Nasza strona używa ciasteczek do zapamiętania Twoich preferencji oraz do celów statystycznych. Korzystanie z naszego serwisu oznacza zgodę na ciasteczka i regulamin.
Pokaż więcej informacji »
Drogi czytelniku!
Zanim klikniesz „przejdź do serwisu” prosimy, żebyś zapoznał się z niniejszą informacją dotyczącą Twoich danych osobowych.
Klikając „przejdź do serwisu” lub zamykając okno przez kliknięcie w znaczek X, udzielasz zgody na przetwarzanie danych osobowych dotyczących Twojej aktywności w Internecie (np. identyfikatory urządzenia, adres IP) przez Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka Jeziorańskiego i Zaufanych Partnerów w celu dostosowania dostarczanych treści.
Portal Nowa Europa Wschodnia nie gromadzi danych osobowych innych za wyjątkiem adresu e-mail koniecznego do ewentualnego zalogowania się przy zakupie treści płatnych. Równocześnie dane dotyczące Twojej aktywności w Internecie wykorzystywane są do pomiaru wydajności Portalu z myślą o jego rozwoju.
Zgoda jest dobrowolna i możesz jej odmówić. Udzieloną zgodę możesz wycofać. Możesz żądać dostępu do Twoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia, ograniczenia przetwarzania, przeniesienia danych, wyrazić sprzeciw wobec ich przetwarzania i wnieść skargę do Prezesa U.O.D.O.
Korzystanie z Portalu bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza też zgodę na umieszczanie znaczników internetowych (cookies, itp.) na Twoich urządzeniach i odczytywanie ich (przechowywanie informacji na urządzeniu lub dostęp do nich) przez Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka Jeziorańskiego i Zaufanych Partnerów. Zgody tej możesz odmówić lub ją ograniczyć poprzez zmianę ustawień przeglądarki.
Kaukaz / 07.10.2025
Maciej Piotrowski
Nie rozumiemy wojen. Wezwijmy na pomoc literaturę
Wojna zbliżyła się do nas w sposób dawniej niewyobrażalny. Dotyka nas już bezpośrednio – wraz z uchodźcami ratującymi się przed frontem czy dronami atakującymi polskie domy.
Na festiwalu Slot Art w Lubiążu odwiedziłem warsztaty z Marcinem Żyłą „Co zrobić z lękiem przed wojną? – laboratorium odporności społecznej”. Wrażenie zrobiło na mnie to, jak bardzo ludzie brali sobie do serca możliwość wybuchu wojny w ich kraju, na ile konkretna i realna jest dla nich możliwość ataku na ich gospodarstwo domowe. Zarazem przyczyny agresji wroga i szersze jej tło wydają się im czymś abstrakcyjnym (podczas warsztatu często padały zdania w rodzaju: „Politycy i mroczne siły chcą nas skłócić, podczas gdy zwykli ludzie pragną pokoju”). Widzimy wojnę na ekranach, ale przy tym nie umiemy sobie wyobrazić, co może do niej doprowadzić. Może warto więc wezwać na pomoc literaturę?
Kabul/Afganistan – 17 sierpnia 2005 r.: Żołnierz obsługuje karabin maszynowy na dachu pojazdu ISAF w Kabulu w Afganistanie. Miejscowa ludność żyje dalej swoim życiem. (Shutterstock)
Posłuchaj słowa wstępnego piątego wydania magazynu online!
Wojna nasza codzienna
Paweł Pieniążek w swoim reportażu Wojna w moim domu. Kiedy konflikt staje się codziennością pokazuje nam, jak dochodzi do konfliktów zbrojnych, co je zwiastuje i co później po nich pozostaje. Autor decyduje się na oryginalną strategię narracyjną: bierze na warsztat trzy miasta – Słowiańsk w ukraińskim Donbasie, Kabul w Afganistanie i Stepanakert w regionie Górskiego Karabachu. Teoretycznie te miejsca nie mają ze sobą nic wspólnego – leżą na dwóch kontynentach, zamieszkują je inne grupy etniczne, są zupełnie różnej wielkości. Wszystkie jednak zostały dotknięte długoletnimi wojnami. Do tego Pieniążek wybiera jedenaścioro zwykłych mieszkańców tych miast, połączonych więzami rodzinnymi, przyjacielskimi lub sąsiedzkimi. Przygląda się prozie ich życia, co pozwala mu zaobserwować, jak wojna powoli skrada się do ich domów, jak zaczyna ingerować w ich życia i zmieniać je nie do poznania. Widzimy wraz z nim, jak żywią się mieszkańcy wojny (bohater z Ukrainy „kupił 30 puszek szprotów w pomidorach – zjadał jedną dziennie”), jak radzą sobie z higieną (Rita z Karabachu „wstydziła się myć w piwnicy”), jak śpią czy też cierpią na bezsenność. Codzienność wojny robi tu bardziej dojmujące niż sensacyjne zwroty akcji, na które najczęściej polują korespondenci wojenni.
Bohaterowie Pieniążka nie są zazwyczaj aktywnymi uczestnikami wojen. Nie są to liderzy zmian, świadkowie niesłychanych epizodów, które zapamięta historia. Obserwujemy cywilów w czasie konfliktu zbrojnego z unikatowej perspektywy. Do postaci opisanych w książce docierają „pogłosy” czy też „echa” działań wojennych. Każda z wojen opisana w książce ma swoją dynamikę. W Ukrainie trudno wyznaczyć datę jej wybuchu: „Ale kiedy ona się rozpoczęła? Kto tam wie, przecież nikt jej nie wypowiedział. Wojna zapuszczała korzenie i pączkowała jak rośliny” – pisze Pieniążek. W Górnym Karabachu „wojna toczyła się właściwie bez przerwy. Czasami dobrze się maskowała, ale tliła się i co jakiś czas wydawała z siebie iskrę”. W Afganistanie wojna zamiera i wybucha ponownie. Długotrwałość narażenia na przemoc działa paradoksalnie. Kabulscy bohaterowie przestają zwracać uwagę na wybuchy, a w kilka minut po zamachu terrorystycznym uliczni handlarze wracają na stragany. Interesujący wydaje się, opisany przez Pieniążka, audialny aspekt doświadczenia wojny. Afgańczycy przez dekady żyją w nasłuchiwaniu wybuchów bomb podkładanych przez terrorystów i robią się coraz bardziej wyczuleni na dźwięki i oznaki możliwego zamachu. Przerażającą melodią Słowiańska 2014 roku są echa ostrzałów artyleryjskich, a Stepanakertu – brzęczenie nadlatujących dronów.
Spojrzenie na rodziny żyjące dekadami w sytuacji konfliktu zbrojnego (w Afganistanie od lat siedemdziesiątych, w Karabachu – od lat osiemdziesiątych, a w Ukrainie – od 2014 roku) pozwala Pieniążkowi pokazać długotrwały wpływ traum wojennych na psychikę. Mudżibullah z Afganistanu po przeżyciu zamachu bombowego na ministerstwo, w którym pracował, „psychicznie był zupełnie zdewastowany. Gdy ktoś go niepostrzeżenie zaszedł od tyłu i odezwał się nagle albo znienacka klepnął go po ramieniu, Mudżibullah się wzdrygał. Ogarniał go lęk”. Inny z bohaterów nie cierpiał zapachu przypalonych garnków, bo to doświadczenie ewokowało u niego wspomnienia swądu spalonych ciał po wybuchu. „To wszystko przyczyniało się do piętrzenia lęku, niepozostawiającego miejsca na inne emocje”.
W epilogu do swojej książki Pieniążek szuka punktów wspólnych dla doświadczeń bohaterów z trzech krajów. Właśnie ich suma pozwala wyciągnąć wnioski uniwersalne, mogące przygotować do kryzysu nas samych. Autor Wojny w moim domu pisze, że często – mimo wyraźnych symptomów – do ostatniego momentu nie chcemy wierzyć w możliwość wybuchu wojny. Zauważa też, że ludzie (choć w głowie rysują scenariusze ucieczki) dopiero w ostateczności decydują się na opuszczanie swoich domów. Pieniążek pisze też o momencie, w którym wojna już trwa – i o znaczeniu rutyny, codziennych drobnych działań, które pozwalają zachować spokój i dają namiastkę normalności.
Dokumentowanie frontowych emocji
Podobny fenomen poszukiwania namiastek zwykłego życia w oblężonym Bachmucie zauważył Myrosław Łajuk – ale ukraiński poeta i reporter stara się przy tym nie zapominać, że wojna jest radykalnym zaburzeniem normalności. „Gdy oglądasz kolejne śmierci, w tym bliskich sobie ludzi w twoim wieku, nie możesz nie myśleć, że dzieje się coś przeciwnego naturze, kardynalnie niewłaściwego, że to absolutna aberracja” – pisze w swojej książce Bachmut, którą miałem zaszczyt przełożyć na język polski. Łajuk wybrał w niej metodę „utrwalania”, czyli fotografowania słowem. Na kartach książki ukraiński autor opisał to, co zobaczył na froncie, jakie zapachy poczuł, jakie dźwięki do niego dochodziły. Rozmawiał ze zwykłymi żołnierzami różnych rodzajów wojsk: z artylerzystami, piechurami, kapelanami i sztabistami, a także ze strażakami, lekarzami i sanitariuszami, dziećmi i seniorami. Twierdzi, że nie szukał długo swoich rozmówców – zazwyczaj rozmowa z pierwszą spotkaną osobą oferowała mu wrażenia, które w oryginalny sposób pozwalają pokazać wycinek frontowej rzeczywistości. Oczywiście, autor Bachmutu nie jest w tym pierwszy: wiele współczesnych reportaży wojennych opiera się na rozmowie ze zwykłym człowiekiem. Tylko że Łajuk nie pyta swoich rozmówców o patriotyzm, Kijów, Moskwę, stosunek do rosyjskiej kultury i języka ukraińskiego. Zwraca uwagę raczej na to, co jego bohaterowie czytają i jaką kawę piją, jakie relacje mają z rodziną (szczególnie gdy służą w jednym oddziale z bliskimi!) i jak cieszą się z małych zwycięstw. Bernadetta Darska napisała, że u Łajuka „zwykłe i codzienne czynności zyskują wymiar przypowieściowy, mają w sobie coś symbolicznego, stają się metaforą funkcjonowania w świecie narażonym na nieustanną bliskość tego, co ekstremalne. Niepowtarzalne i szczególne może się pojawić wtedy, kiedy trzeba patrzeć na pobocza dróg usłane ciałami zwierząt, ale też wtedy, kiedy trzeba sprowadzić lakiery do paznokci, by zapewnić klientkom możliwość uwierzenia w to, że życie jednak jest ważniejsze od śmierci”. Takie podejście i wyjątkowa poetycka wrażliwość pozwalają autorowi Bachmutu przedstawić wojenną codzienność w nowym świetle – w formie, którą określa mianem „dokumentalistyki” emocji. Tę metodę kultywuje również w swojej kolejnej książce, która ukazała się w Ukrainie w 2025 roku (a mam nadzieję, że zostanie przetłumaczona i wydana również w Polsce). W tomie Spysky autor opowiada o stratach wojennych, które dotykają całe społeczeństwa. Pokazuje, że w konflikcie zbrojnym nie chodzi tylko o utratę życia, zdrowia, części ciała, ale także o stratę snu, spokoju, radości z życia, satysfakcji z przeżywania sztuki. Przekonuje, że fala uderzeniowa wojny dotyka wszystkich, nawet tych stojących w oddali.
Odporność na co dzień
Agnieszka Lichnerowicz w swojej książce Idzie wojna? Spodziewaj się najlepszego, przygotuj się na najgorsze pokazuje natomiast, że całym społeczeństwem musimy się do wojny przygotować. A właściwie: budować odporność wobec kryzysów.
To zupełnie inna książka niż dwie opisane powyżej – bo znajdziemy w niej zapisy wywiadów z ekspertami – ale można ją umieścić w podobnym nurcie rozmów o wojennej codzienności. Lichnerowicz prowadzi edukację kryzysową. Jej książka wydaje się lepszą wersją rządowego Poradnika bezpieczeństwa, bo nie pokazuje suchych faktów, lecz doświadczenie konkretnych ludzi zaangażowanych w opór rosyjskiej agresji (medyka frontowego Damiana Dudy czy wolontariuszki Kateryny Zarembo) czy też w badanie jej przebiegu i skutków (analityczki Krystyny Marcinek czy generała Tomasza Piotrowskiego). Wartościowe jest sięgnięcie nie tylko do głosów osób zaangażowanych w sprawy militarne, ale także zainteresowanie się kwestiami filozoficznymi (Andrzej Leder), ekonomicznymi (Jan Oleszczuk-Zygmuntowski) i socjologicznymi (Weronika Grzebalska).
Krzykliwą okładką i mocnym tytułem książka Idzie wojna może pozornie przypominać publikacje w stylu Nadchodzi III wojna światowa Jacka Bartosiaka i Piotra Zychowicza – ale jakże tym dwóm pozycjom od siebie daleko! Lichnerowicz jest wyważona i rozsądna, w rozmowach z ekspertami szuka diagnoz i recept prezentowanych w oparciu o fakty. W przykuwającym uwagę opakowaniu autorka sprzedaje tezy bardzo użyteczne społecznie.
Najważniejszym terminem omawianym w książce jest odporność, czyli „gotowość jednostek, społeczeństwa i państwa na przetrwanie różnorakich kryzysów i ataków oraz ich zdolność do dostosowywania się do zmieniających się warunków”. Rozmówcy Lichnerowicz przypominają, że wojna oddziałuje na nas wielowymiarowo i przygotowanie się do kryzysów polega nie tylko na szkoleniu wojskowym, ale także na zdobywaniu umiejętności medycznych i kompetencji medialnych czy budowaniu poziomych sieci sąsiedzkich, rodzinnych, zawodowych. „Najlepiej, gdyby każdy wiedział, jaką będzie miał rolę do odegrania, gdyby zaczęła się wojna” – mówi Kateryna Zarembo. Zbudowanie takiej postawy w całym społeczeństwie, według autorki i jej rozmówców, mogłaby pomóc nam nie tylko obronić się przed wrogiem, ale wręcz odstraszyć go od samego zamiaru agresji.
***
Maciej Piotrowski -
- z wykształcenia historyk i ukrainoznawca, z pasji animator kultury. Tłumacz literatury z języka ukraińskiego m.in. utworów Mike'a Johannsena, Hryhorija Czubaja, Andrija Bondara i Wasyla Barki. Inicjator spotkań translatorskich Rozstaje. Współpracuje m.in. ze Stowarzyszeniem Folkowisko, Kolegium Europy Wschodniej i Stowarzyszeniem Czajnia. Pracował jako specjalista ds. merytorycznych przy projekcie wystawy stałej Muzeum Hołodomoru w Kijowie.
Poeta Łajuk, korespondent wojenny Pieniążek i dziennikarka radiowa Lichnerowicz – trójka autorów zupełnie różnych książek pomaga nam spojrzeć na wojnę w nowy sposób. Lektura ich tekstów pomaga nam nie tyle zaakceptować obecność wojny w naszym życiu, ile ją zrozumieć: przyjrzeć się przerażającym nas procesom i naszym strachom z punktu widzenia. W tych książkach możemy zobaczyć wojnę z perspektywy ludzi takich ja my. Z nadzieją, by takich doświadczeń nigdy nie przeżyć.