Nasza strona używa ciasteczek do zapamiętania Twoich preferencji oraz do celów statystycznych. Korzystanie z naszego serwisu oznacza zgodę na ciasteczka i regulamin.
Pokaż więcej informacji »
Drogi czytelniku!
Zanim klikniesz „przejdź do serwisu” prosimy, żebyś zapoznał się z niniejszą informacją dotyczącą Twoich danych osobowych.
Klikając „przejdź do serwisu” lub zamykając okno przez kliknięcie w znaczek X, udzielasz zgody na przetwarzanie danych osobowych dotyczących Twojej aktywności w Internecie (np. identyfikatory urządzenia, adres IP) przez Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka Jeziorańskiego i Zaufanych Partnerów w celu dostosowania dostarczanych treści.
Portal Nowa Europa Wschodnia nie gromadzi danych osobowych innych za wyjątkiem adresu e-mail koniecznego do ewentualnego zalogowania się przy zakupie treści płatnych. Równocześnie dane dotyczące Twojej aktywności w Internecie wykorzystywane są do pomiaru wydajności Portalu z myślą o jego rozwoju.
Zgoda jest dobrowolna i możesz jej odmówić. Udzieloną zgodę możesz wycofać. Możesz żądać dostępu do Twoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia, ograniczenia przetwarzania, przeniesienia danych, wyrazić sprzeciw wobec ich przetwarzania i wnieść skargę do Prezesa U.O.D.O.
Korzystanie z Portalu bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza też zgodę na umieszczanie znaczników internetowych (cookies, itp.) na Twoich urządzeniach i odczytywanie ich (przechowywanie informacji na urządzeniu lub dostęp do nich) przez Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka Jeziorańskiego i Zaufanych Partnerów. Zgody tej możesz odmówić lub ją ograniczyć poprzez zmianę ustawień przeglądarki.
Międzymorze / 02.04.2026
Nikodem Szczygłowski
Wybory w Słowenii na tle wielkich afer. W małym kraju ujawniają się konflikty wielkiego świata
Słoweńskie wybory parlamentarne, przez wielu obserwatorów określane jako „przełomowe”, poprzedziła wyjątkowo brutalna kampania wyborcza, naznaczona wielkimi skandalami. Dotyczyły one nie tylko wewnętrznej korupcji, ale i zagranicznych wpływów. Na ich tle pogłębia się polityczna i społeczna polaryzacja, a wyniki głosowania z 22 marca nie wskazały jednoznacznego zwycięzcy.
(Shutterstock)
Posłuchaj słowa wstępnego szóstego wydania magazynu online!
Frekwencja podczas słoweńskich wyborach parlamentarnych wyniosła 69,32 procent. Konkurujące ze sobą partie Svoboda i SDS uzyskały zbliżony wynik: pierwsza – 28,62 procent, druga – 27,95 procent głosów. Blok partii chrześcijańsko-demokratycznych NSi, SLS, Fokus otrzymał 9,29 procent, a mniejsze partie z różnych stron sceny politycznej – między 6,7 a 5,5 procent poparcia. Prawdopodobny rozkład miejsc w nowym parlamencie wygląda następująco: 29 mandatów dla Svobody, 28 – dla SDS. Koalicja partii chrześcijańsko-demokratycznych NSi, SLS i Fokus będzie miała dziewięciu posłów, po sześć miejsc otrzymają SD (Socjaldemokraci) i Demokrati Anže Logara (umiarkowana centroprawica), a po pięć – partie Resni.ca (skrajnie populistyczna partia Zorana Stevanovicia) oraz wspólna lista lewicy, zrzeszająca dwa ugrupowania lewicowe: Levica i Vesna. W rezultacie ruch Svoboda obecnego premiera Roberta Goloba wyprzedza opozycyjną SDS Janeza Janšy tylko o jeden mandat.
Najciekawsze w tych wynikach jest jednak to, że wielu znanych polityków, startujących z czołowych miejsc na listach swoich partii, nie zdołało w ogóle dostać się do parlamentu.
Ruchowi „Svoboda” nie udało się m.in. wprowadzić do parlamentu jednej z najbardziej znanych polityczek tej partii, obecnej przewodniczącej parlamentu Urški Klakočar Zupančič, która oświadczyła, że rezygnuje nie tylko z członkostwa w partii, ale i z polityki ogólnie.
Bez mandatu parlamentarnego pozostała również obecna minister spraw zagranicznych Tanja Fajon, która pełniła tę funkcję jako partnerka koalicyjna z ramienia SD. Z kolei w partii Levica – kolejnym partnerze koalicyjnym Svobody – bez mandatu pozostał np. obecny minister ds. solidarnej przyszłości Simon Maljevac. Najbardziej nieoczekiwany zwrot nastąpił w partii Demokrati, ponieważ bez mandatu pozostali tu przewodniczący partii Anže Logar oraz druga osoba na liście partii – wiceprzewodnicząca Eva Irgl.
Może się zdarzyć, że niektórzy z tych polityków mimo wszystko dostaną się do parlamentu później – gdy zostanie powołany rząd, a niektórzy z wybranych posłów przejdą na stanowiska ministrów lub wiceministrów. Nie umniejsza to jednak ich wyborczej porażki. W tym kontekście nie jest jednak pewne, czy partia Demokrati skusi się na udział w rządzie, biorąc pod uwagę, że dwaj jej liderzy nie zdobyli mandatów. w momencie zakończenia głosowania Anže Logar oświadczył, że partia jest gotowa do współpracy z każdą koalicją.
Liderzy obu największych partii – Robert Golob i Janez Janša – twierdzą, że konieczne jest utworzenie „silnego rządu koalicyjnego”, jednak jego skład w związku z wyrównanym wynikiem obu partii na razie jest dość enigmatyczny. Po ogłoszeniu wyników padały nawet wezwania do rozpisania przedterminowych wyborów, ale to mało prawdopodobne, by powtórne głosowanie radykalnie zmieniło rozkład mandatów.
Kampania w oparach skandali
Utrata poparcia przez czołowych słoweńskich polityków to efekt niezwykle brutalnej kampanii wyborczej, która poprzedziła głosowanie 22 marca.
Emocje w społeczeństwie sięgnęły zenitu, kiedy kilka tygodni przed wyborami parlamentarnymi wyciekły nagrania audio i wideo z rozmowami polityków, prawników i biznesmenów. Z nagrań tych wynika m.in., że w Słowenii powszechną praktyką jest korupcja polegająca na przekazywaniu politykom 10 procent wartości kontraktu przy wydawaniu pozwoleń na budowę, prywatyzacji firm energetycznych oraz współpracy z prywatnymi firmami medycznymi. Obecnie prowadzone jest dochodzenie, a nagrania przesłano do zagranicznego laboratorium kryminalistycznego w celu zbadania ich autentyczności.
10 procent dla burmistrza
Nagrania przedstawiają m.in. szczegóły potencjalnych umów, przeważnie deweloperskich, które przewidują „10 procent dla burmistrza Lublany” za wydanie pozwoleń na budowę. W kilku opublikowanych fragmentach rozmówcy twierdzą, że aby szybko uzyskać pozwolenia w prestiżowych dzielnicach Lublany, „trzeba znać odpowiednią osobę” i „dać 10 procent”. W nagraniach pojawia się również burmistrz Lublany, Zoran Janković, który miał mieć rzekomo wpływ na procedury wydawania pozwoleń.
Adwokatka Nina Zidar Klemenčič, występująca w jednym z nagrań, twierdzi, że materiały te są „wyrwane z kontekstu”, „zmontowane w celu manipulacji” i „stworzone w celu zdyskredytowania poszczególnych osób”.
Janković – który od lat zajmuje posadę burmistrza słoweńskiej stolicy i słynie m.in. z różnych szemranych przyjaźni z ludźmi z otoczenia serbskiego prezydenta Vučicia – kategorycznie zaprzeczył tym zarzutom i zapowiedział, że złoży pozew sądowy.
Nagrania nawiązują do historii budowy hotelu InterContinental – projektu od dawna powiązanego z plotkami o niejasnych układach w Słowenii. W nagraniu z udziałem Zidar Klemenčič twierdzi ona, że „wszyscy wiedzą, jak to działa” i że „bez odpowiednich osób” podobne projekty nie mają szans na realizację.
Inne nagrania wskazują na handel koncesjami medycznymi. Były minister zdrowia Danijel Bešič Loredan stwierdził, że nagranie, na którym rzekomo omawia „umowy koncesyjne”, jest nieautentyczne. W materiałach wspomniano o możliwym porozumieniu między prywatnymi klinikami, a urzędnikami, wpływie niektórych środowisk politycznych na dystrybucję usług medycznych czy zarzutach o „szybkiej ścieżce” w procedowaniu na określonych warunkach,
Loredan nazwał nagrania „sfałszowanymi” i stwierdził, że zostały „stworzone w celu zdyskredytowania przeciwników”.
Kogo trzeba przekupić?
Była minister sprawiedliwości Dominika Švarc Pipan powiedziała, że podczas spotkań z osobami podającymi się za inwestorów „próbowano mówić o osobach wpływowych”. Według niej rozmówcy pytali wprost: „Kogo trzeba przekupić, żeby inwestycja doszła do skutku?”. Oświadczyła, że już wtedy wiedziała, że to jest „próba zastawienia na nią pułapki”, a same nagrania były „zmontowane”.
W niektórych fragmentach mowa jest o możliwym wpływie na przedsiębiorstwa państwowe, w szczególności na spółkę energetyczną GEN-I. Jej zarząd oficjalnie poinformował, że Švarc Pipan „nigdy nie miała uprawnień do działania w imieniu spółki”.
Jednak i to jeszcze nie był koniec rewelacji. Wiele wskazuje na to, że wszystkie te informacje wypłynęły nieprzypadkowo w tym samym czasie – na ostatniej prostej przed wyborami. Mówi się wprost o próbie wywierania wpływu na wybory z zewnątrz.
Maski opadają
Dziennikarze zidentyfikowali dwa główne kanały rozpowszechniania informacji o nagraniach: stronę internetową „Maske padajo” („Maski opadają”) oraz konto/platformę „Antikorupcija2026” („Antykorupcja2026”).
„Maske padajo” („Maski opadają”) była jedną z pierwszych stron, na których pojawiły się materiały wideo i audio przypisywane słoweńskim politykom i prawnikom. Słoweńskie media odnotowały, że strona została zarejestrowana za granicą, a jej domena miała ukrytego właściciela. Po tym, jak media rozpoczęły śledztwo dotyczące historii konta, przestało ono działać. Dziennikarze m.in. „Mladiny” i „Delo” podkreślają, że strona nosiła ślady skoordynowanej operacji wpływu.
Drugim kluczowym kanałem dystrybucji było konto o nazwie „Antikorupcija2026” w serwisie X (Twitter) i na Telegramie, uruchomione krótko przed publikacją nagrań i powiązane z serwerami poza granicami Słowenii. Niektóre domeny i serwery zarejestrowano lub hostowano w Macedonii Północnej – dotyczy to zarówno strony internetowej „Maske padajo”, jak i zasobów „Antikorupcija2026”. Po publikacji w tych kanałach nagrania szybko zaczęły się rozprzestrzeniać za pośrednictwem anonimowych kont w serwisie X, kanałów na Telegramie i profili na YouTube, które wcześniej również pozostawały nieaktywne. W momencie publikacji wszystkie te konta działały synchroniczna. Anonimowe profile, które rozpowszechniały nagrania, korzystały z adresów IP powiązanych z Macedonią Północną. Stało się to jednym z argumentów przemawiających za wersją skoordynowanej operacji, a nie przypadkowego wycieku.
Cień Black Cube
W tym czasie krajem dodatkowo wstrząsnęła afera wywiadowcza. Dziennikarz Borut Mekina i dyrektorka Instytutu 8 Marca Nika Kovač opublikowali dane wskazujące na możliwą ingerencję w kampanię wyborczą prywatnej izraelskiej firmy wywiadowczej Black Cube. Wynika z nich, że 22 grudnia 2025 roku na podlublańskim lotnisku Brnik wylądował prywatny odrzutowiec Hawker 800XP. Wśród pasażerów znajdowali się współzałożyciel Black Cube, Dan Zorella, i były szef izraelskiej Rady Bezpieczeństwa Narodowego Giora Eiland.
Delegacja rzekomo odwiedziła siedzibę partii opozycyjnej SDS (Slovenska demokratska stranka — Słoweńska Partia Demokratyczna) Janeza Janšy. SOVA (Słoweńska Służba Wywiadu i Bezpieczeństwa) potwierdziła obecność czterech przedstawicieli Black Cube w kraju, ale nie potwierdziła spotkań z politykami. Izraelski dziennikarz Omer Benjakob określił Black Cube jako strukturę, która prowadzi „brudne interesy” i „pracuje dla każdego, kto płaci”.
Robert Golob, premier Słowenii, nazwał skandal „największym w historii Słowenii” i stwierdził: „Opozycja jest wyraźnie głęboko zaangażowana w skandal”. Tanja Fajon, minister spraw zagranicznych, stwierdziła, że jest to „atak na suwerenność państwa”. Nataša Pirc Musar, prezydent Słowenii, ostrzegła przed możliwą ingerencją zagraniczną w kampanię wyborczą i rozpowszechnianiem dezinformacji w okresie poprzedzającym wybory. Jej zdaniem Słowenia „wpisała się na listę krajów, w których takie rzeczy się zdarzają”.
Skandal z nagraniami wywołał też ostrą reakcję sił opozycyjnych, przede wszystkim Słoweńskiej Partii Demokratycznej (SDS). Jej lider, Janez Janša, wygłosił najostrzejsze oświadczenia, oskarżając obecny rząd o systemową korupcję i manipulacje.
Janša nazwał obecny rząd „zorganizowaną grupą przestępczą”, która „otwarcie chwali się swoimi możliwościami przed obcokrajowcami”, nie precyzując przy tym, o kogo dokładnie mu chodzi. W kampanii Janša twierdził, że opublikowane nagrania pokazują skalę korupcji w rządzie, a nie opozycji. Jego zdaniem kraj ma sieć powiązań politycznych i grup interesów, które stoją ponad prawem, a schematy „10 procent” stały się normą.
SDS kategorycznie zaprzeczyła jakimkolwiek powiązaniom z prywatną izraelską firmą Black Cube i oświadczyła, że po raz pierwszy dowiedziała się o możliwych spotkaniach jej przedstawicieli z kierownictwem partii. Przedstawiciele partii zapowiedzieli wniesienie pozwów przeciwko dziennikarzom, którzy rozpowszechniali informacje o możliwym udziale SDS w koordynacji operacji.
Sekretarz stanu ds. bezpieczeństwa narodowego i międzynarodowego w Kancelarii Premiera Słowenii, Vojko Volk, po posiedzeniu Rady Bezpieczeństwa Narodowego (SNAV) poinformował, że ujawnione fakty wskazują na zorganizowaną zagraniczną ingerencję w proces wyborczy w Słowenii, a nagrania były jednym z jej elementów. Volk opisał te wydarzenia jako „klasyczny przykład ataku hybrydowego”. Wyjaśnił, że operacja jest przeprowadzana zgodnie ze schematem, w którym edytowane lub sztucznie generowane materiały są publikowane na serwerach w państwach trzecich – ponownie wymienił „szlak macedoński” (Macedonia Północna) – w celu ominięcia słoweńskiej jurysdykcji i przepisów medialnych.
„Obserwujemy skoordynowane działania, w ramach których technologie typu deepfake są wykorzystywane do manipulowania opinią publiczną na kilka dni przed głosowaniem” – podkreślił słoweński sekretarz stanu.
Premier Słowenii Robert Golob, który przebywał w Brukseli na szczycie przywódców UE w momencie wybuchu skandalu, powiedział, że przekazał już europejskim partnerom i kierownictwu Komisji Europejskiej fakty dotyczące wyborów w Słowenii. Golob podkreślił, że Słowenia stała się „poligonem doświadczalnym” dla nowych metod wojny hybrydowej przed nadchodzącymi wyborami europejskimi. Według niego Komisja Europejska już wdrożyła narzędzia ustawy o usługach cyfrowych (DSA), aby rozpoznawać źródła dezinformacji i powstrzymać ich rozprzestrzenianie się na głównych platformach internetowych.
„To nie jest tylko problem Słowenii, to też atak na demokratyczne standardy całej Unii Europejskiej” – powiedział premier podczas wizyty w Brukseli.
O ile wcześniej autorstwo wycieku i samych taśm było nieznane, to w momencie kolejnego wycieku powiązanego z działalnością Black Cube w Słowenii zaczęto spekulować na temat związku pomiędzy tymi dwoma sprawami. Pojawiła się teoria, że za nagraniami stoją Izraelczycy, którzy działali na zlecenie którejś słoweńskiej partii politycznej. Podejrzenia padły na SDS. Lider SDS Janez Janša początkowo oznajmił, że dowiedział się o istnieniu Black Cube z mediów, z czasem jednak potwierdził, że w grudniu ubiegłego roku w siedzibie partii przy ulicy Trstenjakova w Lublanie odbyło się spotkanie z osobami, które później okazały się powiązane z izraelską firmą wywiadowczą Black Cube. Janša zaprzecza jednak, jakoby zlecał usługi Black Cube lub łączyły go z tą firmą jakiekolwiek relacje finansowe. Według niego osoby te zgłosiły się do nich osobiście, przedstawiając się jako „zagraniczni dziennikarze śledczy”, którzy posiadają informacje o tajnych kontach bankowych Roberta Goloba na Bałkanach (w Serbii, Bośni i Hercegowinie oraz Czarnogórze).
„Wysłuchaliśmy ich jak każdego innego źródła. Rząd Goloba próbuje teraz przerobić swoje rzeczywiste skandale korupcyjne, nagrane na taśmach, na historię szpiegowską, aby odwrócić uwagę wyborców” – twierdzi Janša.
Słoweńska agencja wywiadowcza SOVA złożyła już doniesienie do prokuratury. Dyrektor SOVA, Joško Kaleb, potwierdził, że agencja rejestrowała wjazd i przemieszczanie się zagranicznych agentów wywiadu prywatnego na terytorium Słowenii.
Na posiedzeniu Rady Bezpieczeństwa Narodowego uzgodniono zintensyfikowanie monitoringu przestrzeni informacyjnej przed wyborami, które odbyły się 22 marca. Policja i Narodowe Biuro Śledcze (NPU) prowadzą postępowanie przygotowawcze w sprawie nielegalnych podsłuchów i fałszowania dokumentów.
Niepochowane ofiary drugiej wojny światowej
Najnowsze afery pogłębiają polaryzację w społeczeństwie słoweńskim, która postępuje od lat.
Ali Žerdin, redaktor jednego z działów poczytnego słoweńskiego dziennika „Delo”, uważa, że katalizatorem do pogłębienia podziałów społecznych była pandemia COVID-19, która wywołała całą falę teorii spiskowych, odrzucanie naukowych wyjaśnień i szerzenie się narracji opartej na poszukiwaniu wroga wewnętrznego lub wewnętrznego.
Jedną z istotnych linii podziału Žerdin dostrzega w nierozliczonych traumach drugiej wojny światowej, kiedy Słoweńcy walczyli przeciwko sobie w ramach formacji tzw. domobrańców u boku Wehrmachtu po jednej stronie i partyzantce komunistycznej Tity po drugiej. Kilkanaście tysięcy tych pierwszych padło ofiarą masowych mordów dokonanych przez tych drugich tuż po zakończeniu wojny i ich szczątki wciąż nie zostały należycie pochowane, co do tej pory ciąży na społeczeństwie słoweńskim.
Drugim czynnikiem polaryzacji, zdaniem redaktora „Delo”, jest powojenny rozłam między liberałami a Kościołem katolickim. Rozłam ten, co prawda, po części pokrywa się z rozłamem między domobrańcami a partyzantami, ale niezupełnie.
„Dziś, kiedy mówimy o słoweńskim Kościele katolickim, warto podkreślić, że w ostatniej dekadzie dość mocno odrzucał on modernizacyjne kroki papieża Franciszka. Jeśli zaś chodzi o papieża Leona XIV, to nie zajął on jeszcze co prawda wyraźnego stanowiska wobec niego, ale w dalszym ciągu słoweński Kościół rzymskokatolicki pozostaje na stanowisku wyraźnie konserwatywnym. Pod tym względem z pewnością bliżej mu jest do kościoła chorwackiego i polskiego” – mówi słoweński redaktor.
Możliwe scenariusze
– Kwestia ewentualnej koalicji rządowej w Słowenii to temat wart milion dolarów – mówi Boris Jaušovec, dziennikarz mariborskiego dziennika „Večer”.
Pomimo że rządząca partia Svoboda formalnie wygrała wybory, to jednak różnica między nią a opozycyjną SDS Janšy jest tak niewielka, że zdaniem Borisa i wielu innych analityków żadna z tych dwóch wiodących partii nie uzyska większości wystarczającej do samodzielnego utworzenia rządu. W ciągu pierwszych dni po wyborach lider Svobody Robert Golob wzywał do utworzenia rządu jedności narodowej, a lider SDS Janša wspomniał o możliwym sfałszowaniu wyborów.
Partie takie jak Resni.ca i Demokrati mogą odegrać decydującą rolę, choć w przypadku tej drugiej sytuację nieco komplikuje fakt, że przewodniczący i wiceprzewodnicząca partii nie dostali się do parlamentu. Anže Logar, jako były członek SDS i minister spraw zagranicznych w ostatnim rządzie Janšy, mógłby „naturalnie” dołączyć do centroprawicowej koalicji, ale teoretycznie mógłby również przyłączyć się do koalicji tworzonej przez Svobodę, gdyby otrzymał od niej odpowiednią propozycję. Resni.ca to natomiast nowa partia, utworzona specjalnie na te wybory, o orientacji ultrapopulistycznej, która zebrała głosy „protestu przeciwko wszystkim”, a jej elektorat stanowią byli (i obecni) antyszczepionkowcy, zwolennicy wszelkiego rodzaju teorii spiskowych itp.
Podobnie jak sama partia, tak i jej lider Zoran Stevanović – który głośno oświadczył, że nie będzie grał roli „języczka u wagi”, ale jednocześnie liczy na Ministerstwo Spraw Wewnętrznych, Ministerstwo Spraw Zagranicznych i Ministerstwo Finansów w zamian za zaproszenie do koalicji – grają przede wszystkim na skrajnym populizmie i na emocjach. W retoryce znajdziemy zarówno silne nastroje anty-NATO, jak i hasła typu „trzeba wysłuchać głosu Rosji”, „migranci, wynoście się ze Słowenii”. Ponadto sporo mówi się o „tradycyjnych wartościach” oraz czyni wiele aluzji do „Boga i Ojczyzny”. Dobrą wiadomością jest to, że to jedyna tego rodzaju ultrapopulistyczna partia, która dostała się do parlamentu. Nie udało się to innym, które również można by zaliczyć do kategorii skrajnego populizmu (zarówno prawicowego, jak lewicowego) – jak Prerod Vladimira Prebiliča, Mi, socialisti! Mihy Kordiša lub SNS Zmaga Jelinčičia – podobnie jak umiarkowanie liberalnej Pirati.
– W przypadku takich postaci, jak Jelinčič czy Kordiš, chodzi jedynie o przetrwanie, ponieważ dzięki uzyskaniu jednego procenta w wyborach parlamentarnych partia otrzymuje środki z budżetu, dzięki którym może wygodnie funkcjonować z dwoma, trzema pracownikami do następnych wyborów – tłumaczy Boris.
Luka Lisjak, historyk i publicysta, redaktor magazynu „Razpotja” z Novej Goricy, uważa, że polaryzacja w społeczeństwie słoweńskim weszła na nowy poziom.
Nikodem Szczygłowski jest podróżnikiem, pisarzem i reporterem. Studiował archeologię śródziemnomorską na Uniwersytecie Łódzkim i w CEMI w Pradze. Biegle włada językiem litewskim i słoweńskim.
– Nasza typowo krajowa polaryzacja, którą trudno wyjaśnić obcokrajowcom (np. wokół oceny postaci pierwszego prezydenta Milana Kučana lub w kwestiach związanych z drugą wojną światową), połączyła się w tej kampanii wyborczej z polaryzacją na tle geopolitycznym, która jest dobrze znana wszystkim Europejczykom i Amerykanom – mówi Luka.
– Wielki świat ostatecznie wkroczył w nasze małe krajowe spory i doprowadził je do punktu wrzenia – podsumowuje historyk.