Nasza strona używa ciasteczek do zapamiętania Twoich preferencji oraz do celów statystycznych. Korzystanie z naszego serwisu oznacza zgodę na ciasteczka i regulamin.
Pokaż więcej informacji »
Drogi czytelniku!
Zanim klikniesz „przejdź do serwisu” prosimy, żebyś zapoznał się z niniejszą informacją dotyczącą Twoich danych osobowych.
Klikając „przejdź do serwisu” lub zamykając okno przez kliknięcie w znaczek X, udzielasz zgody na przetwarzanie danych osobowych dotyczących Twojej aktywności w Internecie (np. identyfikatory urządzenia, adres IP) przez Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka Jeziorańskiego i Zaufanych Partnerów w celu dostosowania dostarczanych treści.
Portal Nowa Europa Wschodnia nie gromadzi danych osobowych innych za wyjątkiem adresu e-mail koniecznego do ewentualnego zalogowania się przy zakupie treści płatnych. Równocześnie dane dotyczące Twojej aktywności w Internecie wykorzystywane są do pomiaru wydajności Portalu z myślą o jego rozwoju.
Zgoda jest dobrowolna i możesz jej odmówić. Udzieloną zgodę możesz wycofać. Możesz żądać dostępu do Twoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia, ograniczenia przetwarzania, przeniesienia danych, wyrazić sprzeciw wobec ich przetwarzania i wnieść skargę do Prezesa U.O.D.O.
Korzystanie z Portalu bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza też zgodę na umieszczanie znaczników internetowych (cookies, itp.) na Twoich urządzeniach i odczytywanie ich (przechowywanie informacji na urządzeniu lub dostęp do nich) przez Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka Jeziorańskiego i Zaufanych Partnerów. Zgody tej możesz odmówić lub ją ograniczyć poprzez zmianę ustawień przeglądarki.
Ukraina / 24.05.2026
Marek Bogdan Kozubel
Ukraina walczy o swą podmiotowość. Rosja wpada w pułapkę własnej wojny
Cztery lata wojny rosyjsko-ukraińskiej oraz towarzyszące im wydarzenia mocno naruszyły powszechnie dominujące w geopolityce przekonania oraz często powtarzane stereotypy. Na naszych oczach rozpadają się niepisane podziały na geopolityczne ligi i odgórnie przypisane poszczególnym państwom role zwycięzców i przegranych. Rosja wciąż nie może pokonać Ukrainy na polu bitwy ani doprowadzić do buntu przeciwko władzom w Kijowie. Po ponad roku prezydent Donald Trump nie jest w stanie zmusić Ukraińców do pokoju uwzględniającego warunki Kremla, a na dodatek wciągnął USA w wojnę z Iranem. Na tym tle Ukraina coraz mocniej podkreśla swoją podmiotowość.
(Shutterstock)
Posłuchaj słowa wstępnego szóstego wydania magazynu online!
Od momentu odzyskania niepodległości w 1991 roku suwerenność Ukrainy była podważana – nie tylko przez Rosję, ale także przez Zachód. Kraj ten był postrzegany jako rosyjska strefa wpływów, a Ukraińcy jako naród tchórzliwy, skorumpowany, nieudolny i pozbawiony świadomości narodowej, nad którym zawsze ktoś powinien trzymać pieczę. Na zmianę postrzegania Ukrainy i Ukraińców jedynie nieznacznie wpłynęły pomarańczowa rewolucja w latach 2004–2005, rewolucja godności (2013–2014) oraz wojna rosyjsko-ukraińska. Dlatego tak wielkim szokiem okazał się rok 2022, gdy w krótkim czasie runęło kilka mitów – o rzekomej drugiej armii świata (za którą uważano Siły Zbrojne Federacji Rosyjskiej), rosyjskiej „duszy” oraz o negatywnym obrazie Ukraińców.
W latach 2022–2024 nie brakowało jednak działań informacyjnych i postaw deprecjonujących wysiłek wojenny narodu znad Dniepru. Tworzono rozmaite „chochoły” i konstrukty służące wykazaniu, że sukcesy Ukrainy są wyłączną zasługą Zachodu. W Polsce do dziś popularne jest daleko idące uproszczenie, zgodnie z którym sukcesy ukraińskie są efektem tranzytu zachodniego wsparcia przez terytorium Polski. Amerykański generał, Mark Milley, miał – wedle źródeł amerykańskiego dziennikarza, Simona Shustera – po odwrocie Rosjan spod Kijowa oświadczyć generałowi Wałerijowi Załużnemu: „synu, poszczęściło ci się”. Wielu analityków uważało, że po odcięciu przez USA pomocy militarnej i finansowej Ukraina ulegnie Rosji. Czas jednak pokazał, że Ukraińcy przetrwali już kilka epizodów wstrzymania amerykańskiej pomocy, w tym najpoważniejszy – od listopada 2023 do kwietnia 2024 roku – który nazywam „najczarniejszą godziną”. Również amerykański analityk, Michael Kofman, uznał ten czas za najtrudniejszy dla naszych sąsiadów oraz przyznał, że Ukraina wykazała większą odporność w 2025 roku, niż zakładano. Wzrosły też możliwości odpowiedzi Ukrainy na agresję Rosji, a wraz z nimi samodzielność Kijowa.
Rosja ma poważne problemy na froncie
Przełom 2025 i 2026 roku okazał się dla Rosjan wyjątkowo bolesny. Choć w styczniu 2026 roku udało im się, po ponad półtora roku ciężkich walk i ogromnych strat, zdobyć aglomerację pokrowską, to w tym samym czasie na innym odcinku ponieśli dotkliwy cios, który podważył morale nawet najbardziej fanatycznych zwolenników inwazji na Ukrainę. W ostatnim kwartale 2025 roku ukraińska armia rozpoczęła operację mającą na celu odcięcie pozycji rosyjskich w Kupiańsku i wyniszczenie sił okupantów w terenie zabudowanym. Po kilku miesiącach ostrożnych działań i powściągliwości informacyjnej ze strony ukraińskiego dowództwa, Kupiańsk znalazł się pod pełną kontrolą Ukraińców. Gdy żołnierze rosyjscy utknęli w pułapce, a próby przebicia się przez pierścień okrążenia zawiodły, generał Walerij Gierasimow raportował Władimirowi Putinowi o całkowitym zdobyciu miasta.
Ukrywanie prawdy w połączeniu z krytyczną sytuacją na odcinku kupiańskim doprowadziło do wzrostu niezadowolenia po stronie rosyjskich wojenkorów, blogerów i dziennikarzy zajmujących się nie tylko relacjonowaniem działań na froncie, ale przede wszystkim propagandą. Dobrym przykładem jest Michaił „Rybar” Zwinczuk, który na swoim kanale na Telegramie przedstawiał wizję wojny, w której Rosja zmierza, choć powoli, ku zwycięstwu, jednocześnie pomijając informacje o gigantycznych stratach i zawyżając sukcesy wojsk rosyjskich.
W lutym 2026 roku minister obrony Ukrainy Mychajło Fedorow porozumiał się z Elonem Muskiem, właścicielem firmy SpaceX, w sprawie wyłączenia na terytorium Ukrainy nieautoryzowanych Starlinków. W ten sposób wojska rosyjskie zostały pozbawione tysięcy urządzeń zapewniających komunikację, błyskawiczny przesył danych oraz wsparcie dla oddziałów wykorzystujących drony. Koordynacja oraz przekazywanie informacji między dowódcami a podległymi im jednostkami uległy załamaniu. Niedługo później Ukraińcy wykorzystali te okoliczności do przeprowadzenia udanego natarcia na obszarze między Hulajpolem a aglomeracją pokrowską.
Straty rosyjskie, które już w 2025 roku wyniosły 418 170 osób, co oznacza, że zdobycie 4336 kilometrów kwadratowych kosztowało Rosjan średnio 96 zabitych i trwale okaleczonych żołnierzy, w pierwszym kwartale 2026 roku okazały się jeszcze bardziej dotkliwe (122 740 zabitych i trwale okaleczonych). Wobec ukraińskich kontrataków straty te nie przełożyły się na zdobycze terytorialne lub miały one marginalne znaczenie. Dane podawane przez ukraiński Sztab Generalny nie budzą już nieufności zachodnich analityków, w tym Michaela Kofmana. Z kolei niemiecki analityk, Janis Kluge, zwrócił uwagę, że od kilku miesięcy liczba podpisanych kontraktów na służbę w wojsku rosyjskim (co jest najczęściej równoznaczne z podpisaniem zgody na wysłanie na front) jest znacząco niższa niż w roku ubiegłym, czyli o około 20 procent, co daje średnio 24–25 tysięcy nowych rekrutów miesięcznie. A to oznacza, że nabór jest mniejszy niż miesięczne straty nieodwracalne.
Straty osobowe sił rosyjskich stały się zresztą jednym z głównych tematów rozżalonych wojenkorów. Igor Stieszyn, korespondent „Komsomolskiej Prawdy”, potwierdził, że są one ogromne, a z powodu zacofania technologicznego sytuacji nie da się szybko poprawić. Przykładowo, podczas gdy Ukraińcy coraz bardziej masowo wykorzystują drony do zadań logistycznych, Rosjanie posługują się biegaczami, którzy muszą pokonać 15-kilometrową „strefę śmierci”, by dostarczyć kolegom zaopatrzenie i amunicję. Jurij Kotenok żali się, że zanim uzupełnienia dotrą na front, zginie lub odniesie ciężkie rany 80–90 procent składu osobowego. Pod koniec kwietnia jeden z czołowych rosyjskich propagandystów, wspomniany już Rybar, na pytanie postawione przez dziennikarza telewizji publicznej, jak rozwiązać problemy na froncie, stwierdził, że należy zintensyfikować działania mobilizacyjne, i ocenił, że milion rekrutów rocznie powinien wystarczyć. Parę dni później głosu w tej sprawie udzielił osadzony w więzieniu Igor Girkin, były rosyjski żołnierz i zwolennik masowej mobilizacji już od 2022 roku. Jego zdaniem taktyka zalewania ukraińskich pozycji piechotą miała sens do 2024 roku, ale po trzech latach straciła skuteczność, gdyż Ukraina zaadaptowała swoje wojska do tego typu zagrożeń.
Rosjan niepokoją też coraz bardziej dotkliwe naloty ukraińskich dronów i rakiet, których skuteczność rośnie z roku na rok. Nawet gdy światowe ceny ropy naftowej wzrosły po ataku USA i Izraela na Iran, Moskwa nie mogła w pełni wykorzystać tej okazji. Ukraińcy uderzyli dronami w rafinerie i przeprowadzili niszczycielskie naloty na porty naftowe z Primorsku, Ust-Łudze i Tuapse. Wzrosła również intensywność ataków wymierzonych w przemysł zbrojeniowy. Przykładowo w marcu rakiety Storm Shadow, przekazane przez Wielką Brytanię, spadły na fabrykę w Briańsku, a w kwietniu zbombardowana została wielka montownia rosyjskich dronów w Taganrogu. Ataki w głębi Rosji nie tylko wywołują efekt psychologiczny, ale także zmuszają rosyjskie dowództwo do rozproszenia swojej obrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej. Priorytetem w zakresie takiej osłony pozostają Moskwa, Petersburg oraz częściowo Krym, będący ważnym zapleczem dla części rosyjskich wojsk, a także punktem na mapie, który Rosjanie będą chcieli utrzymać za wszelką cenę. Tymczasem z powodu licznych nalotów i świetnego ukraińskiego rozpoznania półwysep stał się „czarną dziurą” dla rosyjskich systemów obrony przeciwlotniczej, które są regularnie atakowane przez Ukraińców.
Rosja mierzy się również z narastającymi problemami finansowymi i gospodarczymi. Rząd Federacji ustalił roczny plan deficytu budżetowego na 2026 roku w wysokości 3,8 biliona rubli (ponad 51 miliardów dolarów). Jednak już po pierwszym kwartale okazało się, że deficyt wyniósł 4,6 biliona rubli, czyli równowartość 58–59 miliardów dolarów. Wzrost cen ropy nie wpłynął znacząco na poprawę sytuacji z powodu działań Ukraińców i sankcji Unii Europejskiej. Wolumen eksportu spadł, a głównym rynkiem zbytu stała się Azja, gdzie wiele państw i tak nabywa ropę z upustem. Krytyczna jest też sytuacja z deficytem budżetowym wielu samorządów i jednostek administracyjnych Federacji. Bardzo niskie bezrobocie oznacza z kolei, że niedługo zacznie się „rywalizacja” między wojskiem a przemysłem o rekrutów/pracowników. Jednocześnie nabór cudzoziemców do armii okazuje się niewystarczający.
Tymczasem „czarny łabędź”, na którego tak mocno liczyli na Kremlu, czyli Trump, nie spełnił rosyjskich oczekiwań. Rzecz w tym, że 47. prezydent USA ma coraz bardziej ograniczone możliwości w zakresie nacisków na Ukrainę, NATO i UE. Jesienią odbędą się wybory połówkowe do Kongresu, które mogą zakończyć się bolesną porażką dla Partii Republikańskiej. Poważnymi wyzwaniami dla Trumpa są Iran, sprawa Epsteina i pęknięcia w ruchu MAGA. Środki nacisku na Ukrainę (wsparcie finansowo-militarne i wywiadowcze, popieranie Kijowa na arenie międzynarodowej) zostały już wykorzystane, a Ukraińcy wciąż nie kapitulują. Na dodatek zdolności Ukrainy do rażenia celów w głębi Rosji stale rosną. Coraz bardziej krytyczny ton wypowiedzi Wołodymyra Zełenskiego pod adresem Stanów Zjednoczonych świadczy o tym, że raczej nie będzie zainteresowany spełnianiem kolejnych zachcianek Waszyngtonu. O ochłodzeniu w relacjach amerykańsko-ukraińskich może również świadczyć ostra reakcja Kijowa na dostawy kradzionego zboża ukraińskiego wywożonego przez Rosjan do Izraela – który jest obecnie głównym sojusznikiem Trumpa.
Ukraina uzupełnia próżnię po mocarstwach?
W tym samym czasie Stany Zjednoczone pogrążają się w coraz większym chaosie i podziałach, a w działaniach Trumpa na arenie międzynarodowej widać więcej improwizacji niż strategii. Przykładem jest Bliski Wschód, gdzie amerykański prezydent oddał de facto inicjatywę awanturniczej polityce Izraela, a ten wciągnął go w wojnę z Iranem. Trump wciąż próbuje dojść do porozumienia z Teheranem, które można by było przedstawić jako wielkie zwycięstwo.
Postawa USA i Rosji wobec konfliktu w Iranie przyczyniła się do pewnego zwrotu w ich relacjach z Arabami. Dotychczas państwa Zatoki Perskiej unikały jednoznacznego opowiedzenia się po którejkolwiek ze stron w wojnie rosyjsko-ukraińskiej, a niekiedy można było odnieść wrażenie, że bardziej liczy się dla nich opinia Moskwy niż Kijowa. Wsparcie udzielone Iranowi, również w bombardowaniach terytorium państw arabskich, przelało czarę goryczy, podobnie jak nonszalanckie podejście Amerykanów do bezpieczeństwa regionu i swoich zobowiązań.
Doprowadziło to do tego, że Arabia Saudyjska, Bahrajn, Zjednoczone Emiraty Arabskie, Katar, Kuwejt i Jordania zwróciły się do Ukrainy z prośbą o udzielenie im pomocy w zakresie zwalczania irańskich dronów. Chodzi o kupno nie tylko efektorów, ale całego systemu, w którego skład wchodzą też radary, systemy walki radioelektronicznej i inne sensory, a także analiza danych. Takiego kompleksowego systemu nie da się rozwinąć bez bezpośredniego zaangażowania instruktorów, a nawet całych zespołów do zwalczania Shahedów i ich rosyjskich odpowiedników – Gieraniów. Z tego powodu Ukraina stała się nie tylko eksporterem uzbrojenia i rozwiązań militarnych na Bliski Wschód, ale wręcz eksporterem bezpieczeństwa. Podnosi to status Kijowa na arenie międzynarodowej.
Ukraina działa również w Afryce, zwłaszcza w zachodniej części kontynentu. Aktywność ukraińskich służb specjalnych widać tam, gdzie osłabły wpływy państw europejskich i USA, a weszli Rosjanie i Chińczycy. Już wcześniej operatorzy Głównego Zarządu Wywiadu Ministerstwa Obrony Ukrainy byli obecni w Sudanie, gdzie ich celem było wyeliminowanie rosyjskich wpływów, nawet jeżeli oznaczało to zmianę stron konfliktu. Teraz służby ukraińskie działają z powodzeniem w Afryce Subsaharyjskiej, regionie, który w XIX i XX wieku był pod dominacją kolonialną Francji. W Mali, Nigrze oraz Burkina Faso władzę przejęły junty wojskowe wspierane przez Rosję i Chiny. Z uwagi na brutalność tych reżimów, która przewyższa skalą działania lokalnych organizacji islamistów, część ludności zaczyna się odwracać od władz.
W Afryki Zachodniej pogłębia się chaos i destabilizacja (co w perspektywie może stanowić zagrożenie również dla Europy), a Rosja i Chiny nie są w stanie pomóc juntom opanować sytuacji. W tych okolicznościach Ukraina zwróciła uwagę na Tuaregów, pustynny naród chcący wykroić dla siebie część Mali, by stworzyć tam własne państwo. Walczą oni z malijską juntą, a także wchodzą w sojusze taktyczne z miejscowym odłamem Al-Kaidy (choć bywa, że również walczą przeciwko islamistom). Dzisiaj nie jest już tajemnicą, że Tuaregowie są szkoleni przez Ukraińców, a nie można wykluczyć, że ich operatorzy wspierają w walce saharyjskich wojowników. Jak nietrudno się domyślić, głównym celem dla przybyszy znad Dniepru są Rosjanie – przede wszystkim wspierający zbrodniczą juntę wagnerowców z rosyjskiego Afrika Korps.
Innym ważnym punktem na mapie Afryki stała się dla Ukraińców Libia. Kijów razem z Ankarą wspierają legalny rząd z Trypolisu w walce ze zbuntowanym generałem Chalifą Haftarem, urzędującym w Tobruku. Libijczycy użyczyli Ukraińcom jeden ze swoich portów nad Morzem Śródziemnym, gdzie ci stworzyli bazę wypadową dla dronów morskich i powietrznych. I w tym wypadku celem są Rosjanie, ale tym razem nie na lądzie – prawdopodobnie właśnie z portu położonego na zachód od Trypolisu atakowane są tankowce wchodzące w skład rosyjskiej floty cieni. Istotne jest też to, że przy akceptacji Turcji Kijów zacieśnił również relacje z nowymi władzami Syrii, co być może otworzy przed Ukraińcami nowe możliwości.
Węgry – wyborcza klęska trzech mocarstw
12 kwietnia na Węgrzech odbyły się wybory parlamentarne. Przeciwko rządzącej od 16 lat partii Fidesz, która zdominowała scenę polityczną, wystąpiła partia Tisza, na czele której stanął Peter Magyar. To były polityk Fideszu, którego drogi z premierem Viktorem Orbánem i jego współpracownikami rozeszły się w 2024 roku. Szybko stworzył własną partię opozycyjną, która mogła stanąć do walki o konserwatywny elektorat oraz połączyć go z głosami sympatyków opozycji. Magyar dysponował ogromną wiedzą na temat Fideszu, jego słabości, korupcji, a także mocnych stron. Dla wielu wyborców wydawał się wiarygodnym politykiem – jego oskarżenia pod adresem władz przekonały wielu Węgrów, tych niezdecydowanych i tych, którzy dotychczas głosowali na Fidesz. Magyar postanowił agitować nie tylko w dużych miastach, gdzie poparcie dla rządu od lat jest mniejsze, ale również na wsi i w małych miasteczkach, będących dotąd bastionami władz.
Wyniki wyborów parlamentarnych były dla Orbána miażdżące. Frekwencja wyniosła ponad 70 procent i przebiła pod tym względem poprzednie wybory i referenda nad Dunajem. Przyczyniło się to do porażającej klęski Fideszu, gdyż dotychczas niezdecydowani i bierni obywatele poszli do urn i w większości oddawali głos na Tiszę. Właśnie wtedy przeciwko Orbánowi zadziałała ordynacja wyborcza, która została lata temu zmodyfikowana w taki sposób, by pomóc Fideszowi w manipulowaniu wynikami oraz uzyskaniu większości w parlamencie. Prawie 2/3 mandatów było uzyskiwanych w okręgach jednomandatowych, a ich zwycięzca otrzymywał bonus w postaci dodatkowych procentów przekazywanych na okręgi proporcjonalne, których granice pokrywały się z okręgami jednomandatowymi. Tymczasem w większości tych okręgów mandat uzyskali kandydaci Tiszy, co tylko spotęgowało klęskę Fideszu – ordynacja wyborcza pożarła jej twórcę.
Przyszły premier Węgier nie ma zamiaru w pełni kontynuować polityki swojego poprzednika. Chce zakończyć spory z Unią Europejską i przeprowadzić reformy, dzięki którym odblokuje wsparcie finansowe z Brukseli. Ogromne zmiany widać też na kierunku rosyjsko-ukraińskim. Choć Magyar zdaje sobie sprawę, że Orbán pozostawił mu Węgry uzależnione od rosyjskich surowców energetycznych, to jednak chce wykorzystać swoją kadencję na dywersyfikację dostaw. Nie będzie też kontynuować skrajnie prorosyjskiej polityki i wykorzystywania Węgier w grze Kremla przeciwko Ukrainie. Co do Kijowa, to pozytywnym sygnałem jest wola rozmów w oparciu o wzajemny szacunek, a także jasne wskazanie tego, kto w trwającej od 2014 roku wojnie jest ofiarą, a kto agresorem. Magyar nie zamierza również blokować pakietu wsparcia dla Ukrainy na lata 2026–2027 ani nowych sankcji przeciwko Rosji. Jest jednak przeciwnikiem szybkiego procesu akcesyjnego dla Kijowa, choć trzeba podkreślić, że nie brakuje państw UE, które są podobnego zdania. Nowo wybrany premier ma też nadzieję na polubowne rozwiązanie problemów węgierskiej mniejszości narodowej – choć tutaj pojawia się pytanie, czy nie jest to jedynie hasło adresowane do krajowego wyborcy, ponieważ to właśnie Orbán i jego minister spraw zagranicznych w dużej mierze generowali napięcia w tej sprawie.
Z tych powodów radość Ukraińców z wyniku wyborów na Węgrzech nie jest niczym zaskakującym.
Tymczasem za wielkich przegranych w tej historii mogą się uważać trzy mocarstwa: Stany Zjednoczone, Rosja i Chiny. Każde z nich stawiało na Orbána, choć z różnych powodów. Porażka byłego premiera Węgier jest tym samym fascynującym przykładem klęski trzech mocarstw, z których każde miało swój motyw, aby wspierać polityka Fideszu. Rosja i USA chciały mieć źródło nacisku na Unię Europejską w postaci węgierskiego konia trojańskiego. Liczyły też na to, że Orbán zablokuje udzielenie wsparcia finansowego dla Ukrainy na lata 2026 i 2027 o wysokości 90 miliardów euro. Rosja wysłała nad Dunaj specjalistów od wyborów i dezinformacji, aby wesprzeć kampanię Fideszu. Z USA na konferencję partii władzy przyleciał wiceprezydent J.D. Vance, a Trump ogłosił, że zawrze korzystne dla Węgier umowy handlowe. Nawet bezpośrednie wsparcie obu tych państw nie pomogło. Natomiast z Chinami Węgry pod rządami Fideszu zawierały szereg wygodnych dla Pekinu umów handlowych. Kontynuacja tej polityki stoi obecnie pod znakiem zapytania.
Klęska Orbána niesie również konsekwencje dla prorosyjskiego i protrumpowskiego obozu politycznego w Europie. Pomimo wcześniejszych butnych zapowiedzi Roberta Ficy o „przejęciu pałeczki” od Orbána w zakresie szkodzenia Ukrainie i blokowania 20. pakietu sankcji unijnych przeciwko Rosji, premier Słowacji już na początku maja ogłosił, że jego kraj nie będzie blokować eurointegracji sąsiada. Fico dodał również, że jakiekolwiek porozumienie z Rosją jest niemożliwe bez zgody Ukrainy. Jego ton z wojowniczego zmienił się na wyraźnie ugodowy. Klęska Orbána zmniejszyła również znaczenie innych wyborów, które z kolei przebiegły po myśli Moskwy. W Bułgarii wygrała partia byłego prezydenta Rumena Radewa, który nie ukrywa swojej sympatii dla Rosji. Jednak Bułgaria jest zbyt uzależniona od wsparcia finansowego z UE, bez którego Radew jako premier może szybko stracić sporą część poparcia społecznego – dlatego nie jest jasne, czy jest skłonny podjąć takie ryzyko, jak odgrywanie roli Orbána 2.0. Premier Czech Andrej Babisz również woli działać bardziej pragmatycznie i wątpliwe jest, by wobec problemów wewnętrznych był gotów stać się nowym koniem trojańskim ku uciesze Trumpa i Putina.
Po czterech latach wojny Ukraina, choć jest osłabiona, a jej społeczeństwo zmęczone konfliktem zbrojnym, nie wykazuje symptomów załamania. Większość Ukraińców wciąż jest przeciwna ustępstwom terytorialnym, a armia daleka od rozbicia. Na dodatek ukraińskie zdolności do walki z Rosją stale rosną. Ducha Ukraińców nie złamał ani Trump, ani zimowe bombardowania, które zdaniem amerykańskiego generała Keitha Kellogga miały być dla najeźdźców ostatnią szansą na zmuszenie Kijowa do kapitulacji.