Nowa Europa Wschodnia (logo/link)
Międzymorze > Sotnia / 14.05.2024
Marek Kozubel

Ustawa mobilizacyjna budzi kontrowersje. Ukraińskie wojsko potrzebuje żołnierzy

W kwestii oceny postawy osób uchylających się od służby wojskowej, które schroniły się za granicą po 24 lutego 2022 r., ukraińskie społeczeństwo jest rozdarte. Nie mniejsze kontrowersje budzą działania władz, które wstrzymały usługi konsularne dla ukraińskich mężczyzn za granicą do dnia wejścia ustawy mobilizacyjnej w życie. Czy pomoże to w uzupełnieniu braków w szeregach Sił Zbrojnych Ukrainy?
Foto tytułowe
(Shutterstock)



Posłuchaj słowa wstępnego drugiego wydania magazynu online!



W kwietniu nareszcie udało się przegłosować w Radzie Najwyższej ustawę mającą uszczelnić i zwiększyć mobilizację do Sił Zbrojnych Ukrainy. 8 kwietnia prezydent Zełenski w końcu podpisał ustawę obejmującą poborem mężczyzn w wieku 25-27 lat. Przyjęta ustawa zawiera jednak szereg wad. Eksperci wskazują na to, że została „wykastrowana” – brakuje w niej sankcji za niezrealizowanie przez obywateli wytycznych mających zwiększyć liczbę osób zarejestrowanych w bazach danych terytorialnych centrów uzupełnień (TCU), odpowiedników polskich wojskowych komend uzupełnień. W części zapisów usunięto fragmenty przewidujące sprawy karne przeciw uchylającym się służby wojskowej, zastępując je mandatami. W ustawie zabrakło również wzmianki o demobilizacji, na co liczyło wielu żołnierzy oraz ich rodziny, ale także spora część opinii publicznej. Pierwotnie zamierzano zwolnić tych weteranów, którzy odsłużyli 36 miesięcy na froncie (wliczony jest w to okres służby przed inwazją z 24 lutego 2022 r., gdy część wojskowych stacjonowała w Donbasie i na pograniczu z Krymem). Z tym że wykreślono ją na prośbę dowództwa Sił Zbrojnych Ukrainy. Nie wynika to z bezwzględności gen. Ołeksandra Syrskiego, bo jego poprzednik, powszechnie uwielbiany przez naród, gen. Wałerij Załużny, przyszły ambasador Ukrainy w Wielkiej Brytanii, również był przeciwny demobilizacji aż do zakończenia wojny. Z wielu poprawek i uzupełnień zrezygnowano w ostatnim momencie, co zrodziło pytania o to, czemu w ogóle przeciągano przegłosowanie ustawy.

Wkrótce pojawi się trzeci numer magazynu
Z kodem PATRONITENEW
magazyn Nowa Europa Wschodnia Online
jest bezpłatny.

Zachęcamy do wsparcia nas na Patronite

Problemów z mobilizacją ciąg dalszy


Tymczasem temat mobilizacji w Ukrainie jest skutecznie wypaczany przez rosyjską propagandę i akcje dezinformacyjnie. Wpływają one szczególnie na tych Ukraińców, którzy prawdy szukają w mediach społecznościowych, także tych wrogich. Często sami podają dalej rosyjskie treści, a nawet kreują własny, nierzadko absurdalny przekaz. W ten sposób powstały choćby mity o natychmiastowym wysyłaniu na front gołych i nieuzbrojonych mobilizowanych. Popularność zyskały „jamy śmierci”, do których żołnierze ukraińscy są rzekomo wrzucani za nieposłuszeństwo, a które są prawdopodobnie rosyjską wrzutką dezinformacyjną w ramach odpowiedzi na doniesienia o budowaniu ukraińskich linii umocnień.

Rosjanie od dawna rozsiewają fałszywe informacje dotyczące działań ukraińskich terytorialnych centrów uzupełnień (odpowiedników polskich wojskowych komend uzupełnień) i przedstawiają je jako rzekome łapanki, po których porwani obywatele trafiają natychmiast do wojska. Niestety, do stworzenia tego mitu walnie przyczynili się sami Ukraińcy, którzy przypadki uzasadnionej odpowiedzi żołnierzy TCU na agresywną lub nieadekwatną postawę uchylających się od rejestracji przedstawiali w mediach społecznościowych jako „brankę”. Przy czym pewną rolę odgrywa też brak świadomości wielu obywateli co do rzeczywistego przebiegu werbunku do wojska ukraińskiego, a często zaczyna się on właśnie od wręczenia wezwania do stawienia się w siedzibie TCU na rejestrację, następnie wezwany zostaje poddany badaniom i ocenie przydatności. Dopiero po stwierdzeniu przydatności do służby wojskowej obywatel będzie mógł zostać zmobilizowany, choć nie natychmiast.


Czego obawiają się uchylanci?


Część obywateli doskonale zdaje sobie sprawę z tych procedur, ale i tak będzie się uchylać od służby wojskowej, a udziałem w nagonce na TCU i powielaniem rosyjskiej dezinformacji o jamach śmierci próbuje usprawiedliwić swoje obawy. Jest o tym przekonana Ołena Iwanenko „Ryż”, wojskowa sanitariuszka ze słynnej 47. Samodzielnej Brygady Zmechanizowanej, która w rozmowie z ukraińskim Kanałem 24 stwierdziła:

Kiedy słyszymy, że winę za to ponosi prawica, lewica, prezydent, państwo, deputowani, ich dzieci, policja, to jest to wymówka. Bo jeśli zapytasz tych ludzi: «Co tak naprawdę czujesz?», jestem pewna, że 99,9 proc. boi się odpowiedzieć samym sobie, że to strach.


Należy się baczniej przyjrzeć także przyczynom niechęci do służby wojskowej. Ukraińska grupa socjologiczna Rating, zajmująca się badaniem opinii publicznej, przeprowadziła badanie, z którego wynika, że 36 proc. ankietowanych uważa obecny wymiar mobilizacji (liczbę i kategorię osób podlegających mobilizacji) za niedostateczny, 30 proc. za optymalny, 19 proc. za zbyt duży, podczas gdy 15 proc. nie ma zdania na ten temat. Ciekawie wygląda ten rozkład w dwóch grupach, których najmniej dotyczy potencjalna mobilizacja. W grupie wiekowej 18-29 lat aż 29 proc. uważa mobilizację za zbyt obszerną, 45 proc. za optymalną, a jedynie 20 proc. za niedostateczną. Z kolei w grupie wiekowej 60+ aż 51 proc. ankietowanych jest zdania, że mobilizacja jest niedostateczna, jedynie 10 proc. uważa ją za zbyt obszerną i w końcu 21 proc. ocenia ją za optymalną.

Badanie ujawnia również, w czym ankietowani upatrują się niechęci rodaków do poddania się mobilizacji. Aż 42 proc. stwierdziło, że główną rolę odgrywa strach (większość wskazała to jako pierwszy powód, nieco mniej jako drugi i w końcu trzeci). W następnej kolejności znalazły się: niesprawiedliwość mobilizacji oraz braki w wyposażeniu i amunicji (po 22 proc.), brak zaufania do władzy (18 proc.), korupcja w rządzie i w wojsku (17 proc.), niedostateczne zabezpieczenie socjalne i materialne żołnierzy i ich rodzin (16 proc.), brak motywacji lub patriotyzmu (11 proc.), niekompetentni dowódcy (11 proc.), obojętność wobec wojny (10 proc.), niedostatki strategii komunikacyjnej władz (7 proc.), brak woli do walki np. z powodów religijnych (5 proc.), niedostateczne lub zbyt krótkie szkolenia (5 proc.), rozczarowanie i zmęczenie wojną (4 proc.), bezsens wojny (4 proc.), obawa przed pozostawieniem rodziny (4 proc.). Jedynie 3 proc. wskazało brak wiary w zwycięstwo jako przyczynę unikania poboru. Wśród obywateli oceniających poziom mobilizacji jako zbyt wysoki przeważa pogląd, że przyczyną uchylania się od służby jest strach (24 proc.), rzekoma niesprawiedliwość mobilizacji (13 proc.), brak wyposażenia i amunicji (13 proc.), brak zaufania do władz (12 proc.) i korupcja (10 proc.). Nieco inaczej rozkładają się poglądy tej grupy, która uważa, że poziom mobilizacji jest niedostateczny: strach (26 proc.), niesprawiedliwość tego procesu (12 proc.), brak zaufania do władz (11 proc.), brak wyposażenia i amunicji (9 proc.) i korupcja (6 proc.).

Z badania wynika, że respondenci widzą szansę na poprawę motywacji rodaków w następujących działaniach władz: poprawie warunków wyposażenia i umundurowania żołnierzy (31 proc.), mobilizacji obejmującej wszystkie grupy społeczne i materialne (22 proc.), walce z korupcją (20 proc.), zwiększeniu żołdu (17 proc.), poprawie warunków socjalnych oraz materialnych żołnierzy i ich rodzin (17 proc.), poprawie szkoleń i przygotowania do służby na froncie (12 proc.), poprawie kampanii informacyjnej i patriotycznej (9 proc.), zmianach personalnych w wojsku i rządzie (8 proc.), zmianach w zarządzaniu państwem i zapewnieniu sprawiedliwości społecznej (8 proc.), szczerości władz (7 proc.), zmianie strategii i metod mobilizacji (7 proc.), lepszym stosunku do wojskowych (6 proc.) i innych działaniach (15 proc.).


Nierealne oczekiwania


Ukraińscy dziennikarze i eksperci zwracają jednak uwagę na to, że nie wszystkie wymogi obywateli da się zrealizować. Jeden z głównych, czyli wyższy żołd, choć uchwalony przez parlament, może być trudny do zrealizowania z powodów finansowych, zwłaszcza jeżeli w tym samym czasie zwiększona zostanie liczebność Sił Zbrojnych Ukrainy. Poprawić sytuację z kadrami dla wojska może decentralizacja rekrutacji poprzez umożliwienie każdej samodzielnej jednostce prowadzenie kampanii rekrutacyjnej. Kilka z nich już to robi i od wielu miesięcy sukcesy na tym polu osiąga 3. Samodzielna Brygada Szturmowa „Azow”, której rdzeniem są weterani bitnego ruchu azowskiego. Postępy widać też w rekrutacji przy wsparciu firm pośrednictwa pracy, jak np. Work.ua, po których usługi sięgnęło ministerstwo obrony. Dzięki ich wsparciu udało się obsadzić dziesiątki tysięcy wakatów. Rozwiązaniem sytuacji może się okazać stworzenie lepszych warunków do służby wojskowej kobiet. Uważa tak cytowana wyżej Ołena Iwanenko „Ryż”.


Z pewnością można by także dokonać zmian w dowodzeniu. Część brygad już od wielu miesięcy analizuje działania po zakończeniu walk. Oficerowie ustalają, jakie decyzje podejmowali w trakcie akcji, jakie popełnili błędy, a także jakie skutki przyniosły ich działania. Niedawno podobnymi rozwiązaniami zainteresowało się również ministerstwo obrony, które zleciło jednej z prywatnych firm opracowanie systemowych rozwiązań w tym zakresie. Poprawa skuteczności i jakości dowodzenia pozwoli nie tylko na ograniczenie strat, zwiększenie liczby sukcesów na froncie, lecz również na odbudowanie zaufania do kadry oficerskiej.


Odblokowanie wsparcia amerykańskiego znacząco poprawi sytuację z wyposażeniem Sił Zbrojnych Ukrainy, a także pozwoli, wraz z inicjatywą czeską, na zakończenie bardzo dotkliwego deficytu amunicji artyleryjskiej. Stopniowo zwiększana będzie również produkcja pocisków w państwach Unii Europejskiej oraz w Wielkiej Brytanii. Nie można wykluczyć, że dzięki odpowiednim decyzjom politycznym oraz zwiększeniu możliwości produkcyjnych więcej amunicji będzie w stanie produkować także sama Ukraina.


Poprawiająca się sytuacja na froncie oraz bezpieczeństwo na zapleczu z pewnością będą sprzyjać zwiększeniu zaufania do władz i dowództwa. Możemy być jednak pewni, że jeszcze długo nie znikną zarzuty wobec elit o korupcję i defraudację środków państwowych, a także o rzekome unikanie służby wojskowej przez deputowanych. Problemem nadal będzie również wybiórcza polityka mobilizacyjna wobec mażorów. Tym pejoratywnym terminem określani są młodzi Ukraińcy pochodzący z zamożnych rodzin. Niejeden z nich zbiegł na Zachód, gdzie zasilił mażorskie mikrodiaspory, określane przez społeczeństwo i media pogardliwie „batalionami” (np. batalion Monako). Za nieuzasadnione należy z kolei uznać zarzuty pod adresem deputowanych parlamentarnych i samorządowych. Nie brakuje w tym gronie nawet znanych polityków, jednym z nich jest choćby Roman Kostenko. Niektórzy z nich polegli w obronie Ukrainy. 23 sierpnia 2023 r. zginął deputowany do kijowskiej rady miejskiej z ramienia partii Europejska Solidarność, a 16 kwietnia 2024 r. media obiegła informacja o śmierci Ołeksandra Bakłykowa, 59-letniego mera miasta Ładyżyn.




Potrzeby Sił Zbrojnych Ukrainy


Wciąż nie ma jednoznacznej odpowiedzi na pytanie, ilu żołnierzy tak naprawdę potrzebuje wojsko ukraińskie. Podczas rozmowy Serhija Łapina, żołnierza i polityka związanego z Europejską Solidarnością, z Borisławem Berezą, byłym deputowanym do Rady Najwyższej, na kanale tego ostatniego pojawiła się informacja o ok. 50 tys. żołnierzy, którzy są potrzebni „na już”. W mediach zachodnich padają wyższe szacunki – 100 tys., a nawet 150 tys.

Dodatkowi żołnierze są potrzebni nie tylko do uzupełnienia strat, lecz przede wszystkim do przeprowadzania rotacji zmęczonych jednostek, a także do zastąpienia tych weteranów, których powinna objąć demobilizacja. Jakiś czas temu podawano liczbę wynoszącą ok. 30 tys. żołnierzy, którzy służą już przez trzy lata. Ta liczba prawdopodobnie nadal jest aktualna, gdyż pomimo strat na polu walki i zwolnień z szeregów ukraińskich Sił Zbrojnych tych, których stan zdrowia nie pozwala na kontynuowanie służby wojskowej, kolejne setki, a nawet tysiące żołnierzy służą już trzy lata.

Tworzenie dużych rezerw jest z kolei konieczne z uwagi na groźbę długoletniej wojny z Rosją. Ponadto ważne jest rotowanie walczących na froncie brygad, których straty stanu osobowego sięgnęły ok. 30 proc. Analitycy zwracają uwagę na to, że im te liczby są wyższe, tym przywrócenie oddziału do dawnej efektywności jest trudniejsze i wymaga więcej czasu. Rzecz w tym, że maleje liczba weteranów, którzy są w stanie przekazać swoją wiedzę rekrutom, a ponadto ich doświadczenie wpływa na skuteczność formacji, której są częścią. Wydłuża się również okres szkolenia takiej jednostki oraz zgrywania jej składu.

Nie można jednak pominąć problemów z dostępem do uzbrojenia, głównie ciężkiego. Na tyłach ukraińskich znajdują się nowo utworzone brygady, które często nie mogą w całości zostać rzucone do walki, gdyż brakuje im sprzętu. Wysłanie na front jednostki, która jest zmechanizowaną jedynie z nazwy, może szybko doprowadzić do jej dużych strat, czego przykładem są analogiczne oddziały rosyjskie, które swoją taktykę walki opierają na „mięsnych szturmach” i potrzebują ciągłych uzupełnień „mięsa armatniego”. Ukraińców nie stać na podobne działania. Linii frontu bronią doświadczone brygady, których straty przekraczają często wspomniane 30 proc. stanu osobowego.




Wiara w zwycięstwo nadal silna


Wyniki badania opinii publicznej przeprowadzone przez grupę Rating pokazują nastawienie obywateli Ukrainy co do dalszego przebiegu wojny obronnej. Aż 88 proc. Ukraińców wierzy w zwycięstwo w wojnie z Rosją, jedynie 8 proc. mniej optymistycznie ocenia przyszłość swojej ojczyzny. 77 proc. widzi tę przyszłość w przystąpieniu Ukrainy do NATO i UE. Wychodzi więc na to, że nawet w gronie optymistów licznie występują ci Ukraińcy, którzy niechętnie podchodzą do zwiększenia mobilizacji. Mamy zatem do czynienia z bardzo ciekawym paradoksem – głębokim patriotyzmem i wiarą w zwycięstwo u tych, którzy nie chcą wywiązać się z obywatelskiego obowiązku, jakim jest obrona ojczyzny.

Wiara w zwycięstwo jest jednak kluczowa na wojnie. Brytyjski gen. Richard Barrows największe zagrożenie dla Ukrainy upatruje w tym, że jej obywatele i żołnierze mogą przestać odczuwać, że wygrana jest możliwa. Jeżeli zacznie dominować przeświadczenie, że ojczyzny nie uda się obronić, to morale upadnie, czego skutkiem będzie załamanie frontu i migracja wielu milionów cywilów. Nie pomogą wtedy ani pomoc Zachodu, ani zwiększenie mobilizacji. Przykładem znaczenia morale na polu walki może być niedawne zdobycie ważnej strategicznie wsi Oczeretyne w obwodzie donieckim. Okazało się, że oddział, który w wyniku rotacji zmienił wyczerpanych towarzyszy broni, szybko ustąpił pola rosyjskim przeciwnikom. Dowództwo odcinka musiało wysłać jako „strażaków” elementy 47. Brygady Zmechanizowanej, która zamiast wypoczywać po ciężkich walkach stoczonych pod Awdijiwką, musiała opanować sytuację po ucieczce żołnierzy z innej brygady.

Dlatego można wątpić w sensowność wpisów niektórych przedstawicieli środowiska wolontariuszy w mediach społecznościowych, którzy uważają, że projekcje potencjalnej porażki podniosą rodaków na duchu i skłonią np. do dobrowolnego stawienia się na rejestrację do TCU. Jako przykład można przywołać wpis Witalija Dejnehy na blogu na portalu „Ukraińskiej Prawdy”: „Przegrywamy w partii szachów, w której od początku mieliśmy mniej figur, a przeciwnik ma więcej czasu i lepsze uwarunkowania. Wygraliśmy na początku, ale przegrywamy środek gry. Być może nie mamy już szans na wygraną, ale przegrać można z różnym ładunkiem katastroficzności”.
Marek Kozubel – doktor nauk humanistycznych oraz magister prawa. Ukończył Uniwersytet Mikołaja Kopernika w Toruniu. Autor wielu komentarzy, analiz oraz codziennych podsumowań poświęconych wojnie ukraińsko-rosyjskiej. Jest również autorem kilkudziesięciu opracowań poświęconych historii Polski, Ukrainy i Rosji w XIX i XX wieku.

Na przykładzie reakcji społecznych widzimy też, że postulaty tego środowiska, by „rozmawiać z obywatelami jak z dorosłymi”, również były strzałem w kolano. Ukraiński analityk i wykładowca akademicki Wałerij Pekar w wywiadzie udzielonym kanałowi Mówi Wielki Lwów podkreślił, że większa część społeczeństwa ukraińskiego nadal pozostaje infantylna i często oczekuje, że ktoś inny podejmie działania za nich. Nie oznacza to, że nie należy wobec tej części Ukraińców sygnalizować tego, że niepodległość jest zagrożona – wprost przeciwnie, niemniej jednak przekaz należy odpowiednio dostosować do odbiorcy.


_________________________________________________________________________



Ukrainie udało się doczekać odblokowania i nawet zwiększenia zagranicznej pomocy wojskowej i finansowej. Jednak aby osiągnąć sukces w wojnie obronnej, jej władze będą musiały podjąć szereg niepopularnych społecznie decyzji, a także wdrożyć bezbolesne politycznie zmiany w siłach zbrojnych i funkcjonowaniu państwa. Razem z rosnącymi zdolnościami Ukraińców do rażenia terytorium przeciwnika, ich ojczyzna zyska siłę pozwalającą w pierwszej kolejności na zatrzymanie postępów rosyjskich, a następnie może odzyskać inicjatywę na polu walki, która pozwoli na wyzwolenie choć części terytorium okupowanego. Jednak do realizacji ostatniego zadania niezbędni będą nowi żołnierze.