Nasza strona używa ciasteczek do zapamiętania Twoich preferencji oraz do celów statystycznych. Korzystanie z naszego serwisu oznacza zgodę na ciasteczka i regulamin.
Pokaż więcej informacji »
Drogi czytelniku!
Zanim klikniesz „przejdź do serwisu” prosimy, żebyś zapoznał się z niniejszą informacją dotyczącą Twoich danych osobowych.
Klikając „przejdź do serwisu” lub zamykając okno przez kliknięcie w znaczek X, udzielasz zgody na przetwarzanie danych osobowych dotyczących Twojej aktywności w Internecie (np. identyfikatory urządzenia, adres IP) przez Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka Jeziorańskiego i Zaufanych Partnerów w celu dostosowania dostarczanych treści.
Portal Nowa Europa Wschodnia nie gromadzi danych osobowych innych za wyjątkiem adresu e-mail koniecznego do ewentualnego zalogowania się przy zakupie treści płatnych. Równocześnie dane dotyczące Twojej aktywności w Internecie wykorzystywane są do pomiaru wydajności Portalu z myślą o jego rozwoju.
Zgoda jest dobrowolna i możesz jej odmówić. Udzieloną zgodę możesz wycofać. Możesz żądać dostępu do Twoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia, ograniczenia przetwarzania, przeniesienia danych, wyrazić sprzeciw wobec ich przetwarzania i wnieść skargę do Prezesa U.O.D.O.
Korzystanie z Portalu bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza też zgodę na umieszczanie znaczników internetowych (cookies, itp.) na Twoich urządzeniach i odczytywanie ich (przechowywanie informacji na urządzeniu lub dostęp do nich) przez Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka Jeziorańskiego i Zaufanych Partnerów. Zgody tej możesz odmówić lub ją ograniczyć poprzez zmianę ustawień przeglądarki.
Transatlantyk / 10.08.2026
Patryk Kulpok
Holenderskie uczelnie otworzyły się na świat. Rynek mieszkaniowy nie nadążył za ich sukcesem
Holandia przez lata przyciągała zagranicznych studentów anglojęzycznymi kierunkami i perspektywą kariery w jednej z najbogatszych gospodarek Europy. Dziś coraz częściej warunkiem rozpoczęcia studiów staje się znalezienie pokoju na rynku, na którym brakuje dziesiątek tysięcy miejsc, czynsze rosną, a cudzoziemcy mierzą się z dyskryminacją i oszustwami.
(Shutterstock)
Posłuchaj słowa wstępnego siódmego wydania magazynu online!
Holandia od lat reklamuje się jako jedno z najbardziej otwartych miejsc do studiowania w Europie. Uczelnie są wysoko w rankingach, duża część programów działa po angielsku, miasta są dobrze skomunikowane, a dyplom z Amsterdamu, Delft, Eindhoven, Utrechtu czy Maastrichtu otwiera drogę do pracy w jednej z najbogatszych gospodarek Unii Europejskiej. Dla wielu młodych ludzi z Europy Środkowej, Południowej i Wschodniej miała to być rozsądna alternatywa dla Wielkiej Brytanii: podobnie międzynarodowa, ale bliższa, tańsza i – dla obywateli UE – formalnie prostsza.
Dziś ta obietnica ma jednak dopisek, który coraz częściej brzmi jak warunek wstępny: nie przyjeżdżaj, jeśli nie masz gdzie spać. Oficjalny portal Study in NL (tł. Studiowanie w Holandii) ostrzega kandydatów wprost, że Holandia mierzy się z poważnym niedoborem mieszkań, nie ma wystarczającej liczby lokali studenckich, a zakwaterowanie należy załatwić przed przyjazdem. Studenci zwykle nie mieszkają w kampusach, lecz w pokojach rozrzuconych po miastach, a częściowo zdani są na prywatny rynek najmu. W poradniku dla obcokrajowców obok informacji o prysznicach dzielonych z innymi lokatorami pojawia się też ostrzeżenie przed oszustami i domami, które wykluczają studentów międzynarodowych. To zdanie dobrze streszcza nową twarz holenderskiego cudu akademickiego: globalna uczelnia działa w kraju, który nie zbudował dla niej wystarczającej liczby pokoi.
W roku akademickim 2025/2026 na holenderskich uczelniach zawodowych i badawczych studiowało 129 764 studentów zagranicznych. Po raz pierwszy od 20 lat ich liczba minimalnie spadła – o 133 osoby – ale to nie oznacza końca problemu. W tym samym czasie udział studentów zagranicznych w całej populacji studenckiej nadal jest wysoki, a na niektórych kierunkach i w niektórych miastach to właśnie oni stanowią warunek utrzymania międzynarodowej pozycji uczelni. Nuffic, holenderska organizacja ds. internacjonalizacji edukacji, wskazuje, że spadek dotyczy zwłaszcza nowych zapisów na licencjaty, podczas gdy studia magisterskie pozostają mocno zależne od studentów, którzy już wcześniej przyjechali do Holandii i kontynuują naukę.
Z perspektywy rynku mieszkaniowego najważniejsze jest jednak nie tylko to, ilu studentów przyjeżdża, ale kiedy i jak. Holenderski student bez pokoju może dłużej zostać u rodziców i dojeżdżać. Student z Włoch, Rumunii, Polski, Hiszpanii, Indii czy Chin po przyjęciu na uczelnię często musi w ciągu kilku tygodni znaleźć adres, pod którym będzie mógł się zameldować, odebrać dokumenty i rozpocząć studia. Nie zna lokalnych reguł, nie ma sieci znajomych, nie zna niderlandzkiego i zaczyna szukać dokładnie wtedy, gdy szukają wszyscy: latem i na początku roku akademickiego. Dla niego brak pokoju nie jest niewygodą, lecz ryzykiem rezygnacji z wyjazdu.
Skala niedoboru jest twarda. Kences, organizacja zajmująca się mieszkaniami studenckimi, szacuje obecny brak miejsc w szkolnictwie wyższym na 21,5 tys. pokoi. W scenariuszu referencyjnym deficyt w roku 2032/2033 ma wynieść 26 tys., a w scenariuszu wysokiego popytu – nawet 63,2 tys. Według Kences w ciągu ośmiu lat odsetek holenderskich studentów deklarujących chęć wyprowadzki z domu spadł z 59 do 49 proc., co jest wymownym wskaźnikiem zniechęcenia: część młodych ludzi przestała nawet planować samodzielne mieszkanie, bo wie, że i tak go nie znajdzie albo nie opłaci. W tym samym opracowaniu Kences zaznacza, że stopień internacjonalizacji ma bezpośredni wpływ na popyt, a jedna trzecia zasobu mieszkań studenckich jest zamieszkana przez studentów zagranicznych.
Holenderski kryzys mieszkaniowy nie wynika tylko z prostego porównania liczby gospodarstw domowych i mieszkań. W 2026 r. kraj miał ok. 8,5 mln gospodarstw i 8,34 mln mieszkań, ale oficjalny deficyt liczony jest inaczej: państwo bierze pod uwagę gospodarstwa mieszkające niesamodzielnie lub tymczasowo, nowe wchodzące na rynek oraz realnie dostępne puste lokale. W tej metodologii w 2026 r. brakowało ok. 384 tys. mieszkań. Z oficjalnych wyliczeń wynika, że na samym rynku ogólnym popyt na własny lokal tworzą setki tysięcy gospodarstw, które decydują się na tymczasowe zakwaterowania, dzielą mieszkania, zajmują lokale rekreacyjne albo dopiero wchodzą na rynek. Studenci nie rywalizują więc wyłącznie między sobą. Konkurują z młodymi pracownikami, migrantami zarobkowymi, samotnymi rodzicami, uchodźcami, parami z klasy średniej i osobami po rozwodzie. W kraju, w którym prawie każdy większy sektor mówi o braku mieszkań, student zagraniczny jest tylko najbardziej widoczną figurą napięcia: przyjeżdża z walizką, ma list z uczelni, ale nie ma kluczy.
Kluczem do zrozumienia tej sytuacji jest język. Holandia nie jest krajem anglojęzycznym, ale jej szkolnictwo wyższe przez lata stawało się coraz bardziej anglojęzyczne. Według danych OCW in cijfers liczba licencjackich programów lub ścieżek na uniwersytetach badawczych prowadzonych wyłącznie po angielsku wzrosła z 81 w 2016 r. do 144 w 2024 r., podczas gdy liczba programów relizowanych wyłącznie po niderlandzku spadła z 282 do 221. Na studiach magisterskich angielski jest jeszcze silniejszy: programów wyłącznie anglojęzycznych było 477 w 2016 r. i 537 w 2024 r. Holandia stała się więc dla wielu kandydatów czymś w rodzaju anglojęzycznej bramy do Unii Europejskiej. W debacie o studentach zagranicznych często ginie fakt, że anglicyzacja uczelni dotyka także samych Holendrów. W części programów, zwłaszcza na poziomie magisterskim, angielski nie jest już dodatkiem, ale domyślną lub dominującą ścieżką. Dlatego część holenderskich studentów wybiera angielski nie z fascynacji międzynarodowością, lecz dlatego, że oferta w ich własnym języku jest ograniczona.
Nuffic podawał w 2023 r., że w Holandii studiowało 1846 Brytyjczyków, czyli o 42 proc. mniej niż przed Brexitem. Po utracie statusu obywateli UE brytyjscy studenci zaczęli płacić wyższe czesne i zderzyli się z dodatkowymi formalnościami. Brexit zmienił natomiast mapę wyborów dla studentów z kontynentu. Dla Polaków, Hiszpanów, Rumunów czy Włochów Wielka Brytania stała się droższa i mniej dostępna, a Holandia – z jej ofertą po angielsku i unijnymi stawkami czesnego – jeszcze bardziej oczywistą alternatywą. Brexit wpłynął nie tyle na napływ brytyjskich studentów do Holandii, ile na to, że obcokrajowcy studiujący w Wielkiej Brytanii zaczęli częściej porzucać studia na Wyspach i kończyć je na kontynencie.
Holenderskie uczelnie długo miały w tym interes. Studenci zagraniczni poprawiali pozycję w rankingach, zapełniali sale wykładowe, zasilali budżety, a w miastach technologicznych stanowili rezerwuar talentów dla gospodarki. Eindhoven, serce regionu Brainport i zaplecze takich firm jak ASML, jest tu przykładem najostrzejszego konfliktu. Z jednej strony kraj potrzebuje inżynierów, informatyków i specjalistów od nowych technologii. Z drugiej – każdy dodatkowy student techniczny to kolejna osoba szukająca pokoju w mieście, gdzie rynek jest już napięty. Najnowsze dane Nuffic pokazują, że mimo ogólnego hamowania liczby studentów zagranicznych kierunki techniczne na uniwersytetach nadal rosną, a Eindhoven wyróżniało się wzrostem liczby studentów międzynarodowych. To właśnie tam najlepiej widać sprzeczność holenderskiego modelu: region Brainport potrzebuje talentów dla przemysłu technologicznego, ale równocześnie musi błyskawicznie nadrabiać braki mieszkaniowe. Miasto, TU/e, Fontys oraz organizacje mieszkaniowe zapowiedziały budowę 5,4 tys. nowych społecznych mieszkań studenckich w ciągu ośmiu lat – jednej z największych takich ekspansji w kraju. W szerszym planie cały region Brainport chce uruchomić lub zrealizować 62 tys. mieszkań do 2030 r., a do 2040 r. mówi nawet o 100 tys. lokali.
Najbardziej symboliczne są jednak Amsterdam i Maastricht. Amsterdam pozostaje największą i najdroższą sceną kryzysu: to miasto, w którym globalna marka akademicka zderza się z turystyką, inwestorami, krótkim najmem, wysokimi pensjami ekspatów i ograniczoną przestrzenią. Maastricht jest z kolei przykładem miasta, w którym internacjonalizacja stała się elementem tożsamości uczelni. Na ulicach słychać niemiecki, angielski, włoski i hiszpański. W takich miejscach dyskusja o „ograniczeniu studentów międzynarodowych” nie jest prostym sporem o mieszkania, ale pytaniem o model miasta.
Tymczasem prywatny rynek najmu działa bez sentymentów. Według raportu Kamernet/HousingAnywhere za pierwszy kwartał 2026 r. studenci płacili w Holandii za pokój średnio 660 euro miesięcznie, czyli o 3 proc. więcej niż rok wcześniej. W Maastricht mediana wzrosła rok do roku o 15,8 proc., w Groningen – o 12,6 proc.; Rotterdam utrzymywał się na poziomie 710 euro. Te dane dotyczą prywatnych ogłoszeń w 17 miastach i nie obejmują w pełni tańszego zasobu społecznych dostawców, ale dobrze pokazują doświadczenie cudzoziemca, który szuka pokoju zdalnie, po angielsku i bez kilkuletniego wpisu na listę oczekujących. Dla wielu studentów 600–700 euro to koszt przekraczający połowę miesięcznego budżetu.
Właśnie dlatego w kryzysie mieszkaniowym tak łatwo pojawia się segment nadużyć. Holenderski związek studentów LSVb alarmował w czerwcu 2026 r., że studenci zagraniczni coraz częściej trafiają na oszustwa, nielegalny wynajem i fatalne warunki. Organizacja miała otrzymać 263 zgłoszenia na swojej infolinii; opisywała przypadki pokoi niebezpiecznych, niehigienicznych, wynajmowanych bez umowy, a także oszustw internetowych, w których kandydaci wpłacali kaucję za nieistniejące lokale. W jednym z przykładów student płacił 725 euro za mały pokój bez okna i bez kontraktu. To nie są tylko patologie marginesu. To skutek rynku, na którym desperacja lokatora jest zasobem wynajmującego.
Na tym tle pojawia się też dyskryminacja mieszkaniowa. Ogłoszenia „Dutch only” (tł. „Tylko Holendrzy/Tylko niderlandzki”) lub „no internationals” (tł. „nie dla obcokrajowców”) wprost pokazują, że język i pochodzenie działają jak filtr. Czasem chodzi o preferencje współlokatorów, czasem o lęk właściciela przed formalnościami, czasem o zwykłą niechęć. Efekt jest jednak podobny: student zagraniczny, który i tak ma słabszą pozycję negocjacyjną, zostaje wypchnięty do droższego i mniej przejrzystego segmentu rynku. Im mniej zna język, tym trudniej mu odróżnić legalną ofertę od pułapki; im później zaczyna szukać, tym łatwiej zgodzi się na pokój bez umowy; im bardziej boi się stracić rok studiów, tym więcej zapłaci.
Rząd w Hadze próbuje więc przykręcić kurek z internacjonalizacją. Resort edukacji zapowiedział, że język niderlandzki ma znów stać się normą na uczelniach, a projekt ustawy o „zrównoważeniu internacjonalizacji” powinien ograniczyć studia migracyjne i wymusić większą kontrolę nad programami w innych językach. W przypadku licencjatów zasada ma być taka, że co najmniej dwie trzecie programu powinno odbywać się po niderlandzku, a pełne prowadzenie kierunku w innym języku wymagałoby zgody. W komunikacie rząd sam łączy wzrost liczby studentów międzynarodowych z niedoborem mieszkań studenckich, przepełnionymi salami i presją na język niderlandzki.
Nie jest to jednak polityka bez kosztów. Holandia chce ograniczać napływ tam, gdzie internacjonalizacja była najłatwiejszą metodą wzrostu, ale jednocześnie chce zatrzymać tych absolwentów, których potrzebuje gospodarka. Inżynierowie, informatycy, specjaliści od energii, medycyny, sztucznej inteligencji i półprzewodników nie pojawiają się znikąd. Jeżeli uczelnie ograniczą anglojęzyczne programy zbyt mocno, Holandia może stracić część przewagi konkurencyjnej. Jeżeli nie ograniczą ich wcale, miasta będą dalej przerzucać koszty tej przewagi na studentów, którzy nie mają gdzie mieszkać.
W tym sensie zagraniczni studenci są wygodnymi bohaterami publicznej debaty, ale nie są jej przyczyną. Łatwo powiedzieć, że „zajmują pokoje”. Trudniej przyznać, że przez lata uczelnie, miasta i państwo korzystały z ich obecności, nie budując równolegle infrastruktury społecznej. Internacjonalizacja była strategią akademicką, gospodarczą i wizerunkową. Mieszkania potraktowano jak problem, który rynek jakoś rozwiąże. Rynek rozwiązał go po swojemu: wysokim czynszem, selekcją, kolejkami i ryzykiem oszustwa.
Patryk Kulpok – Historyk i dziennikarz zajmujący się Beneluksem, polityką europejską, migracją i pamięcią. Były korespondent z Holandii i Belgii, autor tekstów dla PAP i new.org.pl, członek Fundacji O.Zachodzie, twórca podcastu Polderownia.
Holandia nie ma więc wyłącznie problemu z nadmiarem studentów zagranicznych. Ma problem z modelem rozwoju, w którym uniwersytety globalizowały się szybciej niż miasta budowały mieszkania. Przez lata kraj sprzedawał młodym ludziom prostą obietnicę: studiuj po angielsku, w sercu Unii Europejskiej, w gospodarce pełnej możliwości. Dziś coraz częściej dodaje drugą, znacznie mniej atrakcyjną informację: przyjedź dopiero wtedy, gdy masz klucz do pokoju.