Nasza strona używa ciasteczek do zapamiętania Twoich preferencji oraz do celów statystycznych. Korzystanie z naszego serwisu oznacza zgodę na ciasteczka i regulamin.
Pokaż więcej informacji »
Drogi czytelniku!
Zanim klikniesz „przejdź do serwisu” prosimy, żebyś zapoznał się z niniejszą informacją dotyczącą Twoich danych osobowych.
Klikając „przejdź do serwisu” lub zamykając okno przez kliknięcie w znaczek X, udzielasz zgody na przetwarzanie danych osobowych dotyczących Twojej aktywności w Internecie (np. identyfikatory urządzenia, adres IP) przez Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka Jeziorańskiego i Zaufanych Partnerów w celu dostosowania dostarczanych treści.
Portal Nowa Europa Wschodnia nie gromadzi danych osobowych innych za wyjątkiem adresu e-mail koniecznego do ewentualnego zalogowania się przy zakupie treści płatnych. Równocześnie dane dotyczące Twojej aktywności w Internecie wykorzystywane są do pomiaru wydajności Portalu z myślą o jego rozwoju.
Zgoda jest dobrowolna i możesz jej odmówić. Udzieloną zgodę możesz wycofać. Możesz żądać dostępu do Twoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia, ograniczenia przetwarzania, przeniesienia danych, wyrazić sprzeciw wobec ich przetwarzania i wnieść skargę do Prezesa U.O.D.O.
Korzystanie z Portalu bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza też zgodę na umieszczanie znaczników internetowych (cookies, itp.) na Twoich urządzeniach i odczytywanie ich (przechowywanie informacji na urządzeniu lub dostęp do nich) przez Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka Jeziorańskiego i Zaufanych Partnerów. Zgody tej możesz odmówić lub ją ograniczyć poprzez zmianę ustawień przeglądarki.
Jedwabny Szlak / 25.05.2026
Patryk Kulpok
Gaza błyszczy neonami. Wojna zamienia ją w spektakl nierówności
Wojna zniszczyła w Gazie nie tylko domy, szkoły i szpitale, ale także fundamenty normalnej gospodarki. Mimo to pośród ruin wyrastają dziś luksusowe kawiarnie i restauracje, które na zdjęciach z mediów społecznościowych mają przypominać o powrocie do życia. W rzeczywistości są jednak symbolem głębokich nierówności, gospodarki przetrwania i iluzji odbudowy, za którą kryją się namioty, głód i uzależnienie od pomocy humanitarnej.
(Shutterstock)
Posłuchaj słowa wstępnego szóstego wydania magazynu online!
30 czerwca 2025 roku, w poniedziałkowe popołudnie, nadmorska kawiarnia Al-Baqa w Gazie była jednym z tych miejsc, które w czasie wojny pełniły funkcję znacznie ważniejszą niż zwykły lokal. Przy stolikach siedzieli ludzie, którzy przyszli uciec od upału, skorzystać z internetu, popracować, pouczyć się albo po prostu przez chwilę pobyć razem. W mieście, gdzie normalność od dawna była reglamentowana, kawiarnia nad morzem dawała namiastkę życia sprzed katastrofy.
Według dyrektora szpitala Al-Szifa Mohammada Abu Salmiyia zginęło ponad 30 osób, a ponad 50 zostało rannych. „The New York Times” pisał, że po lokalu, popularnym wśród mieszkańców Gazy, została właściwie tylko konstrukcja. „The Guardian”, powołując się na ekspertów od uzbrojenia, ustalił później, że w ataku użyto prawdopodobnie bomby MK-82 o masie 500 funtów, a prawnicy zajmujący się prawem międzynarodowym wskazywali, że uderzenie w zatłoczone miejsce cywilne może być atakiem nieproporcjonalnym lub bezprawnym. Izraelska armia utrzymywała później, że celem byli bojownicy Hamasu, a przed uderzeniem podjęto działania mające ograniczyć ryzyko dla cywilów, m.in. z użyciem obserwacji z powietrza. Nie zmieniło to oceny organizacji praw człowieka i ekspertów od prawa wojennego, którzy wskazywali, że atak na zatłoczoną kawiarnię mógł być bezprawny lub nieproporcjonalny.
Ten obraz – kawiarnia jako schronienie i kawiarnia jako cel – jest dobrym początkiem opowieści o nowym zjawisku w Gazie. Kilka miesięcy później w tym samym mieście zaczęły pojawiać się nowe, eleganckie lokale. Z marmurowymi podłogami, kolorowymi światłami, wygodnymi fotelami, ciastami, kawą, fontannami czekolady i widokiem na Morze Śródziemne. Na zdjęciach z mediów społecznościowych wyglądają jak znak życia: Gaza wraca, Gaza je, Gaza pije kawę, Gaza otwiera restauracje. To jej iluzja, a nie jej odbudowa.
W ostatnich miesiącach w Gazie powstały restauracje, kawiarnie i duże sklepy, przyciągające tłumy gapiów i tych nielicznych, którzy mogą sobie pozwolić na kolację za dziesiątki dolarów. Z zewnątrz wygląda to jak początek normalności. W rzeczywistości jest raczej objawem głębokiego rozwarstwienia i ekonomicznego zniekształcenia. Produkcja została zniszczona, rolnictwo zdewastowane, przemysł sparaliżowany, a praca – dla większości – zniknęła. To, co zostało, to handel tym, co akurat wpuszczono przez przejścia graniczne: żywnością, podstawowymi towarami, pomocą, czasem produktami luksusowymi dla bardzo wąskiej grupy klientów.
Ahmed Abu Qamar, cytowany przez „The National” ekonomista z Gazy, wprost mówi, że to nie rozwój, lecz deformacja. Przed wojną gospodarka Gazy, choć od lat duszona blokadą, wciąż bazowała na produkcji: rolnictwie, przetwórstwie żywności, warsztatach metalowych, małym przemyśle, usługach naprawczych. Po dwóch latach izraelskiej kampanii militarnej wiele z tych fundamentów przestało istnieć. Według Konferencji Narodów Zjednoczonych ds. Handlu i Rozwoju (UNCTAD) bezrobocie w Gazie wzrosło do 80 proc., a cała populacja znalazła się w wielowymiarowym ubóstwie; produkcja w kluczowych sektorach została zatrzymana, infrastruktura – zniszczona, a większość firm przestała działać.
Dlatego nowe lokale są tak mylące. Kiedy otwiera się restauracja, łatwo zobaczyć ruch. Trudniej zauważyć, że za tym ruchem nie stoi odbudowana gospodarka. Nie ma fabryk, które wróciły do pracy. Nie ma rolników, którzy znów sprzedają plony. Nie ma stabilnego zatrudnienia, eksportu, inwestycji, budownictwa, naprawionej sieci energetycznej ani normalnego systemu bankowego. Jest za to mała grupa ludzi z dostępem do gotówki, pensji w organizacjach międzynarodowych, kontaktów handlowych albo zysków z wojennej szarej strefy. I ogromna większość mieszkańców, którzy żyją w namiotach, bez stałego dochodu, często zależni od pomocy humanitarnej.
Najbardziej uderzający jest kontrast między światłem nowych szyldów a ciemnością ruin. W reportażach z Gazy powtarza się ten sam obraz: kawiarnia z eleganckimi krzesłami stoi obok namiotów rodzin, których nie stać na jedno danie z menu. W środku ludzie piją kawę i robią zdjęcia. Na zewnątrz inni czekają na wodę, jedzenie albo transport. Dla jednych lokal jest chwilową ucieczką od traumy, a dla drugich stanowi obelgę wobec cierpienia.
Nie oznacza to, że każdy, kto siada w takiej kawiarni, jest cyniczny. Przeciwnie: dla wielu mieszkańców Gazy kawa, ciastko czy posiłek poza namiotem są rozpaczliwą próbą odzyskania fragmentu dawnego życia. Palestyńska autorka Eman Abu Zayed opisywała w „Al Jazeerze”, że nowe kawiarnie wyglądają surrealistycznie: zbudowane z drogich materiałów, starannie pomalowane, z fasadami ze szkła i eleganckimi meblami, stoją pośród gruzów i półzawalonych budynków. Jej zdaniem nie dowodzą powrotu normalności, lecz pokazują „nową nienormalność” Gazy. Ta „nienormalność” ma kilka warstw.
Pierwsza warstwa to zniszczenie produkcji. Przed wojną rodziny utrzymywały się z warsztatów, zakładów, drobnego przemysłu, napraw, upraw i hodowli. Dziś wielu dawnych przedsiębiorców nie może wrócić do pracy, bo ich maszyny leżą pod gruzami, brakuje części, prądu, paliwa i surowców, a import materiałów jest ograniczony. Jeśli przez przejścia graniczne wchodzą głównie produkty spożywcze, to kapitał przenosi się tam, gdzie da się jeszcze handlować: do supermarketów, kawiarni, piekarni i restauracji.
Druga warstwa to zniszczenie rolnictwa. Organizacja Narodów Zjednoczonych ds. Wyżywienia i Rolnictwa (FAO) i program ONZ analizujący zniszczenia m.in. na podstawie zdjęć satelitarnych (UNOSAT) informowały, że uszkodzenia gruntów uprawnych w Gazie wzrosły w 2025 roku do 87 proc., a zniszczenia szklarni – do około 80 proc. Według najnowszego zestawienia OCHA (Biuro ONZ ds. Koordynacji Pomocy Humanitarnej) tylko 4 proc. ziem uprawnych było jednocześnie niezniszczonych i dostępnych. To znaczy, że Gaza nie tylko nie może się normalnie wyżywić, ale traci też jeden z podstawowych sektorów zatrudnienia i lokalnej niezależności.
Trzecia warstwa to gospodarka pomocy i niedoboru. W normalnym systemie restauracja kupuje produkty od dostawców, którzy nabywają je od rolników, hurtowników albo producentów. W Gazie coraz częściej menu zależy od tego, co akurat dotarło danego dnia: mąka, olej, konserwy, cukier, kawa, ryż. Izraelski portal Ynet, opisując powojenną gospodarkę Gazy, nazwał to modelem „instant economy”: usługi działają częściowo, przez kilka godzin dziennie, w rytmie dostaw, ograniczeń, paliwa i płynności gotówkowej.
Czwarta warstwa to gotówka. W Gazie pieniądz nie krąży normalnie. Bankomaty bywają puste (o ile w ogóle działają i stoją), dostęp do banków jest ograniczony, a za wymianę środków cyfrowych na gotówkę pobierane są wysokie prowizje. W odpowiedzi rozwinęły się portfele cyfrowe, używane nawet przy podstawowych transakcjach. Fundusz Narodów Zjednoczonych ds. Rozwoju Kapitałowego (UNCDF) wskazuje, że przejście od bonów i tradycyjnych kanałów bankowych do regulowanych e-portfeli pozwoliło organizacjom humanitarnym wypłacać pomoc pieniężną w 2025 roku i stworzyło sieć akceptacji płatności u sprzedawców. To jednak nie jest znak zdrowego sektora finansowego, lecz adaptacja do awarii normalnego obiegu pieniądza.
Piąta warstwa to gruz jako gospodarka. „Reuters” opisywał, że Palestyńczycy w ramach projektu Programu Narodów Zjednoczonych ds. Rozwoju (UNDP) kruszą beton i metal z ruin, by naprawiać drogi, dojazdy do szpitali, studni i kuchni społecznych. UNDP szacuje, że w Gazie zalega około 61 mln ton gruzu, a jego usunięcie może potrwać nawet siedem lat, jeśli będzie używany do tego ciężki sprzęt. To praca niebezpieczna, bo pod ruinami mogą znajdować się niewybuchy, a część robót odbywa się w pobliżu linii zawieszenia broni.
Na tym tle luksusowa kawiarnia nie jest dowodem, że Gaza się odbudowuje. Jest potwierdzeniem, że w warunkach zniszczenia kapitał szuka najkrótszej drogi obrotu. Jeśli nie można odbudować fabryki, otwiera się sklep. Jeśli nie można produkować, handluje się tym, co wjechało. Jeśli nie można inwestować w budownictwo, inwestuje się w lokal, który może szybko zacząć zarabiać na tych, którzy jeszcze mają pieniądze.
To zjawisko ma również wymiar propagandowy. Obrazy pełnych kawiarni i sklepów są wykorzystywane w mediach społecznościowych jako dowód, że opowieści o zniszczeniu Gazy są przesadzone. Taki kadr jest wygodny: uśmiechnięci ludzie przy stoliku, talerz deseru, neon, czyste szkło. Poza kadrem zostają namioty, ruiny, brak kanalizacji, zniszczone szpitale, puste kieszenie, śmierć bliskich i zależność od pomocy. Jedno zdjęcie z restauracji może więc stać się narzędziem zaprzeczania katastrofie, choć w rzeczywistości jest jej produktem.
Największym paradoksem jest to, że luksusowe lokale wyrastają nie mimo zniszczenia, ale częściowo dlatego, że zniszczenie zmieniło strukturę gospodarki. Gdy normalne miejsca inwestowania kapitału znikają, pieniądze trafiają do konsumpcji. Gdy nie ma przemysłu, rośnie handel. Gdy nie ma mieszkań, część ludzi wydaje pieniądze na jedyny dostępny luksus: godzinę przy kawie, zdjęcie w ładnym wnętrzu, chwilę wspomnienia dawnego życia. W Evan, jednym z nowych lokali na nadmorskiej promenadzie Gazy, sama kawa z deserem może kosztować tyle, ile dla wielu rodzin oznacza kilka dni jedzenia; pełny posiłek to już wydatek rzędu 50–100 dolarów.
Klientami takich miejsc nie są więc „mieszkańcy Gazy” w sensie ogólnym, lecz bardzo wąska warstwa tych, którym wojna nie odcięła całkowicie dochodów. To pracownicy zagranicznych organizacji pomocowych i międzynarodowych NGO, lekarze, kierowcy, tłumacze, lokalni koordynatorzy projektów humanitarnych, osoby zatrudnione przy strukturach administracyjnych, które mimo rozpadu instytucji wciąż wypłacają pensje lub zasiłki. Są wśród nich także ludzie powiązani z cywilnymi strukturami Hamasu – urzędnicy, funkcjonariusze administracji, osoby mające dostęp do zezwoleń, dystrybucji towarów, ochrony transportów albo lokalnych sieci wpływu. W gospodarce niedoboru taka pozycja bywa równie ważna jak kapitał.
Osobną grupę stanowią przedsiębiorcy, którzy potrafili odnaleźć się w wojennej i powojennej szarej strefie. Jedni jeszcze przed wojną zarabiali na handlu, imporcie albo tunelach przemytniczych; inni wzbogacili się później na niedoborach, pośrednictwie, wymianie gotówki, sprzedaży paliwa, żywności lub towarów wpuszczanych do Strefy przez przejścia graniczne. W miejscu, gdzie większość ludzi straciła domy i pracę, dostęp do ciężarówki z mąką, kartonu papierosów, kanistrów benzyny albo gotówki w szeklach (izraelska waluta obok egipskiego funta jest uznawana w Strefie Gazy za środek płatniczy) może oznaczać fortunę.
To właśnie ta grupa wypełnia wieczorami nowe kawiarnie: ludzie z pensjami w dolarach, z oszczędnościami, z dostępem do pomocy, administracji albo handlu. Dla nich kolacja za 50 czy 100 dolarów jest drogim, ale możliwym wydatkiem. Dla większości mieszkańców Gazy pozostaje spektaklem oglądanym zza szyby – obrazem luksusu wyrastającego w miejscu, gdzie normalna gospodarka przestała istnieć.
Nie można też pominąć psychologii. Po miesiącach bombardowań, głodu, przesiedleń i życia w ruinach sama możliwość siedzenia przy stole może mieć znaczenie terapeutyczne. Dla jednych jest to gest godności: wojna nie zabrała mi całego człowieczeństwa. Dla innych – bolesny spektakl nierówności. W Gazie te dwie prawdy istnieją obok siebie. Kawa może być jednocześnie ucieczką od rozpaczy i symbolem niesprawiedliwości.
Dlatego określenie „iluzja odbudowy” jest tak trafne. Odbudowa oznaczałaby przywracanie zdolności do życia: mieszkań, szkół, szpitali, pól, warsztatów, wodociągów, kanalizacji, energetyki, miejsc pracy. Oznaczałaby, że ludzie mogą wracać do zawodów, że dzieci mogą uczyć się w szkołach, że rodziny mogą planować przyszłość, że rynek nie zależy od przypadkowego dopływu pomocy i towarów. Tymczasem Gaza ma raczej gospodarkę przetrwania, w której nieliczne błyszczące punkty przykrywają ruinę systemu.
Patryk Kulpok – polski historyk i dziennikarz, mieszkający w Holandii. Współzałożyciel polskiego podcastu o Holandii i Belgii „Polderownia”. Członek zespołu Trias Politica.
Kawiarnia Al-Baqa była kiedyś miejscem oddechu. Jej zbombardowanie pokazało, że nawet przestrzenie cywilnej normalności nie były bezpieczne. Dzisiejsze nowe restauracje i kawiarnie pokazują coś innego: że normalność można zainscenizować, nawet gdy fundamenty życia pozostają zniszczone.
W Gazie światło z witryn nie rozprasza ciemności. Ono ją tylko na chwilę zasłania.