Nowa Europa Wschodnia (logo/link)
Rosja / 11.03.2026
Andrzej Kozłowski

Rosyjska wojna hybrydowa przypomina ISIS. Rekrutują wykonawców i wykorzystują przestępczość

Międzynarodowe Centrum Przeciwdziałania Terroryzmowi opublikowało raport na temat rosyjskich działań hybrydowych, skupiając się na przypadkach kinetycznych ataków na terenie Europy. – Modus operandi rekrutowania sabotażystów przez Rosję przypomina działania ISIS – mówi Julian Lanchès, junior research fellow z Międzynarodowego Centrum Zwalczania Terroryzmu, współautor raportu poświęconego rosyjskim kinetycznym atakom w Europie.
Foto tytułowe
(Shutterstock)



Posłuchaj słowa wstępnego szóstego wydania magazynu online!



Co Was zainspirowało do zbadania powiązań pomiędzy przestępczością a terroryzmem w kontekście działań hybrydowych? Jak dotychczasowy dorobek i praca Międzynarodowego Centrum Zwalczania Terroryzmu (International Center for Counter-Terrorism) wpłynęły na pracę tego raportu?
Pobierz magazyn ZA DARMO
Magazyn Nowa Europa Wschodnia Online
jest bezpłatny.

Zachęcamy do wsparcia nas na Patronite


ICCT w większości swoich badań zajmuje się szerokim spektrum tematów związanych z terroryzmem. Na pierwszy rzut oka raport nie dotyczy konwencjonalnego terroryzmu, nie ma tutaj ideologii dżihadystycznej lub skrajnie prawicowej, ale modus operandi jest podobny. Mamy więc symboliczne cele – takie jak pomniki czy centra handlowe – gdzie wykorzystuje się przemoc, aby zastraszyć populację. I to jest naprawdę skuteczne. Za każdym razem, gdy dochodzi do jakiegoś incydentu, przykładowo pożaru, większość osób automatycznie łączy to z Rosją.

Ostatnio widzieliśmy również dużo poważniejsze działania – jak próba wykolejenia pociągu w Polsce – i tylko przez przypadek nie wydarzyła się tragedia, w której zginęłyby dziesiątki ludzi. Podobnie mogłoby być w sytuacji dostarczenia przesyłek kurierskich z urządzeniem zapalającym na pokładach samolotu DHL. Na szczęście stało się to jeszcze na ziemi, dzięki czemu nie doszło do katastrofy samolotu, śmierci załogi i pasażerów.

Zasadniczo nie jest to konwencjonalny terroryzm pod względem ideologii, ale sposób działania wygląda podobnie, tak samo jak rezultaty. Dlatego też zdecydowaliśmy się skupić na tym temacie w ICCT.


Co mają na celu tego rodzaju aktywności i jakie jest prawdopodobieństwo, że stoją za tym rosyjskie służby specjalne?


Myślę, że istnieją różne cele – w zależności od konkretnego państwa i sytuacji. Na pewno jest nim zastraszenie. Rosja, przynajmniej na razie, nie ma możliwości prowadzenia pełnoskalowej wojny przeciwko Europie, więc używa innej taktyki, aby zmusić ją do powstrzymania się od podejmowania wrogich działań.

Drugim powodem jest to, co widzimy wyraźnie w sferze online, czyli tworzenie polaryzacji, podważanie spójności społecznej tymi aktami, a także spowodowanie, że europejskie społeczeństwa będzie zajęte radzeniem sobie ze swoimi problemami. Widać to bardzo dobrze na przykładzie państw bałtyckich, gdzie Rosja płaciła ludziom za atakowanie estońskich pomników niepodległości. Część osób oskarży o te ataki miejscową mniejszość rosyjską, zdecyduje się na akty przemocy wobec niej, co spowoduje odwet z jej strony – i tak nakręca się spirala przemocy. Podobnie sytuacja wygląda z atakowaniem miejsc ważnych dla mniejszości rosyjskiej. Łatwo jest wtedy oskarżyć władze Estonii czy Łotwy o takie zdarzenia.

Przykładowo na Litwie zaobserwowaliśmy spisek rosyjskiego i białoruskiego wywiadu, mający wywołać napięcia między białoruską mniejszością na Litwie a Litwinami. Z kolei we Francji rosyjski wywiad opłacał próby inscenizowania aktów antysemityzmu. Wszystkie te działania były ukierunkowane na wzmocnienie napięć społecznych.

Wreszcie uderzano też w specyficzne cele, które mają ważne znaczenie dla infrastruktury czy wojska. Doszło więc do ataku na linie kolejowe, służące do wysyłania sprzętu wojskowego do Ukrainy, czy podpalenia magazynu w Londynie, który przechowywał sprzęt satelitarny dla Ukrainy. W ten sposób podejmowano próby oddziaływania na sytuację militarną na froncie.

Ponadto działania te mają na celu podważenie wsparcia w Europie dla Ukrainy. Zadaniem opłacanych ludzi było na przykład rozmieszczanie prorosyjskich naklejek czy malowanie antyukraińskiego graffiti w różnych krajach europejskich.

Jesteśmy przekonani, że za opisanymi w raporcie atakami stoi wywiad rosyjski. Podczas naszego badania skupiliśmy się na tych incydentach kinetycznych, które zostały potwierdzone przez wystarczającą liczbę dowodów pozyskanych z otwartych źródeł informacji.


Kim są ludzie przeprowadzający te działania i jak wygląda ich kontakt ze światem przestępczym?


Profile tych ludzi są mocno zróżnicowane i nie należą do nich tylko osoby z białoruskiej i ukraińskiej diaspory. Możemy jednak wskazać kilka cech, które pozwalają na ich sprofilowanie. Zdecydowana większość z nich to mężczyźni w przedziale wiekowym od szesnastego do sześćdziesiątego roku życia. Najwięcej było osób około trzydziestki, ale zdarzali się też nieletni. Często, w szczególności w państwach bałtyckich – chociaż takie sytuacje zdarzały się także w Niemczech czy Wielkiej Brytanii – byli to obywatele tych krajów zrekrutowani przez FSB i GRU.

Zaobserwowaliśmy również, że wśród sprawców są osoby szukające schronienia za granicą swojego kraju, stąd duża obecność Białorusinów czy Ukraińców. Jest też trzecia grupa, którą określiliśmy mianem „podróżników”. Pochodzili głównie z Mołdawii, Bułgarii czy Serbii, przemieszczali się do innego kraju i przeprowadzali tam atak, a następnie wracali do domu.

Większość sprawców wykonywała również proste prace fizyczne lub w ogóle pozostawała bez pracy, dlatego też chętnie osoby te angażowały się w nielegalną działalność. Różnice w zapłacie były znaczące. Jedni otrzymywali 50 euro za drobne akty wandalizmu, ale oferowano też wysokie sumy – przekraczające np. 10 tys. euro – za najbardziej zaawansowane operacje. W niektórych przypadkach ludzie ci nie mieli świadomości, że faktycznie popełniają czyny w imieniu rosyjskiego wywiadu.


Jak wygląda proces rekrutacji?


Istnieją dwa główne sposoby. Po pierwsze, używa się internetu, a przede wszystkim komunikatora Telegram, który jest bardzo ważnym narzędziem. Rosyjskie służby monitorują grupy diaspor białoruskich i ukraińskich i jeżeli ktoś zamieszczał tam prorosyjskie czy antyzachodnie komentarze, to z dużą dozą prawdopodobieństwa mógł stać się ich celem. Obserwuje się również grupy z ogłoszeniami o pracę i kontaktuje się z tymi, którzy jej poszukują, oferując im duże pieniądze za wykonanie błahego zadania. Potem oczywiście pojawiały się kolejne, trudniejsze do zrealizowania.

Równie ważne są działania prowadzone w świecie offline. Przypominają to, co widzieliśmy w trakcie radykalizacji osób i wchodzenia na ścieżkę terroryzmu. Istotną rolę odgrywają tutaj więzi rodzinne czy przyjaciele. Odkryliśmy, że brat rekrutował brata, kuzyn – kuzyna, a czasem w działania hybrydowe angażowały się pary. Przykładowo w ukraińskich diasporach często obserwowaliśmy, że osoby, które uciekły z Ukrainy, otrzymywały wiadomość od kogoś, kto tam został. Taki znajomy oferował im do wykonania pewne zadanie. Podobnie sytuacja wyglądała w przypadku białoruskich diaspor, gdzie nagle z jej członkami kontaktowali się starzy znajomi, prosząc o przysługę. Diaspory są pełne młodych ludzi, którzy się radykalizują, nie mogą znaleźć pracy i nie odnajdują się w nowej rzeczywistości, a potrzebują szybko pieniędzy. Stanowią oni łakomy kąsek dla rosyjskiego wywiadu.

Mówiąc o udziale Białorusinów, Ukraińców czy Rosjan z podwójnym obywatelstwem, nie można zapominać o pewnym tle kulturowym. Istnieją podobieństwa w kulturze, języku, które ułatwiają rekrutacje takich osób bardziej niż przypadkowego Polaka czy Francuza. Wśród sprawców tych aktów sabotażu faktycznie przewodzą Ukraińcy, ale jeśli weźmie się pod uwagę liczbę uchodźców, to ci zaangażowani we wrogą działalność stanowią zaledwie promil. Trzeba jednak wziąć pod uwagę, że sytuacja ta jest wykorzystywana w narracjach dezinformacyjnych, gdzie podkreśla się, że nawet Ukraińcy nie chcą walczyć za swój kraj i kolaborują z wrogiem.

Zaobserwowaliśmy również, że ważne są relacje kryminalne, czyli mamy tutaj element zorganizowanej przestępczości. Gangsterzy otrzymywali zadanie od GRU i przekazywali je swoim żołnierzom. Innym obszarem rekrutacji były więzienia. Widzieliśmy, że ludzie skazani za przestępstwa w Rosji lub będący na rosyjskich listach poszukiwanych później okazywali się sabotażystami w Europie. Nie wiadomo, jak wyglądał mechanizm rekrutacji, ale jedna z hipotez mówi, że postawiono ich przed wyborem: więzienie w Rosji lub sabotaż w Europie.


Jak, przy całym reżimie sankcyjnym, opłacano tych ludzi?


W połowie badanych przypadków nie potrafiliśmy określić metod płatności. W pozostałych najczęściej używanym narzędziem płatności była kryptowaluta. Rzadziej wykorzystywano gotówkę, czasem karty Revolut.


Który z incydentów analizowanych w Waszych badaniach jest najgroźniejszy?


Wymieniłbym spalenie centrum handlowego w Warszawie, magazynu w Londynie ze sprzętem dla Ukrainy czy ostatnią próbę wykolejenia pociągu, co mogłoby doprowadzić do wysokiej liczby ofiar śmiertelnych. Również niebezpieczna była sytuacja z samolotem DHL, gdy zapaliła się jedna z paczek, czy udaremniony incydent w Niemczech – planowano wtedy atak na bazę NATO i linie kolejowe. Nie zapominajmy także o próbie zabicia CEO Rheinmetall w Niemczech i udanym zamachu na Maksima Kuziminowa w Hiszpanii.


Jakie działania powinny podjąć władze zachodnich państw oraz organizacje takie jak NATO czy Unia Europejska, aby przeciwdziałać zagrożeniu?


Myślę, że istnieją różne możliwości. Jedną z kluczowych spraw jest podnoszenie świadomości. Widzieliśmy w kilku przypadkach, że sprawcy niekoniecznie zdawali sobie sprawę, że to, co robią, jest nielegalne. Naprawdę ważne jest zatem wytypowanie najbardziej podatnych grup, takich jak np. diaspora ukraińska czy białoruska, i tłumaczenie im, że namalowanie graffiti czy zrobienie niewinnego zdjęcia na polecenie obcego wywiadu to nie tylko drobne wykroczenie, ale czyn, który może skutkować długimi wyrokami. Dobrym przykładem jest niemiecki wywiad – w opublikowanym przez siebie newsletterze instruował, jak nie stać się agentem, i ostrzegał przed tym zagrożeniem. To rodzaj podnoszenia świadomości.

Inne rozwiązanie, które warto wprowadzić, to mechanizmy monitorowania podejrzanych transakcji finansowych za działania sabotażowe, podobnie jak to miało miejsce w przypadku finansowania terroryzmu. Pozwoliłoby to odciąć sprawców od pieniędzy.

Kolejną kwestią jest odpowiednia komunikacja z przeciwnikiem – zarówno ta jawna, jak i zakulisowa. Trzeba dawać znać Rosji, że są wyraźne czerwone linie, których nie wolno jej przekraczać.
Andrzej Kozłowski – ekspert ds. cyberbezpieczeństwa i dezinformacji. Doktor nauk politycznych. Były redaktor naczelny portalu CyberDefence24.pl. Prowadzi wykłady, szkolenia i konwersatoria z zakresu cyberbezpieczeństwa i walki z dezinformacją. Adiunkt na Uniwersytecie Łódzkim.

Inne artykuły Andrzeja Kozłowskiego
Tak wykorzystano incydent z paczką w samolocie DHL. Była to próba podjęta przed podobnym działaniem wymierzonym w samoloty cargo na lotach transatlantyckich. Wtedy amerykański wywiad poinformował rosyjskich odpowiedników, że takie akty stanowią przekroczenie granic i faktycznie nie mieliśmy podobnych przypadków w przyszłości. Dodałbym do tego jeszcze zwiększanie poziomu konsekwencji, które mogą ponieść Rosjanie za swoje działania sabotażowe w Europie, jak np. wzrost wsparcia dla Ukrainy.