Nowa Europa Wschodnia (logo/link)
Międzymorze / 08.06.2026
Jan Nowinowski

Belgrad–Maisons-Laffitte. Połączenie sezonowe [FRAGMENT KSIĄŻKI]

Jugosławia była dla Jerzego Giedroycia laboratorium politycznych eksperymentów i kanałem przerzutu idei do Polski. Relacje między Belgradem a Maisons-Laffitte ujawniają, jak redaktor „Kultury” próbował wykorzystać titoizm, rewizjonizm i jugosłowiańskich dysydentów do podważania monopolu Moskwy – choć większość tych ambitnych projektów zakończyła się porażką.
Foto tytułowe
Okładka książki Jana Nowinowskiego "Belgrad Maisons – Laffitte. Połączenie sezonowe. Jerzy Giedroyc wobec Jugosławii 1947-2000"



Posłuchaj słowa wstępnego szóstego wydania magazynu online!



Pozycja Jugosławii w koncepcjach i działaniach Jerzego Giedroycia z reguły kształtowała się pod wpływem rozwoju sytuacji. Utrudnia to scharakteryzowanie roli federacji dla podparyskiego środowiska. W krótkich okresach stanowiła ważny (choć niekoniecznie pierwszoplanowy) element linii politycznej „Kultury”. Znacznie częściej stawała się zagadnieniem marginalnym lub wręcz zaniechanym. Korzystając z metafory komunikacyjno-transportowej, relacje na linii Belgrad–Maisons-Laffitte można określić mianem połączenia sezonowego, funkcjonującego tylko w okresie zwiększonego zainteresowania podróżnych.
Pobierz magazyn ZA DARMO
Magazyn Nowa Europa Wschodnia Online
jest bezpłatny.

Zachęcamy do wsparcia nas na Patronite


W tym wypadku rozkład jazdy wyznaczał Redaktor, regulując częstotliwość relacji z krajem Słowian południowych w zależności od szans na zrealizowanie tam swoich celów. Wydarzeniem bez wątpienia kluczowym dla rozpoczęcia związanych z Jugosławią inicjatyw była rezolucja Kominformu z czerwca 1948 roku, wykluczająca ZKJ z grona ugrupowań zrzeszonych w organizacji. Redaktor nie wykazał większego zainteresowania kształtującą się wówczas geopolityczną „trzecią drogą” Belgradu, lecz stopniowo dostrzegał korzyści płynące z uwypuklania ideologicznych niespójności teorii i praktyki komunizmu. Trudno jednak mówić o sympatii Giedroycia wobec reżimu Josipa Broza-Tity. Należałoby raczej użyć określenia: szacunek dla odwagi jugosłowiańskich decydentów, zdolnych do przeciwstawienia się Moskwie. Stopniowo w Maisons-Laffitte powstawał plan wykorzystania tych wzorców do wywołania intelektualnego fermentu w Polsce. U schyłku 1950 roku Redaktor dostrzegł możliwości wynikające z ewentualnego przejęcia audycji radia belgradzkiego nadawanych w języku polskim. Marzył o zainstalowaniu w stolicy Jugosławii „skrajnego lewicowca”, zdolnego do oddziaływania za pomocą rozgłośni na sytuację w Kraju. Zapleczem intelektualnym tego przedsięwzięcia mieli być nieliczni lewicowi intelektualiści emigracyjni, pokroju Czesława Miłosza, skupieni wokół „Kultury”. Projekt wpisywał się w szerszy plan współpracy Instytutu Literackiego z Kongresem Wolności Kultury. Wydaje się, że miał szanse uzyskania poparcia wśród zachodniej lewicy. Wątpliwości budzą natomiast sugestie Redaktora o rzekomej przychylności dla pomysłu w samym Belgradzie. Wiele wskazuje na to, iż fiasko przedsięwzięcia wynikało z niemożności znalezienia odpowiednich współpracowników, którzy zyskaliby aprobatę zarówno Giedroycia, jak i strony jugosłowiańskiej. Mimo to projekt zasługuje na miano innowacyjnego. Redaktor pragnął bowiem uderzać w PZPR za pomocą komunistycznego i zarazem antystalinowskiego przekazu.

Przesłanie konkurencyjnych wobec „Kultury” ośrodków emigracyjnych, które działały pod auspicjami państw zachodnich, nie było w ogóle obliczone na podkopanie ideologicznych przekonań partyjnych decydentów, lecz adresowane do masowego odbiorcy o ewidentnie antykomunistycznych poglądach. Deklaratywny brak sentymentów wobec Tity nie przeszkadzał Redaktorowi uważać, iż postawa marszałka może być solą w oku decydentów zarówno w Moskwie, jak i Warszawie. Dlatego też zabiegał o przeprowadzenie wywiadu z przywódcą Jugosławii, oczekując, że ten skompromituje dawnych polskich towarzyszy z Kominformu. Pomysłowi udało się nadać tok urzędowy, lecz nie został on zrealizowany. Przy całym swym dystansie wobec Tity Giedroyc nie zapominał, kto tak skutecznie zakwestionował monopol Kremla na interpretację komunizmu. Od 1953 roku „Kultura” zaczęła więc propagować, głównie piórem Juliusza Mieroszewskiego, koncepcję titoizmu jako modelu przejściowego dla Polski.

Implementacja rozwiązań jugosłowiańskich była forsowana aż do Października 1956 roku, gdy I sekretarzem PZPR został Władysław Gomułka, deklarujący wolę podążania „polską drogą do socjalizmu”. Gdy okazało się, że rządy „Wiesława” nie przyczynią się do wprowadzenia narodowego komunizmu, już tylko incydentalnie powracano do jugosłowiańskich inspiracji systemowych. Wiodącą taktyką Giedroycia stało się wówczas nagłaśnianie poglądów i postaw działaczy lub środowisk rewizjonistycznych. Należał do nich Milovan Djilas, który obnażył wypaczenia komunizmu w państwie Słowian południowych oraz bloku sowieckim, co przypłacił utratą funkcji państwowych, a następnie także więzieniem. Decyzja o publikacji w 1957 roku przez Instytut Literacki Nowej klasy motywowana była jednak głównie wysoką oceną jej warstwy analitycznej i formułowanymi przez jugosłowiańskiego dysydenta zarzutami wobec Moskwy. Sukces wydawniczy przyćmił fakt, że publicyści „Kultury”, na czele z Mieroszewskim, ignorowali lokalny aspekt wystąpień Djilasa, traktując je wyłącznie jako oręż w walce ze Związkiem Sowieckim. Myśl ta przyświecała również wydaniu w 1959 roku nakładem Instytutu Literackiego Programu Związku Komunistów Jugosławii, zestawionego z dogmatyczną krytyką moskiewskiego pisma „Kommunist”. Edycję opatrzono przedmową Londyńczyka, która nie była pozbawiona elementów sympatii dla decydentów bałkańskiej federacji. Fiaskiem zakończyła się jednakże próba ustanowienia bliższej współpracy z Djilasem oraz jego przyjacielem, Vladimirem Dedijerem. Oczekiwanego skutku nie przyniosła w tym zakresie wizyta Jana M. Ciechanowskiego w Jugosławii z ramienia „Kultury”. Lata 50. były bardzo ważne także w kwestii zawiązania personalnych relacji na linii Jugosławia–Maisons-Laffitte.

Rozpoznanie przez Łukasza Winiarskiego w 1953 roku realiów Jugosławii pozwoliło na dystrybuowanie na jej terenie „Kultury” i wydawnictw Instytutu Literackiego, skąd niejednokrotnie trafiały one do Polski. Głównymi partnerami Giedroycia w tym zakresie był polonista z Uniwersytetu w Belgradzie Stojan Subotin oraz polsko-serbski dziennikarz radiowy Jan Nowakowski. Za ich pośrednictwem Redaktor nie tylko przesyłał książki do Kraju, ale także czerpał informację o sytuacji w ojczyźnie.

W pierwszej połowie lat 60. problematyka jugosłowiańska nie pochłaniała Redaktora w stopniu porównywalnym do lat wcześniejszych. Stosunkowo niewiele uwagi na łamach „Kultury” poświęcono chociażby f lagowej koncepcji międzynarodowej Tity – Ruchowi Państw Niezaangażowanych. Co prawda w 1962 roku Instytut Literacki wydał Rozmowy ze Stalinem Djilasa, lecz wynikało to z przesadnych (jak się okazało) nadziei na wzbudzenie zainteresowania czytelników krajowych, zwabionych naz- wiskiem i marką autora. W marcu 1965 roku Mieroszewski, mając na uwadze zbliżające się wybory do Sejmu PRL, jeszcze raz usiłował „zalansować” jugosłowiańskie rozwiązania ustrojowe. Była to jednak próba jednorazowa, niepodbudowana szerszą analizą na łamach „Kultury”. Intensyfikację związków z Jugosławią przyniósł dopiero rok 1965, gdy międzynarodową opinię publiczną poruszyła sprawa Mihajla Mihajlova – rusycysty, który ośmielił się napiętnować istnienie łagrów i ujawnić patologiczne cechy systemu sowieckiego. W okresie ocieplenia relacji między Belgradem a Moskwą spotkały go represje, lecz nie zaniechał działań zmierzających do stworzenia socjalistycznego czasopisma niepodlegającego kontroli partii komunistycznej. Prowadzoną wraz ze współpracownikami z kręgu zadarskiego walkę o „demokratyczny socjalizm” przypłacił kilkukrotnym pobytem w więzieniu. Giedroyc od początku monitorował działania Mihajlova, publikował w „Kulturze” jego artykuły, wydał w 1966 roku w Instytucie Literackim Tematy rosyjskie, a z czasem stał się reprezentantem interesów dysydenta na arenie międzynarodowej.

Współpracy Redaktora z jugosłowiańskim rusycystą nie udało się jednak przekuć w powstanie szerokiego frontu intelektualistów lewicowych. Porażką zakończył się również plan włączenia w działania kręgu „Kultury” towarzyszy Mihajlova. Wskutek wydarzeń Marca 1968 roku i Praskiej Wiosny strategia polityczna Giedroycia uległa znaczącej zmianie. Redaktor stopniowo porzucał forsowany przez Mieroszewskiego ewolucjonizm, zakładający możliwość demokratyzacji komunizmu. W coraz większym stopniu skłaniał się ku rozwiązaniom radykalnym, nie unikając przy tym retoryki niepodległościowej. W tym podejściu utwierdziły go w 1970 roku krwawo stłumione grudniowe strajki robotnicze na Wybrzeżu. Rok wcześniej Redaktor jeszcze raz spróbował zrealizować w Jugosławii swój projekt. Liczył, że we współpracy z opozycjonistami czechosłowackimi uda się powołać w Belgradzie międzynarodową organizację studencką oraz rozgłośnię radiową – „komunistyczną Wolną Europę”. Wracał tym samym do niezrealizowanego zamiaru z lat 1951–1953. Tym razem jednak audycje miały rezonować nie tylko w Polsce, lecz docierać także do mieszkańców ZSRS, zwłaszcza narodów bałtyckich i Ukraińców. Aby zyskać poparcie dla inicjatywy w kraju Słowian południowych, polecił udać się do Belgradu Gustawowi Herlingowi-Grudzińskiemu celem spotkania z Djilasem. Sądził bowiem, że dysydent będzie w stanie skutecznie firmować śmiały plan.
Okładka książki (kliknij, by przejść do strony księgarni KEW)
Belgrad–Maisons-Laffitte. Połączenie sezonowe. Jerzy Giedroyc wobec Jugosławii 1947–2000 to pierwsze kompleksowe opracowanie relacji Jerzego Giedroycia i środowiska paryskiej „Kultury” z Jugosławią.

Jan Nowinowski pokazuje mało znany, lecz fascynujący fragment historii Instytutu Literackiego — od fascynacji Titą i jugosłowiańskim modelem komunizmu, przez kontakty z bałkańskimi dysydentami, aż po krytykę Miloševicia.

To opowieść o polityce, ideach, emigracji i Europie XX wieku, obejmująca okres od dojścia Tity do władzy po upadek reżimu Miloševicia.

Misja włoskiego korespondenta „Kultury” okazała się jednak politycznie bezowocna. Zawiedli również czescy i słowaccy współpracownicy, co ostatecznie pogrzebało inicjatywę. Wizyta w Belgradzie skutkowała jedynie krótkotrwałą współpracą z Djilasem, który w latach 1970–1971 ogłosił na łamach „Kultury” dwa artykuły. Giedroyc definitywnie żegnał się wtedy z rewizjonizmem. Na znaczeniu stracił też kontakt z Mihajlovem, który w 1970 roku wyszedł na wolność. Redaktor początkowo wprawdzie starał się motywować rusycystę do pisania dla „Kultury”, ale zrażony jego niesłownością w końcu zaniechał wszelkich relacji. Rok 1971 oznaczał więc kres projektów politycznych Redaktora związanych z południowosłowiańską federacją. Poparcie udzielone dysydentom nie przyniosło oczekiwanych rezultatów. Lektura rewizjonistycznych publikacji Instytutu Literackiego nie skłoniła natomiast działaczy PZPR do podjęcia starań na rzecz liberalizacji systemu panującego w PRL.

Rolę Jugosławii w koncepcjach i działaniach Giedroycia w latach 1947–1971 należy rozpatrywać w szerszym kontekście strategii Instytutu Literackiego. Odwoływanie się do idei realizowanych w kraju Słowian południowych było obliczone na wzbudzenie określonych reakcji w Polsce. Poparcie dla titoizmu można zatem sprowadzić do uwypuklania aspektów narodowych w doktrynie komunistycznej, czego wyrazem było udzielenie przez „Kulturę” w 1956 roku krótkotrwałego kredytu zaufania Gomułce. Z kolei wydawanie przez Instytut Literacki artykułów i książek jugosłowiańskich dysydentów było integralnym elementem podsycania nastrojów rewizjonistycznych w Kraju. Autonomiczne inicjatywy Redaktora wobec Belgradu niewątpliwie zasługują na uznanie z uwagi na swoją awangardowość. Nie zmienia to jednak faktu, że wszystkie zakończyły się całkowitą porażką. Źródła archiwalne nie potwierdzają także wysokiego stopnia ich zaawansowania, co po latach deklarował Giedroyc. Ewidentnie przeceniał on własne możliwości działania, a liberalną politykę Jugosławii w kwestii na przykład wymiany wydawnictw mylnie interpretował jako przychylność reżimu Tity dla programu „Kultury”.

Niejednokrotnie wyolbrzymiał faktyczny status projektów, aby zyskać sojuszników do ich realizacji. Okres 1971–1992 charakteryzował się znikomą aktywnością Instytutu Literackiego w Jugosławii, która straciła dla Giedroycia znaczenie polityczne. Kontynuował on standardową wymianę wydawnictw oraz wspierał projekty popularyzacji polskiej literatury, w czym przodował tłumacz Petar Vujičić. Redaktor krótkotrwale próbował też eksponować polsko-jugosłowiańskie zażyłości na gruncie kulturalnym i historycznym, lecz pomysł okazał się efemeryczny i pozbawiony jakiegokolwiek celu ideologicznego.

Wieloletnie okresy całkowitego przestoju w kontaktach z południowosłowiańską federacją przecinały pojedyncze reminiscencje dawnych relacji, skutkujące na przykład rozmową Leopolda Ungera z Djilasem czy pojawieniem się inicjatywy wykupu z Jugosławii pomnika konnego Józefa Piłsudskiego, wykonanego tuż przed II wojną światową. Powodem takiego stanu rzeczy była też redukcja kontaktów z lokalnymi współpracownikami Instytutu Literackiego. Giedroyc przestał korespondować z Nowakowskim, a w 1977 roku zmarł Subotin, co ograniczyło też możliwości wysyłki publikacji z podparyskiej oficyny do PRL. Bezsprzecznie Jugosławia była bardzo ważnym kanałem kolportażu wydawnictw Instytutu Literackiego.

Dzięki tamtejszym kontaktom książki i egzemplarze „Kultury” mogły być przekazywane do Kraju, a nawet do ZSRS. Cieszyły się popularnością również w samym kraju Słowian południowych, wśród polskich stypendystów czy urzędników, przebywających tam służbowo. Redaktorowi udało się także stworzyć w Belgradzie niewielki ośrodek sympatyzujący z „Kulturą”, skupiony wokół Subotina i katedry polonistyki tamtejszego uniwersytetu. Współpraca miała głównie charakter kulturalny, opierając się na wzajemnej wymianie publikacji, informacji oraz intelektualnych inspiracji. „Kultura” wykazała dość nikłe zainteresowanie krwawym rozpadem socjalistycznej Jugosławii w latach 1992–1995: od jego symptomów, poprzez sam konflikt, aż do jego zakończenia na mocy traktatu z Dayton. Giedroyc nie dyskutował na ten temat z bliskimi współpracownikami ani nie zabiegał o artykuły poświęcone problematyce wojny. Wydaje się również, że długo nie opowiadał się po żadnej ze stron, relatywizując i zrównując ze sobą zbrodnie Boszniaków, Chorwatów i Serbów. Znajdowało to odzwierciedlenie na łamach pisma, którego publicyści nie decydowali się na jasne moralne osądy lub marginalizowali znaczenie konfliktu.

Pozytywnie na tym tle wyróżnił się dziennikarz i były opozycjonista Konrad W. Tatarowski, którego dwuczęściowy obszerny esej był bodaj najodważniejszym głosem w obronie państwa bośniackiego i jego obywateli – doznających krzywd ze strony chorwackiej i serbskiej. W „Kulturze” tego okresu próżno jednak szukać wielu relacji naocznych świadków tych tragicznych wydarzeń. Jedynym tekstem autorstwa mieszkańca byłej socjalistycznej federacji okazało się pośmiertne wspomnienie Vujičicia pióra jego uczennicy Biserki Rajčić, opublikowane w marcu 1994 roku. Trudno jednoznacznie określić powód bierności pisma i jego Redaktora wobec tragicznych wydarzeń na Bałkanach. Z pewnością miał na to wpływ rozpad bloku wschodniego, upadek ZSRS i odzyskanie podmiotowości przez Polskę. Sprawy krajowe niezwykle pociągały Giedroycia, tym bardziej że zwiększył on swoje możliwości oddziaływania na rodzimych decydentów. Choć może przeceniał znaczenie swoich rad, to jednak dom w Maisons- -Laffitte odwiedzali ludzie odpowiedzialni za kreowanie polskiej polityki, co potęgowało przeświadczenie jego lokatora o swojej sprawczości.

W kontekście jugosłowiańskim Giedroyc boleśnie cierpiał na brak współpracowników, od których czerpałby rzetelne informacje. Konieczność polegania na zachodnim przekazie medialnym mogła wpłynąć na deformację odbioru sytuacji w dawnej federacji. Na przeszkodzie z pewnością stał też zaawansowany wiek Redaktora, który nie pozwalał na tak wnikliwe jak w poprzednich latach monitorowanie i analizowanie sytuacji politycznej w różnych zakątkach świata. Można też odnieść wrażenie, że do pewnego momentu bezstronną ocenę konfliktu uniemożliwiał mu serbski sentyment. Pozytywne, jeszcze przedwojenne doświadczenie osobistych kontaktów, a następnie harmonijna współpraca na gruncie kolportażu wydawnictw skutkowały swego rodzaju rezerwą w osądzie poczynań Serbów na froncie czy postawy Belgradu, wspierającego swoich bośniackich krajan. Sytuacja zmieniła się dopiero w 1999 roku, gdy eskalował albańsko-serbski konflikt w Kosowie, skutkując masowymi przesiedleniami i czystkami etnicznymi, co ostatecznie sprowokowało społeczność międzynarodową do zbrojnej interwencji w „trzeciej” Jugosławii. Giedroyc nie komentował samego faktu nalotów NATO, lecz zdecydował się na otwarte potępienie reżimu Slobodana Miloševicia.

Niechęć do belgradzkiego autokraty nie przesłoniła mu jednak chęci wsparcia procesów demokratycznych w serbskim społeczeństwie. Zaczął także dostrzegać korzyści płynące z obecności polskich sił stabilizacyjnych na Bałkanach, choć wcześniej pozostawał jej przeciwny, stojąc na stanowisku, że Warszawa nie ma w tej części Europy żadnych interesów. Wysłał nawet do Kosowa Krzysztofa Czyżewskiego, którego rozpoznanie okazało się kluczowe dla podniesienia stawek żołdu stacjonujących w prowincji rodzimych wojsk. Redaktor zauważał także, że polskie oddziały mogą odegrać pozytywną rolę i służyć ideom pojednania serbsko-albańskiego. Wydaje się, że istotnym elementem przemiany Giedroycia była postawa Czyżewskiego. Dyrektor „Pogranicza” wykazywał się bowiem wielkim zaangażowaniem i wolą popularyzacji ideałów „Kultury” na obszarze byłej socjalistycznej Jugosławii. Wierzył, że jak pomogły one Polakom oswoić się z utratą Wilna czy Lwowa, tak Serbom mogą posłużyć za wzór do rozstania z cennym z historycznego i tożsamościowego punktu widzenia Kosowem. Dawał temu wyraz w obszernych esejach, publikowanych na łamach „Kultury”. Wraz z poświęconą podparyskiemu ośrodkowi wystawą jeździł też między innymi do Bośni i Hercegowiny, aby w kraju zamieszkanym przez trzy zwaśnione narody pracować na rzecz pojednania i odbudowy dawnych sąsiedzkich relacji.

Redaktor sprzyjał tym pomysłom, a nawet próbował inicjować następne wyjazdy, podsuwając Czyżewskiemu kolejnych współpracowników, którzy byliby właściwymi emisariuszami ideałów Instytutu Literackiego. Znalazł ich wówczas w postaci między innymi Ungera czy Bohdana Osadczuka. W polityce dyrektora Instytutu Literackiego wobec Jugosławii więcej było porażek niż sukcesów. Pomimo to zasługuje ona na uznanie. Przede wszystkim dlatego, że dowodzi zdolności Giedroycia do zawierania nieoczywistych sojuszy służących realizacji polskich interesów. Oczywiście takich, które były możliwe do osiągnięcia w danym momencie dziejowym. Świadczy także o szerokości horyzontów jego współpracowników, zarówno najbliższych, jak i nieco dalszych. Zdawali oni sobie sprawę, iż w dążeniach do niepodległości nie można poprzestać wyłącznie na wypracowaniu (dobrze już dziś rozpoznanej przez ludzi nauki) strategii działania wobec narodów mieszkających na wschód od linii Bugu – Ukraińców, Litwinów, Białorusinów i Rosjan. Na mapie przeszło 50-letniej emigracyjnej aktywności Giedroycia i jego środowiska wciąż nie brakuje białych plam. Warto je odkrywać, zamiast nieustannie powtarzać od dawna znane prawdy. Autorowi niniejszej pracy pozostaje żywić nadzieję, że odsłoniła ona nieco mniej znany aspekt polityki Redaktora.
JAN NOWINOWSKI (ur. 1999) – absolwent Studium Europy Wschodniej Uniwersytetu Warszawskiego i socjologii na Uniwersytecie Jagiellońskim. Laureat VIII edycji Konkursu im. Wojciecha Sikory na najlepszą pracę magisterską związaną tematycznie z historią i dorobkiem Instytutu Literackiego w Paryżu. Pracuje w Ośrodku Studiów Wschodnich jako analityk do spraw bałkańskich. Belgrad–Maisons-Laffitte. Połączenie sezonowe to jego debiut książkowy.

Wprawdzie zawarte w niej konstatacje i refleksje nie zawsze były dla niego pochlebne, ale przecież zgodne z podziwianą przezeń zdolnością Polaków do przyjmowania nawet bardzo gorzkich pigułek. „To jest chyba jedyny naród – mówił Giedroyc Markowi Zielińskiemu w 1989 roku – który przy swoich niesłychanych wadach, ma też niezwykłą zaletę: pozwala sobie mówić prawdę w oczy. Tę prawdę nawet wówczas, kiedy jest dla niego bardzo nieprzyjemna”.