Nowa Europa Wschodnia (logo/link)
Transatlantyk / 21.06.2026
Jan Żerański

Samuraje tańczą w rytmie hip-hopu. Japonia zamienia popkulturę w narzędzie wpływu

Prawie pół wieku temu prezydent Lech Wałęsa stawiał ten kraj jako wzór do naśladowania dla rodzącej się w bólach demokratycznej Polski. Budowanie drugiej Japonii przeszło do języka polskiej polityki, a Kraj Kwitnącej Wiśni stał się symbolem ogromnego sukcesu gospodarczego.
Foto tytułowe
(Shutterstock)



Posłuchaj słowa wstępnego szóstego wydania magazynu online!



W ciągu paru dekad Japonia wyrosła na symbol współczesnej Azji. Podobnie jak Niemcy, kraj ten, z mroczną przeszłością II wojny światowej, postawił na soft power w budowaniu nowego wizerunku, uprawiając politykę kulturalną na najwyższym poziomie i jednocześnie transformując własne społeczeństwo.
Pobierz magazyn ZA DARMO
Magazyn Nowa Europa Wschodnia Online
jest bezpłatny.

Zachęcamy do wsparcia nas na Patronite


Jak do tego doszło? Między innymi dzięki kulturze masowej. Umiejętnie wykorzystując między innymi sztuki wizualne takie jak manga, czyli japońskie komiksy, filmy animowane czy gry wideo, Japonia z jednej strony stworzyła nowe społeczeństwo, z drugiej – zbudowała silną pozycję na arenie międzynarodowej. Z kraju kojarzonego z II wojną światową stała się ikoną popkultury. Języka japońskiego uczą się dziś tysiące ludzi na całym świecie.

Nawet jeśli w kulturze popularnej, na przykład we wstrząsającej animacji Grobowiec świetlików Isao Takahaty (1989), w której amerykańskie bombardowania Tokio widzimy oczami dzieci, pojawia się motyw II wojny światowej, to Japonia umiejętnie porusza się w antywojennej przestrzeni narracyjnej, budując opowieść o własnej transformacji. Film Takahaty jest po prostu wstrząsający. Takich antywojennych narracji w japońskiej kulturze jest naturalnie więcej. Autor w tym miejscu poleca chociażby Hiroszimę 1945. Bosonogi gen Keijiego Nakazawy czy Akirę Katsuhiry Ôtomo.

Za antywojenne manifesty można w pewnym sensie uznać także filmy o gigantycznych potworach, kaiju, które od 1954 roku cieszą oko nie tylko Japończyków. Najsłynniejszy z nich to oczywiście Godzilla, prehistoryczna bestia będąca personifikacją sił natury. Obudzona amerykańskimi próbami atomowymi z długiego snu, musi mierzyć się z innymi monstrami, czy to mieszkającymi na Ziemi, czy – jak wielki trójgłowy smok Król Ghidorah – przybywającymi z kosmosu. Godzilla jak zawsze odnosi tryumf, także w walce o kolektywną wyobraźnię Zachodu. Potwór doczekał się własnej gwiazdy w Hollywood oraz własnej franczyzy.

O japońskim sukcesie popkulturowym świadczy też fakt, że Zachód potrafił wykorzystać motyw zbrodniarzy wojennych. Bohaterem utworu trashmetalowej grupy Slayer stała się jednostka 731, opracowująca podczas II wojny światowej broń chemiczną oraz biologiczną. Niewiele różniący się od Adolfa Eichmanna zbrodniarze doczekali się obecności w popkulturze.


Nowa konstytucja bez wojska, czyli major Motoko Kusanagi w służbie Cesarza


Japonia weszła w powojenny świat z nową konstytucją. Napisana pod dyktando zwycięskich Stanów Zjednoczonych ustawa zasadnicza wymusiła wyrzeczenie się wojny i tworzyła podstawy nowoczesnego państwa, pozbawionego – istniejących od stuleci – podziałów klasowych. Oraz wojny.

W artykule 9 konstytucji wprost zapisano, że „naród japoński, dążąc szczerze do międzynarodowego pokoju opartego na sprawiedliwości i porządku, wyrzeka się na zawsze wojny jako suwerennego prawa narodu, jak również użycia lub groźby użycia siły jako środka rozwiązywania sporów międzynarodowych. Dla osiągnięcia celu określonego w poprzednim ustępie nie będą nigdy utrzymywane siły zbrojne lądowe, morskie i powietrzne ani inne środki mogące służyć wojnie. Nie uznaje się prawa państwa do prowadzenia wojny”.

Japonia nie posiada może oficjalnie wojska, ale dysponuje Siłami Samoobrony. Japońskie nie-wojsko, policja czy służby specjalne pojawiają się w sztukach wizualnych jako formacje gotowe bronić kraju i świata przed zagrożeniami. Takim klasycznym przykładem obecności sił porządkowych w sztukach wizualnych jest manga Ghost in the Shell i rozwinięte wokół niej uniwersum. Wydana w 1989 roku historia autorstwa Masamune Shirow opowiada losy Motoko Kusanagi, która pracuje dla organizacji będącej odpowiednikiem naszego Urzędu Ochrony Państwa. Członkami organizacji są ludzie przeniesieni z innych jednostek (np. policji, jak oficer Togusa) oraz cyborgi, jak major Kusanagi, którzy wykonują zadania specjalne, czasami na granicy prawa. Wojenna trauma Japonii odbija się nie w jednej, lecz w dwóch wojnach światowych. Po trzeciej oraz czwartej zdewastowany świat postawił na Azję. Major Kusanagi wraz ze swoim zespołem mierzy się w nim z zagrożeniami, które wydają się dziś zaskakująco realistyczne. I tak na przykład w stworzonym na podstawie mangi w 1995 roku animowanym filmie autorstwa Mamoru Oshii oficer Kusanagi tropi niebezpiecznego hakera, Władcę Marionetek, włamującego się do cybermózgów.

Zarówno manga, jak i film tak silnie zawładnęły wyobraźnią ludzi, że wiele lat później siostry Wachowskie oddały im hołd w Matriksie, a dekadę temu Hollywood sięgnęło po animację ponownie, tworząc pełnometrażową produkcję ze Scarlett Johansson w roli głównej. W lipcu 2026 roku Amazon Prime Video zamierza wypuścić reboot serii.


Samuraje w rytmie hip-hopu


Wydaje się, że globalny sukces japońskiej popkultury wynika zarówno z atrakcyjności przekazu artystów, dostosowanego do różnych grup wiekowych i klas społecznych, jak i z czerpania inspiracji z różnych kultur i tradycji, w tym własnej. Wsparcie państwa w promowaniu swojego kraju, choćby w ramach partnerstwa publiczno-prywatnego, to tylko element składający się na wielki sukces japońskiej kultury popularnej.

Po wojnie Japonia postawiła między innymi na dyplomację publiczną. Bardzo dobrym przykładem działania państwa jest Cool Japan, trwająca od lat strategia dyplomacji publicznej oparta na kreowaniu pozytywnego wizerunku kraju poza jego granicami. Powstałe w japońskiej strukturze rządowej Ministerstwo Handlu, Gospodarki oraz Przemysłu w 2010 roku wprowadziło w życie wieloletni plan ocieplania wizerunku kraju, a sztuki wizualne odgrywają w tym znaczącą rolę.

Istnieje duże prawdopodobieństwo, że młody Europejczyk czy Amerykanin, który jako dziecko chwyci za Nintendo Switch i zagra w Super Mario, zainteresuje się odkrywaniem kolejnych obszarów japońskiej kultury – stworzony przez Shigeru Miyamoto bohater ratujący z opresji księżniczkę Peach jest takim samym ambasadorem Japonii jak Motoko Kusanagi.

Jeśli młody człowiek z Europy czy Ameryki zakocha się w japońskiej animacji i zapragnie studiować w Kraju Kwitnącej Wiśni ma oczywiście taką możliwość. Japońskie uniwersytety należą do najlepszych na świecie, a jeśli studentowi się poszczęści może skorzystać z oferty edukacyjnej, ubiegając się o na przykład stypendium MEXT. Także pracownicy administracji mogą wybrać się do Japonii na wymianę. Co roku dla urzędników spełniających określone wymagania jest organizowany program Young Leaders Program, roczny pobyt w Japonii w National Graduate Institute for Policy Studies w Tokio.

To zresztą jest element charakterystyczny nie tylko dla Japonii. Państwa azjatyckie budują swoje soft power przyjmując stypendystów z krajów zachodnich. W Chinach można ubiegać się o stypendium rządu chińskiego, a czasami także ich miejskie odpowiedniki; podobne oferty programowe mają Koreańczycy.

Z kolei młodzi ludzie poszukujący własnej tożsamości płciowej mogą bez skrępowania poznawać mangi eksplorujące tematy miłości homoseksualnej. Taki temat pojawia się na przykład w Yuri on Ice, stworzonej przez animatorkę Sayo Yamamoto anime o relacji dwóch zawodników łyżwiarstwa figurowego.

Młody człowiek, który zagra lub obejrzy produkcje z serii Gundam, zapewne będzie męczył rodziców, żeby odwiedzić dzielnicę elektroniki w Tokio, Akihabarę. Możliwe, że jego siostra zakocha się w stylu gothic Lolita, a oboje będą kiedyś zwiedzać tokijskie dzielnice Harajuku czy Shinjuku. Tokio, niegdyś zbombardowane przez Amerykanów, stało się ośrodkiem kultury, kreującym światowe trendy.

Siłę japońskiej popkultury pokazuje również fakt, że legenda heavy metalu, Rob Halford z grupy Judas Priest, docenił japoński zespół Babymetal. Nie jest to zresztą jedyny przykład przenikania się różnych kultur. Szwedzka grupa metalowa Sabaton nagrała utwór sławiący jednego z najlepszych szermierzy w historii Japonii, legendarnego Musashiego Miyamoto.

Japońska kultura masowa dla każdego oferuje coś interesującego. Takie podejście wynika po części z czerpania z kilku porządków narracyjnych. Z jednej strony mamy nawiązania w sztuce nowoczesnej do bogatej tradycji i kultury Japonii (samuraje, kodeks Bushido, sztuki walki), z drugiej – postawienie na nowoczesność (wielkie roboty z serii Gundam). Współczesna sztuka japońska inspiruje się Zachodem, a kultura zachodnia chętnie wykorzystuje japońską historię, mitologię oraz folklor.

To nie tylko Akira Kurosawa czerpiący z Szekspira czy japoński etatowy kandydat do literackiego Nobla – Haruki Murakami. Sam Murakami w Kafce nad morzem odwołuje się do greckiej tragedii antycznej.

Shinichirō Watanabe potrafił w swojej animacji Cowboy Bebop z 1998 roku sięgnąć do jazzu oraz bluesa. Po zniszczeniu Ziemi w trakcie prac nad systemem międzygwiezdnej podróży ludzkość skolonizowała Układ Słoneczny, który stał się w zasadzie kosmicznym odpowiednikiem Dzikiego Zachodu. Łowca nagród Spike Spiegel wraz z członkami załogi statku „Bebop” Jetem, Faye Valentine, Edwardem oraz sympatycznym psiną Ein przeszedł do historii kultury masowej właśnie dzięki umiejętnemu połączeniu muzyki oraz animacji. Space opera w rytmie jazzu? Jak najbardziej! W swoim kolejnym serialu, Samurai Champloo, opowiadającym historię młodej dziewczyny, która w towarzystwie dwójki samurajów poszukuje samuraja pachnącego słonecznikami, niezwykle dla niej ważnego, Watanabe sięgnął do hip hopu. Efekt także okazał się znakomity.

Jeśli pojawiają się wątki religijne, jak w znakomitym, świętującym w 2025 roku swoje trzydziestolecie Neon Genesis Evangelion autorstwa Hideakiego Anno, to zarówno japoński, jak i zachodni odbiorca spotka się z odniesieniami choćby do zwojów z Qumran. Neon Genesis Evangelion opowiada historię 14-letniego Shinjiego Ikariego, który na prośbę swojego ojca zostaje członkiem tajemniczej organizacji NERV broniącej świata przed istotami z kosmosu zwanymi Aniołami. Shinji oraz grupka innych dzieci staje się pilotem evangelionów, zaawansowanych wielkich humanoidalnych, biologicznych maszyn (nie robotów!) zaprojektowanych do obrony Ziemi. Zarówno Neon Genesis Evangelion, jak i Cowboy Bebop odniosły gigantyczny sukces poza granicami Japonii.

Atrakcyjność japońskiej popkultury na Zachodzie wywoływała niekiedy ostre reakcje w samej Japonii. Dość powiedzieć, że gdy Siedmiu samurajów Kurosawy zostało przeniesione w realia Dzikiego Zachodu przez włoskiego reżysera Sergio Leone, japoński twórca nie był szczególnie zadowolony. Dzisiaj Jim Jarmush nawiązuje do kodeksu Bushido w Ghost Dog: Droga samuraja, a zamiłowanie do Japonii Quentina Tarantino (Kill Bill) znają wszyscy fani kina.

W 2003 i 2024 roku Hayao Miyazaki zdobył Oscara za najlepszy film animowany, za Spirited Away oraz Chłopca i czaplę. Inną statuetkę w 2024 roku przywiózł do Japonii film Godzilla Minus One w reżyserii Takashiego Yamazakiego. Potwór dołączył do dorobku Kurosawy i jego klasyków: Rashomona oraz Dersu Uzały.


Gangsterzy w twoim domu


Japońscy twórcy odwołują się do wszystkich możliwych narracji. W sztukach wizualnych powojennego kraju wszystko może być tematem, nawet gangsterzy. Japońska yakuza, która należy do najpotężniejszych organizacji przestępczych świata, stała się bohaterem niejednego filmu, a wraz z rozwojem elektroniki także gier wideo. To tak, jakby w Polsce powstawały filmy osadzone w mafijnej Warszawie lat 90. Gra o wojnie gangów Pruszkowa z Wołominem? Dlaczego nie?

Toshihiro Nagoshi od 20 lat dostarcza graczom na całym świecie kolejne odsłony gry Yakuzy (w 2022 roku przemianowanej na Like a Dragon), pokazując blaski i cienie tokijskiego – i nie tylko – półświatka. Przemierzając ulice Tokio wraz z protagonistą, członkiem jednego z klanów, Kazumą Kiryu, gracze mogą poczuć się jak członkowie mafii.

Sam termin „yakuza” nie odnosi się do jednej organizacji przestępczej, lecz do konglomeratu syndykatów zorganizowanej przestępczości z tradycją sięgającą kilkuset lat i związaną z klasowymi podziałami w Japonii.

Tematem sztuk wizualnych bywa również japońska historia. Amerykańska armia wymusiła może w nowej konstytucji pacyfizm, ale nie mogła odebrać Japonii przeszłości pełnej wojen, także domowych, a więc efektywnego uzbrojenia. Katana – tak samo jak sztuki walki – stała się jednym z jej symboli. W połączeniu z bogatą mitologią oraz bestiariuszem japońskim twórcom wystarczyło tylko uruchomić wyobraźnię.

Odnowieniu wizerunku Japonii sprzyjały zresztą czasy. Po II wojnie światowej w Stanach Zjednoczonych swoją działalność popularyzatorską prowadził mistrz karate Masutatsu Ōyama, promując japońskie sztuki walki w kraju dawnego wroga. Podobnych ambasadorów kultury japońskiej było zresztą więcej. Samo karate, skutecznie potem rozpromowane przez Hollywood i kino azjatyckie, stało się symbolem nowoczesnej Japonii. Karate dołożyło swoją cegiełkę do kulturowego wizerunku Japonii, na równi z kataną, Godzillą czy twórczością Murakamiego.

Ōyama, który sam w przeszłości należał do jednego z klanów yakuzy, a w czasie wojny był pilotem kamikaze, głęboko przyczynił się do odbudowy kraju, którego bronił. W końcu karate głosi zasadę: karate ni sente nashi. Sformułowana przez mistrza Gichina Funakoshiego oznacza ona: „karate nie jest sztuką agresji”. Natomiast stworzony przez Ōyamę styl kyokushin (obok shōtōkan to jedna z najpopularniejszych japońskich sztuk walki na świecie) jest dziś praktykowany miliony osób, także w Polsce.


Japonia nad Wisłą. Czarodziejka z Księżyca ambasadorką Japonii


O ile polski prezydent stawiał Japonię za wzór w politycznej dyskusji, tak jeden z późniejszych ministrów, Marian Banaś, stanął w jednym rzędzie z innymi posiadaczami czarnego pasa w kyokushin. Stworzona przez Ōyamę sztuka walki dotarła do polskiego rządu.

Stosunki polsko-japońskie mają bardzo dobrą i długą historię. Sam Józef Piłsudski współpracował z japońskim kempeitai, złowrogą służbą bezpieczeństwa cesarstwa, a japoński konsul Chiune Sugihara ratował tysiące Żydów w ogarniętej pożogą Polsce.

W grudniu 1941 roku Polska – jako sojusznik Wielkiej Brytanii – znalazła się formalnie w stanie wojny z Japonią. Japończycy rozumieli, że Polacy nie mieli wyboru. „Wyzwania Polaków nie przyjmujemy. Polacy wypowiedzieli nam wojnę pod presją Wielkiej Brytanii, a biją się o swoją wolność”, mówił ówczesny premier Hideki Tōjō.

W czasie wojny relacje polsko-japońskie sprowadzały się do nieformalnej współpracy, szczególnie na gruncie dyplomacji i wywiadu. Po wojnie na polskich uniwersytetach prowadzono badania nad historią, kulturą i literaturą japońską, a także nauczano języka. Warto tutaj wspomnieć chociażby profesora Mikołaja Melanowicza, późniejszego tłumacza między innymi Kenzaburō Ōe, laureata Nagrody Nobla w dziedzinie literatury w 1994 roku. Równolegle, od lat 70. rozwijały się style kyokushin i shotokan za sprawą polskich karateków takich jak Andrzej Drewniak czy Tomasz Piotrkowicz. Inny laureat literackiego Nobla także łączył światy. Czesław Miłosz nie znał języka japońskiego, ale potrafił przekładać z języka angielskiego haiku, japońską klasyczną poezję.

Boom na Japonię rozpoczął się po upadku muru berlińskiego. Gdy opadła żelazna kurtyna, a świat stał się bardziej otwarty, do Polski zaczęły napływać treści z całego świata, w tym naturalnie z Japonii: przede wszystkim manga oraz anime, ale także kuchnia. Początki były jednak bardzo skromne.

O ile już wcześniej do Polski trafiały animacje, jak Załoga G., dopiero lata 90. przyniosły prawdziwy eksport japońskiej popkultury. Z jednej strony wydawane były czasopisma takie jak „Secret Service”, poświęcone grom wideo (samo pismo zresztą miało swoją sekcję manga/anime), z drugiej – istniały chałupnicze tłumaczenia pirackich wersji animacji. Ogromną rolę odegrała Polonia 1, włoski kanał, który prezentował polskiemu odbiorcy choćby Generała Daimosa, oraz Polsat z Czarodziejką z Księżyca. Istotne znaczenie miało także pierwsze polskie czasopismo mangowe „Kawaii”, prowadzone przez Pawła „Mr. Jedi” Musiałowskiego, oraz jego „Mangazyn”. Swoje dołożyli również fani, tłumacząc japońskie animacje.

Efektem mrówczej pracy pasjonatów japońskiej popkultury było zorganizowanie w 1997 roku pierwszego konwentu mangi i anime, a także powstanie pierwszych wydawnictw sprowadzających mangi do Polski – Japonica Polonica Fantastica, założonego przez Shina Yasudę (1996), czy Waneko (1999), stworzonego przez Aleksandrę Watanuki. Dzisiaj Japonia ma nad Wisłą grono wiernych fanów.

Konwenty fantastyki, takie jak Pyrkon (ponad 50 tys. uczestników), mają regularnie bloki tematyczne poświęcone mandze i anime. Nikogo nie dziwi też cosplay, czyli fanowskie przebieranie się za bohaterów popularnych serii gier/anime. Organizowane są także wydarzenia stricte tematyczne, jak Animatsuri.

Chociaż niektóre magazyny poświęcone mandze i anime już dziś się nie ukazują (jak „Otaku”), Polacy coraz śmielej eksperymentują z tworzeniem seriali anime przy wsparciu japońskich animatorów, na przykład ze studia Trigger. Cyberpunk: Edgerunners ze scenariuszem Bartosza Sztybora, osadzony w uniwersum gry Cyberpunk 2077 od CD Projekt Red, doczekał się bardzo ciepłego przyjęcia także w Japonii.
Jan Żerański - Publicysta. Jego teksty ukazują się m.in. w "Dzienniku Gazecie Prawnej" czy "Rzeczpospolitej". Specjalizuje się w tematyce prawniczej, społecznej, technologicznej, cywilizacyjnej, a także w sprawach międzynarodowych

Inne artykuły Jana Żerańskiego

Eksperci dostrzegają ogromny potencjał w polsko-japońskiej kooperacji w sztukach wizualnych. Proponowany przez Fundację Polska-Japonia fundusz twórczy dla polsko-japońskiej wymiany kulturalnej w zakresie animacji czy współpracy w dynamicznie rozwijającej się branży gier to krok w dobrym kierunku, tym bardziej że konkurenci z Azji nie próżnują. Niedawno do Polski zawitali Chińczycy z Tencentu, przejmując komputerowego giganta, rodzimy Techland. Być może przydałoby się poszerzenie oferty edukacyjnej oraz wymiany kulturowej. Polscy oraz japońscy urzędnicy samorządowi mogliby wzajemnie czerpać ze swoich doświadczeń w ramach nowych programów stypendialnych, a firmy – pogłębić wymianę pracowników w ramach secondmentu (wysyłania pracowników) do partnerów biznesowych, żeby mogli poznać inne style zarządzania wiedzą czy kapitałem.