Nowa Europa Wschodnia (logo/link)
Jedwabny Szlak / 27.09.2026
Jakub Gajda

Talibowie utrzymują władzę nad Afganistanem. Zbrojny opór coraz wyraźniej daje o sobie znać

Pięć lat po triumfalnym powrocie talibów do władzy nieuznawany przez społeczność międzynarodową Islamski Emirat Afganistanu promuje narrację o zwalczeniu korupcji, rozwoju i pełnej kontroli terytorialnej. Przez oficjalne kanały jego rzecznicy przekonują, że wojna się skończyła, a zbrojna opozycja jest wymysłem zachodniej propagandy. Afgańczycy związani z poprzednim systemem twierdzą natomiast, że talibowie terroryzują ludność, ograniczają prawa kobiet i prowadzą „pasztunizację” kraju. Podkreślają, że opór przeciwko talibom trwa, a migranci przybywający do UE wciąż mówią o prześladowaniach.
Foto tytułowe
(Shutterstock)



Posłuchaj słowa wstępnego siódmego wydania magazynu online!



Zacznijmy od faktów. Talibowie po 2021 roku opanowali wszystkie prowincje Afganistanu. Wcześniej nie był w stanie tego zrobić żaden z dwóch rządów Islamskiej Republiki Afganistanu, wspierany przez misje bojowe i stabilizacyjne Stanów Zjednoczonych i Sojuszu Północnoatlantyckiego. „Misja Afganistan” była również naszą misją – wzięły w niej udział tysiące polskich żołnierzy Polskiego Kontyngentu Wojskowego. Po 2021 roku talibowie zdławili nawet opór w tak nieprzychylnych dla siebie regionach, jak Dolina Pandższiru, która uchodziła za niezdobytą twierdzę antytalibskiego oporu w latach 1996–2001. Drugi Emirat góruje zatem nad pierwszym również pod tym względem i trzeba przyznać uczciwie, że spór o Afganistan zakończył się triumfem ruchu talibów i ich zwolenników. Dodać należy (równie uczciwie), że nie skończył się jednak dla milionów afgańskich Tadżyków, Hazarów, dużej części Uzbeków i niemal całej społeczności międzynarodowej.
Pobierz magazyn ZA DARMO
Magazyn Nowa Europa Wschodnia Online
jest bezpłatny.

Zachęcamy do wsparcia nas na Patronite


Dziś nawet Zachód zauważa, że Afganistan stał się o wiele bezpieczniejszy, przynajmniej w kontekście wewnętrznym. Do państwa talibów jeżdżą youtuberzy i kręcą filmy podróżnicze, korzystając z opieki talibów, którzy starają się otwierać na świat, używając miękkiej siły propagandy, aby osiągnąć swój główny cel – międzynarodowe uznanie. Zachód chwilami „łamie się”, bo współpraca z talibami mogłaby choćby otworzyć drogę do deportacji tysięcy nielegalnie przybyłych do Europy migrantów, którzy nie spełniają kryteriów azylowych, łamią przepisy prawa, a niektórzy z nich zostali uznani nawet za zagrożenie dla bezpieczeństwa wewnętrznego UE. Pytanie o to, czy należy uznać talibów – choć niewygodne – jest stale obecne w debacie politycznej i wśród analityków, bo na zmianę w Kabulu raczej się nie zanosi.

– W Kabulu istotnie jest bezpiecznie, ale ponuro i smutno, a wszystko musi być znów całkiem podporządkowane zasadom szariatu. Dziewczynki wciąż nie mogą chodzić do szkoły, to poważny problem – opowiada znajomy Tadżyk, który niedawno odwiedził ojczyznę.

– Afganistan wreszcie ma rząd z prawdziwego zdarzenia, talibowie chcą się reformować, robią wiele dla wszystkich mieszkańców bez względu na ich korzenie etniczne i religię, ale nie mają łatwo przez sankcje i wykluczenie. Chiny i Rosja stoją jednak po ich stronie, a Pakistan kopie sobie grób przez działania przeciwko Afganistanowi – przedstawia swoją optykę na dzisiejszy Afganistan znajomy Pasztun.

– W Afganistanie znów trwa masakra wszystkich, którzy myślą inaczej niż władze. Pasztuni chcą podporządkować wszystko swojej wizji, a tych, którzy myślą inaczej, eksterminować. Ludzie coraz bardziej się buntują, ale talibowie zbudowali silny aparat represji – słyszę od znajomego Hazara mieszkającego w Europie.

Może brzmi to nieco chaotycznie, ale w tych trzech wypowiedziach zawiera się przekrojowy obraz dzisiejszego Afganistanu.


Wojna o narrację: Al-Emarah kontra Amu TV


Trwający w zasadzie od 1979 roku afgański konflikt nie toczy się już tylko w wysokich górach, dolinach rzek i na przełęczach, ale jest widoczny także w mediach. Można postawić tezę, że zrozumienie dzisiejszego Afganistanu wymaga w pierwszej kolejności zdekodowania wojny informacyjnej, jaka rozgrywa się między talibami a ich przeciwnikami. Po pierwsze, talibowie nie są już tymi samymi prostymi „bożymi szaleńcami”, którzy za czasów pierwszego Emiratu (1996–2001) nakazywali niszczyć telewizory, a internet był dla nich wymysłem szatana.

Po sierpniu 2021 roku talibowie błyskawicznie przejęli kontrolę nad krajową przestrzenią medialną, przekształcając ją w tubę propagandową. Nie bez kozery nazywano ich wówczas talibami 2.0 tudzież neotalibami. Generalna Dyrekcja Wywiadu (GDI) stworzyła rozbudowane imperium medialne, obejmujące stacje radiowe (np. Hurriyat Radio), portale internetowe takie jak Al Mirsad oraz sieć sprawnie działających botów w mediach społecznościowych. Ich celem wśród gorliwych muzułmanów było zwalczanie konkurencyjnej narracji Państwa Islamskiego Chorasanu (ISIS-K). Celem globalnym stało się przede wszystkim ukrywanie jakichkolwiek przejawów zbrojnego oporu sił prorepublikańskich i prozachodnich.

Z perspektywy odbiorcy takiego przekazu kondycja Afganistanu wygląda naprawdę obiecująco. Oficjalne kanały, takie jak stacja radiowa Voice of Sharia (w językach paszto i dari), codziennie relacjonują „sukcesy” gospodarcze i dyplomatyczne Emiratu, niemal całkowicie ignorując ataki partyzanckie. Zabihullah Mudżahid, główny rzecznik talibów, konsekwentnie określa bojowników opozycji mianem „bandytów” czy „buntowników bez znaczenia”, kategorycznie odrzucając tezę o istnieniu zorganizowanego oporu.

Zupełnie odmienny obraz wyłania się z mediów niezależnych, prowadzonych przez afgańskich dziennikarzy na uchodźstwie. Redakcje takich mediów jak serwis informacyjny Haszt-e Subh (8am.media), Amu TV czy portal śledczy Etilaat Roz stały się kluczowymi źródłami informacji o działaniach zbrojnych. To one jako pierwsze, głównie w języku dari, informują o nocnych zasadzkach w dolinach Andarabu czy o protestach kobiet w Heracie. To one weryfikują nagrania wideo przesyłane przez bojowników z gór, stanowiąc czytelną przeciwwagę dla talibskiej cenzury. Ta narracja przebija się też, co naturalne, do światowej opinii publicznej i mediów zachodnich.

Problem afgańskich opozycjonistów (bo tak ich należy teraz nazwać) polega jednak na tym, że świat skupia się bardziej na innych regionach. Wojna rosyjsko-ukraińska i wydarzenia w sąsiedztwie Izraela i cieśniny Ormuz tworzą mgłę, przez którą narracja z Afganistanu przebija się jedynie sporadycznie. Dopóki Donald Trump nie widzi istotnej roli Afganistanu w swojej polityce, prawdopodobnie tak pozostanie.


Anatomia oporu zbrojnego – najważniejsze grupy


W latach 90. ubiegłego stulecia przeciwwaga i opór wobec działań talibów skupiały się wokół Sojuszu Północnego. Tam ogniskowała się charyzma mudżahedinów, którzy nie pozwolili odebrać sobie Afganistanu w całości. Nie da się ukryć, że legendarny „Lew Pandższiru”, czyli Ahmad Szah Masud, tę wielką charyzmę miał i był symbolem walki z dominacją talibów. Częściowo odziedziczył ją w genach jego syn – Ahmad Masud, ale na razie nie rokuje na lidera, za którym pójdą wszyscy ci, którym talibowie u władzy przeszkadzają. Postaci o podobnej sile jest w zasadzie kilka. Zbrojna opozycja wobec talibów nie jest monolitem, a w 2026 roku zaczyna nabierać wyraźniejszych kształtów. Na ten moment składa się z kilkunastu mniejszych grup, z których dwie odgrywają kluczową rolę operacyjną i polityczną. To Narodowy Front Oporu (National Resistance Front, NRF) oraz Afgański Front Wolności (Afghanistan Freedom Front, AFF).

Ten pierwszy, kierowany z wygnania w Tadżykistanie przez Ahmada Masuda, pozostaje najbardziej rozpoznawalną siłą. Opiera się na dawnych strukturach Sojuszu Północnego i przyciąga głównie etnicznych Tadżyków. Według własnych raportów w okresie od marca 2024 do marca 2025 roku NRF przeprowadził 401 operacji w 19 prowincjach, zabijając ponad 650 talibów. Choć liczby te mogą być mocno zawyżone (ONZ weryfikuje zazwyczaj około 40 procent z nich), nie ulega wątpliwości, że NRF mimo braku perspektyw na zwycięstwo odnosi wielkie sukcesy na placu boju i utrzymuje zdolność do prowadzenia skutecznych działań przeciwko siłom reżimu w północnych i centralnych prowincjach.

Z kolei AFF, założony w 2022 roku przez generała Jasina Zię, byłego szefa sztabu armii afgańskiej, reprezentuje bardziej profesjonalne i agresywne podejście militarne. Długo pozostawał w cieniu legendy syna Lwa Pandższiru, a wydaje się formacją o sporym potencjale. AFF skupia w swoich szeregach byłych żołnierzy sił specjalnych i służb bezpieczeństwa republiki – tych, których szkolili żołnierze NATO. Ich taktyka opiera się na szybkich uderzeniach w obszarach miejskich oraz precyzyjnych atakach na infrastrukturę talibów, którzy z kolei nazywają ich terrorystami.

Do niedawna jednak mało kto widział szanse tych grup na rzucenie talibom poważnego wyzwania na polu bitwy. Pewnego rodzaju przełomem stał się rok 2026. W lipcu doszło do serii wydarzeń, które wyraźnie zachwiały narracją talibów. Nowo powstała grupa Sepahian-e Mihan (Żołnierze Ojczyzny) zaatakowała i na kilka godzin przejęła kontrolę nad centrum dystryktu Jaffal-e Pain w prowincji Badachszan. Zaledwie kilka dni później, 23 lipca, bojownicy AFF przeprowadzili skoordynowaną, wielogodzinną ofensywę na bazy talibów w dystrykcie Zebak (również w Badachszanie), zabijając – jak twierdzili – 21 talibów.

Władze Emiratu próbowały medialnie zbagatelizować te wydarzenia. Zajęcie centrum administracyjnego, nawet na krótki czas, jest jednak z pewnością ciosem psychologicznym dla reżimu, który twierdzi, że w pełni kontroluje całe terytorium kraju.

Według niektórych obserwatorów działania te pokazują, że rebelia przechodzi od fazy hit-and-run (uderz i uciekaj) do prób bardziej zorganizowanego podważania władzy terytorialnej. Dzieje się to jednak na razie jedynie w trudno dostępnych, górskich rejonach na tradycyjnie nieprzychylnej talibom północy kraju.


Pęknięcia w monolicie Emiratu


Sukcesy partyzantów nie wynikałyby jednak wyłącznie z ich siły, gdyby nie coraz wyraźniejsze podziały wśród talibów. Lata 2025 i 2026 przyniosły bezprecedensowe pęknięcia na szczytach władzy Islamskiego Emiratu. Roczne śledztwo przeprowadzone przez BBC ujawniło głęboki podział między „frakcją z Kandaharu”, skupioną wokół najwyższego przywódcy Hibatullaha Achundzady, a „frakcją z Kabulu”, do której należą uznawani za bardziej pragmatycznych ministrowie, m.in. Sirajuddin Haqqani (szef MSW) i Mohammad Jakub (szef MON).

Punktem kulminacyjnym tego sporu był październik 2025 roku. Achundzada, zaniepokojony wpływem „nieislamskich” treści na afgańskie społeczeństwo, nakazał całkowite wyłączenie internetu w kraju. Co oczywiste, w trzeciej dekadzie XXI wieku decyzja ta groziła paraliżem gospodarki i administracji. W bezprecedensowym akcie nieposłuszeństwa ministrowie z Kabulu zjednoczyli się i doprowadzili do cofnięcia rozkazu najwyższego przywódcy. Wyciek nagrania, w którym sam Achundzada ostrzega, że wewnętrzne podziały mogą doprowadzić do upadku Emiratu, stał się dowodem na to, że monolit talibów zaczyna pękać od środka.

Do problemów politycznych talibów dochodzą kryzysy gospodarcze i społeczne. Afganistan zmaga się z potężnym załamaniem ekonomicznym, którego przyczyną są m.in. brak uznania międzynarodowego i sankcje. Choć talibom udało się ustabilizować walutę i zwiększyć pobór podatków (m.in. z górnictwa), to spadek PKB z 20 miliardów dolarów w 2020 roku do około 15 miliardów w 2021 roku, w połączeniu ze wstrzymaniem pomocy międzynarodowej, zepchnął niemal połowę społeczeństwa w skrajne ubóstwo. Kontrowersje wzbudził dekret Achundzady z 2022 roku, zakładający zakaz uprawy maku. Pozbawił on źródła utrzymania setek tysięcy rolników i zmusił wielu ludzi do emigracji. To dla Zachodu gorzka pigułka w kontekście walki z globalnym narkobiznesem, niemniej warto o tym wspomnieć.

Na tym tle rodzi się opór społeczny. W czerwcu 2026 roku w Heracie – mieście historycznie bardziej liberalnym i zamieszkanym w dużej mierze przez ludność perskojęzyczną, w tym przez dyskryminowaną mniejszość Hazarów – wybuchły rzadkie, publiczne protesty. Pod hasłami „edukacja, praca, wolność” (inspirowanymi protestami w sąsiednim Iranie) Afgańczycy otwarcie wystąpili przeciwko drakońskim prawom wymierzonym w kobiety. Talibowie odpowiedzieli ogniem, zabijając dwie osoby i raniąc ponad 20. To również jeden z dowodów, że obok zbrojnej rebelii tli się opór obywatelski, którego reżim nie jest w stanie całkowicie stłumić.


Czynnik pakistański


Wreszcie kwestia ostatnia, acz niezwykle ważna. Nie można analizować afgańskiej rebelii bez uwzględnienia geopolityki, a w szczególności roli Pakistanu. Tradycyjny sojusznik i sponsor talibów, Islamabad, niespodziewanie znalazł się z nimi w otwartym konflikcie. Oskarżając Kabul o ukrywanie i wspieranie pakistańskich talibów (Tehrik-i-Taliban Pakistan, TTP), armia pakistańska rozpoczęła w lutym 2026 roku pełnowymiarowe naloty i operacje zbrojne we wschodnim Afganistanie. Talibowie skierowali swoje siły na linię Duranda, nieuznawaną przez Kabul granicę z Pakistanem, i przeprowadzili działania odwetowe. Konflikt ten pochłonął życie setek osób.

W odpowiedzi na nieustępliwość afgańskich talibów pakistański wywiad (ISI) rozpoczął nieoficjalne sondowanie możliwości wsparcia dla afgańskiej opozycji. Raporty z przełomu 2025 i 2026 roku wskazują, że przedstawiciele NRF odbyli spotkania z pakistańskimi urzędnikami. Choć Pakistan oficjalnie nie zbroi afgańskich rebeliantów, sama możliwość wykorzystania ich jako narzędzia nacisku na Kabul zmienia układ sił. Mocno wybrzmiewa to w kontekście ostatnich działań w Badachszanie. Talibowie wzmacniają narrację o Pakistanie, który dąży do zdestabilizowania Afganistanu i zatrzymania rozwoju Islamskiego Emiratu. Talibowie zostali zmuszeni do przerzucania sił na wschodnią granicę w celu obrony przed Pakistanem, przez co odsłonili północne prowincje, takie jak Badachszan. Bezlitośnie wykorzystują to grupy takie jak AFF, które również mają korzystać z uprzejmości Islamabadu.


Przesada czy rzeczywistość?


Czy teza o istnieniu rebelii antytalibskiej jest zatem przesadą? Odpowiedź zależy od definicji. Jeśli przez pojęcie rebelii rozumiemy potężną armię kontrolującą całe prowincje i maszerującą na stolicę – to tak, mówienie o rebelii jest zdecydowanie przesadą. Afgańska opozycja nie jest szczególnie liczna, cierpi na brak jednolitego dowództwa i rozbicie frakcyjne liderów na emigracji. Oficjalne wsparcie ze strony Pakistanu paradoksalnie mogłoby scementować większość Afgańczyków wokół talibów. Rebeliantom brakuje zatem zewnętrznego sponsora, który dostarczyłby ciężkie uzbrojenie i wsparcie logistyczne, jak robiły to USA w 2001 roku.

Jeśli jednak zdefiniujemy rebelię jako asymetryczny, powoli rosnący ruch partyzancki, który zadaje przeciwnikowi bolesne ciosy i podważa jego legitymację terytorialną, to rebelia w Afganistanie rzeczywiście wydaje się faktem.

Talibowie po pięciu latach od przejęcia władzy wciąż kontrolują Afganistan i temu zaprzeczyć się nie da. W perspektywie są jedyną siłą, która może dominować. Jednak kombinacja zbrojnych uderzeń AFF i NRF, wewnętrznych pęknięć na linii Kabul–Kandahar, presji militarnej ze strony Pakistanu oraz gniewu społecznego w niektórych prowincjach sprawia, że Islamski Emirat może niebawem wejść w okres politycznej niestabilności.
Jakub Gajda - Doktor w zakresie nauk politycznych i administracji (WSMiP, UŁ), orientalista – mgr iranistyki (IFO, UJ), absolwent podyplomowego studium Dyplomacji i Stosunków Międzynarodowych (UJ) oraz dziennikarstwa w WSE im. ks. J. Tischnera w Krakowie. Publicysta współpracujący z instytucjami administracji państwowej i tłumacz z języków: perskiego, dari, tadżyckiego oraz paszto. Przedsiębiorca i właściciel firmy Orient Ekspert prowadzącej działalność biznesową, szkoleniowo-doradczą oraz tłumaczeniową skoncentrowaną na regionie Bliskiego Wschodu.

Inne artykuły Jakuba Gajdy

Zbrojny opór, komentowany w języku dari na łamach 8am.media czy Amu TV, nie jest już tylko krzykiem rozpaczy odsuniętych od władzy (i skorumpowanych zdaniem talibów) uchodźców. Staje się realnym czynnikiem kształtującym przyszłość Afganistanu i Islamskiego Emiratu, który po pięciu latach wciąż pozostaje nieuznany przez społeczność międzynarodową. Afganistan jest też ością w gardle Zachodu. Dwie dekady wsparcia militarnego, edukacyjnego i gospodarczego zakończyły się dla nas całkowitą porażką. Z drugiej strony talibowie wygrali wojnę, ale niekoniecznie wygrali Afganistan. Czy kiedykolwiek będą w stanie przekształcić zwycięstwo militarne w trwały porządek polityczny? Tego jeszcze nie wiemy.