Nowa Europa Wschodnia (logo/link)
Jedwabny Szlak / 26.01.2026
Agnieszka Pikulicka-Wilczewska

Kirgistan bliżej ruskiego miru. Dżaparow zakończył demokratyzację

Kirgistan przez lata nosił miano jedynej demokracji w Azji Centralnej. Te czasy to jednak przeszłość. Sadyr Dżaparow, który doszedł do władzy na fali rozczarowania kojarzonym z korupcją i chaosem okresem demokratyzacji, pewnie prowadzi kraj w autorytarnym kierunku, inspirowanym Rosją. Ta zaś przekształciła Kirgistan w importowy hub do omijania sankcji, co wywołało ekonomiczny bunt w zubożałym kraju. Choć wolność słowa i społeczeństwo obywatelskie są w odwrocie, to kirgiskie społeczeństwo daje temu polityczno-gospodarczemu modelowi kredyt zaufania.
Foto tytułowe
Sadyr Dżaparow i Władimir Putin



Posłuchaj słowa wstępnego szóstego wydania magazynu online!



Pod koniec listopada, parę dni przed przyspieszonymi wyborami parlamentarnymi, wyznaczonymi na ostatni dzień miesiąca, w Biszkeku na prospekcie Manasa pojawił się sporych rozmiarów ekran. Wkrótce wyświetlono na nim ogromną podobiznę Władimira Putina, który w tych dniach przebywał w stolicy Kirgistanu na szczycie Organizacji Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym – sojuszu państw związanych z Moskwą, stworzonym na wzór NATO.
Pobierz magazyn ZA DARMO
Magazyn Nowa Europa Wschodnia Online
jest bezpłatny.

Zachęcamy do wsparcia nas na Patronite


Ekran ten, umiejscowiony naprzeciw Yntymak Ordo, rezydencji prezydenta Kirgistanu, przy okazji zasłaniał widok z okien ambasady Ukrainy oraz jej flagę powiewającą na szczycie budynku, której widok mógł zdenerwować lidera Rosji. A tego nikt w Kirgistanie by nie chciał.


Wojenny rozkwit kirgiskiej gospodarki


Od rozpoczęcia pełnoskalowej inwazji Rosji na Ukrainę Kirgistan przeżywa prawdziwy ekonomiczny boom. Zachodnie sankcje nałożone na Rosję uderzyły w import wszelkich produktów do Moskwy, pojawiły się jednak kraje, które wsparły sojusznika w trudnym czasie. I tak dramatycznie wzrósł eksport zachodnich dóbr między innymi do Kirgistanu, który potem reeksportuje je dalej do Rosji.

Z danych cytowanych przez Notes from Poland w styczniu 2024 roku wynika, że od początku wojny polski eksport do Kirgistanu wzrósł o 1700 procent. Między innymi dzięki temu PKB Kirgistanu wzrosło w 2025 roku o 10 procent w porównaniu do roku poprzedniego.

Wojna spowodowała też boom w sektorze kryptowalut, który rozwinął się w Kirgistanie z potrzeby zapewnienia alternatywnych usług finansowych – między innymi po to, by pozwolić Rosji na omijanie sankcji. Dzięki regulacji tego rynku w ciągu pierwszych siedmiu miesięcy 2025 roku do budżetu Kirgistanu w podatkach wróciło około miliarda kirgiskich somów.

Nic więc dziwnego, że Putin witany był w Kirgistanie w królewskim stylu – ceremonią z pokazami orłów myśliwskich i jeźdźców konnych, przy akompaniamencie tradycyjnej muzyki. Podczas wizyty prezydent Kirgistanu Sadyr Dżaparow nazwał Putina „strategicznym, sojusznikiem, wiarygodnym partnerem i bliskim przyjacielem”.

Wizytę tę relacjonowała nowa stacja telewizyjna, która rozpoczęła nadawanie dokładnie dwa dni przed wizytą Putina. Nomad TV powiązana jest z prokremlowskimi mediami między innymi poprzez Annę Abakumovą, która dziś wchodzi w skład zarządu stacji, a przez lata była protegowaną Margarity Simonian, redaktorki naczelnej RT, głównej tuby propagandowej Kremla. W RT Abakumova była odpowiedzialna między innymi za raporty z okupowanej Ukrainy. Według śledztwa Azattyk, kirgiskojęzycznej redakcji Radia Wolna Europa, Nomad TV jest finansowana przez organizację Evrasia, związaną z mołdawskim oligarchą Ilanem Shorem, a której przewodzi speaker rosyjskiej Dumy Wiaczesław Wołodin.

Trudno zatem zaprzeczyć prokremlowskiej orientacji stacji. Eksperci jednak nie są zgodni co do celów przyświecających nowej telewizji. Poza relacjonowaniem wizyty Putina, który udzielił Nomad TV ekskluzywnego wywiadu, na razie treści przez nią przedstawiane wieją nudą. Szczególnie że w Kirgistanie nie brakuje rosyjskojęzycznych prokremlowskich mediów, w tym niesławnego Sputnika. Swoją drogą, jego szef, Erkin Alimbekov, przeszedł do Nomady.


Kontrrewolucja ruskiego miru


Choć od wybuchu pełnoskalowej wojny w Ukrainie Kirgistan, podobnie jak inne kraje Azji Centralnej, oficjalnie pozostaje neutralny, w rzeczywistości wszystkie ruchy władz wskazują nie tylko na poparcie dla Rosji – które można by tłumaczyć faktem, że pracuje tam około 600 tysięcy obywateli Kirgistanu – ale również na fascynację jej systemem. Od rewolucji w 2020 roku – trzeciej od rozpadu Związku Radzieckiego – która do władzy doprowadziła Sadyra Dżaparowa i jego towarzysza Kamczybeka Taszijewa, dziś szefa służb, Kirgistan coraz bardziej przypomina Rosję.

Gdy po sfałszowanych wyborach parlamentarnych jesienią 2020 roku ludzie wyszli na ulice, by obalić władzę, jednym z pierwszych ruchów protestujących był szturm na więzienie. To wtedy na wolność wyszedł Dżaparow, który odsiadywał wyrok 11,5 roku więzienia za porwanie. W 2013 roku podczas jednego z protestów przeciwko eksploatacji kopalni złota Kumtor przez kanadyjski kapitał Dżaparow – wówczas aktywista-ekolog – i jego ludzie zamknęli w samochodzie lokalnego oficjela. To ta sytuacja doprowadziła najpierw do ucieczki Dżaparowa z kraju, a potem powrotu, by odsiedzieć wyrok. Wielu widziało w nim męczennika i ostatniego sprawiedliwego.

Dlatego, gdy na fali protestów Dżaparow znalazł się w centrum politycznych wydarzeń, szybko wywindowano go do pozycji najpierw tymczasowego premiera, a potem głównego kandydata w wyborach prezydenckich. Jego wizja kraju od początku była jasna: koniec z chaosem i korupcją okresu postsowieckiego, koniec z wizerunkiem Kirgistanu jako „wyspy demokracji” w morzu autorytaryzmu Azji Centralnej, który przyniósł krajowi zewnętrzne naciski ze strony zachodu, korupcję i doprowadził do prywatyzacji zasobów naturalnych. Od tej pory Kirgistan miał stać się stabilnym, niezależnym państwem, które srogo karze złodziei oraz próby wpływania na jego sprawy przez siły z zewnątrz. W zamian Dżaparow obiecał prosperity, rozwój technologiczny i infrastrukturalny oraz inwestycje w programy społeczne.

Słowa dotrzymał, a dziś Kirgistan nie tylko buduje się na potęgę, ale przeznaczył dodatkowe środki na zwiększenie pensji pracowników budżetówki, inwestuje w rozwój infrastruktury – budowę dróg czy lotnisk, a Kirgizi na powrót uwierzyli w państwo i jego instytucje.


Rozwój, ale nie dla społeczeństwa obywatelskiego


Nie wszyscy jednak skorzystali na zmianach. Pierwszą ofiarą nowego porządku, zgodnie z przewidywaniami, padła wolna prasa, która dzięki zachodnim grantom i know-how przez lata rozwinęła się w Kirgistanie lepiej niż w jakiejkolwiek byłej sowieckiej republice Azji. Projekty śledcze, takie jak Kloop, stały się pionierami zaangażowanego, ale rzetelnego dziennikarstwa, które wprowadziło do regionu zachodnie standardy. Dziennikarze, którzy przeszli przez redakcję Kloopa, nie musieli się martwić o brak zatrudnienia, a wielu z nich pracuje dziś w zagranicznych projektach.

Od objęcia władzy przez Dżaparowa wszystkie niezależne projekty dziennikarskie przeniosły się za granicę – w tym do Polski – a dziennikarze, aktywiści i opozycyjni politycy, którzy zdecydowali się zostać w kraju, trafili do więzienia pod zarzutem nawoływania do niepokojów społecznych, choć ręcznie sterowane sądy raczej nie kwapiły się, by dowody potwierdzały oskarżenia. Kloop uznany jest dziś za organizację ekstremistyczną, a jego pracowników Kirgistan zdecydował się ścigać za pomocą Interpolu – organizacji, która często wykorzystywana jest przez autokratów do prześladowania swoich krytyków za granicą. Tym razem Interpol odmówił.

Rosnący autorytaryzm i kurcząca się przestrzeń indywidualnych wolności zdają się nie przeszkadzać większości obywateli. Według ekspertów społeczeństwo daje władzom kredyt zaufania i jak na razie próżno szukać nastrojów rewolucyjnych. Władze spełniły większość swoich obietnic, a przeciętnemu Kirgizowi żyje się dziś lepiej niż w czasie „demokratycznych” i skorumpowanych rządów poprzedników Dżaparowa. Prezydent z kolei winą za taki stan rzeczy obarcza między innymi Zachód, który rzekomo przez lata starał się wpływać na sytuację w Kirgistanie, wspierał skorumpowanych polityków i próbował narzucać Kirgizom obce im wartości, takie jak prawa osób nieheteronormatywnych, a także promował odchodzenie od tradycji. Dziesiątki organizacji pozarządowych i mediów, które istniały dzięki wsparciu z Zachodu, nie poprawiły widocznie sytuacji Kirgizów, większość społeczeństwa podziela zatem pogląd władz, że organizacje te służyły interesom zagranicznych grup. Mało kto gotów jest wstawić się za dziennikarzami czy aktywistami, którzy za swoją działalność trafili do więzień.


Krucha równowaga sił


W sytuacji, gdy wszystkie media opozycyjne zostały wycofane z kraju, trudno się dziwić, że do nowego parlamentu w zdecydowanej większości wybrano ludzi z bliskiego otoczenia prezydenta Dżaparowa i szefa służb Taszijewa. I można by było zakończyć dyskusję na temat dalszego rozwoju i przyszłości Kirgistanu, gdyby nie fakt, że coraz częściej mówi się o konflikcie w ramach tandemu, który rządzi dziś krajem. A to, przynajmniej w teorii, może doprowadzić w przyszłości do napięć.

Jedną z najważniejszych rzeczy, którą udało się osiągnąć duetowi Dżaparow – Taszijew w ciągu ostatnich pięciu lat rządów, była konsolidacja poparcia dla tego tandemu w różnych częściach kraju. Tradycyjnie Kirgistan dzielił się na koczowniczą, kirgiską północ, z Biszkekiem jako centrum, oraz bardziej osiadłe, religijne południe, z głównymi centrami władzy w Osz, Dżalalabadzie i Batkenie, które przez lata kształtowały bliskość Uzbeków i Tadżyków. W podziale tym nigdy nie chodziło oczywiście o różne wizje rozwoju kraju czy recept na przyszłość, a raczej o władzę i kontrolę nad ograniczonymi zasobami.

Od początku niepodległości, która przyszła po rozpadzie Związku Radzieckiego, kolejni liderzy Kirgistanu starali się zjednać sobie północne i południowe elity ponad regionalnymi podziałami, jednak nigdy się to nie udało. Dopiero tandem Dżaparowa, człowieka z północy, i Taszijewa – potężnego polityka z południa, pozwolił na konsolidację kirgiskich elit, zapewnił władzy ich lojalność i kontrolę nad całym krajem.

Agnieszka Pikulicka-Wilczewska - reporterka, korespondentka agencji Reutera w Europie Środkowej i Wschodniej. Absolwentka stosunków międzynarodowych na brytyjskich University of Westminster i University of Kent oraz Wyższej Szkoły Ekonomii w Moskwie, redaktorka prowadząca publikacji naukowych na temat wojny w Ukrainie. Od 2018 do 2021 roku jako jedyna anglojęzyczna dziennikarka mieszkała na stałe w Uzbekistanie. Jej teksty z Azji Centralnej, Europy i Bliskiego Wschodu publikowały między innymi „Tygodnik Powszechny” oraz portale The Guardian, Foreign Policy, Al Jazeera English, Associated Press, The Diplomat i Eurasianet. W listopadzie 2021 roku, w związku ze swoją pracą dziennikarską, otrzymała zakaz wjazdu do Uzbekistanu.
W ostatnich wyborach, w których udział wzięło zaledwie 36 procent wyborców, aż 83 z 90 miejsc w parlamencie przypadło kandydatom związanym z obozem rządzącym. Wśród nich 41 nowych parlamentarzystów związanych jest z Dżaparowem, a 42 – z szefem służb. To pokazuje drobną przewagę Taszijewa w stosunku do prezydenta. Wyniki wyborów wskazują zatem na balans między regionami i frakcjami, ale od miesięcy krążące plotki na temat rozpadu tandemu mogą sprawić, że równowaga sił przerodzi się w zaciekłą walkę polityczną przed wyborami prezydenckimi planowanymi na 2026 rok.

Dziś pewne jest, że Kirgistan, który coraz częściej bierze udział w regionalnych inicjatywach, buduje swoją pozycję niezależnego i stabilnego, choć autorytarnego kraju. Po trzech dekadach systemu, który wywoływał politowanie wśród autokratów z Centralnej Azji, Kirgistan staje się coraz bardziej podobny do sąsiadów. I do swojego politycznego patrona na północy.