Nasza strona używa ciasteczek do zapamiętania Twoich preferencji oraz do celów statystycznych. Korzystanie z naszego serwisu oznacza zgodę na ciasteczka i regulamin.
Pokaż więcej informacji »
Drogi czytelniku!
Zanim klikniesz „przejdź do serwisu” prosimy, żebyś zapoznał się z niniejszą informacją dotyczącą Twoich danych osobowych.
Klikając „przejdź do serwisu” lub zamykając okno przez kliknięcie w znaczek X, udzielasz zgody na przetwarzanie danych osobowych dotyczących Twojej aktywności w Internecie (np. identyfikatory urządzenia, adres IP) przez Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka Jeziorańskiego i Zaufanych Partnerów w celu dostosowania dostarczanych treści.
Portal Nowa Europa Wschodnia nie gromadzi danych osobowych innych za wyjątkiem adresu e-mail koniecznego do ewentualnego zalogowania się przy zakupie treści płatnych. Równocześnie dane dotyczące Twojej aktywności w Internecie wykorzystywane są do pomiaru wydajności Portalu z myślą o jego rozwoju.
Zgoda jest dobrowolna i możesz jej odmówić. Udzieloną zgodę możesz wycofać. Możesz żądać dostępu do Twoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia, ograniczenia przetwarzania, przeniesienia danych, wyrazić sprzeciw wobec ich przetwarzania i wnieść skargę do Prezesa U.O.D.O.
Korzystanie z Portalu bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza też zgodę na umieszczanie znaczników internetowych (cookies, itp.) na Twoich urządzeniach i odczytywanie ich (przechowywanie informacji na urządzeniu lub dostęp do nich) przez Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka Jeziorańskiego i Zaufanych Partnerów. Zgody tej możesz odmówić lub ją ograniczyć poprzez zmianę ustawień przeglądarki.
Ukraina / 14.01.2026
Andrzej Kozłowski
Hejt staje się wyrokiem. Trwa cicha wojna o dane w Ukrainie
Zjawisko doxingu, czyli ujawniania prywatnych danych osób w przestrzeni publicznej w celu zastraszania, zemsty, nękania lub wyrządzenia szkody, jest czymś więcej niż przejawem przemocy w internecie. Doxing nasila się, staje się coraz bardziej widoczny i dotkliwy dla społeczeństwa. Zjawisko to obserwuje się również w rejonach konfliktów zbrojnych, czego przykładem jest wojna w Ukrainie. O doxingu w realiach rosyjskiej agresji na Ukrainę opowiada dr Kacper Rękawek, Senior Research Fellow and Programme Lead w International Centre for Counter-Terrorism.
(Shutterstock)
Posłuchaj słowa wstępnego piątego wydania magazynu online!
Jak wygląda kwestia doxingu w wojnie w Ukrainie. Jak bardzo poważne jest to wyzwanie w kontekście trwającego konfliktu?
Nie doceniamy doxingu, choć nie oznacza to, że stanowi on najpoważniejszy problem tej wojny. Natomiast nie widziałem zbyt wielu analiz na ten temat w kontekście wojny rosyjsko-ukraińskiej. Temat ten był analizowany raczej w obszarze walki politycznej pomiędzy skrajną prawicą i lewicą w Niemczech czy w Stanach Zjednoczonych. W momencie aneksji Krymu w 2014 roku, w internecie zaczęły pojawiać się dane walczących ze sobą Ukraińców i Rosjan.
W ramach prowadzonych badań w ICCT, finansowanych przez Europejski Fundusz na rzecz Informacji i Mediów (EMIF), chcieliśmy przyjrzeć się doxingowi jako elementowi szerszego zjawiska na styku dezinformacji i tego, jak oddziałuje na świat offline. Cudzoziemcy, którzy przyjechali do Ukrainy, są narażani na treści homofobiczne, rasistowskie czy nawet faszystowskie, sami często są wyzywani od nazistów czy faszystów. Tworzy się wokół nich międzynarodowy hejt. Hejt jest problemem w demokratycznych państwach nieprowadzących wojny, a tutaj mamy jeszcze konflikt zbrojny.
Kto jest głównym celem tego doxingu?
Głównym celem od 2014 roku są Ukraińcy i ludzie (wolontariusze, pracownicy organizacji humanitarnych itp.), którzy im pomagają. Dzisiaj ta pomoc humanitarna zmieniła charakter i często polega na dostarczaniu dronów czy kamizelek kuloodpornych – takie osoby są naturalnym celem doxingu.
Nie można zapominać również o ukraińskich żołnierzach i ich rodzinach. Próbowano ich szantażować, pokazując kompromitujące fotki, filmy, nagrania czy też przekonując, że wróg posiada tajne informacje na ich temat i w przypadku odmowy współpracy zostaną one ujawnione. Taka sytuacja trwa od 2014 roku.
Olbrzymia część doxingu jest wymierzona w Ukraińców, ale nie można zapominać o zagranicznych ochotnikach, zwłaszcza tych, którzy angażują się w działania bojowe. W kanałach poświęconych doxingowi cytowane są moje teksty poświęcone problematyce zagranicznych bojowników. W praktyce prowadzi to do paranoi, bo jeśli skrytykuję Legion Międzynarodowy, to zostanie to wykorzystane do atakowania zagranicznych bojowników, co już miało miejsce na jednym z kanałów Telegrama.
Celem doxingu jest zniechęcenie do pomocy Ukrainie i ośmieszenie całej tej idei oraz zastraszanie ludzi, którzy tu przyjeżdżają, aby pomagać i walczyć. W trakcie naszych badań udało nam się dotrzeć do wielu osób niebędących Ukraińcami, które padły ofiarą doxingu. Z dziesięcioma z nich prowadziliśmy dłuższe rozmowy o ich doświadczeniach.
Jak wpłynęło to na ich postawę?
Mówią, że wszystko jest super, „cały ten doxing” jest śmieszny, a oni mają inne problemy, bo są w okopach. Nie będą się przecież przejmowali tym, że ktoś ich obsmarował w internecie. To dość naiwne, bo w ramach doxingu pojawia się wiele kontrowersyjnych informacji wyciąganych z mediów społecznościowych tych osób, które po opublikowaniu mogą zniechęcić do dalszego wspierania Ukrainy, na przykład w formie zrzutek. Niestety wiele z tych osób podeszło bardzo naiwnie do kwestii bezpieczeństwa w internecie, publikując zdjęcia swojej twarzy czy zdjęcia w mundurach. Często na tych fotografiach nie są sami, co naraża dodatkowo osoby postronne.
Jedna z najsłynniejszych historii dotycząca lekkomyślnego podejścia do bezpieczeństwa w sieci i nieprzejmowania się skutkami doxingu dotyczy Charkowa, gdzie linia frontu przebiega bardzo blisko miasta. Osoby używali tam Tindera, który często logował się do rosyjskiej sieci komórkowej, a potem byli zdziwieni, że przeciwnik wie o ich preferencjach seksualnych albo posiada kompromitujące fotki, które zostały zassane z aplikacji. To niestety charakterystyczny pokaz nonszalancji i błędnego założenia, że w internecie jesteśmy bezpieczni.
Były przypadki, w których ochotnicy mieli problemy w pracy przez swoją działalność na rzecz Ukrainy. Przykładowo, rozwozili materiały czy lekarstwa i musieli się fotografować, aby pokazać swoją zbiórkę i udowodnić, że nie są oszustami. Rosjanie to monitorują, a pracodawca, który myśli, że jego pracownik jest na urlopie w ciepłych krajach, dowiaduje się o jego zaangażowaniu w Ukrainie. To może wpłynąć na prowadzony przez niego biznes albo, co gorsza, w przypadku pracownika sektora publicznego może mieć reperkusje prawne, w zależności od przepisów w danym kraju.
Przykładowo, na Telegramie na kanale XYZ [oficjalna nazwa kanału nie została podana w artykule, aby nie promować propagandowych treści – przyp. red.], gdzie publikowane są twarze i inne dane, zachęca się tych zdoxowanych użytkowników, aby weszli na kanał i zaczęli się udzielać. Administratorzy XYZ uwielbiają sytuacje, kiedy ktoś wchodzi na kanał, identyfikuje się i wdaje w kłótnie w komentarzach.
Czy możesz wskazać jakieś konkretny przypadek, który zrobił na Tobie największe wrażenie?
To historia Kanadyjczyka Jeana-François „Hrulfa” Ratelle’a, który miał duże parcie na szkło i był zazdrosny o swoich rodaków walczących po stronie Ukrainy. To on sformował jedną z pierwszych – niby niezależnych – jednostek walczących na froncie. Trzeba tu dodać, że w rzeczywistości nie ma jednostek niezależnych. Wszystkie są kontrolowane przez Ukraińców. Krążyła plotka, że jednostka Ratelle’a miała bronić głównie wioski jego żony.
Hrulf w pewnym momencie został zdoxowany. Był wszechobecny w mediach społecznościowych i internecie. Wchodził na kanały, na których był doxowany, wdawał się w polemikę, komentował, sprzeczał, a w 2023 roku zginął w dość dziwnych okolicznościach, zabity przez drona. Wyglądało to na zaplanowane morderstwo. Kanały takie jak XYZ celebrowały to zdarzenie. Pojawiły się wpisy, że dopadła go klątwa XYZ. Co więcej, wpisy te pojawiły się przed publicznym ogłoszeniem śmierci Ratelle’a. Można oczywiście powiedzieć, że to przypadek, bo na wojnie giną ludzie, tyle że pole bitwy w 2023 roku nie było tak nasycone dronami jak obecnie. Nie można wykluczyć, że ktoś dostał zlecenie, aby Hrulfa zdoxować, śledzić i potem przesłać informacje rosyjskiemu wojsku o lokalizacji osoby, którą warto wyeliminować. Rosjanie obserwują miejsca, gdzie mogą pojawić się obcokrajowcy, i na nich polują. To jest dla nich bardzo cenne. Przykładowo, gdy w miejscowości Sumy pojawia się zagraniczny dziennikarz, to artyleria rosyjska nasila ostrzał w tym rejonie.
Jaką rolę odgrywa tutaj tradycyjne szpiegostwo?
Tę samą metodę wykorzystuje się na potrzeby tradycyjnego szpiegostwa. Rosjanie dostają informacje od źródeł osobowych, że obcokrajowcy będą poruszać się niedaleko linii frontu, i jeżeli na danym odcinku operuje w miarę sprawny, trzeźwy, rosyjski oficer, wtedy mogą spodziewać się intensyfikacji ataków dronami czy artylerią. Sytuacja w skrócie wygląda tak, że ktoś został zdoxowany w sieci, wszedł w interakcję, jego ślad cyfrowy jest śledzony, a to może mieć dla niego śmiertelne konsekwencje. Tak to wygląda w Ukrainie, w Europie nie odnotowano przypadków, aby ktoś został zdoxowany przez Rosjan, wrócił z wojny i zginął we własnym kraju. Znany jest przypadek rosyjskiego dysydenta, który uciekł, dostarczając helikopter Ukraińcom, ale to inna sytuacja.
A jak wygląda sytuacja z Ukraińcami, którzy padli ofiarą doxingu?
W Ukrainie używano doxingu do zastraszania konkretnej osoby i skłonienia jej w ten sposób do podjęcia działań na rzecz Rosjan. W ten sposób doszło do ataków bombowych na ukraińskie punkty rekrutacyjne na zachodzie kraju. Młoda dziewczyna dostała bombę i została zaszantażowana, żeby tę bombę przenieść do centrum rekrutacyjnego. Podobnych sytuacji było sporo. Wykonawców takich ataków określa się jako human albo proxy bomb. To się dzieje w Ukrainie, ale wyobraźmy sobie taką sytuację w Polsce. Postawię hipotezę, że wśród 55 osób aresztowanych w Polsce z powodu działania na rzecz Rosji, niektóre z nich zostały do tego zmuszone doxingiem i szantażem.
Czy rodziny osób walczących na Ukrainie też stają się celem doxingu?
Tak, naturalnie, i znowu w znacznie gorszej sytuacji są Ukraińcy. Spotykają się z groźbami, szantażem, ale też konkretnymi ofertami. Na przykład otrzymują możliwość wykupienia męża czy syna z niewoli bądź odzyskania ciała poległego. Czasami zamiast pieniędzy Rosjanie wymagają podjęcia konkretnych działań, takich jak wspomniane ataki na punkty rekrutacyjne czy próba zamachu bombowego w Kijowie na kawiarnię w 2025 roku.
Działania te są skutkiem wciąż intensywnej penetracji Ukrainy przez wywiad rosyjski, ale też łatwości pozyskania danych, takich jak adres czy numer telefonu. Informacje takie można po prostu kupić. Podobnie jest z danymi Rosjan. W Legionie Międzynarodowym do dzisiaj krążą plotki, że lokalizacja ich baz i ich dane zbierane przez ukraińską biurokrację są wystawiane na sprzedaż Rosjanom.
Czy doxing jest zaplanowaną strategią działania rosyjskich służb?
Doxing początkowo był raczej inicjatywą oddolną, która została podpięta pod szerszy ekosystem sieciowy. Pamiętajmy, że prowadzenie w Rosji kanałów w mediach społecznościowych wymaga rejestracji przez Federalną Służbę ds. Nadzoru w Sferze Łączności, Technologii Informacyjnych i Komunikacji Masowej (Roskomnadzor). Rosyjskie służby doskonale wiedzą, kto prowadzi działania doxingowe w ich kraju. Oczywiście jest to też wykorzystywane w działaniach propagandowych w celu pokazania, że sprawcy są niezależnymi rosyjskimi osintowcami [OSINT, ang. open-source intelligence – biały wywiad, metoda pozyskiwania i gromadzenia informacji z ogólnodostępnych źródeł – przyp. red.]. Moim zdaniem dzisiaj doxing jest sterowany przez rosyjskie służby. Część z kanałów wygląda chałupniczo, ale jest też spora liczba wyglądających bardzo profesjonalnie. Warto dodać, że takie działania prowadzone są również w Europie przez ludzi robiących to z własnej woli.
Istnieją też strony internetowe doxujące osoby, które pomagały Ukrainie. Są na nich między innymi Polacy. Czy odnotowaliście przykłady fizycznych ataków na takie osoby w Europie?
Nie odnotowaliśmy takich ataków. Na wspomnianych kanałach często trafiają się politycy oraz ludzie wspierający Ukrainę, niekoniecznie walcząc na froncie. Ale jeśli mówimy o bojownikach zagranicznych, to pierwsi ochotnicy, którzy dołączyli do Legionu Międzynarodowego, rzeczywiście zostali zdoxowani. Część z nich wróciła do domu po ataku na ośrodek szkoleniowy w Jaworowie 13 marca 2022 roku. Nie oznacza to jednak, że ich dane nie zostały pobrane i wykorzystane. Oni też często potem występowali w mediach, chwaląc się, że byli w Ukrainie.
Doxing często pojawia się post factum. Atakowanych ludzi co prawda w Ukrainie już nie ma, ale Rosjanie ich wyśmiewają. To bardziej się opłaca z perspektywy Moskwy niż przemoc fizyczna. Część zagranicznych bojowników wykorzystuje swoją przygodę w Ukrainie do budowania pozycji w mediach, a doxing stanowi dla nich pewną formę autopromocji. Ludzi ci czasem zupełnie lekceważą wynikające z tego zagrożenie, śmiejąc się, że osoby doxujące zamieściły ich niewłaściwe zdjęcie. Jednak są też tacy, którzy bardzo dbają o swoją prywatność i praktycznie nie zostawiają żadnego śladu cyfrowego.
Moim zdaniem nie można wykluczyć, że za rok wydarzy się coś, co spowoduje, że fakt opublikowania ich danych przez kanały doxujące zostanie w jakiś sposób wrogo wykorzystany.
Jak bronić się przed doxingiem i czy armia ukraińska wprowadziła jakieś konkretne regulacje, które mają zwiększyć ochronę przed tym zjawiskiem?
Wydaje mi się, że pewne reguły porządkujące zachowanie są wprowadzane. Na przykład nauczono się, aby nie zabierać telefonów w pewne miejsca, nie podłączać się do pewnych serwisów i sieci czy nie umieszczać niektórych informacji w internecie. Ludzie zaczęli doceniać używanie trybu samolotowego. Najlepiej w ogóle nie mieć kont w mediach społecznościowych. Jest to oczywiście techniczny aspekt tego zjawiska, choć trzeba mieć świadomość, że zakazanie fotografowania czy filmowania w dzisiejszych czasach jest praktycznie niemożliwe do wyegzekwowania.
Niestety doxingowi sprzyja model funkcjonowania niektórych jednostek wojskowych, które muszą być aktywne w mediach, żeby zebrać fundusze na sprzęt. To samo dotyczy organizatorów zbiórek. Bez filmowania swojej działalności nie zdołają zebrać sprzętu ani środków na pomoc dla walczących.
Natomiast jeżeli już ktoś jedzie do Ukrainy i ma fundusze na 3–6 miesięcy pobytu, to najlepiej zrobi, nie nagłaśniając swojej obecności, nie chwaląc się w mediach społecznościowych. To najlepsza rada. Niestety, często to nie wystarcza, bo trzeba być w kontakcie również z Ukraińcami, którym przekazuje się informacje na swój temat, oni kontrolują, kto przyjeżdża i mogą stać się źródłem wycieku danych. Na to też trzeba być przygotowanym. Cudzoziemcy walczący na froncie często mają wrażenie, że bazy danych z informacjami na ich temat lądują w rosyjskich rękach i nie wiadomo, czy zostały sprzedane, czy wykradzione.
Kacper Rękawek ekspert do spraw terroryzmu i jego zwalczania. Ukończył studia doktoranckie na Queen’s University Belfast, następnie związany z Uniwersytetem SWPS, Polskim Instytutem Spraw Międzynarodowych, University of St. Andrews, obecnie w GLOBSEC Policy Institute w Bratysławie. Członek European Expert Network on Terrorism Issues oraz Society for Terrorism Research.
Andrzej Kozłowski – ekspert ds. cyberbezpieczeństwa i dezinformacji. Doktor nauk politycznych. Były redaktor naczelny portalu CyberDefence24.pl. Prowadzi wykłady, szkolenia i konwersatoria z zakresu cyberbezpieczeństwa i walki z dezinformacją. Adiunkt na Uniwersytecie Łódzkim.
Te osoby muszą pamiętać, że po powrocie do swoich państw mogą znaleźć się w miejscach, w których istnieje diaspora rosyjska. W takiej sytuacji, jeżeli jest to osoba ważna, która osiągnęła dużo na froncie ukraińskim, to Rosjanie mogą szantażować kogoś z jej otoczenia, aby do takiego człowieka dotrzeć. Oczywiście nie grozi to każdemu, bo Rosjanie nie mają tak wielkich możliwości, żeby atakować każdego. Na uwagę trzeba sobie zasłużyć, tak jak w przypadku nieudanego zamachu na Władimira Osieczkina w Paryżu. Mężczyzna uciekł z Rosji i założył projekt Gulag.net nagłaśniający represje w więzieniach i rosyjskich strukturach siłowych. Nie można wykluczyć, że podobny los może spotkać któregoś z cudzoziemców pomagających Ukrainie na froncie lub poza nim.
Artykuł został wznowiony.
Data pierwszej publikacji: 02.12.2025