Nowa Europa Wschodnia (logo/link)
Ukraina / 11.04.2024
Maciej Piotrowski

Ukraina odkrywa międzywojnie. Twórcy odświeżają dawne trendy

Do rangi fenomenu kulturowego, przenikającego już do popkultury, urasta epoka ukraińskiego międzywojnia. Opowiada się o niej jako o burzliwym, romantycznym okresie eksplozji kulturalnej zatrzymanej przez rosyjskich komunistów
Foto tytułowe
Kadr z filmu "Dom Słowa"



Posłuchaj słowa wstępnego drugiego wydania magazynu online!



W Polsce pokolenie twórców z międzywojennej Ukraińskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej – jeśli ktoś w ogóle o nim słyszał – znane jest pod hasłem „rozstrzelane odrodzenie”. Jego rozpoznawalność zawdzięczamy paryskiej „Kulturze” i wydanej przez nią antologii pod tym tytułem. Dziś w Ukrainie zaczyna się patrzeć na tamten czas inaczej – wobec artystów pierwszych lat ZSRR stosuje się również inne określenia, które nie skupiają się na tragicznym finale ich życia. W ten sposób nazwy takie jak „czerwony renesans” czy „nasze lata dwudzieste” przesuwają sceniczny reflektor z kata i ofiar na twórcę i jego widownię. Współcześni Ukraińcy starają się mówić nie tylko o zagładzie, lecz także o twórczości, o życiu w kawiarniach i domach pracy twórczej Kijowa i Charkowa zamiast o śmierci w NKWD-owskich aresztach czy na Sołowkach [Sołowiecki Obóz Specjalnego Przeznaczenia, SLON – przyp. red.].

Coraz częściej kładzie się akcent na wkład twórców tego okresu w modernizację i urbanizację kultury ukraińskiej. Dziś nad twórczością pokolenia Mykoły Chwylowego, Pawła Tyczyny, Oleksandra Sosiury czy Mychajła Semenki – zarówno apologetycznie, jak i krytycznie – zastanawiają się muzycy, filmowcy i artyści sztuk wizualnych, a także popularyzatorzy historii.


Jazz, fokstrot i kino


Powiedzmy jednak parę słów, o jakich twórcach mowa. Pokolenie lat międzywojennych ukształtowała epoka wojen i rewolucji, a szczególnie walki o Ukrainę w latach 1914–1921 między różnymi ugrupowaniami politycznymi i narodowymi, gdy, jak pisze w powieści Bez gruntu Petrow-Domontowycz: „Władza zmieniała się wtedy po kilka razy na tydzień. Władze pojawiały się i znikały jak karty na zielonym suknie w grze hazardowej, kiedy w gorączce bezsennych nocy człowiek stracił już wszystko, nie ma już nic i jedyną stawką dla dalszej gry va banque pozostaje mu samo jego życie!” (przeł. K. Kotyńska). Literaci tamtej epoki walczyli po różnych stronach barykady, zarówno piórem, jak i karabinem.

Ci, którzy w latach 20. pozostali w nowej Ukraińskiej SRR, wiązali z nowym krajem nadzieje na społeczną sprawiedliwość, możliwość rozwoju kultury ukraińskiej i autonomiczne rządy quasi-niepodległego państwa. Okres drugiej dekady XX wieku jest opisywany jako czas bujnego rozkwitu kultury ukraińskiej. „Względna swoboda życia kulturalnego zbiegła się zatem w czasie z ożywieniem gospodarczym, poprawą warunków życia i otwarciem na nowinki z szerokiego świata. Życie kawiarniane, wykwintne restauracje, domy handlowe, spektakle, wystawy, wernisaże, jazz, fokstrot, amerykańskie kino (na razie nieme, lecz wkrótce nad Dniepr dotrą echa przełomu dźwiękowego), dostępność gramofonów i odbiorników radiowych, transmisje zachodnich rozgłośni na falach Ukraińskiego Radia, rozkwit sztuk wizualnych, w tym plakatu i wzornictwa przemysłowego” – pisze tłumacz Marcin Gaczkowski w posłowiu do Miasta Wałerjana Pidmohylnego, chyba najbardziej rozpoznawalnego utworu tego okresu, który wreszcie możemy przeczytać po polsku.

Lata 20. dały twórcom ukraińskiej kultury szansę na rozwój wynikający z chwilowej słabości i nieuwagi Moskwy, która była skupiona na wewnętrznych rozgrywkach. Polski antropolog historii, Tomasz Szerszeń, w swojej książce Być gościem w katastrofie skonstatował, że w tamtej epoce „zobaczyć można działanie dekolonialne, które – paradoksalnie – miałoby prowadzić, poprzez komunizm, ku narodowemu wyzwoleniu i wolności samostanowienia poza imperialnymi granicami”.

Gdy moskiewski reżim umocnił się pod przywództwem Stalina, postanowił skończyć z ukraińską kulturalną samowolką pod hasłem „z dala od Moskwy”. Myrosław Łajuk, ukraiński poeta i prozaik, przypomina liczby: „Początek lat 30. XX wieku. W Związku Radzieckim działało 259 ukraińskich pisarzy. Pod koniec dekady pozostało trzydziestu sześciu. Gdzież się podziało 80% literatów? To historia tragedii tej elity pióra początków Imperium. Otóż: siedemnastu rozstrzelano, ośmiu popełniło samobójstwo, szesnastu zaginęło. Siedmiu zmarło z przyczyn naturalnych, a stu siedemdziesięciu pięciu znalazło się w łagrach”. Katarzyna Kotyńska, ukrainistka, literaturoznawczyni, przypomina natomiast, że ich utwory „zostały wyparte z oficjalnej ukraińskiej pamięci zbiorowej. Teksty literackie usunięto z obiegu, a posiadanie dawniejszych wydań mogło przyczynić się do oskarżenia ich właściciela o «burżuazyjny nacjonalizm»”.

W niepodległej Ukrainie autorzy pokolenia lat 20. mogli być wreszcie wydawani i popularyzowani. Trafili do kanonu, ich książki stały się lekturami szkolnymi. Jednak dopiero w ostatnich kilku latach, a szczególnie po 2022 roku, narodziła się prawdziwa moda na twórców z międzywojennego Charkowa i Kijowa.


Uzbrojeni w pamięć


„Czytaliśmy te książki w szkole, ale wtedy ich nie zrozumieliśmy. Po 24 lutego optyka oglądu ukraińskiej literatury się zmieniła. Czas zatacza koła, przecież Rosjanie znowu chcą nas zniszczyć” – mówi Natalia Sznyr, współzałożycielka wydawnictwa Wichola, przedstawicielka pokolenia ukraińskich działaczy wychowanych już w niepodległym kraju.


Historia się powtarza, ale tym razem jesteśmy uzbrojeni w pamięć. Znamy głosy świadków historii, teksty osób, które zdążyły opowiedzieć swoją historię. Wreszcie zrozumieliśmy tamtych autorów” – twierdzi wydawczyni odpowiedzialna za jedną z najpopularniejszych serii książkowych w Ukrainie, nazwaną „Niekanoniczny Kanon”, która ma za cel „odkryć na nowo znanych nieznajomych” i pokazać „całe spektrum ukraińskich autorów (...) od wyszukanej powieści intelektualnej przez dynamiczną nowelę przygodową po nowatorską prozę urbanistyczną i teksty psychologiczne.



Jak podaje Sznur, w samym 2023 roku księgarnie sprzedały 40 tys. egzemplarzy pozycji z „Niekanonicznego Kanonu”, ogłoszonego przez Ukraiński Instytut Książki jednym z największych sukcesów wydawniczych ostatnich lat. Warto przy tym wspomnieć, że – ze względu na uwolnione prawa do utworów większości ukraińskich modernistów – podobne, równie popularne serie publikują inne oficyny. Szczególną uwagę należy zwrócić na projekt Nasze 20., kierowany przez popularyzatorkę literatury modernizmu Jarynę Cymbał w wydawnictwie Tempora.


Gainsbourg spotyka Żadana


Jednak moda na ukraiński modernizm nie ogranicza się do form książkowych. Świetnym przejawem nowego spojrzenia na lata 20. jest album muzyczny „Fokstroty” Jurija Gurżiego i Serhija Żadana. „Jak mógłby brzmieć ukraiński pop, gdyby do jego produkcji dołączyli poeci sprzed wieku?” – pytają artyści, którzy ekwilibrystycznie przerabiają podniosły hymn Pawła Tyczyny o słonecznych klarnetach na ekstatyczny, euforyczny groove, a z erotyka Raisy Trojanker tworzą gainsbourgowską balladę. Psychodelia muzyki Gurżiego idealnie odpowiada futurystycznym і awangardowym wierszom Mychajła Semenki, Hariajiwa i Włyzki. Antyfaszystowskа Klątwa Mykoły Bażana staje się dzięki nim odważną, ludyczną śpiewką wymierzoną w Moskala.

Inną, bardziej tradycyjną próbą popularyzacji poezji tamtego okresu jest album Tryumf słowa znanego w Polsce zespołu folk-popowego Haydamaky. Muzycy wykorzystują utwory z tego samego okresu, ale im bliżej do nurtu klasycyzującego i historyzującego, tym więcej tam opowieści o połowieckich ordach i wareskich władcach. W bojowym turbofolk-rocku muzycy opiewają księcia Monomacha, który „nie jest z Bizancjum / do stepu zwykł”.

Oba albumy pokazują, że z ukraińskiego modernizmu mogą czerpać osoby z sympatiami zarówno awangardowymi, jak i tradycyjnymi, a muzyka rozstrzelanego odrodzenia może zabrzmieć tak w berlińskiej dyskotece, jak okopach batalionu o prawicowych nastrojach.

Trzecim, najnowszym i chyba najgłośniejszym muzycznym projektem nawiązującym do ukraińskiego międzywojnia jest [link_w_nowej_karcie https://open.spotify.com/album/5iPSAtJk05Zfa8Mpitd0Af?si=Pkm57DJtTCy7kdgMaVartA&nd=1&dlsi=1f78547fec1b4f93 rap-opera Ty [Romantyka] projektu MUR]. Ten concept album odwołuje się przede wszystkim do tragicznych losów Pawła Tyczyny, najwybitniejszego ukraińskiego poety I poł. XX wieku, który ukorzył się przed stalinizmem i zamiast ambitnego modernizmu wybrał tani socrealizm. Łajuk pisze o nim, że „zmienił się nie do poznania. Czytelnicy nie mogli zrozumieć, co się z nim stało. Jego poezja sławiąca tyrana i reżim, sprawiały makabryczne wrażenie”.

Wracając do projektu młodych muzyków: z jednej strony, MUR jest krytykowany za wpadanie w skrajny patetyzm, dramatyzm oraz częstochowskie rymy. Inni jednak chwalą raperów za docieranie do serc młodzieży: ich album na samym YouTubie wysłuchało 400 tysięcy osób.








Czarno-czarny film


W filmie „Dom Słowa. Niedokończona powieść” – który wiosną 2024 roku wchodzi do ukraińskich kin – stolica ukraińskich lat 20., Charków, zostaje pokazany jak nowy Paryż. Aktorzy wcielają się w pełne kolorytu role ukraińskich poetów: energicznego i tragicznego lidera pokolenia Mykoły Chwylowego, szalonego enfant terrible Mychajła Semenki, proponującego kokainę Brechtowi, czy femme fatale Raisy Trojanker. W przeciwieństwie do obrazu paryskiej bohemy, tłem do opowieści o literatach nie są zagracone strychy i wilgotne sutereny – tylko wygodny sowiecki Dom Słowa, czyli spółdzielnia mieszkaniowa artystów stworzona w latach 20. w Charkowie. Ten kultowy budynek był już przedstawiany w projekcie internetowym ProSlovo.com, filmie dokumentalnym, wspomnianej rap-operze, został także zauważony przez Tomasza Szerszenia, piszącego o Słowie jako o „nieformalnym centrum ukraińskiej progresywnej kultury”, którego „sława promieniowała na całe ZSRR”.

Autorzy filmu, reżyser Taras Tomenko i wspierająca go przy opracowaniu scenariusza poetka Lubow Jakymczuk, zapraszają nas także do charkowskich kawiarni, gdzie pisarze wykonują największe hity ukraińskiej poezji drugiej dekady XX wieku podniesione do rangi szlagierów.

Wydawałoby się: idylla. Jednak już od samego początku możemy dostrzec złowieszcze sygnały, choćby pułapkę na myszy z pierwszej sceny, metaforę Domu Słowa. W drugiej połowie film zamienia się z nostalgicznie czarno-białego w tragiczny obraz czarno-czarny. Nadchodzi epoka stalinowskich represji i Wielkiego Głodu. Nowy sowiecki system reprezentuje poeta grafoman Akimow, mszczący się na lokatorach Domu Słowa. Nieudacznik, odrzucony przez grono poetów, wraca jako komunistyczny agent, donosiciel i gwałciciel, który w ostatecznej konfrontacji z liderem pokolenia, Chwylowym, przedstawia się jako owoc jego twórczości: „zjawa, metafora, wytwór pisarskiej wyobraźni”. Chwylowy próbuje zabić w sobie komunistę Akimowa, ale okazuje się to niemożliwe. Artysta nie jest w stanie cofnąć napisanych słów.

Film nie rysuje typowych dla ukraińskiego kina antynomii: zły komunizm – dobrzy przedstawiciele ukraińskiej kultury. Wiernopoddańczy stalinowski wiersz Partia prowadzi Tyczyny został wykorzystany jako tło do pokazania napadów NKWD na poetów. Filmowcy zderzają sceny dobrze wyposażonej stołówki Domu Słowa z wypowiedzią Iwana Bahrianego o panującym głodzie, a obrazy umierających chłopów z ukraińskiej wsi, oglądanej oczami Chwylowego, przeplatają z wypowiedziami synka Semenki, kapryszącego na niesmaczną chałwę, i modnej Trojanker przechodzącej na dietę. Ukraińscy pisarze nie są tu tylko niewinnymi ofiarami złego moskiewskiego reżimu. Film stawia pytanie o ich odpowiedzialność za stworzenie świata, który w końcu doprowadził do zniszczenia ich samych. Film nie bez racji kończy się słowami Chwylowego: „Za to pokolenie odpowiadam przede wszystkim ja”. Dom Słowa to wiele mówiąca opowieść o miłości, śmierci i dziejach rewolucji, która pożarła swoje dzieci.


Odrodzenie również nad Wisłą


Ukraina poznaje swoje lata 20. Stają się modne – co przejawia się nie tylko w przedstawionych dziełach kultury, lecz również choćby w food trucku z burgerami o nazwie Łowcy Tygrysów (Tyhrołowy), odnoszącej się do popularnego utworu Bahrianego.

Tekst ten nie przynosiłby jednak wiele pożytku polskiemu czytelnikowi, gdybyśmy nie widzieli zaczątków odkrywania wspomnianego fenomenu również nad Wisłą. Splot przyczyn politycznych sprawił, że do tej pory, oprócz nielicznych wyjątków (jednej powieści Wołodymyra Wynnyczenki przełożonej w 1925 roku, humoresek Ostapa Wyszni wydanych w 1960 roku oraz antologii krótkich form pt. Stepowa legenda z 2001 roku), po polsku nie mogliśmy przeczytać ukraińskich utworów prozatorskich ukraińskiego międzywojnia. W ostatnich dwóch latach nadrabiamy te braki. Warty uwagi jest projekt Uniwersytetu Jagiellońskiego odkrywający dla polskiego czytelnika twórczość Wiktora Petrowa-Domontowycza. „Jego kontrowersyjność, niejednoznaczność i wielowątkowość biografii jest niezwykle fascynująca” – mówi Katarzyna Kotyńska, autorka przekładu Doktora Serafikusa oraz powieści Bez gruntu. Obok tych utworów, akademickie wydawnictwo Universitas opublikowało także Dziewczynkę z misiem w przekładzie Przemysława Tomanka oraz szeroki wybór beletryzowanych biografii, małej prozy, pism historiozoficznych i kulturologicznych Petrowa-Domontowycza.

Kolejne projekty wydawnicze prezentuje nasze Wydawnictwo KEW. To choćby kultowa powieść urbanistyczna Miasto Wałerjana Pidmohylnego w przekładzie Marcina Gaczkowskiego i Podróż uczonego doktora Leonarda i jego przyszłej kochanki, przepięknej Alcesty, do Szwajcarii Słobodzkiej, którą miałem przyjemność przełożyć. Wreszcie, czekamy na pełne wydanie monumentalnej Antologii poezji ukraińskiego modernizmu. Od Łesi Ukrainki do Bohdana-Ihora Antonycza przygotowanej i przełożonej przez Adama Pomorskiego.

Maciej Piotrowski -  - z wykształcenia historyk i ukrainoznawca, z pasji animator kultury. Tłumacz literatury z języka ukraińskiego m.in. utworów Mike'a Johannsena, Hryhorija Czubaja, Andrija Bondara i Wasyla Barki. Inicjator spotkań translatorskich Rozstaje. Współpracuje m.in. ze Stowarzyszeniem Folkowisko, Kolegium Europy Wschodniej i Stowarzyszeniem Czajnia. Pracował jako specjalista ds. merytorycznych przy projekcie wystawy stałej Muzeum Hołodomoru w Kijowie.

Inne artykuły Macieja Piotrowskiego
Zainteresowanie epoką przenika też do innych dziedzin: widać ją w głośnej sztuce o latach 20. Charków, Charków z tekstem Serhija Żadana wystawionej przez Teatr Polski, czy też w eseju Tomasza Szerszenia z książki Być gościem w katastrofie, w którym autor odwołuje się do Domu Słowa jako swoistego miejsca pamięci Ukrainy.

Od wspaniałego wzlotu ukraińskich twórców mija już wiek, ale przed nami jeszcze dekady pracy, by właściwie zaprezentować go również w Polsce.