Nowa Europa Wschodnia (logo/link)
Transatlantyk / 08.12.2025
Patryk Kulpok

Amsterdam przestaje być centrum europejskiej seksturystyki. Haga ma więcej „okien”

Holenderski sektor usług seksualnych przechodzi głęboką transformację: liczba „okien” w Amsterdam i Hadze spada, rośnie presja ekonomiczna i migracyjna, a część pracownic – w tym z Europy Środkowo-Wschodniej – przenosi działalność do internetu lub działa poza systemem, częściej narażając się na ryzyko i wyzysk.
Foto tytułowe
(Shutterstock)



Posłuchaj słowa wstępnego piątego wydania magazynu online!



Od lat obserwujemy wyraźny trend: z przestrzeni publicznej Holandii, zwłaszcza Amsterdamu, znika coraz więcej tzw. okien, w których legalnie pracują osoby świadczące usługi seksualne. Od 2010 roku zamknięto około 30% wszystkich takich miejsc – z 1500 „okien” zostało dziś niespełna 1000. Powody są różnorodne: od chęci ograniczenia przestępczości i poprawy wizerunku dzielnic po presję społeczną i polityczną. Zamknięcia dotyczą nie tylko Amsterdamu, lecz także innych miast, w tym Hagi. Prostytucja okienna, charakterystyczna dla Holandii, polega na wynajmowaniu przeszklonych pomieszczeń w wyznaczonych dzielnicach, gdzie pracownice i pracownicy prezentują się w oknach z czerwonym światłem i oferują swoje usługi w legalnych, nadzorowanych warunkach.
Pobierz magazyn ZA DARMO
Magazyn Nowa Europa Wschodnia Online
jest bezpłatny.

Zachęcamy do wsparcia nas na Patronite


W przypadku Hagi prognozowano nawet całkowite zamknięcie części tzw. Doubletstraat, czyli jednej z dwóch głównych lokalizacji „okien” w mieście. Obszar ten zostałby objęty planem relokacji na tzw. Spordriehoek, ale dotychczas nie zdecydowano się na pełne zamknięcie ulicy dla seksbiznesu. W 2011 roku w Hadze wydano w sumie 41 pozwoleń na działalność związaną z usługami seksualnymi za pomocą „okien”; w omawianej dzielnicy szacunkowa liczba pracownic seksualnych wynosi 1000–1500 osób, przy czym większość z nich uprawiała tzw. prostytucję okienną.


Relokacja geograficzne i widmo pracy w podziemiu


Za zamknięciami „okien” w Amsterdamie czy Hadze często idą relokacje pracownic do innych miast lub zmiany na inną formę działalności, np. sekskamerka. Uważa się, że część z nich przenosi się do Utrechtu czy Rotterdamu.

W Hadze analogicznie do reszty kraju następuje spadek liczby pozwoleń na pracę seksualną. W 2000 istniało ok. 100 legalnych placówek, w 2008 – już tylko 85, a wśród nich 41 związanych z „prostytucją okienną”, 30 – z klubami i 12 – z escort-firmami.

Escort-firmy to agencje pośredniczące między osobami oferującymi usługi seksualne a klientami. Działają zazwyczaj poza tradycyjnymi lokalami, a spotkania umawiane są wcześniej – telefonicznie lub online – i odbywają się w hotelach, prywatnych mieszkaniach lub innych ustalonych miejscach. W przeciwieństwie do pracy „w oknie” usługi nie są oferowane z witryny przy ulicy, lecz w bardziej dyskretnej, często mobilnej formie.

To zjawisko wiąże się z rosnącą szarą strefą — pracownice seksualne oferujące swoje usługi w sposób nielegalny (np. w domach, salonach, hotelach) coraz częściej korzystają z internetu i aplikacji, co utrudnia kontrolę i nadzór ich działalności.


Pracownice z Europy Wschodniej i Polska jako część zjawiska


W Hadze, podobnie jak w innych dużych miastach Holandii, wyraźnie rośnie liczba kobiet z Europy Wschodniej – zwłaszcza z Rumunii, Bułgarii i Węgier – pracujących w sektorze usług seksualnych za witryną. Od około 2007 roku obserwuje się dynamiczny wzrost tej grupy, któremu towarzyszy pogorszenie warunków pracy: niższe stawki, większa presja ze strony pośredników oraz obniżony poziom bezpieczeństwa. W efekcie częściej dochodzi do ryzykownych sytuacji, takich jak uprawianie seksu bez zabezpieczenia, co zwiększa zagrożenie infekcjami przenoszonymi drogą płciową.

Mechanizm wygląda następująco: młodsze kobiety z Europy Wschodniej godzą się na niższe stawki, co prowadzi do ogólnego spadku cen usług i wypycha z rynku bardziej doświadczone pracownice seksualne, zwłaszcza pochodzące z Ameryki Południowej i południowej Europy. W Hadze to właśnie kobiety z krajów Ameryki Łacińskiej – zwłaszcza Latynoski z holenderskim obywatelstwem – przez lata stanowiły jedną z najliczniejszych grup w tej branży.

Na temat Polek nie są prowadzone osobne statystyki, ale można przyjąć, że wśród pracownic wschodnioeuropejskich są także migrantki z Polski – zarówno te chcące zarobić na utrzymanie rodzin, jak i te, które szukały szybkiego dochodu w sytuacjach kryzysowych.

Choć w oficjalnych raportach rzadko pojawiają się osobne kategorie opisujące sytuację kobiet z Polski, rozmowy z organizacjami pomocowymi oraz obserwacje w rejonach takich jak Doubletstraat w Hadze wskazują, że ich obecność jest zauważalna. Z danych przytaczanych przez Bureau Beke wynika, że po 2007 roku ponad połowa nowych osób pracujących „w oknach” pochodziła z Europy Środkowo-Wschodniej — przede wszystkim z Rumunii i Bułgarii, ale także z Polski i Węgier.

Wiele z nich nie postrzega pracy seksualnej jako wyboru „na całe życie”. To raczej epizod zarobkowy, do którego kobiety często zmuszone są przez trudną sytuację finansową, zadłużenie albo konieczność utrzymania dzieci w kraju. Polki, podobnie jak Rumunki, stosunkowo szybko adaptują się do nowych warunków, ale na ich sytuację wpływają bariery językowe i brak znajomości prawa. Skutkuje to podatnością na wyzysk – od zaniżonych stawek po presję ze strony pośredników.

Z rozmów prowadzonych przez fundację SHOP Den Haag wynika, że kobiety z Europy Środkowo-Wschodniej rzadziej korzystają z pomocy instytucji i wolą unikać kontaktu z władzami. „Polki przychodzą do nas głównie w kryzysowych sytuacjach – gdy mają problem z osobą wynajmującą im mieszkanie, zdrowiem albo partnerem. Rzadko zgłaszają naruszenia praw, bo boją się konsekwencji. Często też nie wiedzą, że mogą to zrobić” – mówiła w rozmowie z dziennikiem „AD” jedna z pracownic fundacji.

Wesprzyj nas na PATRONITE


Bezpieczeństwo, zdrowie i rynek usług


Paradoks sytuacji polega na tym, że polityka ograniczania liczby „okien” w imię walki z handlem ludźmi i poprawy bezpieczeństwa często przynosi odwrotny skutek. W Amsterdamie pracownice seksualne alarmują, że zamykanie dzielnicy De Wallen wypycha kobiety do pracy w prywatnych mieszkaniach, gdzie są pozbawione ochrony, jaką daje widoczność i stała obecność policji. „Za szybą klient nie może ci zrobić krzywdy – w razie czego reagują sąsiadki z innych okien. W mieszkaniu jesteś sama” – mówiła w rozmowie z dziennikiem „Trouw” anonimowa pracownica.

Sytuacja kobiet z Europy Środkowej i Wschodniej na rynku usług seksualnych jest szczególnie trudna. Często zdobywają one przewagę, oferując niższe stawki niż ich bardziej doświadczone koleżanki, co prowadzi do ogólnego spadku cen. W efekcie oznacza to więcej pracy przy niższych zarobkach i większej presji. Jak wynika z raportu Bureau Beke, w Hadze kobiety z Europy Środkowo-Wschodniej – w tym z Rumunii i Polski – potrafią oferować stawki nawet o jedną trzecią niższe od standardowych, co destabilizuje cały segment legalnych usług i pogłębia konkurencję cenową.

Problemem jest też zdrowie. Organizacje medyczne zwracają uwagę, że część klienteli poszukuje „ryzykownych usług”, a młodsze migrantki – często w trudnej sytuacji materialnej – ulegają tym naciskom. Skutkiem jest wzrost liczby zakażeń chorobami przenoszonymi drogą płciową i pogorszenie stanu zdrowia kobiet.


Rola organizacji pomocowych


Holandia posiada rozbudowaną sieć organizacji oferujących wsparcie pracownicom seksualnym – od PROUD (związku zawodowego sekspracownic) po lokalne fundacje, takie jak SHOP Den Haag czy Humanitas. Jednak barierę w dotarciu do Polek czy Ukrainek wciąż stanowią język i nieufność kobiet wobec instytucji. Wiele z nich woli pozostawać w kręgu znajomych i szukać nieformalnych rozwiązań problemów.

„Dla nich to tymczasowa praca. Wierzą, że za kilka lat wrócą do Polski i zaczną normalne życie. To powoduje, że nie myślą o swoich prawach tu i teraz” – mówiła jedna z aktywistek PROUD, cytowana przez „NOS”. W praktyce oznacza to mniejszą świadomość praw pracowniczych, brak ubezpieczenia zdrowotnego i większe narażenie na przemoc.


Polityka i sprzeczne interesy


Władze miejskie balansują obecnie między trzema źródłami presji: koniecznością zapewnienia bezpieczeństwa poprzez przeciwdziałanie handlowi ludźmi, dbałością o wizerunek miasta i turystyki oraz ochroną praw pracownic seksualnych. Amsterdam w ostatnich latach zdecydowanie stawiał na pierwsze dwa elementy – stąd pomysł przeniesienia części „okien” poza centrum i stworzenia tzw. erotycznego centrum, które miało zapewnić bezpieczne miejsca pracy poza historyczną dzielnicą De Wallen. Projekt od samego początku budził jednak ogromne kontrowersje – zarówno wśród samych pracownic seskualnych, jak i mieszkańców potencjalnych lokalizacji, m.in. w rejonie stacji metra RAI i dzielnicy Amsterdam-Noord. „Nie jesteśmy problemem do wyeksportowania. To nasze miejsce pracy, nasza historia” – mówiły kobiety podczas protestu zorganizowanego w 2023 roku przed ratuszem.

W październiku 2025 roku jego przyszłość stanęła jednak pod dużym znakiem zapytania. Jak poinformował amsterdamski dziennik „Het Parool”, partia Demokraci 66 (D66) – dotąd sojusznik burmistrzyni Femke Halsemy – usunęła cały projekt z programu wyborczego na wybory samorządowe na wiosnę 2026 roku. Partia zapowiedziała odejście od idei jednego dużego erotycznego centrum na rzecz „kilku mniejszych, bezpiecznych lokalizacji” i legalnych miejsc pracy w domach. Tym samym poparcie polityczne dla projektu praktycznie się załamało: poza Zieloną Lewicą (GroenLinks) i Partią Pracy (PvdA) większość ugrupowań w radzie miejskiej jest mu przeciwna – od konserwatywno-liberalnej VVD po paneuropejską Volt i Partię na rzecz Zwierząt (PvdD). Dla burmistrzyni Halsemy, która od 2019 roku forsowała plan jako symbol „cywilizowania” sektora seksbiznesu, to poważny cios polityczny.

Nowy kurs D66 oznacza w praktyce, że szanse na realizację centrum erotycznego przy RAI są minimalne. W zamian partia proponuje przeznaczenie 100 milionów euro na wykup budynków w ścisłym centrum – m.in. należących do właścicieli „okien”, sklepów z pamiątkami i coffeeshopów – aby przekształcić je w mieszkania i poprawić komfort życia mieszkańców De Wallen. W ten sposób polityka miasta ponownie przesuwa się w stronę ograniczania widoczności pracy seksualnej w przestrzeni publicznej, a nie jej regulowania.

Haga przyjmuje nieco bardziej pragmatyczną strategię. Choć też ogranicza liczbę pozwoleń, stara się utrzymać koncentrację usług w wyznaczonych strefach – Doubletstraat i Geleenstraat. „To pozwala na kontrolę, daje przejrzystość i bezpieczeństwo” – argumentował radny Richard de Mos na posiedzeniu rady miasta w 2022 roku.


Nowe formy pracy: od okien do internetu


Pandemia COVID-19 była punktem zwrotnym dla całej branży. Lockdown i zamknięcie domów publicznych sprawiły, że tysiące pracownic seksualnych w Holandii zostały bez dochodów. W Amsterdamie i Hadze „okna” były nieczynne miesiącami, a pracownice – zwłaszcza migrantki – nie kwalifikowały się do wsparcia finansowego ze strony państwa, bo formalnie nie prowadziły zarejestrowanej działalności.


Dla wielu z nich jedyną alternatywą okazała się praca online, na platformach takich jak OnlyFans czy poprzez kamerki internetowe. To rozwiązanie dawało większą anonimowość, a także pozwalało uniknąć kosztów wynajmu „okna”, które w Hadze sięgają nawet kilkuset euro tygodniowo. Jednak wymagało też inwestycji w sprzęt, wiedzy technicznej i – co najważniejsze – umiejętności autopromocji.

„Wiele Polek i Rumunek, które znamy, próbowało pracować za pośrednictwem OnlyFans, ale szybko się poddawały – bez znajomości języka angielskiego i bez sieci kontaktów trudno jest się tam przebić” – mówiła aktywistka organizacji PROUD w rozmowie z NOS. W praktyce więc wiele kobiet wróciło do pracy w „oknach”, gdy tylko stało się to możliwe, nawet jeśli było to bardziej ryzykowne dla ich zdrowia.


Migracja i realia ekonomiczne


Dlaczego to właśnie kobiety z Polski i Europy Wschodniej tak licznie pojawiają się w holenderskich „oknach”? Powód stanowią w dużej mierze czynniki ekonomiczne. Raport Nationaal Rapporteur Mensenhandel wskazuje, że ogromna część migracji do branży seksualnej ma charakter „zarobkowy”, a nie związany z handlem ludźmi. Kobiety podejmują tę pracę, by spłacić długi, utrzymać dzieci lub wysłać pieniądze rodzinie.

W Polsce średnia pensja netto wciąż pozostaje kilkakrotnie niższa niż miesięczne zarobki możliwe do osiągnięcia w Hadze czy Amsterdamie. Nawet przy rosnących kosztach życia w Holandii różnica jest na tyle duża, że wielu kobietom opłaca się ryzykować. „W Polsce miałabym dwa tysiące złotych na miesiąc. Tutaj mogę zarobić pięć razy tyle w tydzień” – mówiła anonimowa Polka, cytowana przez dziennik „de Volkskrant”.

Część migrantek traktuje ten zawód jako tymczasowy – pracują kilka miesięcy, by potem wrócić do kraju. Ale spora grupa zostaje na lata, wpadając w błędne koło: brak ubezpieczenia, niestabilne dochody, brak alternatywnych kwalifikacji zawodowych.


Wschodnioeuropejskie „okna” a konkurencja na rynku


Obecność dużej grupy migrantek z Europy Wschodniej zmieniła strukturę branży. W Hadze można spotkać całe ulice, na których większość kobiet pochodzi z jednego kraju, np. Rumunii czy Bułgarii. Polki są mniej widoczne, ale obecne. Dla klienteli narodowość pracownic często nie ma znaczenia, liczy się cena.

Spadek stawek i pogarszające się warunki pracy prowadzą do napięć między grupami pracownic seksualnych. Kobiety z Holandii i Ameryki Łacińskiej, które wcześniej dominowały w niektórych dzielnicach, skarżą się, że „wschodnia konkurencja” obniża zarówno ceny, jak i standardy pracy. Z kolei migrantki z Europy Środkowo-Wschodniej tłumaczą swoją sytuację koniecznością ekonomiczną. Jak relacjonuje dziennik „Trouw”, jedna z kobiet mówi: „Jeśli klient płaci trzydzieści euro zamiast pięćdziesięciu, to bierzemy te trzydzieści, bo nie możemy sobie pozwolić na stratę dnia” (za Jeroen van Raalte, Raamprostitutie in verval: één op de drie ‘ramen’ verdwenen, „Trouw”, 15.07.2025).


Debata społeczna: prawo czy piętno?


W 2000 roku Holandia formalnie zalegalizowała pracę seksualną, ale debata wokół niej trwa do dziś. Politycy liberalni podkreślają, że jasne ramy prawne zwiększają bezpieczeństwo i dają pracującym osobom możliwość samodzielnego wyboru drogi życiowej. Konserwatyści argumentują, że seksbiznes podważa normy społeczne i sprzyja zjawiskom patologicznym, dlatego należy ograniczać liczbę „okien” i dążyć do porządku publicznego. Część feministek z kolei uważa, że ten sektor opiera się na nierównościach płciowych i ekonomicznych, a praca seksualna jako taka jest formą opresji – dlatego opowiadają się za wspieraniem kobiet w wychodzeniu z branży.

W praktyce głos samych pracownic – w tym Polek – jest słabo słyszalny. Organizacje takie jak PROUD próbują nagłaśniać ich postulaty, ale narracja wciąż pozostaje skupiona wokół wizerunku miasta i problemów dla turystyki. „Nikt nie pyta nas, czego chcemy. A my chcemy pracować bezpiecznie, legalnie i bez wstydu” – mówiła jedna z demonstrantek podczas protestu w Amsterdamie w 2023 roku.


Seksbranża przechodzi transformację


Holenderska branża usług seksualnych jest dziś w fazie transformacji. Amsterdam coraz mocniej ogranicza „okna”, Haga staje się alternatywnym centrum, a internet stwarza nowe możliwości, choć generuje też nowe ryzyka. W tym pejzażu migrantki z Europy Wschodniej – w tym z Polski – odgrywają coraz większą rolę.

Dla nich praca seksualna jest często strategią przetrwania, a nie świadomym wyborem. Zamknięcia „okien” i polityka władz nie likwidują problemu – przenoszą go jedynie w inne miejsce, często bardziej niebezpieczne.
Patryk Kulpok – polski historyk i dziennikarz, mieszkający w Holandii. Współzałożyciel polskiego podcastu o Holandii i Belgii „Polderownia”. Członek zespołu Trias Politica.

Inne artykuły Patryka Kulpoka

Na pytanie, jak będzie wyglądała przyszłość branży, nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Pewne jest jednak, że bez uwzględnienia głosu samych kobiet – zarówno Holenderek, jak i migrantek z całego świata – żadna reforma nie zapewni im ani bezpieczeństwa, ani godności.