Nasza strona używa ciasteczek do zapamiętania Twoich preferencji oraz do celów statystycznych. Korzystanie z naszego serwisu oznacza zgodę na ciasteczka i regulamin.
Pokaż więcej informacji »
Drogi czytelniku!
Zanim klikniesz „przejdź do serwisu” prosimy, żebyś zapoznał się z niniejszą informacją dotyczącą Twoich danych osobowych.
Klikając „przejdź do serwisu” lub zamykając okno przez kliknięcie w znaczek X, udzielasz zgody na przetwarzanie danych osobowych dotyczących Twojej aktywności w Internecie (np. identyfikatory urządzenia, adres IP) przez Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka Jeziorańskiego i Zaufanych Partnerów w celu dostosowania dostarczanych treści.
Portal Nowa Europa Wschodnia nie gromadzi danych osobowych innych za wyjątkiem adresu e-mail koniecznego do ewentualnego zalogowania się przy zakupie treści płatnych. Równocześnie dane dotyczące Twojej aktywności w Internecie wykorzystywane są do pomiaru wydajności Portalu z myślą o jego rozwoju.
Zgoda jest dobrowolna i możesz jej odmówić. Udzieloną zgodę możesz wycofać. Możesz żądać dostępu do Twoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia, ograniczenia przetwarzania, przeniesienia danych, wyrazić sprzeciw wobec ich przetwarzania i wnieść skargę do Prezesa U.O.D.O.
Korzystanie z Portalu bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza też zgodę na umieszczanie znaczników internetowych (cookies, itp.) na Twoich urządzeniach i odczytywanie ich (przechowywanie informacji na urządzeniu lub dostęp do nich) przez Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka Jeziorańskiego i Zaufanych Partnerów. Zgody tej możesz odmówić lub ją ograniczyć poprzez zmianę ustawień przeglądarki.
Jedwabny Szlak / 02.02.2026
Michał Hunicz
Saudowie odzyskują wpływy. Emiraty wycofują się z Jemenu
Jemen znów stał się areną walk nie tylko lokalnych frakcji, lecz także rywalizujących ambicji regionalnych potęg. Arabia Saudyjska, korzystając z osłabienia południowych secesjonistów, zdecydowanie wypiera Zjednoczone Emiraty Arabskie, pokazując, że w cieniu wojny z Huti dawni sojusznicy mogą stać się przeciwnikami.
(Shutterstock)
Posłuchaj słowa wstępnego szóstego wydania magazynu online!
Od czasu, gdy koalicja państw arabskich pod wodzą Arabii Saudyjskiej rozpoczęła interwencję w Jemenie przeciwko ruchowi Huti, minęło już ponad dziesięć lat. W miarę trwania wojny zastępczej sunnickich monarchii z Iranem kolejne lata coraz bardziej pokazywały, że dwaj najważniejsi gracze arabskiej koalicji – Królestwo Arabii Saudyjskiej i Zjednoczone Emiraty Arabskie – mają ze sobą coraz mniej wspólnego, za to coraz więcej sprzecznych interesów. Ponowny wybuch walk w Jemenie jest nie tylko dowodem, że bliskowschodnie sojusze zmieniają się niczym piaski pustyni na wietrze, lecz również potwierdza, że pewne tożsamości, podziały i nastroje pozostają niezmienne.
Sokotra to druga co do wielkości (po Madagaskarze) wyspa Afryki, a zarazem największa (nieco większa od szwedzkiej Gotlandii) wyspa wpisanego na listę UNESCO archipelagu o tej samej nazwie. Z nieliczną populacją 60 tysięcy mieszkańców, dziewiczymi krajobrazami, a także endemiczną fauną i florą na pierwszy rzut oka wydaje się znakomitą destynacją dla głodnych wrażeń i eksplorowania mniej znanych zakątków świata przybyszy. Tak też myślało ponad 600 zagranicznych turystów, w tym kilkudziesięciu Polaków, którzy na początku stycznia 2026 roku nieoczekiwanie zostali uwięzieni na wyspie, gdy dotychczasowy przewoźnik nagle odwołał loty, a jedyne lotnisko zostało przejęte przez bojowników, którzy zastąpili swoich poprzedników.
Wyspa jest wysunięta na wschód od znanego z piractwa Półwyspu Somalijskiego, położona u wejścia kluczowej strategicznie Zatoki Adeńskiej – bramy do biegnącego przez Kanał Sueski najkrótszego szlaku morskiego łączącego Europę z Azją. Politycznie Sokotra należy do pogrążonego w wojnie domowej Jemenu, administracyjnie funkcjonując na prawach osobnej prowincji. Oddalenie wyspy od Adenu czy Sany oszczędziło Sokotrze – zamieszkałej przez niemających nic wspólnego z Huti, wywodzącymi się z plemion ze wschodniej części kraju sunnitami – bombardowań czy walk, pozwalając jej mieszkańcom na zachowanie iluzji spokojnego życia (okazjonalnie przerywanego cyklonami) z dala od wielkiej polityki.
Wyspiarze nie uniknęli jednak turbulencji. W kwietniu 2018 roku na lokalnym lotnisku wylądowały samoloty transportowe wypełnione żołnierzami, którzy odprawili niewielki jemeński garnizon i… podnieśli flagę Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Rozpoczęła się dziwaczna okupacja. Interweniowała (dyplomatycznie) Arabia Saudyjska, a po dwóch tygodniach na wyspę powróciła administracja jemeńska, choć obcy żołnierze pozostali. Nie tylko ci z Emiratów – dołączył do nich kontyngent saudyjski, którego zadaniem było pilnowanie kłopotliwych „sojuszników”. Dwa lata później wyspa przeżyła lokalny zamach stanu, przechodząc spod władzy jemeńskiego rządu pod kontrolę separatystycznej i sponsorowanej przez ZEA Południowej Rady Przejściowej. Rządy te skończyły się z początkiem 2026 roku, gdy bojówki wierne rządowi ponownie wkroczyły na wyspę. Wydarzenia na Sokotrze dobrze odzwierciedlają rozgrywający się na południu i wschodzie Jemenu konflikt w cieniu działań Huti.
Brama mórz i kontynentów
Historycznie określane mianem Jemenu ziemie to przede wszystkim północno-zachodnia część tego kraju, na którą składają się Timamah – równina nad Morzem Czerwonym – oraz górzysty interior. Stoi ona w kontraście wobec znacznie bardziej płaskiego (choć wyżynnego w głębi lądu) i pustynnego południowego wschodu. Położenie tych krain w narożniku Azji, na skrzyżowaniu Morza Czerwonego, Afryki i Oceanu Indyjskiego – dostrzeżone już przez starożytnych – sprawiło, że regionem interesowali się Portugalczycy, Osmanowie, a w końcu Brytyjczycy. Ci ostatni zainstalowali się w Adenie, a następnie roztoczyli swój protektorat nad zbieraniną sunnickich monarchii plemiennych zamieszkujących południe i wschód dzisiejszego Jemenu. Panowanie Albionu nad „Gibraltarem Wschodu” dobiegło końca w 1963 roku, a cztery lata później w miejsce brytyjskich posiadłości powstał Jemen Południowy – jedyne komunistyczne państwo na Bliskim Wschodzie.
Równolegle do południowego sąsiada nieprzerwanie istniał Jemen Północny, który pozostawał niewzruszenie niepodległy – najpierw jako monarchia, a następnie nacjonalistyczna republika. Obszar ten był od wieków politycznie i religijnie odseparowany od Adenu czy obejmującego wschód kraju Hadramautu. Izolacja sprzyjała uczynieniu regionu twierdzą zajdytów – wyznawców odłamu szyizmu, którzy od wieków stawiali opór niejednokrotnie próbującym ich podbić najeźdźcom i nigdy nie zostali pokonani.
W 1990 roku dokonało się połączenie obu tych państw w jedną Republikę Jemenu. Po raz pierwszy całość obszaru, współcześnie określanego mianem Jemenu, została zjednoczona pod jedną flagą. Szybko jednak stało się jasne, że przed nowym państwem stoją liczne wyzwania. Ulokowanie stolicy w Sanie oraz zachowanie władzy przez lidera Jemenu Północnego oznaczało odrzucenie od siebie Adeńczyków i sunnickich plemion z południa. Kraj był targany niepokojami nie tylko polityczno-religijnymi, ale również społeczno-ekonomicznymi. Na fali korupcji i biedy w siłę rosły ugrupowania islamistyczne. Należały do nich przede wszystkim salaficka Islah i szyicki Ansar Allah, powszechnie znany jako Huti (od przewodzącego ruchem rodu o tym nazwisku).
Arabska wiosna nie ominęła więc niestabilnego Jemenu, który przeszedł zmianę władz. Urzędujący od zjednoczenia (a wcześniej rządzący Jemenem Północnym od 1978 roku) prezydent Ali Abd Allah Salih z północy ustąpił na rzecz Adb Rabbuha Mansura Hadiego z południa. Nie poprawiło to sytuacji: w atmosferze rosnącego chaosu znaczna część kraju znalazła się pod kontrolą z jednej strony Hutich, a z drugiej – Al-Kaidy, a z czasem również tzw. Państwa Islamskiego. W tej sytuacji nasilały się nastroje na rzecz secesji, postrzeganej jako rozwiązanie problemu. Ratunkiem dla jedności kraju miał być forsowany przez nowy rząd projekt federalizacji, który jednak nie ostudził napięć i separatystycznych dążeń.
Cofnąć czas, nakreślić granice
Obecna wojna rozpoczęła się w 2014 roku zamachem stanu przeprowadzonym przez Hutich i sprzymierzonego z nimi Saliha przeciwko Hadiemu. Szyici w krótkim czasie przejęli władzę nad północnym zachodem kraju, w tym Saną, a także zdołali zdobyć część Adenu. Hadi salwował się ucieczką do Arabii Saudyjskiej, wzywając na pomoc monarchie Zatoki Perskiej. Te w marcu rozpoczęły interwencję w Jemenie, wypierając Hutich z sunnickiej części kraju i odbijając Aden po trzech miesiącach walk.
Był to moment przesilenia napięć między Iranem a Arabią Saudyjską. W Syrii trwała wojna, której obie strony nadały kontekst wojny religijnej między szyitami a sunnitami. Nagłe przejęcie władzy nad politycznym i gospodarczym sercem graniczącego z KAS Jemenu przez otwarcie popierający Iran i wrogi Saudom ruch Huti był dla nowego de facto władcy Królestwa Arabii Saudyjskiej – wówczas niespełna trzydziestoletniego księcia koronnego Mohammada bin Salmana, któremu za granicą nadano nowocześnie brzmiący skrót MBS – testem charakteru. Podjęcie rękawicy stało się więc najlepszym sposobem na pokazanie dworowi, poddanym i światu, że książę jest człowiekiem silnej woli, który nie rzuca słów na wiatr, a Rijad nie zamierza pozwolić komukolwiek innemu mieszać się w sprawy Jemenu.
Zjednoczone Emiraty Arabskie, które dołączyły do koalicji interwentów, doszukiwały się korzyści ekonomicznych. Abu Zabi dążyło do zainstalowania swojej stałej obecności w jednym z najważniejszych punktów żeglugowych świata, kierując się przede wszystkim logiką imperium kolonialnego – zabezpieczeniem szlaku handlowego oraz zyskami z surowców. Ponadto Jemen stanowi ważny punkt na szlaku zaopatrywania wspieranych przez ZEA frakcji w Afryce, między innymi sudańskiego RSF.
Szybko jednak okazało się, że pokonanie Hutich – nawet jeśli dysponuje się panowaniem w powietrzu i ogromną przewagą sprzętową i technologiczną – jest bardzo trudne w obliczu zaciekłego oporu szyitów w rodzimym górskim bastionie oraz fatalnego dowodzenia i taktyki Saudów, którzy z łatwością wpadali w zasadzki. Na jaw wyszły również podziały w szeregach sił walczących przeciwko Hutim, które nie współpracowały i szybko zwróciły się przeciwko sobie. Arabia Saudyjska i Zjednoczone Emiraty Arabskie finansowały, zbroiły i szkoliły osobne i zależne od siebie bojówki oraz sponsorowały wybranych przez siebie liderów, kierując się interesami i zyskiem, a nie dobrostanem Jemeńczyków, co miało swoje konsekwencje.
W rodzącym się rozłamie była również przyczyna ideologiczno-religijna. Zarówno KAS, jak i ZEA zwalczają Bractwo Muzułmańskie. Wynika to z niebezpiecznej dla tych państw ideologii ruchu. Monarchowie Zatoki Perskiej co prawda utrzymują surowe islamskie porządki, lecz jak pokazują niedawne trendy, wykazują w ich stosowaniu znaczną elastyczność i pragmatyzm – w odróżnieniu od rządzonego przez teokratów Iranu, duchowieństwo w tych państwach (oczywiście nie licząc wahhabizmu i innych radykalnych odłamów islamu) jest ściśle podporządkowane interesom świeckiego władcy. Dla politycznie konserwatywnych, otwartych na modernizację i nad wyraz transakcyjnych monarchów rewolucyjni, republikańscy islamiści są więc śmiertelnym zagrożeniem. Islah, mająca pewne wpływy w prosaudyjskich stronnictwach (co sugeruje względną, a przynajmniej tymczasową tolerancję tego problemu przez Rijad), jest związana z Bractwem, na co Emiraty reagują alergicznie.
Pod koniec kwietnia 2017 roku Hadi, protegowany Saudów, zwolnił ze stanowiska gubernatora Adenu Ajdarusa az-Zubajdiego, którego zażyłe, osobiste powiązania z ZEA rodziły uzasadniony niepokój o jego ambicje zostania niezależnym watażką. Zubajdi odpowiedział na próbę odsunięcia go od władzy i wpływów utworzeniem dwa tygodnie później na fali popierających go protestów Południowej Rady Przejściowej (Southern Transitional Council, STC), nie kryjąc się przy tym z zamiarem secesji… „Arabii Południowej” w granicach Jemenu Południowego sprzed zjednoczenia (zachowując przy tym flagę z czasów komunizmu). Hadi potępił ten akt buntu, określając go mianem zamachu stanu, a on sam ewakuował się z Adenu wraz z rządem.
Tu należy podkreślić, że siły technicznie operujące pod danymi szyldami nie są monolitem i stanowią mieszankę formalnie sprzymierzonych ze sobą bojówek, które różnią się motywacją. W przypadku sił proemirackich można wyróżnić milicje kierujące się zarówno salaficką interpretacją islamu, jak i interesami danego plemienia czy Hadramautu w kontrze nie tylko do władzy centralnej z Sany, lecz również tej z Adenu.
W 2019 roku Hadi powrócił do Adenu z wygnania (już po raz drugi w swojej karierze) dzięki saudyjskiej mediacji, co stworzyło kuriozalny impas. W Adenie urzędowały w tym samym czasie dwa wzajemnie nieuznające siebie rządy, z których jeden kreował się jako jedyna legalna władza mająca zwierzchność nad całym terytorium Jemenu, a drugi dążył do oderwania niemal całego terytorium, nad którym międzynarodowo uznane władze sprawowały choćby iluzoryczną kontrolę. Jawna dwuwładza nowego reżimu będącego na kroplówce zagranicznych koalicjantów zdecydowanie przekreślała jakiekolwiek szanse na choćby zbliżenie się do pokonania Hutich.
W kwietniu 2022 roku podzielone stronnictwa zawarły nić porozumienia. Urząd ustępującego prezydenta Republiki zastąpiła… licząca ośmiu członków Rada Prezydencka, której przewodniczącym został były doradca Hadiego, Raszad al-Alimi, a wiceprzewodniczącym – Zubajdi. Nadanie kompetencji władzy wykonawczej kolektywnemu organowi, do którego weszli przedstawiciele STC, miało naprawić relacje i zaspokoić ambicje południowców, zapewniając przy tym jedność kraju. Nie na wiele jednak się to zdało – jeszcze w tym samym roku południowcy ponownie uderzyli na „koalicjantów” i kosztem sił prorządowych zdobyli nowe terytoria, choć sam układ zdołał przetrwać na papierze za cenę resztek wzajemnego zaufania.
Pacyfikacja secesjonistów?
Jemen powrócił na nagłówki gazet ponownie za sprawą Hutich, którzy w odpowiedzi na zemstę Izraela na Gazie z 7 października 2023 roku rozpoczęli ataki na międzynarodową żeglugę na Morzu Czerwonym, próbując wywrzeć presję na światową gospodarkę i łańcuchy dostaw. Przez następne miesiące bojownicy posyłali rakiety i drony na statki, zmuszając tysiące z nich do okrążania Przylądka Dobrej Nadziei oraz przyczyniając się do bankructwa portu w Ejlacie. Nie doszło jednak do wznowienia walk na lądzie między Huti a arabskimi sunnitami, nawet gdy sformowana przez Amerykanów koalicja rozpoczęła uderzenia na Jemen – działania Huti na Morzu Czerwonym a ich konflikt o Jemen pozostały osobnymi kwestiami. Wiele to świadczyło o tym, jak bardzo rozbieżne stały się interesy monarchii znad Zatoki Perskiej z państwami Zachodu.
Powstały problem przyciągnął do regionu Izrael, który zaczął na poważnie interesować się utworzeniem w regionie instalacji wojskowej. W tym celu poszedł w strategię obiecywania wybranym frakcjom wsparcia, o jakim do tej pory ich przywódcy mogli tylko pomarzyć – dyplomatycznego uznania, którego nie otrzymali od swoich dotychczasowych sponsorów. W ten sposób państwo żydowskie jako pierwsze uznało Somaliland – od 1991 roku w praktyce zupełnie samodzielne od Mogadiszu afrykańskie państwo naprzeciwko Jemenu, które na tle reszty Somalii wypada jako ostoja pokoju, stabilności i dobrobytu. Do roli partnera Tel Awiwu aspiruje właśnie STC, a jako że ZEA i Izrael zacieśniają współpracę gospodarczą, to takie działania tworzą, przynajmniej na ten moment, wspólny front.
Walki między „sojusznikami” powróciły w grudniu 2025 roku, kiedy to siły Południowej Rady Przejściowej ruszyły do ofensywy w Hadramaucie. W krótkim czasie separatyści, korzystając ze wsparcia Zjednoczonych Emiratów Arabskich, przejęli kontrolę nad niemal całym obszarem dawnego Jemenu Południowego, w tym nad złożami ropy i gazu. Wydawało się, że stronnicy Alimiego, ledwo stawiający jakikolwiek opór, stracili wolę walki, a STC i ZEA odniosły po niemal dziewięciu latach starań pełne zwycięstwo. Szybko okazało się jednak, że południowcy i emiraccy szejkowie nie zdążą się nim nacieszyć, gdyż Arabia Saudyjska zdecydowała się na twardą walkę.
Władze Jemenu zerwały porozumienie obronne z Abu Zabi i zamknęły przestrzeń powietrzną (co jest bezpośrednią przyczyną utknięcia sporej grupy turystów, w tym obywateli Polski, na Sokotrze), a marynarka wojenna Saudów rozpoczęła patrolowanie wód terytorialnych tego kraju, pozbawiając Emiraty możliwości dozbrajania sojuszników. Rijad postawił Abu Zabi przed ultimatum: „bratnie” Emiraty, jak określono byłego sojusznika, „naciskają Południową Radę Przejściową do przeprowadzenia operacji wojskowych na południowych granicach Królestwa”, co Saudowie uznają za „zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego Królestwa, oraz bezpieczeństwa i stabilności Republiki Jemenu i regionu”. Dalej jest groźniej: Królestwo podkreśla, że „jakiekolwiek zagrożenie bezpieczeństwa narodowego jest czerwoną linią i nie zawaha się podjąć wszelkich niezbędnych kroków i działań, by skonfrontować i zneutralizować jakiekolwiek takie zagrożenie”.
Zjednoczone Emiraty Arabskie, postawione przed perspektywą klęski w bezpośrednim starciu, mogły jedynie przyjąć saudyjskie warunki i wycofać swoje wojska. Kontratak bojówek prosaudyjskiego rządu ruszył wraz z Nowym Rokiem i szybko stało się jasne, że południowcy bez wsparcia z zewnątrz są bezradni w obliczu nalotów saudyjskiego lotnictwa. Siły secesjonistów zostały kompletnie wyrzucone nie tylko z Hadramautu, lecz również z Adenu i Sokotry, ulegając rozpadowi, a Zubajdi, wykluczony z Rady Prezydenckiej i oskarżony o zdradę, zniknął i nikt nie wie, gdzie obecnie przebywa. Nie przyjął zaproszenia na rozmowy do Rijadu, które mogło być w najlepszym razie zmuszeniem do negocjacji z pozycji pokonanego, a w najgorszym – pułapką, co oznacza, że albo próbuje pozostać ze swoimi ludźmi, przechodząc do podziemia, albo wybrał bilet na rejs nie do Rijadu, lecz do Dubaju na komfortowe wygnanie.
Jemen jest więc trawiony przez nieustanny konflikt: z jednej strony o suwerenność państwa i nienaruszalność jego granic, a z drugiej – o prawo do samostanowienia jego mieszkańców. Obie te koncepcje mają swoje miejsce we wzajemnie wykluczającym się i coraz bardziej notorycznie łamanym prawie międzynarodowym, na którym ma polegać kruszący się światowy ład.
Michał Hunicz - doktorant Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej, absolwent stosunków międzynarodowych. Stypendysta Link Campus University w Rzymie. Specjalizuje się w międzynarodowych stosunkach politycznych i militarnych na Bliskim Wschodzie, ze szczególnym uwzględnieniem Libanu i Syrii. Obecnie bada zjawisko upadania państw w regionie jako efekt rywalizacji mocarstw.
Ostatnią rundę zdecydowanie wygrała prosaudyjska opcja uznawanej Republiki Jemenu, nie można jednak wykluczyć ani tego, że zwolennicy secesji powrócą, być może wspierani przez nową potęgę, ani również zaistnienia nowego konfliktu. Jednocześnie pewne jest, że sojusze w regionie są krótkotrwałe. W 2015 roku w obopólnym interesie Królestwa Arabii Saudyjskiej i Zjednoczonych Emiratów Arabskich leżało wyparcie Iranu, ale w niedługim czasie wypłynęły sprzeczności między tymi mocarstwami. Konflikt w Jemenie pozostaje kompleksowy i jedyne, co jest w nim pewne, to brak perspektyw na jego definitywne zakończenie.