Nasza strona używa ciasteczek do zapamiętania Twoich preferencji oraz do celów statystycznych. Korzystanie z naszego serwisu oznacza zgodę na ciasteczka i regulamin.
Pokaż więcej informacji »
Drogi czytelniku!
Zanim klikniesz „przejdź do serwisu” prosimy, żebyś zapoznał się z niniejszą informacją dotyczącą Twoich danych osobowych.
Klikając „przejdź do serwisu” lub zamykając okno przez kliknięcie w znaczek X, udzielasz zgody na przetwarzanie danych osobowych dotyczących Twojej aktywności w Internecie (np. identyfikatory urządzenia, adres IP) przez Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka Jeziorańskiego i Zaufanych Partnerów w celu dostosowania dostarczanych treści.
Portal Nowa Europa Wschodnia nie gromadzi danych osobowych innych za wyjątkiem adresu e-mail koniecznego do ewentualnego zalogowania się przy zakupie treści płatnych. Równocześnie dane dotyczące Twojej aktywności w Internecie wykorzystywane są do pomiaru wydajności Portalu z myślą o jego rozwoju.
Zgoda jest dobrowolna i możesz jej odmówić. Udzieloną zgodę możesz wycofać. Możesz żądać dostępu do Twoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia, ograniczenia przetwarzania, przeniesienia danych, wyrazić sprzeciw wobec ich przetwarzania i wnieść skargę do Prezesa U.O.D.O.
Korzystanie z Portalu bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza też zgodę na umieszczanie znaczników internetowych (cookies, itp.) na Twoich urządzeniach i odczytywanie ich (przechowywanie informacji na urządzeniu lub dostęp do nich) przez Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka Jeziorańskiego i Zaufanych Partnerów. Zgody tej możesz odmówić lub ją ograniczyć poprzez zmianę ustawień przeglądarki.
Ukraina / 07.07.2025
Julia Ilucha
"Moje kobiety znają cenę każdego dnia". Emocje kobiet w obliczu agresji rosyjskiej na Ukrainę
Moje kobiety mówią prozaicznie i upiornie. Moje kobiety dzielą się bólem i rozpaczą. Moje kobiety wierzą i czekają. Moje kobiety płyną, choć ledwo utrzymują się na powierzchni. Moje kobiety znają cenę każdego dnia. Moje kobiety chcą, by cały świat je usłyszał i ich wysłuchał. Moje kobiety na przekór wszystkiemu usiłują żyć dalej
(Shutterstock)
Posłuchaj słowa wstępnego czwartego wydania magazynu online!
***
kobieta, która długo wybierała kolor lakieru, ostatecznie zdecydowała się na czerwony. „jest pani pewna?” stylistka się zdziwiła, bo klientka zawsze preferowała formalny french albo delikatne odcienie nude. „chciałabym zacząć żyć kolorowo” – odparła kobieta. „a nuż jutro wybuchnie wojna, a ja jeszcze nigdy nie spróbowałam czerwieni”. uśmiechnęła się niezgrabnie, a stylistka wzruszyła ramionami i naniosła na jej paznokcie lakier barwy świeżej krwi.
przez resztę dnia kobieta ukradkiem nimi się zachwycała. raz po raz unosiła dłoń na wysokość oczu i poruszała palcami, zrobiła nawet kilka fotek na stories. za bardzo się jednak wstydziła, by je opublikować, przecież taka frywolność nie przystoi kobiecie w jej wieku. tego wieczora nie umyła naczyń, żeby nie zniszczyć nowiutkiego manikiuru. cieszyła się nim jak mała dziewczynka. przed snem wmasowała w ręce obfitą porcję kremu.
w nocy kobietę męczyły koszmary. śniło się jej, że żelowy lakier barwy krwi przeistoczył się w prawdziwą krew: cieknie po opuszkach, skapuje na ziemię, wąskimi strumieniami wpływa do szerokiej krwawej rzeki. kobieta usiadła na łóżku i się przeżegnała. „sen mara, bóg wiara” – powtórzyła zgodnie z nauką babci. połknęła tabletkę i zapadła w miękką, pozbawioną snów ciemność.
skromna kobieta miała czerwony manikiur, kiedy wybuchła wojna.
świat go zobaczył.
***
kobieta, która wyczekiwała powrotu męża z wojny, otrzymywała wieści z frontu szybciej niż Sztab Generalny.
do perfekcji opanowała geografię Ukrainy i potrafiła odręcznie rysować mapy konturowe. chutor, wieś, osiedle, miasto. kropka, kropka, kropka. długa linia kardiogramu.
kobieta nigdy nie wyciszała telefonu na noc i sprawdzała wszystkie komunikatory tuż przed snem i zaraz po przebudzeniu.
kobieta się bała, kiedy telefon milczał. w braku wiadomości wietrzyła nieszczęście. kiedy więc telefon wreszcie się odzywał i aplikacja dostarczała tekst o zwięzłej treści: „+”, oddychała z ulgą i odpowiadała: „++”.
kobieta czuła niebywałą dumę. pewnego razu opublikowała w sieci zdjęcie umundurowanego męża, z twarzą zasłoniętą śmiesznym kocim pyszczkiem. „niech wróci cały i zdrowy!” – skomentowała pani z kreskówkowym awatarem. kobieta się rozpłakała i usunęła zdjęcie, a komentatorkę zbanowała.
co wieczór, leżąc w ciemności, kobieta usiłowała sobie przypomnieć, jak wyglądało jej życie przed. pamiętała, że była szczęśliwa, szczegóły jednak się zatarły. parła ku powierzchni, ale tonęła w wojnie; nienawidziła czekać, ale umiała dodawać ducha.
kobieta, która wyczekiwała powrotu męża z wojny, co dnia pewną ręką kreśliła długą linię kardiogramu.
***
kobieta, która pobiegła rano do sklepu po mleko, nie miała dokąd wracać.
akurat wyszła z supermarketu ATB, gdy zatrzęsła się ziemia. kobieta ciężko upadła na chodnik, miażdżąc ciałem karton mleka i bułeczkę, którą zamierzała zjeść do kawy. z góry posypało się szkło i kobieta odruchowo osłoniła głowę rękami; nawet nie czuła, jak drobne odłamki wbijają się w skórę. syrena wyła, klaksony samochodowe przeszywająco ryczały. po policzku ciekła krew, spod poły płaszcza sączyło się mleko. kobieta odczekała kilka minut i puściła się biegiem.
nad jej blokiem unosił się dym. gnała w stronę domu, jak gdyby miała moc go ocalić. krew spływała po twarzy, krew szumiała w głowie.
kiedy kobieta była już niemal u celu, zatrzymał ją ubrany na czarno mężczyzna. próbowała się wyrwać, ale otoczył ją silnym uściskiem.
„ma tam pani kogoś?” – wykrzyczał wprost do jej ucha.
kobieta w jednej chwili zwiędła, zwiotczała w ramionach nieznajomego mężczyzny w czerni. nie utrzymał jej, razem osunęli się na ziemię.
nikogo tam nie mam”.
pierwszy raz w życiu samotna kobieta się ucieszyła, że nie miała nikogo.
Julia Ilucha, Fot. Natascha Reiterer„Moje kobiety” opisujące losy i emocje kobiet w obliczu agresji rosyjskiej na Ukrainę zostały wybrane Książką Roku BBC 2024 і wyróżnionе nagrodą International Chapbook Prize 2023. Autorka wsłuchuje się w głosy zwykłych kobiet – często niewysłuchanych i niezauważanych migrantek, żołnierek, ofiar wojny. Książka została przetłumaczona na angielski, włoski i niemiecki.
Książkę w przekładzie Katarzyny Fiszer na polski opublikowało Wydawnictwo KEW.
„Moje kobiety mówią prozaicznie i upiornie. Moje kobiety dzielą się bólem i rozpaczą. Moje kobiety wierzą i czekają. Moje kobiety płyną, choć ledwo utrzymują się na powierzchni. Moje kobiety znają cenę każdego dnia. Moje kobiety chcą, by cały świat je usłyszał i ich wysłuchał. Moje kobiety na przekór wszystkiemu usiłują żyć dalej” – pisze Ilucha.
„Bardzo trudno czyta się te nowele, ale jeszcze trudniej odwrócić od nich wzrok, przerwać lekturę. Są równie bolesne, co gniewne, a zarazem nasiąkłe wielką mocą. W ich bohaterkach nie zobaczycie upodlonych, zgnębionych ofiar, lecz skoncentrowaną wściekłość i żądzę zemsty” – pisze o książce ukraińska pisarka Tamara Duda.
kobieta, która pochowała syna w ogrodzie, postawiła na mogile krzyż z dwóch sosnowych desek omotanych drutem. deski kupił syn, by wiosną zrobić w domu remont, ale wybuchła wojna i dla niektórych wiosna nie nastała.
syn umarł błyskawicznie, kobieta nawet się nie spostrzegła.
pierwsze dwa pociski spadły gdzieś daleko. odłamek trzeciego zabił syna, gdy przebiegali z letniej kuchni do piwnicy. kobieta runęła obok niego. brakowało jej sił, by krzyczeć, jęczała tylko, jakby to ją trafiło, i orała paznokciami zmarzniętą ziemię.
gdy eksplozje się oddaliły, podniosła się na kolana, opierając się ciężko na rękach. spojrzała na syna. nie miał połowy czaszki. kobieta podpełzła do kuchennej ściany, przylgnęła do niej plecami i zatłukła głową – jej wciąż była na miejscu – o cegły. nie płakała, tylko jęczała i rzęziła. chustka się zsunęła, siwe włosy prędko zafarbowała krew. sąsiadka, która przykuśtykała pół godziny później, sądziła, że kobieta jest ranna w głowę.
kobieta mogła pochować syna dopiero, kiedy ziemia roztajała. wykopanie płytkiego dołu zajęło jej kilka dni. Ciało owinęła folią kupioną przez syna do szklarni. był ateistą, ale i tak skleciła dla niego krzyż; długi, sztywny drut pozdzierał jej skórę z palców. do krzyża przytwierdziła zardzewiałą metalową płytkę z nakreślonymi kredą imieniem, nazwiskiem, patronimikiem, datami urodzenia i śmierci.
nocą w piwnicy kobieta poczuła ból w piersi. rankiem nie wyszła na zewnątrz.
po kilku dniach krople deszczu zmyły napis. krzyż stoi bezimiennie.
***
kobieta, która nauczyła się żyć w cudzych domach, dwukrotnie straciła własny. wszystko zaczęło się w 2014. podejrzane zakapiory z trójkolorowymi flagami. wściekłe złotozębe baby szarpały za ubrania i opluwały. błyskawicznie wycierała się rękawem, tak jakby ślina mogła ją zakazić przez skórę. potem polała się pierwsza krew. kobieta uciekała przez podwórka, z flagą wciśniętą w wewnętrzną kieszeń puchowej kurtki. wydawało się jej, że flaga płonie i za moment wypali dziurę w ubraniu. w domu kobieta wychyliła pół szklanki koniaku i zaniosła się kaszlem. cała się trzęsła. gdy stała pod gorącym prysznicem, koniak zaczął robić swoje. kobieta szlochała, rozmazując po twarzy wodoodporny tusz. miesiąc później ostrzegli ją, że została jej najwyżej godzina. kiedy czas minie, przyjdą po nią. „uciekaj” – powiedzieli. „a co z moim mieszkaniem, pracą, co z moim życiem?!” – miała ochotę krzyczeć, ale zagryzła zęby i jednym ruchem wtrąciła do walizki zawartość półki. kobieta opuściła dom, nie oglądając się za siebie. obce miasto przyjęło ją chłodno. przypominało kaktus: kolczaste, najeżone, wrogie wobec kobiety i adresu zapisanego w jej dowodzie. dopiero po ośmiu latach nastał między nimi pokój. kobieta znów miała dom. inny niż ten pierwszy, ale równie bliski sercu. miejsce, które chciało się dekorować uroczymi bibelotami. miejsce, w którym chciało się sadzić kwiaty na balkonie. miejsce, w którym chciało się żyć. luty ponownie wyrwał ją z korzeniami. purpurowa łuna podpływała coraz bliżej nowego domu kobiety. tym razem kobieta nie czekała na ostrzeżenie – wrzuciła rzeczy do sa-mochodu i pomknęła tam, dokąd jeszcze prowadziła droga. dwukrotnie bezdomna kobieta znów nie obejrzała się za siebie.
***
kobieta, która się nie doczekała, nie miała pojęcia, po co dalej żyć.
wkładała swój ból do plecaka i nosiła go wzdłuż rzeki, w której co dnia umierało i odradzało się słońce. kobieta siadała nieruchomo na piasku jak pradawna kamienna baba. zielony las na przeciwległym brzegu zabarwiał się na żółto-pomarańczowo, ale kobieta tego nie zauważała.
wkładała swoją rozpacz do jaskrawej torebki i schodziła do metra. kobieta jechała do ostatniej stacji, udając, że czyta książkę. litery rozpływały jej się przed oczyma. gdy któryś z pasażerów zwracał uwagę, że trzyma lekturę do góry nogami, kobieta przesiadała się na pociąg w odwrotnym kierunku i wyjmowała tę samą książkę.
wkładała swoją nienawiść do kieszeni i błądziła znajomym od maleńkości miastem. z każdym krokiem nienawiść przybierała na wadze i kieszeń coraz mocniej ciągnęła połę płaszcza w dół. kobieta przekładała część nienawiści do drugiej kieszeni, ale nienawiść rosła i rosła, w końcu kobieta musiała dźwigać ją w rękach, przyciskając do serca.
kobieta istniała, ale nie żyła. patrzyła, ale nie widziała. słuchała, ale nie słyszała.
pewnego razu spotkała inną kobietę, która też się nie doczekała. spojrzały na siebie nawzajem i wszystko pojęły.
będą żyć dalej dla tych, których się nie doczekały.
***
kobieta, którą okupowano we własnym domu, przerodziła się w strach.
bała się, że wyda ją sąsiadka z naprzeciwka. kilka lat temu pokłóciły się o flagę na bramie kobiety: doszło do rękoczynów, jedna drugiej splunęła w gębę. flaga wisiała aż do okupacji.
bała się, że wyda ją sąsiad z prawej. pewnej ciemnej nocy ukradł narzędzia z jej szopy, a kobieta zgłosiła go na policję. ostatecznie sprawę załatwili polubownie, ale niesmak pozostał.
bała się, że wydadzą ją sąsiedzi z lewej. niedawno skakali sobie do gardeł z powodu miedzy dzielącej ogrody. rozorana miedza znów zarosła trawą, a kobieta przestała się witać z sąsiadami.
kiedy po nią przyszli, wręcz odetchnęła z ulgą. nie musiała dłużej czekać na najgorsze – dla niej już się wydarzyło.
sąsiedzi dyskretnie, przez dziury w posiekanych odłamkami płotach, obserwowali, jak ją zabierają. kobieta próbowała odgadnąć, kto z nich ją wydał, ale chybiła.
bo starosta wsi, chociaż we wszystkie święta gorliwie wdziewał wyszywankę, już dawno ułożył listy śmierci.
***
kobieta, która dała schronienie rannym żołnierzom, umierała z przerażenia za każdym razem, gdy ktoś dobijał się do furtki.
zachrobotali w jej drzwi około północy, na podwórko dostali się przez warzywnik. kobieta struchlała ze strachu, że to po nią przyszli, i trzykrotnie się przeżegnała. w imię ojca i syna, i ducha świętego. skrobanie nie ustawało. kobieta pomyślała, że wrogowie nie przychodzą w taki sposób – wrogowie od razu wyważają drzwi. przeżegnała się raz jeszcze i odsunęła rygiel.
było ich dwóch. starszy miał pokaleczone ramię, młodszy – nogę.
„wy od kogo, chłopcy?” – zapytała pro forma, wpuściwszy ich do sieni.
„swoi” – powiedział starszy. kobieta utkwiła wzrok w zakrwawionym pikselu.
Julia Ilucha – ukraińska poetka, prozaiczka i dziennikarka pochodząca z Charkowszczyzny. Jej poezję i prozę tłumaczono m.in. na angielski, niemiecki, włoski, bułgarski, węgierski, kataloński, polski, szwedzki, portugalski, francuski. Kuratorka multimedialnego projektu społeczno-poetyckiego „Tam, gdzie dom”, wspierającego rehabilitację ukraińskich weteranów wojennych poprzez sztukę; redaktorka zbioru poezji pod tym samym tytułem. Od początku wojny w 2014 roku jest aktywną wolontariuszką. Wraz z przyjaciółką zebrała ponad pięćset indywidualnych apteczek taktycznych dla ukraińskich żołnierzy.
od dawna nie hodowała ani kur, ani kaczek. bała się krwi i nie potrafiła uciąć głowy żadnemu ptakowi, ale krew z ran wojskowych nie przyprawiała jej o mdłości. zbroczone mundury spaliła, w zamian dała żołnierzom ubrania po zmarłym mężu. z jakiegoś powodu po dwóch latach wciąż je trzymała.
żołnierze schronili się w piwnicy, wykopanej przez męża kobiety. zastygali i wstrzymywali oddech, gdy szła otworzyć furtkę. kobieta siwiała, pokonując tych dziesięć metrów własnego podwórka, choć pod chustką już dawno kryła się siwizna.
po wyzwoleniu wsi żołnierze pierwszy raz od dłuższego czasu ujrzeli słońce. prażyło i oślepiało. tak samo jak przed wojną.