Nasza strona używa ciasteczek do zapamiętania Twoich preferencji oraz do celów statystycznych. Korzystanie z naszego serwisu oznacza zgodę na ciasteczka i regulamin.
Pokaż więcej informacji »
Drogi czytelniku!
Zanim klikniesz „przejdź do serwisu” prosimy, żebyś zapoznał się z niniejszą informacją dotyczącą Twoich danych osobowych.
Klikając „przejdź do serwisu” lub zamykając okno przez kliknięcie w znaczek X, udzielasz zgody na przetwarzanie danych osobowych dotyczących Twojej aktywności w Internecie (np. identyfikatory urządzenia, adres IP) przez Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka Jeziorańskiego i Zaufanych Partnerów w celu dostosowania dostarczanych treści.
Portal Nowa Europa Wschodnia nie gromadzi danych osobowych innych za wyjątkiem adresu e-mail koniecznego do ewentualnego zalogowania się przy zakupie treści płatnych. Równocześnie dane dotyczące Twojej aktywności w Internecie wykorzystywane są do pomiaru wydajności Portalu z myślą o jego rozwoju.
Zgoda jest dobrowolna i możesz jej odmówić. Udzieloną zgodę możesz wycofać. Możesz żądać dostępu do Twoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia, ograniczenia przetwarzania, przeniesienia danych, wyrazić sprzeciw wobec ich przetwarzania i wnieść skargę do Prezesa U.O.D.O.
Korzystanie z Portalu bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza też zgodę na umieszczanie znaczników internetowych (cookies, itp.) na Twoich urządzeniach i odczytywanie ich (przechowywanie informacji na urządzeniu lub dostęp do nich) przez Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka Jeziorańskiego i Zaufanych Partnerów. Zgody tej możesz odmówić lub ją ograniczyć poprzez zmianę ustawień przeglądarki.
– Przyszłość jest straszniejsza niż teraźniejszość – mówi rosyjski pisarz Siergiej Lebiediew w rozmowie ze Stasią Budzisz. W swojej powieści Biała Pani wraca do korzeni wojny w Donbasie i ostrzega przed tym, co już się dzieje – przemianą Rosji z czerwonego imperium w brunatny reżim. To rozmowa o zapomnianych ofiarach, pustych rytuałach pamięci, bezwzględności systemu i o tym, jak łatwo społeczeństwo można oswoić z każdą formą zła.
Rosyjską okupację ukraińskich terytoriów opisuje się zwykle językiem wojny: linie frontu, okopy, drony, artyleria. Nie mniej ważna jest jednak bitwa tocząca się w przestrzeni instytucji – a szczególnie szkolnictwa. Kto kontroluje program nauczania, symbole na ścianach i lekcje historii, ten kontroluje oficjalną wersję rzeczywistości. Ten reportaż śledzi losy trzech ukraińskich nauczycieli z różnych części Ukrainy, którzy na własnej skórze doświadczyli przejęcia oświaty. Przemoc, jaka spotkała ich ze strony nowej władzy – groźby, zatrzymania, przesłuchania, deportacje – układa się w spójny plan działania. Na terytoriach pozostających pod okupacją okazał się on skuteczny.
Międzynarodowe Centrum Przeciwdziałania Terroryzmowi opublikowało raport na temat rosyjskich działań hybrydowych, skupiając się na przypadkach kinetycznych ataków na terenie Europy. – Modus operandi rekrutowania sabotażystów przez Rosję przypomina działania ISIS – mówi Julian Lanchès, junior research fellow z Międzynarodowego Centrum Zwalczania Terroryzmu, współautor raportu poświęconego rosyjskim kinetycznym atakom w Europie.
Najważniejsze nie są odpowiedzi, ale pytania. Dyskusja nad pojęciami i kategoriami służy ostatecznie wyostrzeniu i pogłębieniu obserwacji i ocen. Książka nie porusza kwestii, na ile faszyzm, był już obecny w stalinizmie – co przyznawali sami faszyści. Na pierwszy rzut oka określenie „stalinizm” może wydawać się sprzeczne, biorąc pod uwagę, że dzisiejszy terror nie jest skierowany przeciwko własnemu narodowi, jak miało to miejsce w szczytowym okresie stalinizmu. Można jednak spojrzeć na to inaczej: czy Putin nie uważa Ukraińców, z którymi toczy wojnę za ich „zdradę”, za swoich prawowitych poddanych? Czy nowa forma faszyzmu nie polegałaby na czymś więcej niż tylko hierarchicznym uporządkowaniu różnych grup etnicznych?
Łuniewski proponuje kilka możliwych scenariuszy rozwoju sytuacji w Rosji. Pisze o „wielkim rosyjskim murze”, „zaciskaniu pasa”, „wahadle” i „niepodległym Tatarstanie”. Każda z tych wizji przyszłości stanowi bardzo ciekawy przegląd wydarzeń i procesów, których kumulacja może zaowocować różnymi wariantami Rosji. Omawiając każdy z nich, autor bardzo dobrze wykorzystuje swój warsztat dziennikarski, dodatkowo zasilany wiedzą ekspercką. Wyczerpująco opisuje czynniki, które przemawiają za możliwością zaistnienia danego scenariusza. W ten sposób Łuniewskiego udaje się wyjść poza typowe w dyskursie publicznych prorokowanie na temat przyszłości Rosji.
Zachodnie instytucje traktują wygnanych rosyjskich opozycjonistów jako demokratyczną alternatywę dla Putina. W rzeczywistości rosyjskiej emigracyjnej opozycji brakuje społecznej legitymizacji. Jest za to głęboko podzielona i często przedkłada rosyjskie poczucie krzywdy nad cierpienia Ukraińców
Przypadek zaszczucia prowojennego blogera przez innych propagandystów unaocznił coś, co do tej pory było ukryte przed szerszą publiką – zażartość konfliktu w środowiskach popierających wojnę. Okazało się, że to rywalizacja na śmierć i życie, a stawką jest dostęp do zasobów medialnych i środków finansowych. Dzieje się tak dlatego, że naprzeciw sołowiowskiej „ochranoty” stoi grupa korespondentów wojennych – „wojenkorów” i Z-blogerów, względnie niezależna od oficjalnych kanałów informacyjnych, bo wykorzystująca do komunikacji Telegram.
Problemy z finansowaniem, brak możliwości pracy na miejscu, brak fact-checkingu, rosnąca przepaść między odbiorcami w kraju a dziennikarzami na emigracji – to tylko niektóre problemy, z którymi mierzą się rosyjskie media krytyczne wobec Kremla. Jak w soczewce możemy zaobserwować te problemy w historii Asiji Niesojewej, oszustki, która przez lata brylowała w czołowych opozycyjnych i niezależnych redakcjach, aż do swojej dekonspiracji na początku 2025 roku.
Jean Onana z Kamerunu myślał, że wyjeżdża do Rosji, by pracować w fabryce kosmetyków. Z Douali wyruszył w marcu 2025 roku po ogłoszeniu, które obiecywało legalny kontrakt, zakwaterowanie i 1200 dolarów miesięcznie. Kilka tygodni później był już w okopie pod Donieckiem, z karabinem w dłoni i rozkazem, by iść naprzód. Przeżył jako jedyny z dziesięcioosobowej grupy Afrykańczyków, których rosyjscy rekruterzy zwabili ofertą pracy w „szamponiarni”. Jego historia opisana przez brytyjskie media to tylko jeden z wielu przypadków, pokazujących, jak Rosja podstępnie werbuje kobiety i mężczyzn z różnych państw afrykańskich do swojej wojny przeciwko Ukrainie.
Wojna rosyjsko-ukraińska i wynikający z niej upadek porządku światowego po 1945 r. mogą zmotywować stosunkowo mniejsze mocarstwa do odstraszania większych za pomocą broni atomowej, radioaktywnej, biologicznej lub chemicznej.
Ostatni bezprecedensowy atak rosyjskich dronów na Polskę potwierdził, że putinowska Rosja stanowi najpoważniejsze zagrożenie dla naszego bezpieczeństwa. Obecna sytuacja wymaga znacznie większego zaangażowania w relacje z rosyjskim społeczeństwem obywatelskim. To nowe otwarcie powinien zainicjować polski trzeci sektor.
Po ponad 3,5 roku pełnoskalowej wojny i po ponad 1,5 roku systematycznej kampanii ukraińskich nalotów na rosyjską infrastrukturę naftową Rosjanie zaczynają coraz bardziej odczuwać skutki konfliktu z Ukrainą. Przez ostatnie lata wydawało się, że obywatele Federacji Rosyjskiej pozostają obojętni na zachodnie sankcje oraz straty na froncie, ale lato 2025 r. dowiodło, że Rosjanie mają swoje czułe punkty. Uderzenia w kolejne rafinerie nie tylko ograniczają rosyjski eksport ropy i paliw, ale także pogarszają kondycję finansową państwa i samorządów, co prowadzi do radykalnego obniżenia standardów życia w niektórych częściach kraju oraz na terenach okupowanych.
Wtargnięcie rosyjskich dronów i rakiet w polską przestrzeń powietrzną jest echem taktyki ichtamniet – sarkastycznego określenia rosyjskiego żołnierza lub najemnika, którego obecności za granicą Kreml zaprzecza. To strategia od dawna testowana w Ukrainie, a teraz widoczna i tutaj. Kreml bada „czerwone linie” NATO, podczas gdy jego machina propagandowa stara się zacierać ślady pełzającej wojny.
Naruszenie polskiej przestrzeni powietrznej przez drony rosyjskie i pierwszy od 80 lat przypadek, gdy polskie samoloty zestrzeliły wrogi statek powietrzny, powoduje że artykuł Agnieszki Bryc nabiera jeszcze większego znaczenia (Redakcja). Kodeks ulicy nakazuje stale demonstrować siłę. Manifestacja słabości osłabia grupę i zachęca rywali do pozbawienia lidera władzy. Świetnie rozumie to Putin, stąd regularnie demonstruje przemoc zarówno w relacjach międzynarodowych, jak i w stosunku do swoich współpracowników.
Fidias Panajotu, 25-letni youtuber z Cypru, który zasłynął absurdalnymi wyzwaniami i viralowym uściskiem z Elonem Muskiem, w ciągu roku stał się jednym z najbardziej kontrowersyjnych europosłów. Bez partyjnego zaplecza zdobył rekordowe poparcie, obiecując „demokrację online” i głosowania sterowane ankietami w mediach społecznościowych. Dziś coraz częściej określany jest mianem „rosyjskiego aseta” – krytykuje wsparcie dla Ukrainy, głosuje wbrew większości PE i podróżuje do Moskwy, wywołując burzę w Brukseli i na Cyprze.
Niepowodzenie negocjacji amerykańsko-rosyjskich na Alasce pokazuje, jak wiele osób nie rozumie czynników wpływających na politykę zagraniczną Moskwy. Uległość, ustępstwa i gesty przyjaźni nie zmienią kursu polityki Kremla ani nie przekonają Władimira Putina do rezygnacji z agresji i siły militarnej jako metody działania.
LGBT było pierwszą grupą, na której Kreml przećwiczył technologię publicznej dyskredytacji. To nas porównywano do pedofilów. To nas jako pierwszych nazwano piątą kolumną!
Ogłoszone spotkanie na szczycie prezydentów Rosji i Stanów Zjednoczonych budzi nadzieję na zawieszenie broni w Europie Wschodniej. Pomimo sankcji i listu gończego wydanego przez Międzynarodowy Trybunał Karny Donald Trump zamierza przyjąć Władimira Putina na Alasce. USA nie są stroną Trybunału i nie uznają nakazu aresztowania.
Podczas gdy w Polsce przeważnie podnosi się temat przesmyku suwalskiego, którego zdobycie miałoby pozwolić Rosji na stworzenie korytarza lądowego z Białorusi do rosyjskiego obwodu królewieckiego, bardziej prawdopodobne jest to, że Moskwa od razu skierowałaby ostrze swej agresji na Bałtów, a szczególnie Estonię. Nie brakuje ponurych przesłanek za realizacją właśnie takiego scenariusza, gdyby Rosja zdecydowała się na nową wojnę. Bałtowie zdają sobie z tego sprawę i usilnie przygotowują się do konfrontacji.
Rosja, największy pod względem powierzchni kraj świata, odczuwa poważne skutki zmian klimatu: od pustynnienia i nasilenia się pożarów po zniszczenia infrastruktury. Ale dla reżimu tak zależnego od wydobycia i eksportu paliw kopalnych, szczególnie po rozpoczęciu pełnoskalowej inwazji na Ukrainę, kryzys klimatyczny nie jest problemem do rozwiązania, lecz rzeczywistością do zaakceptowania.
Rosja ma duże doświadczenie w prowadzeniu działań hybrydowych, przy tym nie ograniczają się one do walki informacyjnej, szpiegostwa czy dywersji, ale obejmują też gospodarkę. W 2022 r. Moskwa musiała dostosować się do długoletniego funkcjonowania w warunkach surowych sankcji gospodarczych i technologicznych. Restrykcje uderzyły również w handel ropą naftową i produktami ropopochodnymi, których eksport odpowiadał za jedną trzecią dochodów budżetowych Rosji. Tajemnicza flota cieni stała się rozwiązaniem, które pozwoliło nie tylko obejść sankcje, ale także ograniczyć transport ropy drogą lądową.
Od kilku tygodni jesteśmy świadkami autoanihilacji rosyjskiej opozycji. Proces rozkładu zaczął się dawno temu, ale przebiegał w sposób ukryty, za zamkniętymi drzwiami biur i na zamkniętych czatach bezpiecznych komunikatorów. To, co niejawne, stało się publiczne 12 września, gdy na kanale Aleksieja Nawalnego na YouTubie Maria Piewczych opublikowała wyniki nowego śledztwa. Wynika z niego, że za ostatnimi atakami na przedstawicieli Fundacji Walki z Korupcją Nawalnego stał inny rosyjski opozycjonista na emigracji – Leonid Newzlin. Publikacja wyników śledztwa nie zadziała jednak jak katharsis. Zamiast oczyścić atmosferę, otworzyła puszkę Pandory.
Rosja wypuściła właśnie 1000 ukraińskich jeńców wojennych, co wywołało zrozumiałą radość i ulgę wśród rodzin oraz opinii publicznej. Każdy uwolniony jeniec to zwycięstwo warte świętowania. Każda wymiana jeńców, którą mylnie uznaje się za przełom pokojowy, to zwycięstwo według podręcznika Putina.
Przedstawiciele rdzennych narodów zamieszkujących terytorium Federacji Rosyjskiej decydują się na udział w imperialnej wojnie Putina z banalnych powodów: biedy i nędzy. – Rosja doprowadziła rdzenne narody do stanu, w którym dosłownie balansują na granicy przeżycia. Dlatego dla wielu pokusa jest zbyt silna: za udział w wojnie dostają obietnicę zarobienia ogromnych pieniędzy, a alternatywy w postaci godnej pracy na miejscu po prostu nie ma. Oczywiście to nie znaczy, że należy udział w wojnie tych grup społecznych usprawiedliwiać. Niezależnie od motywacji uczestnicy wojny stają się zbrodniarzami wojennymi – wyjaśnia w tekście Igora Krawetza Paweł Sulandziga, założyciel Międzynarodowej Fundacji na rzecz Rozwoju i Solidarności Ludów Rdzennych oraz badacz w Dartmouth College i Uniwersytecie Maine.
Na początku marca 2022 roku, niecały tydzień po tym, jak rosyjskie bomby zaczęły spadać na ukraińskie miasta, pisarz i wykładowca Paolo Nori ogłosił, że Uniwersytet w Mediolanie-Bicocca odwołał jego wykłady o Dostojewskim. Zastępca rektora uczelni Maurizio Casiraghi w mailu wysłanym do profesora na kilka dni przed rozpoczęciem zajęć tłumaczył, że zwiesił kurs, „by uniknąć wszelkich polemik, szczególnie wewnętrznych, w tym pełnym napięcia okresie”.
W 2025 r. prezydent USA Donald Trump ogłosił plany zorganizowania wielkiej parady wojskowej i przemianowania Dnia Zwycięstwa w Europie – 8 maja – na Dzień Zwycięstwa w II Wojnie Światowej, co stanowi bezpośrednie wyzwanie dla monopolu Rosji na kult zmilitaryzowanego triumfu. Zastanawiające jest, dlaczego zarówno demokracje, jak i autokracje inwestują w ekstrawaganckie pokazy władzy symbolicznej. Czy taki teatr może zastąpić prawdziwe zwycięstwo nad nowoczesnym faszyzmem?
W Rosji, dyktatura Putina nie zaczęła się od razu. Ewoluowała stopniowo, wykorzystując resentyment z lat dziewięćdziesiątych. Ostatnie wydarzenia, związane z wojną na Ukrainie, ujawniły kryzys i nieudolność reżimu, prowadząc do czystek wśród rosyjskich celebrytów i kultury.
Choć Rosja nie zdołała militarnie pokonać Ukrainy, konflikt przyniósł Putinowi sukcesy w polityce wewnętrznej, prowadząc do niemal całkowitej kontroli państwa. Sankcje Zachodu nie załamały rosyjskiej gospodarki, a w wielu regionach poziom życia wręcz się poprawił dzięki wojennej mobilizacji.
W miniony weekend w Rosji nie odbyły się wybory, nawet w formie parodii czy zwyrodnienia. W Rosji zostały przeprowadzone wysoce zorganizowane, skrupulatne i dyscyplinujące działania systemu totalizującej się władzy.
W jednej z kolejnych rund negocjacji między Stanami Zjednoczonymi i Rosją pod koniec marca przedstawiciele Rosji podnieśli kwestię tzw. inicjatywy czarnomorskiej. Została ona uchwalona i wprowadzona w życie w 2022 roku przy wsparciu Turcji i ONZ, by umożliwić bezpieczny eksport zboża z ukraińskich portów na Morzu Czarnym. Jednak po roku rosyjskie władze wycofały się z umowy. Teraz Rosja znowu chce dyskutować o swobodnej żegludze i handlu czarnomorskim, najprawdopodobniej w celu legalizacji eksportu zboża i innych towarów z okupowanych terytoriów ukraińskich. „To przestępstwo. Musimy stale walczyć, by zapobiec legitymizacji tego zjawiska” – mówi Kateryna Yaresko z ukraińskiej organizacji Myrotworeć w rozmowie z Kateryną Pryshchepą.
W ciągu ostatnich dwóch miesięcy władze kilku rosyjskich regionów zamieściły na stronie zamówień rządowych przetargi na zakup modeli broni o wartości ponad 177 mln rubli (około 8 mln zł). Lokalne władze chcą zakupić repliki granatów, karabinów Kałasznikowa, pistoletów Makarowa i innych części wyposażenia związanego z wojskiem, aby móc prowadzić lekcje w ramach przedmiotu „Podstawy bezpieczeństwa i obronności ojczyzny”. Nasz rosyjskojęzyczny portal Vot Tak przyjrzał się tym planom.
Od represyjnych służb bezpieczeństwa i łagrów do ławek w parkach i dobrze utrzymanych przystanków autobusowych droga wcale nie jest daleka. Nie przypadkiem w wielu krajach byłego ZSRR rok napaści Rosji na Ukrainę był czasem ostatecznego oczyszczenia przestrzeni publicznej z przejawów sowieckiej dominacji.
Rosja prowadzi kolejną wojnę – tym razem informacyjną. Kremlowskie media z satysfakcją nagłaśniają antyukraińskie nastroje w Polsce, a farmy trolli wykorzystują społecznościowe bańki, by podsycać podziały. Co więcej, Moskwa znalazła nowy cel: sztuczną inteligencję. Według raportu NewsGuard rosyjska sieć Pravda “zatruwa” zachodnie chatboty milionami zmanipulowanych treści. Czy Polska jest gotowa na ten nowy wymiar dezinformacji?
Nie sądzę, aby pokój w Europie był możliwy, dopóki Putin jest u władzy. Myślę, że w najlepszym razie będziemy mieli coś, co nazywam zimnym pokojem. Albo zimną wojnę, ale pisaną małymi literami, nie wielkimi. W tej chwili Rosja nie chce pokoju, chce konfliktu. Nie powiedziałbym, że Kreml dąży do otwartej wojny totalnej w Europie, ale zdecydowanie próbuje podważać nasze systemy, polityczne i gospodarcze. W ten sposób Rosja już prowadzi z nami wojnę. Jest to wojna hybrydowa, która toczy się przeciwko naszym społeczeństwom – mówi Borja Lasheras, doradca wysokiego przedstawiciela UE do spraw zagranicznych i polityki bezpieczeństwa, Josepa Borrella, w rozmowie z redaktorką New Eastern Europe, Iwoną Reichardt.
Kolejne reperkusje podstępnego ataku Moskwy na naród ukraiński pogłębiają rosyjską subwersję logiki światowego reżimu nieproliferacji. Zaangażowanie Korei Północnej w wojnę rosyjsko-ukraińską pogłębia kryzys w międzynarodowym porządku nuklearnym. Współpraca Pjongjangu z Moskwą wzmaga zagrożenie nuklearne. Konflikt podkreśla paradoksy międzynarodowego systemu bezpieczeństwa.
Rozwój samej Rosji jest wciąż daleki od faszyzmu, ponieważ Putin i jego otoczenie nie są krajowymi rewolucjonistami, ale raczej przedstawicielami ancien regime'u sprzed 1991 roku. Dążą oni do przywrócenia carskiego i sowieckiego porządku tak dalece, jak to możliwe, a nie do stworzenia zupełnie nowego imperium. Putin jest mniej rosyjskim Hitlerem, a bardziej porównywalny w pewnych aspektach do ostatniego niemieckiego prezydenta Rzeszy, Paula von Hindenburga, który 30 stycznia 1933 roku mianował Hitlera kanclerzem Rzeszy.
Od początku rosyjskiej inwazji na Ukrainę w 2022 roku nie cichnie dyskusja, czy pełnoskalowa wojna połączona z sankcjami Zachodu może doprowadzić do wewnętrznych niepokojów w Rosji, a w konsekwencji – do jej klęski. Pomimo licznych porażek i co najwyżej pozornych sukcesów na froncie Federacja Rosyjska okazała się wytrzymała i zdeterminowana do toczenia długoletniej wojny. Jednak im dłużej ona trwa, tym bardziej na wielu poziomach degradują się rosyjskie siły zbrojne, a na domiar złego dla Moskwy Ukraińcy przenieśli część ciężaru konfliktu na terytorium agresora. Generuje to dla Kremla dodatkowe komplikacje, które w połączeniu z innymi problemami mogą zaważyć na dalszym przebiegu wojny.
Toksyczna nostalgią za sowiecką przeszłością, wiara w swoją wyjątkowość, gloryfikacja wojny i kwestionowanie istnienia narodu ukraińskiego – to cechy rosyjskiego kina, które po 2022 roku stało się niewątpliwym narzędziem propagandy. Sztandarowym przykładem jest rosyjski film Świadek (ros. Свидетель) z 2023 roku, który opowiada o „ukronazistach” i wojnie w Donbasie. Stereotypy dotyczące różnych narodów sowiecka i rosyjska kinematografia wykorzystywała od początku swojego istnienia w różnych kontekstach, ale ogólna zasada pozostawała niezmienna: nie-Rosjanie byli zawsze podporządkowani „wielkiemu narodowi rosyjskiemu”. Rosyjskie kino pomaga elitom w trwaniu u władzy, praniu mózgów obywateli i niestety utrzymuje swój status także dzięki pokazom na międzynarodowych festiwalach filmowych.
Strzelanina w siedzibie rosyjskiej spółki Wildberries, zaledwie niecały kilometr od murów Kremla, to kolejny przykład rosnącej destabilizacji w Rosji, który można zestawić z ubiegłorocznym puczem Prigożyna, marcowym zamachem w Crocus City Hall czy nawet z reakcją Moskwy na ukraińską ofensywę w obwodzie kurskim. Tym razem chodzi jednak o sferę gospodarczą. W Rosji trwa „ponowny podział własności”, który w przypadku giganta rynku e-commerce przybrał formy znane z „bandyckich lat 90.”
Dopiero w 2022 r., osiem lat po rozpoczęciu wojny rosyjsko-ukraińskiej w lutym 2014 r., zachodnie kraje i organizacje zaczęły na nowo analizować swoje podejście do Moskwy.
Wraz z kompromitacją armii wyrodziły się imperialne ambicje Rosji, ale temat rosyjskiego imperializmu się nie zdezaktualizował. Powrócił w odwróconym kontekście: pod hasłem potrzeby dekolonizacji Rosji po przegranej wojnie z Ukrainą.
Ciągłe apele Pekinu o zawieszenie broni i negocjacje między Moskwą a Kijowem nabrały nowego znaczenia po ukraińskiej okupacji zachodnich ziem Rosji. Presja Chin albo innych państw niezachodnich na rosyjsko-ukraińskie porozumienie mogłaby właśnie teraz doprowadzić do rozmów pokojowych
W 2014 roku w Soczi Władimir Putin uroczyście otwierał Zimowe Igrzyska Olimpijskie. Gdy zapalał olimpijski znicz, z jego twarzy nie schodził pełen zadowolenia, triumfalny uśmiech. W końcu udało się niemożliwe – zorganizowanie zimowej olimpiady w regionie, gdzie panuje klimat podzwrotnikowy z kapryśną zimą. Organizacji imprezy poza warunkami atmosferycznymi nie sprzyjały także inne czynniki. Intensywnej budowie obiektów sportowych i okołosportowej infrastruktury towarzyszyły równie intensywne afery korupcyjne. Mimo to wszystko udało się ukończyć na czas i za chwilę rosyjscy sportowcy mieli zdobywać liczne medale ku chwale ojczyzny i jej prezydenta, dla którego organizacja igrzysk olimpijskich była wyrazem osobistych ambicji.
Budowa demokracji w Rosji jest możliwa wyłącznie na ruinach jej politycznych tradycji kulturowych, na porzuceniu starych fundamentów umowy społecznej, obywatelskiego idiotyzmu, tolerancji dla korupcji i rewizji federalnej, a właściwie kolonialnej struktury kraju. (fragment artykułu)
Biorąc pod uwagę doświadczenia republik postsowieckich w zawieraniu umów z Moskwą, rozmowy rosyjsko-ukraińskie w 2022 r. miały niewielkie szanse powodzenia.
Z komunikatu rosyjskiej służby więziennej dowiedzieliśmy się, że w piątek, 16 lutego 2024 r., o godzinie 14.17 czasu lokalnego w kolonii karnej w Jamalsko-Nienieckim Okręgu Autonomicznym zmarł skazany na dziewiętnaście lat ciężkiego łagru polityk Aleksiej Nawalny. Ale to nie jest prawda.