Nasza strona używa ciasteczek do zapamiętania Twoich preferencji oraz do celów statystycznych. Korzystanie z naszego serwisu oznacza zgodę na ciasteczka i regulamin.
Pokaż więcej informacji »
Drogi czytelniku!
Zanim klikniesz „przejdź do serwisu” prosimy, żebyś zapoznał się z niniejszą informacją dotyczącą Twoich danych osobowych.
Klikając „przejdź do serwisu” lub zamykając okno przez kliknięcie w znaczek X, udzielasz zgody na przetwarzanie danych osobowych dotyczących Twojej aktywności w Internecie (np. identyfikatory urządzenia, adres IP) przez Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka Jeziorańskiego i Zaufanych Partnerów w celu dostosowania dostarczanych treści.
Portal Nowa Europa Wschodnia nie gromadzi danych osobowych innych za wyjątkiem adresu e-mail koniecznego do ewentualnego zalogowania się przy zakupie treści płatnych. Równocześnie dane dotyczące Twojej aktywności w Internecie wykorzystywane są do pomiaru wydajności Portalu z myślą o jego rozwoju.
Zgoda jest dobrowolna i możesz jej odmówić. Udzieloną zgodę możesz wycofać. Możesz żądać dostępu do Twoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia, ograniczenia przetwarzania, przeniesienia danych, wyrazić sprzeciw wobec ich przetwarzania i wnieść skargę do Prezesa U.O.D.O.
Korzystanie z Portalu bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza też zgodę na umieszczanie znaczników internetowych (cookies, itp.) na Twoich urządzeniach i odczytywanie ich (przechowywanie informacji na urządzeniu lub dostęp do nich) przez Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka Jeziorańskiego i Zaufanych Partnerów. Zgody tej możesz odmówić lub ją ograniczyć poprzez zmianę ustawień przeglądarki.
Jedwabny Szlak / 13.07.2026
Jakub Gajda
Zachód próbuje osłabić Iran militarnie. Kultura męczeństwa pomaga mu przetrwać
Zachodni obserwator postrzega śmierć lidera jako stratę potencjału państwa. Irańczyk bardzo często widzi w niej narodziny kolejnego symbolu męczeństwa. Zachód liczy generałów, drony, rakiety i samoloty. Irańskie społeczeństwo liczy męczenników. Dopóki nie zrozumiemy tej różnicy, każda analiza dotycząca rzeczywistości Iranu będzie po prostu niepełna.
(Shutterstock)
Posłuchaj słowa wstępnego szóstego wydania magazynu online!
Wojna Iranu ze Stanami Zjednoczonymi i Izraelem po raz kolejny dobitnie ukazała, że państwa tego nie sposób analizować wyłącznie przez pryzmat potencjału militarnego, gospodarki czy siły aparatu państwowego. Klasyczny realizm polityczny nie daje odpowiedzi na pytanie, dlaczego Islamska Republika pozostaje odporna na próby jej obalenia. Paradoks polega na tym, że to właśnie Amerykanie i Izrael zastosowali klasyczną logikę realizmu politycznego. Założyli, że eliminacja przywódców doprowadzi do załamania państwa. Sądzili też zapewne, że przeprowadzone w internecie przez GAMAAN (The Group for Analyzing and Measuring Attitudes in Iran) anonimowe badania irańskiej opinii społecznej są wiarygodne i miarodajne. Na ich podstawie 81 proc. irańskiego społeczeństwa miało być skłonne obalić Islamską Republikę już teraz. Nawoływania Trumpa i Netanjahu do obalenia reżimu ajatollahów były jednak raczej niedźwiedzią przysługą dla irańskich protestujących. Czarę goryczy przelał zaś książę Pahlawi, który nie potępił masakry uczennic ze szkoły w Minab, czym pogrzebał swoje szanse na rolę lidera irańskiej opozycji. Prawdopodobnie już ostatecznie.
Tymczasem o wiele ważniejszym elementem niż wybiórcze ankiety jest kultura męczeństwa. Ten aspekt został pominięty przez zachodnich obserwatorów w analizie potencjału Islamskiej Republiki. Może dlatego, że Iranem zajmują się na Zachodzie najczęściej analitycy i komentatorzy polityczni, słabo zorientowani w głębszych warstwach irańskiej rzeczywistości. Umykają im wtedy kulturowe i religijne mechanizmy funkcjonowania irańskiego społeczeństwa.
Kultura męczeństwa jest głęboko zakorzeniona zarówno w religii szyickiej, jak i w zbiorowej pamięci Irańczyków. To właśnie ona sprawia, że śmierć najważniejszych dowódców wojskowych czy też przedstawicieli władz nie prowadzi automatycznie do załamania morale społeczeństwa. Paradoksalnie wywołuje efekt odwrotny: mobilizację, solidarność (zwaną dziś w mediach „efektem zjednoczenia wokół flagi”) i silniejsze utożsamienie się społeczeństwa z państwem oraz wspólnotą narodową.
Logika polityczna Donalda Trumpa i Benjamina Netanjahu założyła zatem, że eliminacja przywódców polityczno-religijnych i dowódców wojskowych osłabi przeciwnika. W przypadku Islamskiej Republiki Iranu mechanizm ten jednak nie zadziałał. Śmierć Alego Chameneiego czy też Alego Laridżaniego nie oznacza końca wpływu tych osób, lecz początek ich symbolicznego życia jako męczenników. Nie jest to zjawisko nowe. Podobny mechanizm społeczny można było zaobserwować po śmierci Ghasema Solejmaniego w 2020 roku. Od tamtego wydarzenia jego kult jako męczennika stał się jednym z najważniejszych elementów państwowej narracji.
Wówczas w globalnym głównym nurcie również dominowało przekonanie, że likwidacja jednego z najważniejszych dowódców Korpusu Strażników Rewolucji osłabi irański aparat bezpieczeństwa. W Iranie wydarzenie to zostało odczytane zupełnie inaczej. Pogrzeb przerodził się w jedną z największych manifestacji społecznych ostatnich dekad. W przestrzeni publicznej niemal natychmiast pojawiły się nowe murale i wystawy poświęcone jego pamięci. Państwo wykorzystało tę emocję propagandowo, jednak sama skala społecznej mobilizacji nie była wyłącznie efektem propagandy. Wyrastała z zakorzenionej od pokoleń kultury oddawania czci poległym.
Miasto pamięta swych poległych synów
Z perspektywy socjologicznej zjawisko męczeństwa w Iranie jest wyjątkowe. Męczennik nie jest jedynie bohaterem historycznym. Staje się trwałym elementem pamięci zbiorowej, obecnym w przestrzeni publicznej, edukacji, kulturze i życiu religijnym. Rodzina męczennika również zyskuje szczególne miejsce w społeczeństwie. Otrzymuje nie tylko wsparcie państwa i z funduszu męczenników, ale przede wszystkim szacunek sąsiadów, lokalnej społeczności i zwykłych ludzi.
Po raz pierwszy uświadomiłem sobie skalę tego zjawiska podczas mojego pobytu w Teheranie w 2003 roku. Pamiętam pierwsze wrażenie, kiedy wjeżdżaliśmy autokarem do tego miasta. Było ono wręcz przepełnione muralami przedstawiającymi nie generałów ani polityków, lecz zwykłych ludzi – starszych, młodszych, kalekich, którzy zginęli w wojnie iracko-irańskiej, czyli ponad piętnaście lat wstecz. Ich twarze spoglądały z budynków w każdej niemal dzielnicy. Dla przybysza z Europy było to doświadczenie zaskakujące, zapadające w pamięci i wówczas nie do końca zrozumiałe. W mieście wyeksponowane były również wizerunki ajatollaha Chomeiniego i ówczesnego żyjącego rahbara (przywódcy) Alego Chameneiego, ale i tak dominowała pamięć o tych, którzy oddali życie, a nie o tych, którzy odnieśli polityczne zwycięstwo.
Wraz z kolejnymi wizytami w Iranie zacząłem dostrzegać, że murale funkcjonowały niczym nieustannie obecna kronika narodowej pamięci. Każda dzielnica miała swoich poległych, których twarze codziennie mijali mieszkańcy idący do pracy, szkoły czy na bazar. W Europie pomniki często przypominają odległą historię i tylko bohaterów najwyższej rangi. W Iranie pamięć o wojnie pozostawała częścią codzienności. Bohaterowie nie byli zamknięci na cmentarzach ani w podręcznikach. Nadal uczestniczyli w życiu miasta.
Zatem również w kontekście współczesnych wydarzeń należy pamiętać o wojnie iracko-irańskiej z lat 1980–1988. Dla Irańczyków nie był to zwykły konflikt Bliskiego Wschodu, ale wojna egzystencjalna. Przez osiem lat niemal każda rodzina zetknęła się ze śmiercią kogoś bliskiego. Setki tysięcy młodych ludzi poległy na froncie, a kolejne setki tysięcy wróciły jako inwalidzi. To właśnie wtedy narodziła się współczesna kultura męczeństwa Islamskiej Republiki. Państwo jedynie ją utrwaliło, nawiązując w błyskotliwy, acz oczywisty sposób do męczeństwa imama Husajna pod Karbalą. Fundamentem było jednak autentyczne doświadczenie społecznego cierpienia.
Rodzina męczennika
Jeszcze dogłębniej zrozumiałem znaczenie męczeństwa kilkanaście lat później, w 2017 roku, gdy uczestniczyłem w obchodach Aszury w jednej z teherańskich dzielnic. Znajomy Irańczyk zaprosił mnie wówczas do swojej rodzinnej dzielnicy, aby w cieniu męczeńskiej śmierci imama Husajna wspólnie uczcić pamięć jego wujka, poległego podczas wojny iracko-irańskiej. Byłem zaskoczony tym, jak te obchody wyglądały. Od zakończenia konfliktu minęło już wówczas ponad ćwierć wieku, a mimo to atmosfera sprawiała wrażenie, jakby stało się to ledwie kilka miesięcy wcześniej. Rodzina poległego była otaczana ogromnym szacunkiem przez całą lokalną społeczność. Ludzie składali wyrazy uznania, wspólnie uczestniczyli w ceremoniach. Rodziny męczenników zasiadały na zaszczytnych miejscach w namiocie postawionym na czas Aszury. Nie wynikało to z formalnego ceremoniału. Był to spontaniczny odruch społeczności, która oddawała należny szacunek rodzinom poległych. Nie był to zatem wyłącznie rytuał religijny, ale widoczny znak społecznego uznania dla tych, których bliscy ponieśli najwyższą ofiarę. Śmierć męczeńska w Iranie jest trwałą chwałą nie tylko osoby, która oddaje życie za ojczyznę i wartości islamu. Pozwala również, by część tej chwały i wielka duma przypadły w udziale najbliższym męczennika. Śmierć męczeńska nie kończy społecznego życia irańskiego szyity. Jego bliscy dziedziczą część tej specyficznej formy prestiżu, stając się depozytariuszami pamięci o ofierze.
Właśnie w tamtym czasie w pełni zrozumiałem, że męczeństwo w Iranie nie jest jedynie pojęciem teologicznym. Jest instytucją społeczną. Tworzy więzi międzyludzkie, buduje lokalne wspólnoty i wzmacnia poczucie ciągłości między kolejnymi pokoleniami. Śmierć męczeńska nie kończy społecznej obecności irańskiego szyity, lecz staje się początkiem nowej formy obecności w pamięci zbiorowej.
Dlaczego Zachód nie rozumie Iranu?
Wydarzenia ostatnich miesięcy należy interpretować właśnie przez ten pryzmat. Śmierć wysokich rangą przedstawicieli irańskiego aparatu państwowego i wojskowego nie wywołała społecznego rozpadu, którego spodziewało się wielu obserwatorów. Nie spełnił się sen Trumpa i Netanjahu o zniszczeniu Republiki Islamskiej, a obecnie Trump poniekąd zmuszony jest znów szukać politycznego wyjścia z zaistniałej sytuacji. Tymczasem w oczach znacznej części irańskiego społeczeństwa Chamenei, Laridżani, inni polegli politycy oraz dowódcy IRGC zostali wpisani w wielowiekową tradycję męczeństwa, sięgającą wydarzeń pod Karbalą i stale odtwarzaną podczas obchodów Aszury. To właśnie ta symbolika pozwoliłaby zrozumieć, dlaczego doświadczenie śmierci może prowadzić do większej mobilizacji społecznej, a nie do kapitulacji.
Minab jako bezkresne źródło gniewu i motywacji
Charakterystycznym przykładem jest także sposób, w jaki Irańczycy opisują śmierć dzieci i młodzieży podczas działań wojennych. Śmierć dziewczynek ze szkoły w Minab również została przedstawiona jako męczeństwo. Dla odbiorcy wychowanego w kulturze zachodniej może to wydawać się trudne do zrozumienia. Dzieci zginęły w przypadkowym ataku, lecz stało się to podczas wojny. W irańskim systemie wartości nie oznacza to jedynie religijnego określenia sposobu śmierci. Kilka dni po zdarzeniu zdjęcia uczennic z Minab zaczęły pojawiać się w internecie, na plakatach i w lokalnych mediach. Ich twarze bardzo szybko przestały być jedynie fotografiami ofiar. Stały się kolejnym rozdziałem opowieści o narodowym cierpieniu Irańczyków w obliczu „arogancji i podwójnych standardów” Izraela i Stanów Zjednoczonych. Właśnie w ten sposób w Iranie rodzą się nowe symbole pamięci zbiorowej, które jednocześnie zagrzewają serca do walki i zemsty na wrogach. Dziewczynki są dziś „materiałem propagandowym” Islamskiej Republiki w sferze politycznej i społecznej. Pojawiały się nawet w memach przy okazji „cudownego” remisu Iranu z Belgią na mundialu, jako armia małych aniołów. Jest to akt nadania ofierze szczególnego znaczenia moralnego oraz włączenia jej do wspólnoty narodowej pamięci. Dziecięctwo i niewinność dodają temu symbolowi emocjonalnego wymiaru.
Iran trudno jest analizować za pomocą klasycznych modeli politologicznych. O sile państwa nie decydują wyłącznie liczba żołnierzy, nowoczesność uzbrojenia czy kondycja gospodarki. Równie ważne są symbole, pamięć i przekonanie, że najwyższa ofiara nie jest końcem, lecz początkiem społecznego zobowiązania wobec tych, którzy pozostają, i trwałym symbolem dla żyjących.
Można nie zgadzać się z ideologią Islamskiej Republiki, krytycznie oceniać jej system polityczny czy sposób sprawowania władzy. Można naiwnie sądzić, że w zglobalizowanej rzeczywistości Iran należy postrzegać przez pryzmat emocji towarzyszących społeczeństwom zachodnim. Można również popaść w przeciwną skrajność i uznać całe społeczeństwo za bezrefleksyjnych zwolenników Islamskiej Republiki. Byłby to jednak równie poważny błąd. Mieszkańcy Iranu nie są społeczeństwem fanatyków IRI–ich wrażliwość społeczna jest po prostu inna. Stąd trudno zrozumieć współczesny Iran bez dostrzeżenia wyjątkowej roli, jaką odgrywa w nim męczeństwo. To ono od dziesięcioleci stanowi jeden z najważniejszych fundamentów irańskiej tożsamości zbiorowej.
Jakub Gajda - Doktor w zakresie nauk politycznych i administracji (WSMiP, UŁ), orientalista – mgr iranistyki (IFO, UJ), absolwent podyplomowego studium Dyplomacji i Stosunków Międzynarodowych (UJ) oraz dziennikarstwa w WSE im. ks. J. Tischnera w Krakowie. Publicysta współpracujący z instytucjami administracji państwowej i tłumacz z języków: perskiego, dari, tadżyckiego oraz paszto. Przedsiębiorca i właściciel firmy Orient Ekspert prowadzącej działalność biznesową, szkoleniowo-doradczą oraz tłumaczeniową skoncentrowaną na regionie Bliskiego Wschodu.
]Prawdziwa siła Islamskiej Republiki nie tkwi wyłącznie w rakietach, armii czy aparacie bezpieczeństwa. Jej najtrwalszym zasobem jest pamięć zbiorowa, która z każdej ofiary potrafi uczynić symbol. Państwo ajatollahów można szybko osłabić militarnie. Znacznie trudniej pokonać społeczeństwo w lwiej części przekonane, że śmierć liderów jest początkiem nowego zobowiązania wobec wspólnoty.
Zachód nadal będzie liczył rakiety, generałów, bazy wojskowe, straty na rynkach i ceny ropy. Irańczycy rozpoczną liczenie od swoich męczenników. Dopóki te dwa sposoby myślenia pozostaną tak odległe, dopóty zachodnie analizy Iranu będą rozmijać się z rzeczywistością. Właśnie dlatego Islamska Republika pozostaje republiką męczenników. I właśnie dlatego nadal trwa.