerwono-białych flag wyłania się dopiero co uwolniony więzień polityczny Siarhei Cichanouski wraz z żoną Swiatłaną, Pawłem Łatuszką i innymi działaczami opozycji na emigracji. Entuzjazm jest większy niż podczas wcześniejszych manifestacji, jednak euforia nie trwa długo.

30 czerwca 2025 roku na powiązanym z Cichanouskim kanale „Страна для жизни” („Kraj do życia”) opublikowano nagranie sugerujące, że część opozycji – a szczególnie Paweł Łatuszka – obawia się jego powrotu do polityki. Publicznie nikt nie mówi o konflikcie, lecz napięcia są faktem. Oczekiwano, że Cichanouski jasno określi swoją rolę: polityk czy bloger. Na jego profilu na X widnieje opis: „Politician, former political prisoner and blogger”. Wraca też kwestia jego podróży na Krym po nielegalnej aneksji. Łukaszenka wykorzystał to, by sugerować prorosyjskie sympatie Cichanouskiego i podważać wiarygodność opozycji. Trzeba w tym miejscu zaznaczyć, że zarówno Siarhei, jak i Swiatłana wielokrotnie deklarowali, że Krym należy do Ukrainy.

To jednak nie jedyne kontrowersje, które powstały wokół byłego więźnia Łukaszenki. Wywołała je także wypowiedź Cichanouskiego o możliwości tworzenia białoruskich „wysp” za granicą, jeśli nie uda się obalić reżimu. Na Litwie, gdzie padły te słowa, odebrano to jako nawoływanie do tworzenia wyjętych spod litewskiego prawa enklaw. Prezydent Nauseda tłumaczył słowa Cichanouskiego doświadczeniem wieloletniego więzienia w ciężkich warunkach, ale temat stał się paliwem dla skrajnych środowisk i rosnących resentymentów wobec Białorusinów.

Krytyka dotyka również Swiatłany Cichanouskiej. Walery Cepkała oskarżył ją o układanie się z reżimem i korupcję – mimo że w 2020 roku jego żona Weranika Cepkała wraz z Cichanouską i Maryją Kalesnikawą stały na czele połączonych sztabów. Cichanouska wciąż jest uznawana za liderkę opozycji i symboliczną zwyciężczynię wyborów z 2020 roku, choć pojawiają się głosy, że jej mandat „wygasł”. Mimo to cieszy się znacznym zaufaniem – jako osoba bez politycznego zaplecza, która weszła do polityki z konieczności i uniosła powierzoną jej rolę. Jeśli zaś chodzi o układanie się z reżimem, to wzajemne oskarżanie się o to przedstawicieli opozycji jest na porządku dziennym.

Podziały w środowisku białoruskiej opozycji nie powinny dziwić. Występowały one od samego początku – od czasu, gdy Łukaszenka zaczął obierać kurs dyktatorski. Linie rozłamu wyznaczały też generacje: wybory i protesty 2020 roku przyniosły wiele nowych twarzy, które przyćmiły działalność osób aktywnych wcześniej, takich jak np. Andrej Sannikau. Konflikty między politykami, którzy rywalizowali ze sobą w 2020 roku czy wspólnie zasiedli w Radzie Koordynacyjnej ds. Przekazania Władzy na Białorusi lub Zjednoczonym Gabinecie Przejściowym, świadczą też o tym, że opozycja jest istotnie demokratyczna, bo spory są jej nieodłącznym elementem. Tarcia w obrębie białoruskich sił demokratycznych należy więc postrzegać jako dowód pluralizmu.


Relacje z reżimem


Status ofiary represji nie wyklucza wcześniejszych związków z systemem. Łatuszka, Cepkała czy Kotau (zaginiony w ubiegłym roku w niewyjaśnionych okolicznościach) byli częścią państwowych struktur. Moralna ocena jest prosta, ale polityczna rzeczywistość – już nie. „Mieszanie norm politycznych i etycznych nie wychodzi na dobre ani polityce, ani etyce” – pisał Juliusz Mieroszewski. System budowany przez dekady nie zniknie z dnia na dzień. Nawet sprzyjająca odwilż będzie wymagała kontaktów z instytucjami.

W tym kontekście kontrowersje wzbudziły słowa Maryi Kalesnikawej, która po odzyskaniu wolności stwierdziła, że Europa powinna wznowić relacje z Łukaszenką, bo rozumie on język biznesu i jest pragmatyczny. Nie znamy dokładnych motywacji Kalesnikawej – czy to realpolitik, czy efekt traumatycznych doświadczeń? Łatwo tu otrzeć się o teorie spiskowe, ale polityczka może wychodzić z przeświadczenia, że taki przekaz dociera do niektórych Białorusinów, którzy nie opuścili kraju, i w ten sposób pozostawia sobie otwartą furtkę.

Szerokim echem odbił się również wywiad Andżeliki Borys, byłej szefowej zdelegalizowanego Związku Polaków na Białorusi, udzielony reżimowej gazecie „Беларусь Сегодня” („Białoruś Dzisiaj”), w którym pochwalała dyktaturę i namawiała Europę do normalizacji. Czy zasłużona działaczka polonijna, która również w przeszłości doznała represji, została podstawiona przez białoruskie służby pod ścianą?

Wydarzeń, które sieją nieufność w szeregach białoruskiej opozycji, jest więcej. Za takie uchodzi zniknięcie na początku 2025 roku Anżaliki Mielnikawej, wówczas przewodniczącej Rady Koordynacyjnej Białorusi. Mielnikawa mieszkała w Warszawie, ale w marcu współpracownicy stracili z nią kontakt. Zniknęła wraz z rodziną, a jej telefon, według informacji podanych przez Łatuszkę, logował się w Mińsku. Już wtedy pojawiały się głosy, że Mielnikawa współpracowała ze służbami Łukaszenki, ale optymiści chcieli wierzyć w uprowadzenie. Rok później, w marcu 2026 roku, do sieci trafiły zdjęcia z jednej z mińskich siłowni, przedstawiające kobietę wyglądającą identycznie jak Mielnikawa. Zdjęcia zostały szybko usunięte, ale w internecie nic nie ginie, a wiele osób zdążyło je zapisać. Dziennikarzom „Naszej Niwy” udało się dodzwonić do ojca Mielnikawej, który powiedział, że kobieta razem z dziećmi już od dawna jest na Białorusi.

Kilka miesięcy po zniknięciu Mielnikawej zaginął mieszkający w Polsce Anatol Kotau, były dyplomata, który przestał być lojalny wobec reżimu i przeszedł na stronę demokratycznej opozycji. On z kolei zniknął bez śladu w trakcie swojej podróży do Turcji. Według niektórych źródeł znalazł się na statku płynącym do Soczi. Źródła w wątpliwość podają jego potencjalną współpracę z reżimem, sugerując raczej uprowadzenie.

Władza uważnie obserwuje sytuację i wykorzystuje też kontekst międzynarodowy, w tym prowadzoną przez Trumpa odwilż wobec Łukaszenki. Iwan Tertel, szef białoruskiego KGB, ogłosił niedawno, że trwa dialog z europejskimi sąsiadami, także z Warszawą. Jacek Dobrzyński, rzecznik ministra-koordynatora służb specjalnych, skwitował to w kilku słowach: „Nic mi o tym nie wiadomo”. Faktem jest jednak, że kontakty istnieją, co było widoczne choćby po incydentach z rosyjskimi dronami naruszającymi polską przestrzeń powietrzną jesienią 2025 roku.

Mimo skandali, zarzutów i kontrowersji białoruscy opozycjoniści jasno i zdecydowanie obierają proeuropejski i suwerennościowy kierunek. W opozycyjnym mainstreamie brak dziś otwarcie prorosyjskich postaw.


Potrzeby Białorusinów i oddolne ruchy


Siły demokratyczne posiadają mandat do reprezentowania znacznej części emigracji, nawet jeśli frekwencja na organizowanych za granicą demonstracjach bywa niska – wielu z Białorusinów zwyczajnie się boi brać w nich udział ze względu na rodziny żyjące nadal na Białorusi. Inni skupiają się na budowaniu życia na nowo. Po 2020 roku zasada „nie interesujesz się polityką – polityka nie interesuje się tobą” przestała obowiązywać. Białoruscy uchodźcy, imigranci i byli ochotnicy walczący po stronie Ukrainy zmagają się z problemami legalizacji pobytu czy dostępu do banków. Starają się temu zaradzić zarówno politycy, jak i organizacje pozarządowe. Tylko w samej Warszawie działają: Muzeum Wolnej Białorusi, Belarus Solidarity Foundation, białoruski PEN czy białoruska księgarnia Knihauka. To one, a także wiele innych organizacji, takich jak Viasna zajmująca się obroną praw człowieka, bardzo często wykonują oddolną pracę odpowiadającą na zróżnicowane potrzeby Białorusinów.

Większość z tych organizacji nie zajmuje się polityką, a kulturą czy społecznym wsparciem diaspory. Ale w praktyce białoruski język, kultura i właściwie każda zorganizowana działalność na emigracji mają charakter polityczny. Na Białorusi pogłębia się rusyfikacja, która wraz z powrotem do sowieckiej symboliki jeszcze w latach 90. zapoczątkowała proces demontażu niezależności. Dlatego zarówno w kwestii promowania i wspierania kultury białoruskiej, jak i rozwiązywania problemów życia codziennego zadań jest sporo. „Wolę zajmować się realnym działaniem niż polityką” – mówi jeden z zaangażowanych działaczy.

Utworzony w 2022 roku Zjednoczony Gabinet Przejściowy pełni funkcję de facto rządu emigracyjnego, przypominając polski rząd londyński. Wpisuje się to w regionalną tradycję politycznej emigracji, praktykowanej od czasu zniknięcia I Rzeczypospolitej z mapy. Jednak to, że czołowe figury białoruskiego ruchu demokratycznego są w stanie ze sobą rozmawiać i nie doszło między nimi do spektakularnego konfliktu, wskazuje na polityczną dojrzałość tego środowiska.
Michał Kujawski - dziennikarz i analityk specjalizujący się w Europie Wschodniej, ze szczególnym uwzględnieniem Ukrainy oraz zagadnień politycznych, międzynarodowych, społecznych i gospodarczych. Korespondent specjalny Kyiv Post, były szef działu publicystyki w TVP World. Autor licznych artykułów i analiz publikowanych m.in. w Times Radio, La Stampa, Nowej Europie Wschodniej oraz Rzeczpospolitej.

Niedawne spotkanie Swiatłany Cichanouskiej z Wiktarem Babaryką – uznawanym przed sfałszowanymi wyborami za głównego rywala Łukaszenki, a do grudnia 2025 roku będącego więźniem politycznym – pokazuje jednak potrzebę współpracy. Ich rozmowa dotyczyła strategii i wizji przyszłej Białorusi oraz relacji z Zachodem. To właśnie tu – w budowaniu scenariuszy na przyszłość i odpowiadaniu na bieżące potrzeby, poza wewnętrznym sporem – opozycja demokratyczna może dziś osiągnąć najbardziej namacalne efekty.