Nowa Europa Wschodnia (logo/link)
Międzymorze / 29.03.2026
Jan Żerański

Katastrofa stała się symbolem. Czarnobyl inspiruje kulturę i politykę

Elektrownie atomowe, choć rzadko kojarzą się z miejscem zwiedzania, to – podobnie jak atom sam w sobie – stały się nieodłącznym elementem kulturowego soft power nie tylko Ukrainy, ale także Stanów Zjednoczonych. W kwietniu 2026 roku mija czterdzieści lat od katastrofy w Czarnobylskiej Elektrowni Jądrowej, która zmieniła świat.
Foto tytułowe
(Shutterstock)
Pozwiedzajmy elektrownię


Posłuchaj słowa wstępnego szóstego wydania magazynu online!



Jednym z najbardziej charakterystycznych symboli katastrofy w Czarnobylu są miejsca sąsiadujące z elektrownią, a nie tylko ona sama. Zniszczone, praktycznie opuszczone przez mieszkańców miasto Prypeć wygląda jak miasto duchów. Nieczynny park rozrywki, blokowiska pozbawione życia ludzkiego, za to pełne pamiątek po przeszłości, wywierają ponure wrażenie na każdym, kto ogląda zdjęcia.

A jednak miłośnicy eksploracji odwiedzają zarówno Prypeć, jak i tereny wokół elektrowni, nie licząc, rzecz jasna, Czerwonego Lasu – przerażającego miejsca, gdzie do dzisiaj promieniowanie jest tak silne, że nie można tam wchodzić, nawet jeśli przed wojną dostawało się zezwolenie na wjazd do strefy wykluczenia.

Czerwony Las to miejsce w Czarnobylu, do którego nikt nie ma wstępu z uwagi na stałe zagrożenie promieniowaniem. Nazwa wzięła się od drzew, które po wchłonięciu promieniowania zwyczajnie zmieniły kolor i umarły. To właśnie tam, gdzie nie pojawia się żadna ludzka stopa, natura zmaga się z promieniowaniem.
Pobierz magazyn ZA DARMO
Magazyn Nowa Europa Wschodnia Online
jest bezpłatny.

Zachęcamy do wsparcia nas na Patronite


Jedynie na początku 2022 roku, w lutym, tuż na początku inwazji, w strefie pojawili się rosyjscy żołnierze. Zajęli elektrownię, a w samym Czerwonym Lesie ku przerażeniu pracowników zaczęli budować okopy. Wskutek własnej głupoty i nieprzygotowania ulegli poważnemu napromieniowaniu. Rosjanie opuścili Czarnobyl po kilkunastu tygodniach, ale do dzisiaj elektrownia zmaga się z ostrzałem strony rosyjskiej.

Pozostałe zakamarki terenu wokół elektrowni, a także samo miasto Prypeć były dostępne, przyciągając pasjonatów z całego świata – także z Polski. Ci ciekawscy eksploratorzy często szukają przygody, inni jednak jeżdżą do Czarnobyla z ewidentnym poczuciem misji.

O ile bowiem sama Prypeć jest opuszczona, w czarnobylskich wioskach opodal niej wciąż tli się życie. Mieszkający w nich ludzie nie zdecydowali się na opuszczenie swoich domów lub do nich wrócili. Samosiołami – bo tak nazywają się mieszkańcy – państwo pogrążone w wojnie nie zawsze może się opiekować tak jak powinno, dlatego zdani są na łaskę i niełaskę losu. To tam właśnie jeżdżą na przykład pasjonaci Czarnobyla z ekipy Napromieniowani.pl, którzy poprzez swój fanpage na Facebooku budują społeczność polskich sympatyków Czarnobyla, atomu oraz postapokalipsy. Do Czarnobyla Polacy organizują wycieczki od lat, jeszcze przed wojną – zarówno do Prypeci, jak i innych opuszczonych miejsc, a także w celu pomocy Samosiołom. Do niektórych wiosek bardzo trudno dotrzeć; w czasie wojny są to w ogóle wyprawy wyjątkowo niebezpieczne. W sieci są dostępne reportaże zrobione o Samosiołach, jak np. Ostatni Ludzie Czarnobyla, które można obejrzeć za darmo. Czterdzieści lat po katastrofie powraca powoli normalność, przynajmniej jeśli chodzi o przyrodę. Pojawiają się dzikie zwierzęta. Z oczywistych powodów taka podróż jest zbyt niebezpieczna dla zwykłych pasjonatów przygód, więc zwiedzanie Prypeci zapewne ruszy pełną parą dopiero po wojnie.

O tym, jak bardzo trudno jest tam teraz, świadczy fakt, że Rosjanie nie szanują zupełnie Czarnobyla. Drony oraz pociski artyleryjskie spadły na teren samej elektrowni, która chociaż nie posiada włączonego zasilania, to z uwagi na pękający sarkofag chroniący przed promieniowaniem wciąż może być zagrożeniem dla okolicznej ludności.

Rosyjska armia na cel wzięła sobie jednak nie tylko Czarnobyl, ale zakładnikiem uczyniła także Zaporoską Elektrownię Atomową – największą atomową elektrownię w Europie – strasząc jednocześnie drugim Czarnobylem w ramach swojej propagandy. W ten sposób naciska na Zachód, by porzucił ideę pomagania walczącej o życie Ukrainie.


Zaporoski zakładnik


Zaporoska Elektrownia Atomowa to największa w Europie elektrownia atomowa. Podobnie jak Czarnobyl, stała się celem wojsk rosyjskich. O ile rosyjskie siły zbrojne zdecydowały się opuścić w 2022 roku Czarnobyl, Zaporoże nie miało takiego szczęścia. W 2022 roku po zaciętej walce przejęto elektrownię, a pracownikom oznajmiono, że kontrolę w miejsce ukraińskiego Energoatomu przejmie rosyjski Rosatom.

Do dzisiaj zarówno elektrownia, jak i Enerhodar – miasto, w którym znajduje się siłownia – pozostają pod kontrolą Rosjan. Rosyjska propaganda nieustannie straszy skutkami eksplozji jądrowej, a wojsko rosyjskie wysadziło tamę na Kachowce, pozbawiając elektrownię stałego dopływu niezbędnej do chłodzenia wody. Problemem są również ostrzały – niejednokrotnie zrywano linie wysokiego napięcia zasilające generatory awaryjne elektrowni, naprawiane dzięki bohaterskiej pracy zaporoskich inżynierów. Sama elektrownia jest wyłączona, ale potrzebuje zasilania, by ochronić rdzenie przed stopieniem.


Cień Czarnobyla


Katastrofa w Czarnobylskiej Elektrowni Jądrowej w kwietniu 1986 roku wydarzyła się pod koniec zimnej wojny, gdy świat drżał przed wojną atomową, z miejsca więc spowodowała wdrukowanie siłowni w świadomość kulturową. Elektrownia atomowa bohaterem kultury masowej? Jak najbardziej. Czarnobyl stał się tak silnym symbolem, że z czasem przyjął postać znaku rozpoznawczego postapokaliptycznej kultury.

Już w grudniu 1989 roku pojawił się znany na całym świecie serial Simpsonowie Matta Groeninga, którego głównym bohaterem jest specjalista ds. bezpieczeństwa jądrowego Homer Simpson. Wraz z żoną Marge, dziećmi oraz swoim ojcem żyje w cieniu wielkiej elektrowni atomowej w fikcyjnym miasteczku Springfield, przeżywając na wesoło przygody, czasami związane z jej funkcjonowaniem.

Pełni czarnego humoru Simpsonowie są bardzo ciepłą, mądrą opowieścią o wartościach rodzinnych. Sama elektrownia, zarządzana przez złowrogiego, będącego karykaturą bogacza Pana Burnsa, jest niemym bohaterem oswajającym Amerykanów z atomem, stanowiąc satyryczny mikrokosmos zmieniającej się Ameryki.

Znakomity jest odcinek, gdy oszczędzający na wszystkim miliarder musi zmierzyć się z niespodziewaną inspekcją amerykańskiego odpowiednika Polskiej Agencji Atomistyki. Pręty paliwowe służą jako narzędzia do porządkowania dokumentów, a guma do żucia ratuje całość reaktora przed rozpadem. Nawet korupcja urzędników nie wychodzi!

W 1994 roku w świat dziecięcej kreskówki (!) wkroczył Spiderman. Peter Parker, znany całemu światu jako Człowiek-Pająk, udaje się do Rosji w poszukiwaniu rozwiązania zagadki niemieckiej broni zagłady mogącej zagrozić Stanom Zjednoczonym. Trop, jak się okazuje, wiedzie do neonazistów marzących o odbudowie IV Rzeszy, a sama baza nazistowskiego fanatyka znajduje się właśnie w ukraińskim Czarnobylu.

Ponad dekadę po przygodach Spidermana Ukraińcy sami postanowili opowiedzieć światu o Czarnobylu, tworząc w 2007 roku grę FPS (strzelankę z elementami RPG) Stalker: Cień Czarnobyla. Stworzona przez ukraińskie studio GSC Games World produkcja opowiada o przygodach Naznaczonego, który budzi się w Czarnobylu bez pamięci, a jedynym tropem jest jedno zdanie: „Zabić Striełoka”.

Oto z nieznanego powodu miała miejsce druga katastrofa, a do zamkniętej strefy dostają się jedynie stalkerzy: żyjący poza prawem ludzie, przemytnicy, szmuglerzy, zbierające tajemnicze artefakty o niezwykłych właściwościach. Zonę zamieszkują oczywiście także mutanty, z którymi gracz musi się zmierzyć.

Samo pojęcie „stalker” oraz idee strefy zamkniętej, do której wchodzą, stworzył z kolei duet pisarski Arkadij i Borys Strugaccy. Powieść Piknik na skraju drogi nie opowiada co prawda bezpośrednio o Czarnobylu, ale jest historią lądowania Obcych, którzy pozostawili po sobie mnóstwo artefaktów w zamkniętych strefach wykluczenia. To wszystko razem z filmem Stalker Tarkowskiego stało się kulturową podwaliną pod ponure uniwersum komputerowego Stalkera.

Gracze na całym świecie (w tym autor tekstu) zachwycili się zarówno wizualiami, muzyką, klimatem, jak i otwartym światem pozwalającym na samodzielną eksplorację strefy. Nic dziwnego, że powstał, choć w bólach, Stalker 2 (w 2024 roku, po dekadzie od zaanonsowania) oraz całe apokaliptyczne uniwersum obejmujące także książki. Te ostatnie są też pisane przez Polaka – Michała Gołkowskiego. Także nasi twórcy gier komputerowych wzięli na warsztat Czarnobyl. W apokaliptycznej grze RPG Chernobylite studia The Farm 51 wcielamy się w rolę fizyka, byłego pracownika elektrowni, szukającego w Czarnobylu swojej zaginionej narzeczonej.

Samo ukraińskie studio znalazło się w oku wojennego cyklonu. Po dokonaniu w 2022 roku pełnoskalowej inwazji Rosji na Ukrainę jeden z deweloperów, Władimir Jeżow, został zabity, walcząc w obronie napadniętej Ukrainy, a sama firma przekazała miliony ukraińskim siłom zbrojnym. Elektrownia w Czarnobylu walczy także na froncie kulturowym. Głośnym echem odbiła się zmiana angielskiego nazewnictwa. Rosyjski „Chernobyl” zastąpił ukraiński „Chornobyl”, a samo studio, które nad grą pracowało z czeskiej Pragi, w 2025 roku zostało uznane przez rosyjskie sądownictwo za organizację nieprzyjazną państwu.

Z katastrofą w elektrowni atomowej zmierzyli się również Amerykanie. W marcu 1979 roku doszło do niej w elektrowni atomowej Three Misles Island. Efektem częściowego stopienia rdzenia stał się niemal kulturowy spór między Jane Fondą, która za życiową misję uznała torpedowanie budowy przemysłu jądrowego w USA, a jednym z ojców energii atomowej w Stanach – Edwardem Tellerem. Autor w tym miejscu chciałby gorąco polecić czytelnikom „Nowej Europy Wschodniej” książki profesor Kate Brown z MIT: Plutopia oraz Czarnobyl. Instrukcje przetrwania, podejmujące temat elektrowni oraz atomowych miast w USA.


Amerykanie opowiadają o tragedii katastrofy


Właściciele GSC próbowali zrobić także serial telewizyjny na temat katastrofy w Czarnobylskiej Elektrowni Jądrowej, ale niestety efekty okazały się niezadowalające. Udało się to dopiero Amerykanom z HBO. Telewizyjny gigant zatrudnił w tym celu szwedzkiego reżysera Johanna Rencka, który stworzył pięcioodcinkowe arcydzieło. Szwedzki twórca oparł swoje dzieło na książce białoruskiej pisarki Swietlany Aleksijewicz Krzyk Czarnobyla. Rolę samej elektrowni w Czarnobylu zagrała inna elektrownia, również nieczynna, tym razem litewska: Ignalińska Elektrownia Atomowa. Dramatyczna opowieść, widziana oczyma bohaterów próbujących usuwać skutki promieniowania, to zarazem historia starcia człowieka z bezdusznym sowieckim systemem.

Podobnie jak gra studia GSC, serial nie spodobał się Rosjanom, którzy postanowili sami opowiedzieć o katastrofie. W 2019 roku dla telewizji NTV, medialnego ramienia Gazpromu, zapowiedziano serial Czarnobyl, którego reżyserii podjął się Aleksiej Muradow. Oczywiście w rosyjskiej wersji opowieści pojawiają się źli Ukraińcy oraz amerykańska Centralna Agencja Wywiadowcza, CIA.

Nie była to pierwsza rosyjska próba opowiedzenia światu o katastrofie w Czarnobylu. W 2013 roku, a więc jeszcze przed zajęciem Krymu, temat pojawił się w serialu, a jakże, Czarnobyl: Strefa Wykluczenia. Tu bohaterami są rosyjscy nastolatkowie, którzy chcą odzyskać skradzione pieniądze. Zwykła kradzież kilku milionów rubli staje się punktem wyjścia dla historii o podróżach w czasie, alternatywnych rzeczywistościach, oraz, oczywiście, o anomaliach w Zonie. Elektrownia jądrowa w Czarnobylu jawi się jako symbol władzy człowieka oraz błędnych decyzji. Starsi czytelnicy „Nowej Europy Wschodniej” z pewnością pamiętają zarówno płyn Lugola, jak i tuszowanie katastrofy. Być może jest to cecha rosyjskiego systemu władzy, który zwyczajnie nie potrafi mierzyć się z kryzysami globalnej skali.

W tym miejscu można wspomnieć odważnego człowieka – podpułkownika Stanisława Pietrowa, który prawidłowo zareagował, gdy musiał podjąć dramatyczną decyzję: czy odpalić pociski atomowe, niszcząc w ten sposób życie na Ziemi w wyniku błędu systemu, czy nie. Jego „nie” miało konsekwencje w postaci szykan ze strony władz, które nie chciały tracić twarzy. Dziś młodsi koledzy bohatera ludzkości atakują ukraińskie elektrownie atomowe.

Największa w Europie elektrownia atomowa, Zaporoska Elektrownia Atomowa, walczy o życie pod rosyjską okupacją, co jakiś czas tracąc zasilanie, przywracane przez odważnych specjalistów żyjących pod ogromną presją, i stając się przetargową kartą w rozgrywkach dyplomatycznych między Rosją a Waszyngtonem. Mieszkańcy pobliskiego miasta, Enerhodaru, mogą stać się nowymi Samosiołami zmuszonymi do ewakuacji, tym razem nie z powodu błędu inżynierów, lecz decyzji politycznej.
Jan Żerański - Publicysta. Jego teksty ukazują się m.in. w "Dzienniku Gazecie Prawnej" czy "Rzeczpospolitej". Specjalizuje się w tematyce prawniczej, społecznej, technologicznej, cywilizacyjnej, a także w sprawach międzynarodowych
Jakby tego było mało, sam Czarnobyl znalazł się w ogniu walk, a kilka miesięcy temu, w grudniu 2025 roku, rosyjskie drony uszkodziły sarkofag zbudowany do powstrzymania promieniowania.

Zasada Czechowa mówi, że jeśli strzelba pojawia się w pierwszym akcie, to powinna wystrzelić w ostatnim. Miejmy nadzieję, że nigdy się to nie stanie w przypadku elektrowni jądrowych.