Nasza strona używa ciasteczek do zapamiętania Twoich preferencji oraz do celów statystycznych. Korzystanie z naszego serwisu oznacza zgodę na ciasteczka i regulamin.
Pokaż więcej informacji »
Drogi czytelniku!
Zanim klikniesz „przejdź do serwisu” prosimy, żebyś zapoznał się z niniejszą informacją dotyczącą Twoich danych osobowych.
Klikając „przejdź do serwisu” lub zamykając okno przez kliknięcie w znaczek X, udzielasz zgody na przetwarzanie danych osobowych dotyczących Twojej aktywności w Internecie (np. identyfikatory urządzenia, adres IP) przez Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka Jeziorańskiego i Zaufanych Partnerów w celu dostosowania dostarczanych treści.
Portal Nowa Europa Wschodnia nie gromadzi danych osobowych innych za wyjątkiem adresu e-mail koniecznego do ewentualnego zalogowania się przy zakupie treści płatnych. Równocześnie dane dotyczące Twojej aktywności w Internecie wykorzystywane są do pomiaru wydajności Portalu z myślą o jego rozwoju.
Zgoda jest dobrowolna i możesz jej odmówić. Udzieloną zgodę możesz wycofać. Możesz żądać dostępu do Twoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia, ograniczenia przetwarzania, przeniesienia danych, wyrazić sprzeciw wobec ich przetwarzania i wnieść skargę do Prezesa U.O.D.O.
Korzystanie z Portalu bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza też zgodę na umieszczanie znaczników internetowych (cookies, itp.) na Twoich urządzeniach i odczytywanie ich (przechowywanie informacji na urządzeniu lub dostęp do nich) przez Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka Jeziorańskiego i Zaufanych Partnerów. Zgody tej możesz odmówić lub ją ograniczyć poprzez zmianę ustawień przeglądarki.
Rosja / 24.11.2025
Paweł Jędral, Anna-Mari Carafizi
Rosyjskie niezależne media w kryzysie. Sprawa Asiji Niesojewej pokazuje, jak spada ich jakość
Problemy z finansowaniem, brak możliwości pracy na miejscu, brak fact-checkingu, rosnąca przepaść między odbiorcami w kraju a dziennikarzami na emigracji – to tylko niektóre problemy, z którymi mierzą się rosyjskie media krytyczne wobec Kremla. Jak w soczewce możemy zaobserwować te problemy w historii Asiji Niesojewej, oszustki, która przez lata brylowała w czołowych opozycyjnych i niezależnych redakcjach, aż do swojej dekonspiracji na początku 2025 roku.
(Shutterstock)
Posłuchaj słowa wstępnego piątego wydania magazynu online!
W 2025 roku rosyjskie media opozycyjne funkcjonują w warunkach najostrzejszych represji od trzech dekad. Władze konsekwentnie wykorzystują katalog instrumentów prawnych – od oznaczania redakcji i pojedynczych dziennikarzy jako „agentów zagranicznych” po oskarżenia o ekstremizm – by blokować działalność każdego podmiotu, który prezentuje narrację odbiegającą od oficjalnej. Kluczowym narzędziem kontroli stała się również infrastruktura cyfrowa państwa: masowe blokady stron, filtrowanie ruchu internetowego i zastraszanie użytkowników, którzy próbują wyszukiwać zakazane treści. To wszystko skutecznie ogranicza dostęp obywateli do niezależnych informacji.
Rok 2025 przynosi kolejne procesy i wyroki dla dziennikarzy, często wydawane z pogwałceniem podstawowych zasad prawa. W kwietniu moskiewskie sądy skazały kilkoro dziennikarzy na długoletnie wyroki za rzekome związki z organizacją Aleksieja Nawalnego. Antonina Krawcowa, Siergiej Karelin, Konstantin Gabow i Artem Krieger byli sądzeni za zamkniętymi drzwiami od października 2024 roku pod zarzutem przynależności do organizacji ekstremistycznej. Każde z nich zostało skazane na pięć i pół roku więzienia. Sam proces i wyroki, które zapadły, zostały uznane przez organizacje praw człowieka i środowisko medialne za element szerszej taktyki zastraszania środowiska dziennikarskiego.
Wieloletnie wyroki stają się narzędziem zastraszania całego środowiska – obok nieustannych kontroli, wysokich grzywien i administracyjnych blokad mediów. Znane redakcje – zarówno duże portale, jak i mniejsze inicjatywy lokalne – są systematycznie wypychane z kraju. Większość niezależnych redakcji funkcjonuje już od paru lat na wygnaniu, pracując z Rygi, Tbilisi, Wilna, Berlina czy Amsterdamu. Jednak i poza granicami Rosji dziennikarze mierzą się z presją: próbami dyskredytacji, zastraszaniem rodzin pozostałych w kraju, a czasem sankcjami ze strony państw, w których przebywają. Dzieje się to zarówno w wypadku rządów prorosyjskich (Gruzja), jak i rządów nieprzychylnych Rosji, które w ostatnim roku ograniczyły wsparcie dla rosyjskiej diaspory. Dla przykładu: w Polsce 90 proc. obcokrajowców, którym odebrano azyl w latach 2020–2025, to Rosjanie. Państwa strefy Schengen zgodnie ograniczyły obywatelom rosyjskim prawo wjazdu jesienią 2025 roku, łotewski parlament zmienił swoje przepisy imigracyjne w 2024 roku, nakazując obywatelom Rosji mieszkającym w kraju zdanie podstawowego testu językowego oraz poddanie się kontroli bezpieczeństwa – ponad 800 Rosjan musiało opuścić kraj po oblaniu testu językowego w pierwszej połowie 2025 roku. Wszystkie te kroki wynikają z braku zaufania i obaw o szpiegostwo. Nie są to obawy bezpodstawne, a inwigilacja środowiska dziennikarskiego – i diaspory w ogóle – przez służby jest faktem. Najlepszym przykładem jest Paweł Rubcow – oficer GRU zatrzymany w Polsce, który działał pod przykrywką dziennikarza i prowadził nawet zajęcia w szkole dziennikarskiej Żanny Niemcowej, córki opozycjonisty Borysa Niemcowa.
Praca z emigracji i brak ludzi w terenie utrudnia sprawdzanie informacji – przez co media opozycyjne są szczególnie podatne na wrzutki i dezinformację. Muszą opierać się na współpracownikach z Rosji, których pracy nie są w stanie weryfikować. Jednak każdy taki współpracownik, gotowy zbierać materiały w Rosji i pisać teksty dla opozycyjnych redakcji za granicą, jest na wagę złota. Zwłaszcza biorąc pod uwagę stosunek ryzyka do stawek honorariów, jakie rosyjskie media niezależne oferują.
Bo kolejnym problemem jest też finansowanie. Nie jest żadną tajemnicą, że sporo rosyjskich mediów opozycyjnych było zależnych od finansowania z USA, które zostało obcięte przez Donalda Trumpa na początku 2025 roku. Redakcje uznane w Rosji za zagranicznych agentów nie mogą zarabiać na reklamach. Z tego powodu duże firmy przestały z nimi współpracować. Niektóre redakcje trafiły na listę organizacji terrorystycznych i ekstremistycznych. W takiej sytuacji, jeśli rosyjski obywatel przekazuje im darowiznę, sam naraża się na sprawę karną. W takich warunkach finansowanie społecznościowe staje się niemal niemożliwe.
Z tych wszystkich problemów narodziła się młoda, fałszywa gwiazda rosyjskiego dziennikarstwa – Asija Niesojewa.
Zbyt dobre teksty
„Minęło sześć lat, odkąd Tamara zaczęła pracować jako kasjerka w małym prywatnym sklepie. Sklep sprzedaje alkohol przez całą dobę, papierosy bez pytania o dowód tożsamości, nakłada ogromne marże na pomidory, prawie zawsze oferuje czerstwy chleb i cuchnie śledziem. Tamara nie lubi swojej pracy, ale w jej małym miasteczku nie ma innych możliwości. Minęło pięć miesięcy, odkąd jej mąż, Jewgienij, zaginął na wojnie”.
Każde zdanie tej historii tchnie beznadzieją. Autorką reportażu o żonie żołnierza zaginionego na wojnie w Ukrainie to młoda, zaledwie dwudziestoletnia rosyjska dziennikarka, Asija Niesojewa. Teksty Niesojewej, publikowane w dużej mierze w opozycyjnych, liberalnych i antyrządowych mediach, trafiały dokładnie w gusta swoich odbiorców: przedstawiały tragiczną, beznadziejną wizję życia w Rosji, pełną opresji ze strony rządu, z ciekawymi, otwartymi bohaterami i eleganckimi klamrami kompozycyjnymi. Czasem zbyt eleganckimi. W jednym z tekstów Niesojewa opisuje, jak jeden z żołnierzy świeżo po podpisaniu kontraktu świętuje z rodziną w restauracji, z której widok roztacza się na cmentarz, na którym akurat chowany jest żołnierz poległy w rosyjskiej „specoperacji” w Ukrainie. Bohaterowie zawsze mówili w punkt, a Niesojewa zawsze trafiała na idealne sceny i najlepszych rozmówców.
Przypomina to historię kariery Janet Cooke, Dziennikarka „The Washington Post” w szybkim tempie zrobiła zawrotną karierę, a jej reportaż „Jimmy’s World” z 1980 roku – o ośmioletnim czarnym chłopcu uzależnionym od heroiny – poruszył opinię publiczną i przyniósł jej w rekordowo młodym wieku 25 lat Nagrodę Pulitzera. Stała się symbolem awansu czarnej społeczności w mediach. Wkrótce jednak zaczęły pojawiać się wątpliwości co do autentyczności opowieści. Tekst Cooke był wręcz zbyt dobry, a poruszająca historia sprawiła, że wiele osób chciało pomóc jego bohaterowi. Policja i służby społeczne, próbujące odnaleźć chłopca, nie mogły natrafić na żadne ślady jego istnienia. Gdy redakcja rozpoczęła wewnętrzne dochodzenie, Cooke przyznała, że Jimmy był postacią całkowicie zmyśloną, a cały reportaż – fikcją przedstawioną jako literatura faktu. Cooke udało się – dzięki klimatowi społecznemu i pisaniu na tematy, na które było wzięcie – obejść mechanizmy kontroli jednego z najważniejszych amerykańskich dzienników. W rezultacie została zmuszona do rezygnacji z pracy, a Pulitzer został jej odebrany i przekazany innej autorce.
W styczniu 2025 roku okazało się, że zarówno historie, jak i bohaterowie artykułów Niesojewej były jak w przypadku Cooke – w całości lub w dużej części zmyślone. Podobnie jak jej własne imię i nazwisko, którymi posługiwała się w mediach. Korzystanie z pseudonimu było jednak uzasadnione ze względów bezpieczeństwa.
Prawdziwe nazwisko Niesojewej to Dżamilia Sadriejewa. Mieszka w Kazaniu, stolicy Tatarstanu. W momencie ujawnienia prawdy Asija miała zaledwie 20 lat, a już od ponad dwóch lat pisała dla niezależnych rosyjskich mediów. Ponad 30 jej artykułów ukazało się na popularnych stronach internetowych o ugruntowanej reputacji. Większość jej tekstów pojawiała się na Idel.Realii, rosyjskojęzycznym portalu tatarsko-baszkirskiej redakcji Radia Swoboda. Jednak również redaktorzy naczelni takich mediów jak Meduza, „Nowaja Gazieta Europe”, Ważnyje Istorii, Hołod, Takije Dieła nie zauważyli żadnego zgrzytu w mrocznych, a jednocześnie wyjątkowo dopracowanych opowieściach Niesojewej. Teoretycznie wszystkie te redakcje przykładają ogromną wagę do standardów dziennikarskich i mają swoje procedury fact-checkingowe.
Tymczasem teksty Niesojewej trzykrotnie nominowano do nagrody Redkollegia (najważniejszego niezależnego wyróżnienia dziennikarskiego w Rosji). W tak młodym wieku to rzadkość.
Ponura Rosja na zamówienie
– Myślę, że przyczyną podobnych sytuacji jest to, że wielu dziennikarzy opuściło kraj, a ci, którzy zostali w Rosji, mają bardzo niewiele możliwości, by pisać – mówi Dmitrij Okrest, dziennikarz z 13-letnim doświadczeniem w rosyjskich mediach, współpracował z niektórymi redakcjami, w których publikowała Niesojewa. – Prawda jest taka, że niewielu ludzi w Rosji jest gotowych pisać dla niezależnych redakcji – za prawie nic, ryzykując przy tym represje. W rezultacie, gdy pojawiają się osoby, którym nie trzeba dużo płacić (stażyści i początkujący dziennikarze zawsze są tańsi), a które jednocześnie proponują świetne pomysły na teksty, to zyskują zainteresowanie redaktorów. Takie przypadki będą się zdarzać coraz częściej. Bo niezależne rosyjskie środowisko medialne jest teraz w stagnacji. Z jednej strony rosyjscy dziennikarze przebywają na emigracji, są wypaleni, cyniczni i po prostu chcą żyć normalnym życiem. Z drugiej zaś nie ma godnych wynagrodzeń, konkurencji, nie ma też jasnej wizji, o czym i dla kogo pisać, biorąc pod uwagę państwową cenzurę i blokowanie stron. W rezultacie dawne standardy i jakość dziennikarstwa erodują.
Oprócz opisanej wcześniej podatności mediów emigracyjnych na dezinformację i braku odpowiedniej weryfikacji faktów, przypadek Niesojewej może również odzwierciedlać świadome lub nieświadome uprzedzenie polegające na wierze w historie potwierdzające własny światopogląd. Przerażające opowieści o brutalności rosyjskiego państwa, służb bezpieczeństwa i wojska idealnie wpisują się w narrację mediów opozycyjnych – im mroczniejsze, tym lepiej. Dlatego właśnie teksty Niesojewej, pełne szokujących szczegółów i ponurych opisów, wywoływały tak duże poruszenie. Rośnie rozdźwięk między odbiorcami mediów w kraju i na emigracji. Coraz więcej osób na emigracji skupia się na normalnym życiu i coraz mniej śledzi to, co dzieje się w kraju. Z kolei ludzie w Rosji mają poczucie coraz większej alienacji wobec dziennikarzy mieszkających na Litwie czy w Gruzji i opisujących z daleka rosyjską codzienność. W rosyjskich niezależnych mediach jest dużo tragedii, beznadziei i skrajnych przypadków, a to nie odpowiada rzeczywistości, którą widzą Rosjanie na co dzień w swoim kraju.
Fałszerstwa Asiji Niesojewej zostały ujawnione przez jedną z redakcji po tym, jak jej pracownicy zauważyli oznaki manipulacji w zrzutach ekranu rzekomej korespondencji z bohaterami artykułu, który miał się dopiero ukazać. Wtedy wyszło na jaw, że kilka innych redakcji wcześniej odmówiło publikacji jej artykułów, ponieważ dziennikarka nie chciała dostarczyć dowodów potwierdzających opisywane zdarzenia.
Gdy afera wybuchła, już opublikowane teksty Niesojewej zaczęły znikać ze stron internetowych niektórych mediów. Na przykład na stronie, gdzie wcześniej znajdował się jeden z jej artykułów w „Nowaja Gazieta Europe”, pojawiła się taka notatka: „Pod tym linkiem wcześniej znajdował się tekst o krewnych i znajomych zaginionych mieszkańców Sudży. Później pojawiły się wątpliwości co do rzetelności materiału i kompetencji autorki. W styczniu 2025 roku redakcja zdecydowała się usunąć tekst. Przepraszamy naszych czytelników”.
Inne redakcje, jak np. Discours, zdecydowały się nie usuwać tekstów, lecz dodały zastrzeżenie, że autorka została przyłapana przez inne media na fałszowaniu faktów i że nie mogą zagwarantować pełnej rzetelności przedstawionej w tekście historii.
Prowokacja służb, chora ambicja czy Z-trolling?
Sama dziennikarka odpowiedziała na skandal sprzecznymi oświadczeniami. W komentarzu na telegramowym kanale „Ostorozhno. Nowosti” zaprzeczyła wszystkim oskarżeniom: „Żaden z moich opublikowanych tekstów nie zawiera wymyślonych cytatów, wydarzeń ani osób. Ponieważ pisałam o swojej własnej okolicy i osobiście znałam wszystkich tych ludzi – większość z nich to byli więźniowie lub żołnierze – zmieniłam ich dane osobowe za ich zgodą. Obiecałam im, że nie udostępnię ich danych nikomu, włącznie z redaktorami”.
Jednak w rozmowach z innymi mediami Niesojewa opowiadała zupełnie inną historię. Twierdziła, że cała saga o „dziennikarce Asiji Niesojewej” była żartem, który wymyślili wspólnie z przyjaciółmi i który wymknął się spod kontroli. Co istotne, w pewnym momencie Niesojewa nie tylko odcięła się od opozycji, ale wręcz zadeklarowała, że wspiera Kreml.
W wywiadzie dla petersburskiego portalu Fontanka.ru powiedziała: „Możesz też dodać to – że naprawdę cieszę się, iż w końcu jestem przyjmowana do Z-wspólnoty. Możecie to nawet dać w tytule”.
Zapytana o to, czy przynależność do „Z-wspólnoty” jest dla niej ważna, Niesojewa odpowiedziała, że oczywiście – Rosja to jej naród i nie widzi powodu, aby się z nim spierać. W rozmowach z innymi dziennikarzami podkreślała, że nawet jej wybrany pseudonim, Asija Niesojewa, był aktem trollingu, którego nikt nie zauważył. W rosyjskich kręgach prawicowych i patriotycznych termin sojewyje („sojowi”) jest pogardliwym określeniem używanym wobec liberałów i zwolenników opozycji. Oczywiście, wzbudza to podejrzenie o potencjalne działanie służb.
Sasza, dziennikarz, który pracował w mediach publikujących teksty Niesojewej (ale z racji tego, jak małe jest to środowisko, woli zostać anonimowy), komentuje:
– Nie sądzę, żeby [Asija Niesojewa] była częścią jakiejś zaplanowanej prowokacji. To wyglądało raczej na dziwną próbę zwrócenia na siebie uwagi. Nawet nie do końca wiadomo, jak próbowała potem tę uwagę wykorzystać. Składała zupełnie sprzeczne oświadczenia: najpierw przyznała, że zmyśliła fakty i postacie, potem twierdziła, że to był żart z niezależnych mediów. Mówiła też, że chciała dostać pracę w rosyjskim ministerstwie obrony, ale jej się to nie udało.
– Dla samych redakcji to też nie była wielka sprawa – dodaje Sasza. – Nie zauważyłem żadnego dużego spadku liczby czytelników, ani nagłej zmiany nastawienia wobec niezależnych mediów. Rosyjski krajobraz medialny już od dawna jest mocno spolaryzowany. Odbiorcy są od dawna podzieleni.
Zawieszeni między Rosją i emigracją
Sasza zwraca także uwagę na reakcje poszczególnych redakcji na skandal wokół Niesojewej. Było wzajemne wytykanie palcami, zabrakło solidarności i próby wypracowania wspólnego stanowiska.
- Niestety, to bardzo typowy problem rosyjskich niezależnych mediów – wyjaśnia Sasza – Taka próba pokazania, że nasze ręce są czystsze niż kolegów. A przecież problem jest wspólny – mówi Sasza. – Po pierwsze, ta kobieta została autorką dzięki programom stażowym dla młodych dziennikarzy, które te redakcje często prowadzą wspólnie. Po drugie, prawie wszystkie rosyjskie media działające dziś na emigracji mają ogromne trudności ze znalezieniem reporterów w Rosji. Wielu dziennikarzy boi się z nimi współpracować ze względu na represje ze strony władz. Więc przy takim deficycie autorów tacy „dziwni” pisarze jak Niesojewa mogą się łatwo przedostać do rosyjskich mediów za granicą.
Rosyjska emigracja polityczna znajduje się w trudnej sytuacji. Pozbawiona wsparcia z kraju, za granicą boryka się z podwójnym wykluczeniem, a w niektórych państwach jest traktowana jako zagrożenie. Źródła finansowania opozycyjnych mediów rosyjskich – po ograniczeniu możliwości finansowania przez czytelników – nie pozostają bez wpływu na ich jakość i niezależność.
Paweł Jędral – reporter, publicysta i analityk. Absolwent Międzydziedzinowych Indywidualnych Studiów Humanistycznych i Społecznych na Uniwersytecie Warszawskim. Współpracował z trzecim sektorem, sektorem naukowym oraz doradczym. Zajmuje się tematami konfliktów międzynarodowych, ochrony zdrowia, prawa międzynarodowego i ochrony środowiska.
Anna-Mari Carafizi – absolwentka Uniwersytetu w Woroneżu, działaczka polityczna oraz edukatorka specjalizującą się w pamięci historycznej, szczególnie w kontekście postimperialnej Rosji i dziedzictwa II wojny światowej.
Diagnozy problemów rosyjskich mediów niezależnych, dokonane przez moich rozmówców, są trafne. Warto zauważyć, że to wciąż najlepsze źródła informacji z Rosji. Media takie jak Meduza, Mediazona, Hołod są poważnie niedofinansowane i cierpią na brak autorów. Jednak, pomijając pojedyncze wpadki, regularnie dostarczają wartościowych i pogłębionych materiałów. Dla Rosjan, którzy mają antykremlowskie poglądy, stanowią główne źródło informacji o kraju i sprawach dotyczących Rosji.
Podobne warunki – bardzo niskie zarobki autorów, brak fact-checkingu, pojawiające się w topowych mediach fałszywe informacje – są standardem w polskiej, teoretycznie, dużo zamożniejszej sferze medialnej. Jak na tak złe warunki, mimo skandalu wokół Niesojewej, rosyjskie media niezależne utrzymują ciągle solidny poziom, chociaż w warunkach przedłużającej się wojny i prześladowań z każdym rokiem sytuacje takie jak współpraca z Niesojewą będą się powtarzać coraz częściej.