Nowa Europa Wschodnia (logo/link)
Kaukaz / 30.10.2022
Agnieszka Tomczyk

Odcięci od świata. Młodzi mieszkańcy Abchazji są skazani na życie w separatystycznej republice

W Abchazji, samozwańczym kraju uznawanym jedynie przez Rosję i kilka innych państw, od trzech dekad toczy się życie liczącej prawie 245 tysięcy ludności. Dorastanie w miejscu odizolowanym od świata zewnętrznego sprawia, że młode pokolenie doświadcza przeszkód związanych z ograniczoną mobilnością. Abchaska młodzież chce zdobyć dobre wykształcenie, pracę i mieć możliwość decydowania o swojej przyszłości, nad którą – jak przyznaje – nie ma kontroli.
Foto tytułowe
Suchumi. Banner z wizerunkiem Władisława Ardzinby, pierwszy prezydent Abchazji, nazywany ojcem założycielem abchaskiej państwowości (fot. Wikicommons)

Dane abchaskiego Komitetu ds. statystyki z 2021 roku wskazują, że prawie 46% populacji separatystycznej republiki stanowią osoby mające poniżej 34 lat. Mówi się o nich, że są „pokoleniem powojennym”, które urodziło się w czasie wojny z Gruzją z lat 1992–1993 lub po niej i choć samego konfliktu nie pamięta, to doświadcza jego skutków.

Według raportu Youth perspectives on peace and security: the Georgian-Abkhaz context organizacji Conciliation Resources (CR) z 2018 roku, która działa na rzecz wsparcia ludności z regionów dotkniętych konfliktami, pokolenie to prezentuje wrogą postawę wobec Gruzji. O konflikcie w Ukrainie wolą nie mówić wcale lub otwarcie go popierają. – Cóż, wojna jest tu inaczej postrzegana – przyznaje 21-letnia Lubow, której rodzina przeprowadziła się do Abchazji z Omska w zachodniej Syberii w 2015 roku. – Ktoś powie, co jest słuszne, ktoś inny jest temu przeciwny. Jak wszędzie. Większość moich znajomych nie popiera wojny, ale są i tacy, którzy popierają. Pół na pół, jak na całym świecie – odpowiada wymijająco i dopytuje: – Dlaczego tak cię interesuje nasze myślenie?
Flaga Abchazji nad Morzem Czarnym

Słabej jakości produkcje rodzimych mediów nie są w stanie konkurować z propagandowym przekazem ze strony rosyjskich agencji rządowych oraz kontrolowanych organizacji pozarządowych, takich jak Fundacja Russkij Mir, Federalna Agencja ds. Wspólnoty Niepodległych Państw, Rodacy Mieszkający za Granicą czy Międzynarodowa Współpraca Humanitarna (Rosstrudniczestwo), która otworzyła biuro w Suchumi (stolicy Abchazji) i zajmuje się promowaniem kultury rosyjskiej i szkolnictwa oraz kwestią przyjmowania i kształcenia Abchazów na rosyjskich uczelniach.

Indoktrynacja abchaskiej młodzieży przebiega bardzo sprawnie, co potwierdzają wyniki raportu CR. Na co dzień niemal każdy posługuje się językiem rosyjskim. Wyniki raportu wskazują, że młode pokolenie wykazuje niski poziom zaangażowania obywatelskiego, aktywne jest głównie w mediach społecznościowych. Społeczną mobilizację zastępuje tu troska wyłącznie o sprawy wąskiego kręgu rodziny czy przyjaciół. Wzrost aktywności widać podczas kampanii wyborczych, kiedy kandydaci szukają poparcia wśród przedstawicieli młodszych grup wiekowych.

Wyjątkiem stał się we wrześniu tego roku protest studentów i młodych aktywistów stowarzyszonych w ruchu Hara H-Pitsunda („Nasza Pitsunda”) przeciwko przekazaniu na własność Rosji luksusowego kompleksu daczy w nadmorskim kurorcie Pitsunda. Od razu odcięli się oni jednak od zarzutów o antyrosyjski charakter protestu.

„Kochamy Rosję. Wielu tam studiowało, nie ma potrzeby interpretować naszych działań jako antyrosyjskich”. – tłumaczyła reporterowi OC Media jedna z organizatorek, Naida, mówiąc o potrzebie zachowania abchaskiego terytorium, zasobów i dziedzictwa. W słynnym kompleksie w przeszłości zatrzymywali się m.in. Chruszczow, Castro czy Putin.

W Abchazji próby wprowadzenia przepisów umożliwiających wykup ziem przez cudzoziemców, czyli Rosjan, kończą się gwałtownymi protestami mieszkańców. Ze względu na silne poczucie odrębności i własnej tożsamości etnicznej ludzie nie chcą, aby Abchazja weszła w skład Rosji, wbrew pozorom najważniejsza pozostaje dla nich wolność. Choć nikt nie wątpi w potrzebę bliskich relacji z patronem, to wyniki prowadzonych w latach 2010–2011 badań na temat postawy mieszkańców nieuznawanych państw poradzieckich wobec przyszłości ich republik wskazują, że za niepodległością opowiada się 80% etnicznych Abchazów. Przynależność do narodu tytularnego, a zatem posiadanie własnego państwa, uważają za swoje naturalne prawo. Obowiązujący w Abchazji Kodeks karny penalizuje nawet publiczne wzywanie do rewizji niezależnego statusu republiki. Oznacza to, że polityk abchaski, który deklarowałby konieczność przeprowadzenia referendum w sprawie przyłączenia do Rosji, może trafić do więzienia.

Skrajnie odmienną postawę prezentują natomiast Osetyjczycy, których liderzy polityczni uważają niepodległość republiki jako etap przejściowy do przyłączenia do Federacji. Kilkukrotne próby (m.in. 2016, 2017, 2022) przeprowadzenia referendum w tej sprawie kończą się jednak tylko na słowach. Ostatnie z nich zostało zawieszone przez nowo wybranego przywódcę Osetii Południowej Alana Gaglojewa, który – niepewny skutków prawnych – określił je jako przedwczesne i wymagające dalszych konsultacji ze stroną rosyjską.

Dwie rzeki

Abchazowie stanowią odrębną względem Gruzinów grupę etniczną, spokrewnioną z Czerkiesami z Kaukazu Północnego. W czasach radzieckich mieli własną autonomiczną republikę w ramach Gruzińskiej SRR. U schyłku Związku Radzieckiego doszło do odradzania się abchaskiej tożsamości narodowej i żądań większej autonomii.

Brak porozumienia z władzami w Tbilisi, a następnie zbrojne wkroczenie do Abchazji wojsk gruzińskich powołujących się na konieczność ochrony kolei przed atakami abchaskich grup przestępczych, doprowadziły w sierpniu 1992 roku do wybuchu trwającej 13 miesięcy wojny, a w konsekwencji do jednostronnego ogłoszenia przez Abchazów niezależności. Dziś o Gruzji mówi się tu jako o „kraju za rzeką” (chodzi o rzekę Inguri).

– A jak przyjechaliście do Abchazji, od strony Rosji? – zapytała mnie kobieta w średnim wieku, która siedziała przy chorej na jednym z oddziałów szpitala w Suchumi. Na wieść o tym, że do Abchazji da się wjechać od strony gruzińskiej, ze zdziwieniem dopytywała – A to tak można? – Ludzie są przyzwyczajeni, że granicę przekracza się na rzece Psou, oddzielającej Rosję od Gruzji, albo – jak wolą tutejsi – od Republiki Abchazji.

– Przez wieki historia była wspólna. Dwa narody. Jest bardzo dużo powiązań rodzinnych i to na Kaukazie ma duże znaczenie, ponieważ tu wszystko jest zbudowane na wzajemnych relacjach w rodzinie – opowiada mi trzydziestokilkuletnia Lika, która z mężem i córkami mieszka w Suchumi. – Tu jest system klanowy. Społeczność plemienna ma tutaj priorytet, dlatego nie mogę powiedzieć, że dwa narody się nienawidzą. Brat wystąpił przeciwko bratu, to jest najbardziej przerażające, to ból dwóch narodów. To niesprawiedliwa wojna. Naród gruziński zrobił niewłaściwie, że się do niej posunął.

Społeczność międzynarodowa uznaje Abchazję za część Gruzji. W praktyce jednak terytorium separatystycznej republiki pozostaje niedostępne dla Gruzinów. Uznanie jej niepodległości przez Rosję po wojnie pięciodniowej z Gruzją o Osetię Południową w 2008 roku jeszcze bardziej pogłębiło antygruzińską retorykę oraz izolację od świata zewnętrznego. Wolność od Gruzji nie sprawiła, że przed Abchazją otworzyły się wielkie możliwości; nawet przy patronackich wpływach Rosji niewiele może zrobić sama.

Od wczesnych lat szkolnych młode pokolenie Abchazów spotyka się z jedynym przekazem historycznym o wielkiej Wojnie Patriotycznej z Gruzją z lat 1992–1993. Rodzinne opowieści wojenne stanowią podstawę kształtowania tożsamości młodych jako obywateli. W Abchazji, zajmującej obszar 8,6 tysięcy kilometrów kwadratowych, a więc mniejszy niż najmniejsze polskie województwo (opolskie), nie ma rodziny, która w wojnie nie straciłaby krewnego, sąsiada czy znajomego.

Ojciec założyciel

Według raportu Everyday Peace Indicators in Conflict-Affected Communities z 2022 roku Centrum Badawczego PMC (PMC RC), które działa na rzecz wspierania demokratyzacji i rozwoju gospodarczego Gruzji, niepokój związany z perspektywą ponownego wybuchu wojny odczuwa szczególnie młodzież zamieszkująca Suchumi. Obawy te podziela także Lubow – Chcę, żeby wkrótce nastał pokój. Żebym kładąc się spać, nie myślała o tym, czy obudzimy się pod spokojnym niebem, czy przyjdą ludzie, którzy chcą zabrać „swoje ziemie”.

Powojenna rzeczywistość lat 90. XX wieku odcisnęła piętno na dorosłym życiu wielu osób pamiętających tamten czas. Poznany w Suchumi Artur pamięta pobudkę z przyłożonym do skroni kałasznikowem. Połowa lat 90. była czasem rozwijającej się przestępczości oraz praktyk samosądu.

16-letnia Sofija jest wnuczką Jurija Woronowa, pierwszego wicepremiera Abchazji, zamordowanego przez swoich przeciwników politycznych w 1995 roku. – Został przez kogoś wezwany, wyszedł na ulicę i zastrzelono go – dziewczyna opowiada mi o morderstwie dziadka z relacji, którą usłyszała od wujka.

Woronow był uczonym, który prowadził badania nad tożsamością narodową Abchazów. W latach 90. Abchazją targała rywalizacja klanowa pomiędzy siłami wywodzącymi się z nomenklatury a kształtującym się obozem opozycyjnym. Władza należała wówczas do klanu gudauckiego, z którego wywodził się Władisław Ardzinba, pierwszy prezydent Abchazji, nazywany ojcem założycielem abchaskiej państwowości. Na początku jego rządów (1990—1992) Abchazja stała się miejscem schronienia dla ortodoksyjnych radzieckich polityków, którzy wierzyli w odbudowę ZSRR. Dziś Woronow ma w Abchazji ulicę swojego imienia.

Legenda pierwszego przywódcy trwa nadal. – Wiem o jednym z prezydentów, Ardzinbie. Wszyscy o nim mówią.

Ma wielki grób, na który co roku jeździliśmy z klasą, żeby uczcić jego pamięć, ponieważ był wielkim prezydentem. Jeździliśmy na grób w maju, w dniu jego urodzin, kupowaliśmy kwiaty, cała szkoła – Lubow dzieli się wspomnieniami z lat szkolnych.

Nienaganną polszczyzną Sofija opowiada mi, jak przez osiem lat mieszkała z matką w Polsce. Przodkowie rodziny zostali zesłani na Kaukaz po powstaniu styczniowym. Po zabójstwie Woronowa jego dzieci, Niko i Tamara, matka Sofiji, przeprowadzili się do Moskwy, a następnie do Polski. Po powrocie do Abchazji dziewczynce trudno było odnaleźć się w nowym miejscu.

Kraj bez granicy

Dzisiejsza Abchazja bardzo różni się od zniszczonego wojną miejsca, jakim była jeszcze w 2008 roku, kiedy wybuchła wojna pomiędzy Gruzją a Rosją. Odrestaurowane budynki administracji, białe fasady hoteli czy sieć restauracji o nazwie Aburger kontrastują z pustostanami pozostawionymi od wojny z Gruzją z początku lat 90. ubiegłego stulecia.
Przystanek autobusowy na drodze do Picundy. Autorem jest Zurab Cereteli, gruziński rzeźbiarz zamieszkały i tworzący w Rosji (fot. Wikicommons)

Prócz etnicznych Abchazów (51%) mieszkają tu również Gruzini (18%), którzy nie opuścili swych domów po wojnie, a także Ormianie (17%) i Rosjanie (9%).

Życie młodych mieszkańców stolicy toczy się dziś głównie na kamienistych plażach Morza Czarnego, wśród malowniczych alejek wiodących ku nadmorskiej promenadzie. Na jednym ze straganów ustawionych wzdłuż promenady na białej koszulce widnieje napis cyrylicą: „Abchazja – kraj bez granic”. Tuż nad nim pomalowany w ukośne biało-czerwone pasy słupek graniczny, otoczony drobnymi zielonymi listkami i mandarynkami. W czasach radzieckich były one oznaką dobrobytu i głównym rozpoznawalnym towarem eksportowym Abchazji. Sprzedaż do Rosji zapewniała mieszkańcom przetrwanie po wojnie z Gruzją. Nie bez powodu późnojesienną porę zbioru mandarynek nazywano „żółtą gorączką”.

Suchumi nie przypomina typowych skomercjalizowanych stolic, zaś reklamy faworyzują lokalnych producentów.

Pod wieloma względami Abchazja stwarza wrażenie zwyczajnie funkcjonującego państwa. Stan pozornej niezależności jest jednak możliwy tylko dzięki rosyjskim wpływom do budżetu (ok. 52–57%), a także rosyjskim turystom oblegającym plaże Abchazji, którą nie bez powodu nazywano niegdyś „radziecką riwierą”.

– Często można mnie zobaczyć na plaży z dziećmi: z chłopcami w wieku 4–6 lat, dwulatką i 6-miesięcznym niemowlęciem, a czasem nawet z kilkorgiem dzieci jednocześnie. To jest moja praca i to co robię najlepiej – wyznaje Lubow. – Już w wieku 11 lat opiekowałam się dziećmi koleżanki mojej mamy. Pracowałam za gumę do żucia, batona Bounty i 50 rubli – wspomina. Pierwsze chwile w Abchazji nie należały do łatwych. – Wszystko było jak w najsmutniejszych książkach: zamknęłam się w sobie, pojawiło się dużo obaw, niepewność, płakałam na przerwach w szkole, cały czas przesiadywałam w domu, tak naprawdę nie chciałam nigdzie wychodzić – sięga pamięcią do chwil sprzed siedmiu lat, kiedy sprowadziła się z rodziną do Abchazji z Rosji.

W 2021 roku Lubow ukończyła Suchumską Szkołę Muzyczną im. A. Cz. Cziczby. Z wykształcenia jest nauczycielką śpiewu, ale pracuje jako niania u bogatych rodzin. Z powodu braku firm oferujących atrakcyjne miejsca pracy i zatrudnienie w abchaskiej stolicy nie ma za bardzo jak gonić za karierą. Przez dwa lata dorabiała jako animatorka imprez urodzinowych dla dzieci w Suchumi. Na jednym ze zdjęć jest otoczona gromadą maluchów w stroju supermenki i pozuje na tle spalonego budynku, będącego siedzibą separatystycznego rządu, ostatniego punktu oporu Abchazów w wojnie z Gruzinami. Biznes oferujący przyjęcia dla dzieci założyła jej koleżanka. – Polina pochodziła z Krasnodaru, ale zauważyła potrzebę w tej sferze tutaj w Abchazji i zaczęła nową historię – wspomina.

Nieważne paszporty

Z raportu CR wynika, że rosyjski pryzmat patrzenia na świat nie wystarcza młodym. Chcieliby sami zobaczyć, co dzieje w miejscach, do których nie mają dostępu. Rosyjskie paszporty wydawane masowo Abchazom przez władze Rosji w 2002 roku, niedługo po objęciu przez Władimira Putina urzędu prezydenta, nie są uznawane w Unii Europejskiej. Paszportyzacja objęła już ponad 90% mieszkańców i gwarantuje prawo do pobierania rosyjskich świadczeń socjalnych.
Gra w szachy w Suchumi (fot. Shutterstock)

Poza rzadkimi wyjątkami oferowanymi przez brytyjskie i włoskie stypendia naukowe, abchaska młodzież nie ma możliwości wyjazdu i udziału w programach międzynarodowych (nie licząc rosyjskich), a tym samym uzyskania wykształcenia zagranicą. Badacze z PMC RC wskazują, że ci, którym mimo zdobycia finansowania na studia zagraniczne nie udało się na nie wyjechać, za ten stan rzeczy obwiniają nieuregulowany konflikt z Gruzją i związane z nim problemy z dokumentacją. Na tym tle mieszkańcy podróżujący do krajów UE często ubiegali się o rosyjskie dokumenty wystawiane nie w Abchazji, ale na terytorium Federacji. Brytyjskie stypendium Chevening jest pierwszym międzynarodowym programem umożliwiającym aplikowanie na studia studentom i młodym specjalistom zamieszkujących sporne terytoria (nieidentyfikującym się z Gruzją, Armenią czy Azerbejdżanem). Udało się to poprzez wprowadzenie opcji „Kaukaz Południowy” na listę krajów kwalifikujących się do składania wniosków.

Kilka lat temu w ramach wymiany studenckiej Asłan wygrał w Kijowie konkurs na roczne studia w USA. Poinformowano go, że organizatorzy uzależnili przyznanie wizy od posiadania gruzińskiego paszportu. Wymóg ten był dla mężczyzny nie do przyjęcia. Nigdzie nie pojechał. Brak możliwości wyjazdu wynika nie tylko z kwestii nieuznawalności paszportów, lecz także dyplomów uzyskanych na abchaskich uczelniach.

Abchazowie nie chcą skorzystać z oferowanej im przez Gruzję darmowej opieki zdrowotnej czy edukacji. Z możliwości nauki korzysta głównie młodzież gruzińskiego pochodzenia z Gali, regionu położonego najbliżej przejścia granicznego. Osoby te raczej nie wracają już do Abchazji. Wyniki raportu PMC RC ujawniają problem braku integracji mieszkańców regionu Gali z resztą abchaskiego społeczeństwa. Z racji gruzińskiego pochodzenia Abchazowie podchodzą do nich nieufnie, nazywają „innymi” bądź „gośćmi”. Oni z kolei czują przez to, że nie należą do społeczeństwa, że są dyskryminowani. Mieszkańcy gruzińskiego pochodzenia nie mogą ukończyć szkoły średniej w języku ojczystym, co ma wpływ na ich ogólne wykształcenie oraz perspektywy zawodowe.

Dyplomy oraz certyfikaty zdobyte na gruzińskich uczelniach nie są honorowane przez abchaskich pracodawców. Jednocześnie żąda się od nich wypełnienia obowiązku służby wojskowej.

Niewidzialny kraj

Z raportu PMC RC wynika, że dla przedstawicieli młodego pokolenia pojęcie pokoju kojarzy się najbardziej z możliwością snucia planów na przyszłość. Większość z nich czuje, że nie ma nad nią kontroli. Dotyczy to zwłaszcza pierwszego i drugiego pokolenia powojennego, które często jest słabo wykształcone i w większości nie ma pojęcia, jak Abchazja powinna funkcjonować. O ile starsze pokolenie uważa okres radziecki za najbardziej stabilny, po którym nastąpił chaos lat 90., to młodym brakuje tego odniesienia. W warunkach słabo rozwiniętej gospodarki bezrobocie oscyluje wokół poziomu 70% (bez wzięcia pod uwagę samozatrudnionych, np. rolników czy taksówkarzy); w 2020 roku przeciętne miesięczne wynagrodzenie wynosiło równowartość 187 dolarów.

Sytuacja ekonomiczna wpędziła wiele rodzin w ubóstwo.

– Abchazja jest niepodległym państwem, ale ekonomicznie jest zależna – odpowiada Lika na moje pytanie o kwestię niepodległości separatystycznej republiki. Kobieta sama pracowała tam, gdzie nadarzała się okazja.

Kiedy była kucharką na obozie wakacyjnym dla dzieci w Suchumi, mówiło się o osobach, które w tym czasie w Oczamczira, mieście portowym na południu Abchazji, za dzień pracy otrzymywały 100 rubli (8 złotych).

– Abchazja jest zależna od Rosji. To jest ich [Abchazów – przyp. A.T.] duch niezależności, że mówią: jesteśmy niezależni. Ale w rzeczywistości tak nie jest. To niewidzialny kraj, nie tylko ja tak mówię – przyznaje w rozmowie Lubow.

Nastoletni Ormianin Jerwand mieszka w Abchazji. Bieda zmusiła jego ojca do emigracji zarobkowej do Rosji. Pod jego nieobecność to on, mimo że najmłodszy w rodzinie, czuje odpowiedzialność za matkę i starszą siostrę Ani.

W Abchazji pozycję kobiety wyznacza tradycyjny model żony i matki, która nie powinna zwracać na siebie nadmiernej uwagi. Toteż zbyt skąpy ubiór pozwala bez trudu odróżnić Abchazki od rosyjskich turystek, na które niektórzy niezadowoleni mieszkańcy – jak przyznają na portalu Lenta.ru – nałożyliby grzywnę. Obecność Rosjan nikogo tu jednak nie dziwi.

W 2021 roku tutejsze Ministerstwo Turystyki odnotowało rekordową liczbę ok. 1,5 miliona turystów (ponad dwukrotnie więcej niż w 2019 roku), a wielu Rosjan, tak jak rodzina Lubow, osiedla się tu.
Agnieszka Tomczyk – ukończyła Uniwersytet Warszawski, Wydział Nauk Politycznych i Studiów Międzynarodowych. Zajmuje się tematyką Gruzji, Osetii Południowej i Abchazji - w tym wyznaczaniu granic na Kaukazie

Inne artykuły Agnieszki Tomczyk

– Jeszcze siedem lat temu tylko marudziłam, że chcę wrócić do mojego miasta, a teraz nawet nie myślę o powrocie. Tak, w Abchazji można być szczęśliwym, bez względu na to, jak to teraz brzmi – przyznaje. Lubow nie chciała stąd wyjeżdżać. Rok po przyjeździe do Abchazji poznała Nikołaja, z którym w październiku tego roku wzięła ślub.