Nowa Europa Wschodnia (logo/link)
Międzymorze / 27.06.2022
Nikodem Szczygłowski

Wojna w Ukrainie uświadamia, jak kruchy jest nasz świat. Wywiad z prezydentem Lwowa, Andrijem Sadowym

O nowym Narodowym Centrum Rehabilitacji dla ofiar wojny z Rosją, o tym, czym żyje Lwów, który choć znajduje się daleko od działań wojennych na wschodzie Ukrainy, jest celem ciągłych ataków rakietowych, o wyzwaniach i najbliższych planach na przyszłość Nikodemowi Szczygłowskiemu opowiada prezydent Lwowa, Andrij Sadowy.
Foto tytułowe
Ojciec żegnający rodzinę uciekającą do Polski na dworcu we Lwowie (Flickr/AP Photo/Emilio Morenatti)

Panie prezydencie, wojna w Ukrainie trwa już prawie cztery miesiące. Lwów, mimo że oddalony od jej epicentrum, również odczuwa jej skutki. Z jakimi problemami obecnie w największym stopniu boryka się miasto?

W ciągu tych ponad 100 dni [rozmowa odbyła się w pierwszej połowie czerwca – przyp. red.] przez Lwów przewinęło się ponad 5 milionów ludzi, z czego ponad 2 miliony na krótszy lub dłuższy czas zostało w mieście. W większości to tzw. osoby tymczasowo przemieszczone. Obecnie we Lwowie wciąż przebywa ok. 150 tysięcy przesiedleńców, znaczna część z których nie ma dokąd wracać – są to ludzie z Mariupola, ze zniszczonych dzielnic Charkowa oraz miast, które na chwilę obecną znajdują się pod okupacją rosyjską. Prognozujemy, że co najmniej 50 tysięcy z nich pozostanie we Lwowie na stale. Co to oznacza dla miasta?

Przede wszystkim powinniśmy już dziś robić wszystko, co w naszej mocy, aby ci ludzie czuli się tutaj jak w domu – zapewnić im zakwaterowanie, wyżywienie i opiekę socjalną. Dla wspomnianych 50 tysięcy ludzi, którzy zostaną we Lwowie, najważniejsza jest kwestia dodatkowych zasobów mieszkaniowych. To oznacza co najmniej milion metrów kwadratowych mieszkań, co z kolei stanowi koszt minimum 750 milionów euro, które należy skądś wysupłać, aby rozpocząć program kredytowania hipotecznego.

Nie możemy też zapominać o ludziach, którzy potrzebują naszej pomocy już dziś – codziennie Lwów przyjmuje tysiące rannych. Dziś zaprezentowaliśmy koncepcję powstania we Lwowie narodowego ośrodka rehabilitacji i rekonwalescencji „Unbroken” (ang. „Niezłomni”) – taka nazwa została wybrana nieprzypadkowo, gdyż wszyscy Ukraińcy dziś są niezłomni – i rozpoczęliśmy wielką kampanię na rzecz jego budowy. Celem tego projektu jest społeczna, psycho-logiczna i fizyczna rehabilitacja, ale też protezowanie, implantacja, sport, rekreacja, mieszkania dla rekonwalescentów etc.

Utrzymywanie ładu w mieście jest nie lada wysiłkiem, robimy jednak wszystko, co możliwe, aby w mieście normalnie funkcjonowała komunikacja miejska, działały wodociągi i elektryczność. Szykujemy się już do zimy, zdajemy sobie sprawę, że w tym roku będzie wyjątkowo trudna, nie wiemy przykładowo, czy będziemy mieli gaz do ogrzewania domów. Siłą rzeczy największą troską objęci są nasi wojskowi – miasto pomaga im we wszystkim, czym tylko jesteśmy w stanie pomóc, równolegle wciąż pracujemy nad schematem obrony terytorialnej miasta.

Do wojny uważany za jedno z najbardziej atrakcyjnych do życia miast Ukrainy Lwów słynął też jako jeden z największych ośrodków turystyki miejskiej w kraju – obecnie miasto de facto pełni rolę centrum logistycznego dla całej Ukrainy, tu przenoszą swoją działalność rozmaite firmy ze wschodu, tu są magazynowane i dystrybuowane w głąb kraju rozmaite towary. Bliskość granicy z Polską – przez którą obecnie odbywa się największy obrót towarów i ruch pasażerski z Ukrainy – sprawia, że Lwów zajmuje wyjątkowe znaczenie w funkcjonowaniu gospodarki kraju. Jak miasto sprosta temu wyzwaniu?

Rzeczywiście, wiele firm przeniosło swój biznes do Lwowa z innych regionów kraju. Wiele z nich ma odwagę rozpocząć tu wszystko od zera. Często ich właściciele stracili niemal wszystko, co mieli – w szczególności mowa o tych, którzy przenieśli się do nas z części obwodów donieckiego i ługańskiego, kontrolowanych przed wojną przez Ukrainę. Staramy się pomóc takim firmom, przykładowo mamy zamiar zrealizować pomysł budowy we Lwowie dwóch miejskich parków przemysłowych, staramy się też wspierać ich działalność, stwarzając dla takich firm platformy wymiany doświadczeń, pośrednicząc w uzyskaniu rozmaitych potrzeb-nych kontaktów.

Uważam, że bardzo istotną rzeczą jest, aby Ukraina w dalszym ciągu pozostawała niezależna gospodarczo. Świat udziela nam wielkiej pomocy – za co oczywiście należy się ogromne podziękowanie – jednak nie powinniśmy zapominać, że dowolna rodzima produkcja, od której są na miejscu odprowadzane podatki, która zapewnia miejsca pracy – jest rękojmią coraz większej odporności gospodarczej i dalszego wzmacniania się naszego państwa.

Lotnisko we Lwowie przed wybuchem wojny należało do największych w Ukrainie pod względem liczby przewożonych pasażerów – większy ruch odnotowywało jedynie stołeczne lotnisko w Boryspolu. Na chwilę obecną jest jednym z nielicznych portów lotniczych w kraju (o ile nie jedynym), które jest w stanie wznowić swoją działalność niemal natychmiast, kiedy tylko to stanie się możliwe. Reszta portów regionalnych została poważnie uszkodzona (Charków, Iwano-Frankiwsk, Dniepr), całkowicie zniszczona albo wciąż znajduje się pod okupacją (Chersoń). Jednocześnie miasto jest celem ciągłych ataków rakietowych ze strony Rosjan. Jakie jeszcze najważniejsze obiekty infrastruktury miasta należy pana zdaniem ochronić przed atakami? Jakie należałoby rozwijać?

Dziś mamy wyraźne już plany wybudowania od granicy z Polską do Lwowa kolei „europejskiej”, co pozwoli nam znacząco usprawnić komunikację przede wszystkim z polskimi miastami [ukraińska kolej ma szerszy rozstaw szyn, to standard odziedziczony po ZSRR – przyp. N.S.]. Ma to być pierwszym krokiem na drodze powstania we Lwowie wielkiego hubu transportowo-logistycznego do przewozów zarówno cargo, jak i pasażerskich – siłą rzeczy istotną rolę w tym projekcie ma odgrywać również wspomniany lwowski port lotniczy, który ma działać w pełnej synergii z koleją.

Skoro mowa o naszym lotnisku, ogólnie rzecz biorąc, nie jestem pewien, czy istnieją tego typu przykłady w praktyce światowej, lecz jestem przekonany, że powinniśmy działać aktywniej na szczeblu ONZ w celu jego ponownego otwarcia. Pod egidą tej organizacji powinniśmy dążyć ku temu, żebyśmy poprzez nasze lotnisko mieli znacznie sprawniejszą możliwość transportu, przykładowo rannych czy pomocy humanitarnej. Jest to niezwykle istotna kwestia – ale potrzebne jest wyjątkowe zaangażowanie wszystkich stron tego procesu, które mogłyby zabezpieczyć jego realizację i zapewnić bezpieczeństwo takich lotów.

Przez lwowski dworzec kolejowy, którego otoczenie – plac Dworcowy, linie tramwajowe i prowadząca do dworca ulica Czerniowiecka – niedawno przeszło gruntowną rekonstrukcję, w ciągu ostatnich dwóch miesięcy przewinęły się rzesze uciekinierów z rejonów ogarniętych działaniami wojennymi. Obecnie, zawdzięczając to bezpośredniemu połączeniu kolejowemu z Przemyślem, Lwów stanowi cel dla wszystkich, którzy pragną przyjechać na Ukrainę, w obliczu braku połączeń lotniczych. Dworzec lwowski to jednak także zabytek z epoki przełomów wieków XIX i XX – pozostałość dawnej monarchii austro-węgierskiej. Jak miasto radzi sobie z ochroną licznych przecież zabytków w warunkach wojny?

Największy akcent kładziemy na ochronę istniejących w naszym mieście zabytków, o czym można z łatwością się przekonać podczas spaceru centrum Lwowa, gdzie wyraźnie widać, jak wiele w naszym mieście pomników czy świątyń jest w odpowiedni sposób zabezpieczonych. Siłą rzeczy zdajemy sobie sprawę z tego, że ta ochrona nie jest idealna, przecież dokładne obliczenia odnośnie do miejsca ataku oraz jego siły rażącej są niemożliwe – ale, jak mówią, strzeżonego Pan Bóg strzeże.

Gdybyśmy już wcześniej nie przeprowadzili rekonstrukcji placu Dworcowego i jego bezpośredniego otoczenia – wątpliwie, czy bylibyśmy w stanie sprostać wyzwaniom pierwszych dni i tygodni wojny, kiedy przez dworzec przewijało się po 60 tysięcy ludzi dziennie. Pomogliśmy wówczas wszystkim, którzy przyjeżdżali do Lwowa i następnie opuszczali miasto – i robimy to nadal. Wiem też o planach rekonstrukcji samego budynku dworca, który, jak słusznie pan wspomniał, jest zabytkiem architektury. Rzeczywiście, już dawno nie prowadzono tam prac restauracyjnych, których obecnie wymaga potrzeba synergii z odnowionym otoczeniem budynku. O ile wcześniej plac Dworcowy rzeczywiście był w bardzo złym stanie i w sposób oczywisty kontrastował z gmachem dworca, dzisiaj sytuacja się odwróciła. Dobrze, że dyrekcja kolei w pełni to rozumie.

Muszę zaznaczyć, że pracując nad projektem „Unbroken”, rada miejska rozpatruje od nowa wszystkie projekty rozwoju infrastruktury miejskiej, które mają na celu zwiększenie inkluzywności przestrzeni publicznych w naszym mieście. To oznacza, że każdy fragment przestrzeni publicznej z założenia powinien zostać przekształcony na przyjazny dla osób z niepełnosprawnościami, dla wszystkich mieszkańców miasta, którzy potrzebują naszej specjalnej troski.

Topografia Lwowa jest w oczekiwaniu największych chyba zmian od odzyskania niepodległości przez Ukrainę, kiedy zmieniano nazwy radzieckich ulic. Obecnie wiele nazw również ma być zmienionych. We Lwowie nie będzie wkrótce ulic Niekrasowa, Czajkow-skiego lub Tołstoja, jest natomiast szansa, że zjawią się imienia Stanisława Lema, Debory Vogel czy Stanisława Ulama. Zdaniem wielu w mieście jak dotąd rzeczywiście brakowało przestrzeni publicznych, które nawiązywałyby do nazwisk znanych osobistości związanych z miastem. Jak pan ocenia ten proces?

Wiele nazw w mieście, które obecnie uważamy już za tradycyjne, zjawiło się we Lwowie bez jakichkolwiek konsultacji z jego mieszkańcami. Mieliśmy okres okupacji radzieckiej, gdy narzucano nam przejawy kultury, która nie była przez nas lubiana, jednak wmawiano nam, że po prostu tak trzeba. Dzisiaj mamy podejmować świadome decyzje, jakie mają na celu wyraźnie zaznaczyć w przestrzeni miejskiej imiona ludzi, którym Lwów wiele zawdzięcza – z różnych epok i okresów historycznych. Dzięki nim miasto się rozwijało i stawało się lepsze – zarówno w sensie intelektualnym, pod względem postępu technicznego oraz jeśli chodzi o rozwój sztuki. Osobiście odczuwam respekt do wielu ludzi z całego świata, których łączyła jakaś więź ze Lwowem lub którzy w jakiś sposób wpłynęli na rozwój społeczności miasta podczas któregoś etapu swojego życia.

W decyzjach w sprawie zmian nazw ulic będziemy się opierać obecnie przede wszystkim na opiniach mieszkańców Lwowa, na chwilę obecną właśnie trwają badania opinii publicznej odnośnie do pewnej liczby ulic, które mają zmienić swoich patronów w pierwszej kolejności. Mogę jednak z całą pewnością stwierdzić, że większość z wybitnych postaci, o których pan wspomniał, bez wątpienia zostanie upamiętniona we Lwowie na bardzo wysokim poziomie.

Pana wpis na Twitterze o odsłonięciu rzeźb lwów na cmentarzu Łyczakowskim przy panteonie, gdzie pochowani są polscy uczestnicy walk polsko-ukraińskich o miasto w listopadzie 1918 roku spotkała się z wielką aprobatą w Polsce. Lwów zresztą przez długie lata stanowił rodzaj papierka lakmusowego relacji polsko-ukraińskich. Czy potrzeba było wojny i rosyjskiej agresji, aby coś się zmieniło we wzajemnym postrzeganiu się Polaków i Ukraińców? I czy coś rzeczywiście się zmienia w tym temacie?

Wydaje mi się, że dziś lepiej rozumiemy się nawzajem. Przez wiele lat Rosja robiła wiele, żeby nas ze sobą skłócić, włączając do tych swoich starań swoich licznych agentów – zarówno z jednej, jak i drugiej strony. Odsłonięcie lwów na cmentarzu Łyczakowskim zostało dobrze przyjęte nie tylko w Polsce, ale również na Ukrainie. Gdyby do tego doszło przed wojną, prawdopodobnie wywołałoby to jakieś dyskusje, do których z wielkim prawdopodobieństwem włączyłyby się wspomniane wyżej siły. Dziś jednak siedzą raczej cicho. Mogę więc jedynie powtórzyć to, co napisałem na Twitterze – w czasie wojny każdy lew ma obowiązek bronić niepodległości zarówno Polski, jak i Ukrainy. Niech żyje Polska! Chwała Ukrainie!

20 maja 2022 roku na polskim cmentarzu wojskowym we Lwowie zostały odsłonięte rzeźby lwów. Prezydent Lwowa Andrij Sadowy ogłosił to na swoim profilu na Facebooku: „W histo-rii między Ukraińcami a Polakami było wiele różnych kart. Groby naszych przodków po obu stronach granicy były świadkami konfliktów i wzajemnych krzywd. I choć są to stare przypadki, często stawały na przeszkodzie wzajemnemu porozumieniu. A nasz wspólny wróg również skutecznie wykorzystał te karty historii. Ta wojna pokazała, kto jest przyjacielem, a kto wrogiem. Niech te lwy na polskim cmentarzu wojskowym we Lwowie, które niegdyś były przedmiotem kontrowersji i zostały zasłonięte, będą krokiem w kierunku ostatecznego wzajemnego przebaczenia przeszłych krzywd. Niech żyje Polska! Chwała Ukrainie!”. Jak poinformowała Lilia Onyszczenko, kierowniczka Departamentu Ochrony Dziedzictwa Historycz-nego Urzędu Miasta Lwów, rzeźby są przygotowywane do renowacji.


Jestem przekonany, że dziś właśnie kładziemy podwaliny naszego wspólnego przyszłego współistnienia i naszego nowego sojuszu. Wspólnie doskonale zdajemy sobie sprawę – jak mało kto inny – czym de facto jest Rosja. Do tego naszego wspólnego grona niewątpliwie należy zaliczyć również Litwinów, należałoby wymienić także Brytyjczyków i wszystkich tych, którzy są gotowi do walki lub poświęcenia w obronie naszych wartości, które polegają przede wszystkim na tym, aby być wolnymi ludźmi i żyć w wolnym kraju, bez względu na okoliczności.

Podczas ostatniej wizyty prezydenta Andrzeja Dudy w Ukrainie prezydent Zełeński podpisał dekret o nadaniu statusu „miasto-ratownik”, które jako pierwsze miasto w Polsce otrzymał Rzeszów. Czy pomoc ze strony polskich miast rzeczywiście jest odczuwalna z perspektywy Lwowa?

Taką konsolidacją wsparcia udzielanego Ukraińcom, jaką zaprezentowały polskie miasta, jak dotąd nie wykazał się nikt inny. W związku z tym jest mi niezwykle miło podziękować każdemu prezydentowi, burmistrzowi, wójtowi każdego polskiego miasta lub gminy za wszystko, co zostało zrobione, co wciąż robią dla nas, i co jeszcze uczynią. Lwów na chwilę obecną łączą więzi braterskie i partnerskie z 12 miastami Polski. Możliwie, z biegiem czasu ta liczba jeszcze się powiększy. Wszystkie te miasta darzę jednakową sympatią. Każde z nich dokonało rzeczy niemożliwych. Nie potrafiłbym sobie wcześniej nawet wyobrazić, jak ogromna może być skala pomocy, myślę nawet, że samo polskie społeczeństwo jest pod wrażeniem tej głębi zupełnie bezinteresownej pomocy i wsparcia, które zostały nam udzielone.

Muszę zaznaczyć, że spośród wszystkich polskich samorządów, firm, organizacji pozarządowych, towarzystw i zwykłych obywateli, którzy deklarowali chęć pomocy i ją nam oferowali – nikt nie oczekiwał, żeby coś otrzymać w zamian, nawet w ramach zwykłej wdzięczności. Wszyscy to rozumieli jako coś najzupełniej normalnego, naturalnego, tak jak przykładowo idąc do kościoła, oddaje się Bogu to, co należne. Taki właśnie mamy teraz czas. Przykładowo prezydent Przemyśla Wojciech Bakun był jednym z pierwszych, który osobiście przyjechał do Lwowa – miało to miejsce [13 marca – przyp. N.S.] po ostrzałach rakietowych miejscowości tuż przy polskiej granicy, wybuchy zresztą bardziej było słychać w Przemyślu niż w Lwowie. Przyjazd prezydenta Przemyśla do Lwowa był przełomem w myśleniu wielu, być może właśnie wtedy Polacy zdali sobie sprawę, że wojna tak naprawdę wcale nie toczy się gdzieś daleko na wschodzie, lecz jest tuż u progu ich domu.

Jestem przekonany, że ten ostrzał przyczynił się również do szybkiej decyzji odnośnie do wizyty w Polsce prezydenta Bidena, dla którego miała wymiar symboliczny, ważne było, by okazać solidarność, uspokoić Polaków.
Nikodem Szczygłowski - podróżnik, pisarz, eseista, reporter. Absolwent Archeologii śródziemnomorskiej Uniwersytetu Łódzkiego i CEMI - Central European Management Institute w Pradze. Biegle włada językiem litewskim i słoweńskim, znawca kultury słoweńskiej. Laureat nagrody za osiągnięcia w publicystyce Ministerstwa Kultury Republiki Litewskiej (2020).

Więcej artykukłów Nikodema Szczygłowskiego
Myślę też, że pozwoliło to jeszcze bardziej zrozumieć, jak kruchy jest obecnie nasz świat, jak łatwo jest w nim wiele rzeczy zniszczyć. Dzisiaj Ukraińcy przyjęli na siebie główne uderzenie – Polacy i Litwini doskonale to rozumieją, zdają sobie sprawę, że mogą być następni w kolejce, o ile Ukraińcy teraz nie powstrzymają tego uderzenia. W sposób niezwykle znaczący udzielają więc poparcia Ukrainie, co z kolei motywuje do działania również USA i resztę świata. Jednak wszyscy powinniśmy sobie zdać sprawę, że Rosja to problem na długi czas, tu wcale nie chodzi nawet o kolejnych 100 dni. Dlatego też wszyscy powinniśmy oszczędzać swoje siły.